Archiwum dla Lipiec, 2012

Rozdział 99.

- Skarbie! – zawołałam i ruszyłam w stronę śpiącego Louisa. Podniosłam delikatnie jego głowę, ale chłopak nie zareagował. To dziwne, że Lou i Wojtek polegli, a Zayn chociaż pił z nimi właśnie zajadał się sałatką. – Co z nimi robimy? – zapytałam Hazzę, który podszedł do naszych pijaków. Megan też przyszła skontrolować swojego chłopaka, zamiast być wściekłe, śmiałyśmy się widząc naszych mężczyzn. – Dziewczyny, słuchacie mnie? – z napadu śmiechu wyrwał nas głos Harrego – Przepraszam, możesz powtórzyć? – starałam się być poważna, jednak dalej chichotałam pod nosem – Mówiłem, że Niall zaniesie Louisa do domku, a ja Wojtka, bo jest trochę cięższy… – My już też pójdziemy spać – przerwał wypowiedź Harrego Liam. Pożegnaliśmy się z nim i Viki i wróciliśmy do rozmowy – Więc okej, ja idę z Wojtkiem, Megan pójdziesz z nami. Niall zaniesie do domu Louisa, a ty Oliwia… – A ja wrócę z Zaynem, muszę jeszcze coś zjeść, jestem głodna – powiedziałam – Dobra, ty wrócisz z Zaynem, tylko uważajcie na siebie – Jak zawsze! – zawołał Zayn salutując. Wszyscy się rozeszli, a ja nałożyłam sobie sałatki na talerz i łapczywie ją jadłam. Zayn gdzieś wyszedł, ale zanim zdążyłam zjeść wrócił trzymając w ręce butelkę Jacka Danielsa. Machał nią wesoło uśmiechając się – Chyba pamiętasz po co tu przyszliśmy? Na zapleczu jest jeszcze cała skrzynka! – Nie, Zayn, tylko nie to… nie whiskey! – Olii, nie pękaj. Byłaś taka chętna. Po jednym drinku, okej? – popatrzył na mnie błagalnie – Niech będzie – wyszliśmy na zewnątrz, bo obsługa zaczęła już sprzątać domek. Wzięliśmy ze sobą butelkę whiskey, dwie szklanki, butelkę coli i ruszyliśmy na plażę. Usieliśmy na jej skraju, daleko od oceanu. W miejscu w którym kończyła się trawa, a zaczynał piasek była wydma i wielka palma. Uparłam się, że nie usiądę w białej sukience na mokrym od nocnej wilgoci piasku. Zayn ściągnął koszulkę na której wygodnie się ułożyłam. Usiedliśmy pod drzewem opierając się plecami o konar. Zayn podał mi szklanki i chwiejąc butelką na wszystkie strony nalał do połowy whiskey, a następne pół szklanki wypełnił colą. Szczerze mówiąc nienawidzę whiskey, ale już nawet jej nie czułam w drinku. Zayn chyba też, bo popijaliśmy nasze drinki jak wodę, śpiewając, ciesząc się i śmiejąc. W pewnym momencie postanowiłam się trochę przejść po plaży. To nie był dobry pomysł. Gdy tylko się podniosłam przyspieszone krążenie pomogło alkoholowi szybciej rozejść się po moich żyłach, zachwiałam się i upadłam na miękki piasek śmiejąc się głośno. Zayn podszedł do mnie i pomógł mi wstać. Złapał mnie pod rękę i chwiejnym krokiem, dyskutując o tym, jak nie docenialiśmy whiskey ruszyliśmy w stronę mojego domku. Nagle poczułam wszechogarniające zmęczenie i senność, a oprócz tego było mi gorąco. Puściłam rękę Zayna i ruszyłam w stronę niewysokiego murku dzielącego plażę od ogródka hotelu. Położyłam się na nim bokiem. Tak jak się spodziewałam był przyjemnie chłodny. Przyłożyłam do niego policzek, zamknęłam oczy i odetchnęłam głośno zachwycając moim świetnym pomysłem. – Oliwia?! Co ci jest? Wstawaj! – Jeśli mnie stąd ruszysz, to obiecuję, że cię zabiję – powiedziałam spokojnie nie otwierając oczu – Oli, nie wygłupiaj się! – wołał Zayn, a ja przyłożyłam sobie palec do ust każąc mu zachować ciszę. Coś jeszcze mruczał, a nie zwracałam już na niego uwagi. Byłam wniebowzięta, a betonowy murek był dla mnie jak królewskie łoże. Mój relaks przerwał kolejny krzyk – Oliwia! Zayn!? Co się jej stało?! – dopytywał przerażony głos. Nie, tylko nie on! W sumie z moim pechem mogłam się tego spodziewać. Dobry wieczór Harry, pomyślałam – Oliwia! Oli?! Coś ty jej zrobił? Zayn! – Nic, sama się położyła, chyba zemdlała. Miałeś iść do domu – Byłem w domu i czekałem na ciebie pół godziny! Dobrze, że przyszedłem… – chłopak zrobił pauzę, chyba zastanawiał się co w tej sytuacji zrobić – Oliwia odezwij się, proszę – powiedział Harry. Chyba kucał obok mnie, bo jego głos był wyraźny, a na skórze poczułam jego ciepły oddech. – Może nie żyje – zakomunikował Zayn, a ja musiałam się powstrzymać, żeby nie parsknąć śmiechem – Zgłupiałeś?! Idź już do domu, zaraz tam będę – usłyszałam oddalające się ode mnie kroki. Czyli Zayn zostawił mnie na pastwę trzeźwego loczka. Zdrajca. Tymczasem Hazza znów ponowił próby skontaktowania się ze mną – Oliwia słyszysz mnie? – Nie słyszę. Daj mi spokój. – odpowiedziałam wściekła wiedząc, że za chwilę będę musiała opuścić mój murek. Usłyszałam cichy chichot. Pięknie, czyli jeszcze się ze mnie naśmiewa! Nie wstanę, nigdy! A przynajmniej nie w ciągu najbliższych pięćdziesięciu godzin… Poczułam pod kolanami i na plecach jego dłonie, a już po chwili dyndałam w powietrzu niesiona przez Hazze. To nie było dobry pomysł, chłopak starał się obchodzić ze mną delikatnie, jednak idąc kołysał mną lekko. Wtedy właśnie przypomniałam sobie dlaczego nienawidzę whiskey. W moim żołądku wszystko zaczęło wirować – Harry puść mnie! – zaprotestowałam i poczułam kolejny napad mdłości. Chłopak coś odpowiedział, ale go nie słuchałam, tylko starałam się skupić na równomiernym oddychaniu i na tym, żeby nie zwymiotować – Postaw mnie na ziemię! Zaraz zwymiotuję! – nie pomogło, nie zwracał uwagi na moje krzyki. Postanowiłam spróbować na litość. Spojrzałam mu prosto w jego wielkie zielone oczy i zaczęłam słodkim, słabym głosikiem – Źle się czuję, proszę, daj mi odetchnąć. – powiedziałam po czym położyłam głowę na jego ramieniu, a ręką objęłam go za szyję. Tak jak myślałam; podziałało. Najdelikatniej jak było można zostałam postawiona na ziemi, ale zapobiegliwy Hazza trzymał mnie pod rękę – Może usiądziesz? – zaproponował – Nie mogę, mam białą sukienkę – zakomunikowałam, a moje słowa wywołały na jego twarzy szeroki uśmiech. Harry podobnie jak Zayn zaoferował swoją koszulę. Zaczął rozpinać swoją śnieżnobiałą, jedwabną koszulę z kołnierzykiem. – Nie ma mowy, nie usiądę na tym. Kucnę sobie – powiedziałam i przycupłam na piasku opierając się o niego dłońmi, a głowę spuściłam w dół. Pomogło. Po kilkunastu sekundach poczułam jak mdłości ustępują, a umysł się rozjaśnia. Harry usiadł obok mnie, wyprostował nogi i bacznie obserwował, czy aby nie potrzebuję pomocy. Podniosłam głowę czując się już prawie całkiem dobrze – Przepraszam, że musisz tu ze mną siedzieć, zamiast spać. Nie dość, że jesteś chory przeze mnie to jeszcze teraz cię męczę… – Nic nie szkodzi, świetnie się bawię – odpowiedział formując kulkę z mokrego piasku, po czym rzucił nią we mnie trafiając w nogę – Ej! Uważaj na sukienkę! – zawołałam po czym rzuciłam garść piasku prosto na jego uda, uważając, aby nie ubrudzić koszuli. Chłopak zaśmiał się i położył wygodnie na piasku podpierając się na łokciach. Zazdrościłam mu tego komfortu. Zaczęły mi cierpnąć nogi, a chłód mokrego piasku sprawiał, że moje dłonie były lodowate. Nie chciałam jednak wstawać, bo bałam się nawrotów mdłości, a nie mogłam usiąść ze względu na sukienkę… Mój mózg podsunął mi świetny pomysł – Harry, zegnij nogi w kolanach – Po co? – zapytał chłopak zdziwiony moją prośbą – No zrób to, proszę – Loczek posłusznie przybrał pozycję o jaką go prosiłam, a ja od razu ostrożnie wskoczyłam mu na brzuch opierając się plecami o jego uda. – O tak, wreszcie wygodnie – powiedziałam rozsiadając się. Przeciągnęłam się leniwie i dopiero teraz zauważyłam minę Hazzy. Był zmieszany, odrobinę niepewny i chyba wystraszony – Mogę sobie trochę posiedzieć? – zapytałam drapiąc się teatralnie po głowie – Nie mam nic przeciwko – uśmiechnął się promiennie. Odwzajemniłam uśmiech. – Zimno ci? – zapytał widząc, że pocieram o siebie dłonie – Nie, tylko ręce mi trochę zmarzły od tego piasku – Daj, pomogę ci – nim zdążyłam zareagować splótł swoje palce z moimi pomagając mi w ten sposób szybciej je zagrzać. Nie protestowałam, bo było mi przyjemnie ciepło. Zaczynałam się jednak czuć trochę skrępowana. Siedziałam na obcym facecie, który trzymał mnie za dłonie… szybko jednak odgoniłam natrętne myśli. Wolę wyrzuty sumienia niż siedzieć na mokrym piasku…

Rozdział 98.

Gdy brutalnie zerwałam papier z pudełeczka moim oczom ukazał się bilecik przyczepiony do brązowego wieczka. Pospiesznie go otworzyłam – Droga Oliwio, życzymy ci wszystkiego najlepszego z okazji dwudziestych urodzin. Pamiętaj, że już zawsze będziesz ważną częścią naszego życia, twoi przyjaciele : Zayn, Niall, Liam, Harry i Lou – przeczytałam na głos. Podniosłam wzrok i spojrzałam na nich, na moich pięciu najlepszych przyjaciół. Nie byłam w stanie niczego powiedzieć. Głos ugrzązł mi w gardle. Dalej nie wierząc, że spotkało mnie w życiu takie szczęście przyglądałam się każdemu z osobna. Niall trzymał przy buzi widelec z kawałkiem tortu, który chciał przełknąć zanim zaczęłam czytać, Zayn zabawnie poruszał brwiami, Hazza właśnie potrząsał głową poprawiając loki, po czym zaczesując palcami grzywkę na bok uśmiechnął się do mnie promiennie, Lou przesłał mi buziaka, a Liam puścił mi oczko. Wszyscy uśmiechali się do mnie szeroko pokazując białe ząbki. – No otwórz wreszcie – przerwał ciszę Niall. Skinęłam głową i posłusznie otworzyłam wieczko pudełka. – Chłopaki… – powiedziałam prawie szeptem nie odrywając wzorku od mojego prezentu – Nie musieliście, naprawdę… – uśmiechnęłam się do nich nieśmiało, po czym wyciągnęłam z pudełka prześliczną bransoletkę Charms. Była wykonana z białego złota, a na niej wisiało kilka błyszczących zawieszek. Zaczęłam się przyglądać każdej z nich. Dopiero teraz dostrzegłam, że symbolizowały one chłopców! Pierwszą z nich była czterolistna koniczynka wysadzana zielonymi kryształkami. Od razu poznałam, że to przywieszka od Nialla. Zresztą jego imię było wygrawerowane z tyłu. Kolejną zawieszką był wysadzany czarnymi kryształkami kotek z czerwonym oczkiem i muszką pod szyją w tym samym kolorze, a z tyłu grawer: Harry. Trzecią zawieszką było lustereczko z srebrnych diamencików. Zaśmiałam się, popatrzyłam na Zayna, a ten tylko wzruszył ramionami uśmiechając się szeroko. Kolejna zawieszka przedstawiała błękitną łyżkę, największą zmorę Liama. Z tyłu, na jej trzonku, jak na każdej ozdobie był grawer z imieniem Liama. Obok łyżki wisiała zawieszka przedstawiała błyszczącą kryształkami, pomarańczową marchewkę z zielonymi liśćmi na górze. Bez zastanowienia mogłam stwierdzić, że należała do mojej marchewki. Na samym końcu wisiała jeszcze jedna. Był to symbol One Direction, czerwone 1D, a z tyłu grawer BF4E – Best friends for ever – powiedziałam na głos rozszyfrowując napis – Chłopaki, nie trzeba było… Ona jest cudowna, ale pewnie musiała kosztować majątek – Oj nie martw się, otworzyliśmy nasze świnki skarbonki i akurat wystarczyło. Najważniejsze, że się podoba… chyba? – zapytał niepewnie Liam – Oczywiście, że się podoba, jest cudowna, ale… – Żadnego ale! Nie gadaj, tylko zakładaj ją! – zawołał Zayn. Starannie zapięłam bransoletkę na nadgarstku, po czym potrząsnęłam ręką, a przywieszki wesoło zabrzęczały – Chodźcie chłopaki, niech was wyściskam! – zawołałam, a chłopcy natychmiast odsunęli krzesła od stołu i przybiegli do mnie. Zauważyłam, że Niall na szybko wpakował sobie wielki kawał tortu do ust i natychmiast do nas dołączył. Chłopcy okrążyli mnie, stałam w środku koła, a oni mocno przytulali siebie nawzajem i mnie, przez co prawie nie mogłam oddychać.

Wypiliśmy kilka kolejek i zaczęliśmy tańczyć. Nasze młode organizmy plus alkohol i plus upał równa się wielka bomba. Mnie samej świat dawno wirował, ale zauważyłam, że wszystkim procenty zaczęły uderzać do głowy. Wszystkim z wyjątkiem niepijącego Harrego. Ale nawet brak alkoholu we krwi nie przeszkadzał mu w dotrzymywaniu nam kroku. Chłopak szalał tak jak my. Po kilkudziesięciu minutach ostrego szaleństwa przy rytmach największych radiowych hitów ostatnich lat (przerywanego co chwilę szybkimi kieliszkami) DJ zwolnił tempo. Część osób, a dokładnie Liam z Viki i Niall z Megg tańczyli przytulając się i śpiewając. Przy stole siedzieli Zayn, Lou i Wojtek, którzy co chwila podnosili w górę kieliszki z wódką po czym jednym duszkiem je wypijali. Już miałam do nich dołączyć, gdy ktoś złapał mnie za dłoń – Zatańczysz? – mój mózg nie pracował już błyskawicznie, ale po sekundowym zastanowieniu rozpoznałam głos Hazzy. – Jasne – uśmiechnęłam się miło. Harry złapał mnie delikatnie w talii zachowując bezpieczną odległość, a ja objęłam go za szyję. Zaczęliśmy się powoli kręcić – Ślicznie dziś wyglądasz – odezwał się pierwszy – Dziękuję, to wszystko zasługa fryzjerek i makijażystek z hotelu. – odpowiedziałam – Moim zdaniem to raczej wrodzony urok – zażartował Hazza – Jak przekroczysz dwudziestkę to też będziesz taki uroczy – pokazałam mu język, a on zaśmiał się przewracając oczami – Harry mogę cię o coś zapytać…? – zaczęłam z innej beczki przygryzając dolną wargę – Pytaj – odpowiedział miło – Tak właściwie to.. to dlaczego chciałeś odejść z zespołu? – Loczek uśmiechnął się delikatnie pod nosem – Wiedziałem, że prędzej czy później o to zapytasz – Jak ty mnie znasz – zażartowałam – Więc jak? Dlaczego chciałeś odejść? – Hazza wypuścił głośno powietrze z płuc – Widzisz, miałem problemy w domu. W sumie to dalej mam. Moja mama nie jest zadowolona z tego, że pracuję w show biznesie. Wolałaby, żebym poszedł na studia, a później pracował na jakimś wyższym stanowisku, albo otworzył własny biznes… – Harry zamyślił się na moment – …hmm, myślę, że najlepiej widziała by mnie w kancelarii prawnej. Zresztą nie ważne. Ona po prostu nie chce, żebym nie wyjeżdżał i zajął się jak to ona powiedziała ‚czymś poważnym’ w życiu. Wybuchła straszliwa afera, mama stwierdziła, że jej nie kocham, że nie ma już syna, bo ją odtrącam. Do tego doszły problemy z którymi borykam się od dawna i poddałem się. Postanowiłem odejść. Ot i cała historia – uśmiechnął się delikatnie, a ja zamyślona dalej analizowałam jego wypowiedź. Mogę śmiało stwierdzić dwie rzeczy. Pierwsza; Harry ma cholernie dziwną matkę i druga; ‚problemy z którymi się boryka od dawna’ czy to te o których rozmawialiśmy u niego w domu. Jego problemy z samym sobą jak to określił. Ciekawa sprawa – A dlaczego postanowiłeś wrócić? – wypaliłam niedelikatnie, po czym od razu ugryzłam się w język – Zrozumiałem jaką krzywdę robię chłopakom, a oni są dla mnie jak bracia, jak rodzina. Nie chciałem ich skrzywdzić, nie chciałem się z nimi rozstawać. A potem ty powiedziałaś mi, że nie chcesz mnie więcej widzieć. To otworzyło mi oczy. Nie wytrzymałbym bez kontaktu z tobą – spojrzałam zdziwiona na niego – I bez kontaktu z Viki oczywiście, bo jesteście moimi przyjaciółkami – dodał szybko – Ah tak. – Poza tym kocham śpiewać. Posiedziałem chwilę sam w domu, wszystko sobie przemyślałem i oto jestem. – wzruszył ramionami – Witamy na pokładzie. Przepraszam, że tak na ciebie ostatnio najechałam – powiedziałam nieśmiało – Nic się nie stało. Należało mi się. Znowu – Jakoś często na ciebie wrzeszczę… – Obiecuję poprawić swoje zachowanie – zadeklarował jak uczeń na dywaniku dyrektora – Liczę na ciebie – zażartowałam – Oliwia, patrz! – Harry nagle się zatrzymał i wskazał na coś palcem, byłam już trochę pijana i nie bardzo wiedziałam o co chodzi. Hazza obrócił mnie delikatnie w stronę stołu, od razu zrozumiałam co chce mi pokazać. Lou spał zalany w trupa opierając głowę o stół. To samo działo się z Wojtkiem. Impreza pełną parą…
_________________________________________
Witam z powrotem, wesele przeżyłam :)
postaram się teraz dodawać trochę więcej
niż jeden rozdział tygodniowo.
buziaki:**