Archiwum dla Sierpień, 2012

Rozdział 109.

Włączyliśmy telewizję, która była tylko tłem dla naszych rozmów. Dyskutowaliśmy o wszystkim i niczym przez kolejne dwie godziny, gdy zadzwonił Andy, menadżer chłopców, że za czterdzieści pięć mają być na lotnisku. Pozbieraliśmy się w pięć minut i czekaliśmy na dworze na Viktorię, która cofała autem z miejsca parkingowego. To ona była dzisiaj kierowcą, bo tylko samochód jej rodziców, duży, siedmioosobowy Nissan Qashqai, pozwolił nam wszystkim i bagażom chłopaków zmieścić się do środka. Po około pół godzinie jazdy w prawie zupełnej ciszy powietrze było wyczuwalnie cięższe od złych emocji. Już nie mogłam się doczekać, kiedy wreszcie zaczerpnę świeżego tlenu. Prawie poczułam ulgę, gdy Viktoria parkowała przed budynkiem lotniska. Prawie, bo raczej chciałabym stąd jak najszybciej uciec. Zaczynam nienawidzić tego miejsca! Kojarzy mi się tylko z rozstaniami i łzami… Powinnam tutaj dostać kartę stałego klienta, bo ostatnio częściej odwiedzam lotnisko niż Westfield Shopping Centre… Głośno wzdychając wychodzę z samochodu. Nawet świeże powietrze nie przynosi ulgi. Lou widząc jak reaguję mocniej ściska moją dłoń. Nawet nie jestem w stanie podnieść głowy. Kątem oka widzę, że wszyscy, tak jak ja idą z wzrokiem wbitym w podłogę. Jedynym dźwiękiem jaki dociera do moich uszu jest szum kółek z walizek chłopców i mój, coraz to bardziej nierówny oddech. – Cześć chłopaki! – zawołał jakiś radosny, męski głos, który zupełnie nie pasował mi do panującej atmosfery. Podniosłam głowę, aby sprawdzić kto to taki. To Andy, menadżer chłopców. Trochę zrzedła mu mina, ale nie dlatego, że widział, że chłopcy są smutni, ale raczej dlatego, że są z nami. Zaintrygowało mnie to na tyle, że zaczęłam skupiać się na tym co dzieje się dokoła mnie. Byliśmy już na hali odlotów, Andy załatwił odprawę, a kilku facetów właśnie zabierało walizki chłopaków. Mężczyzna podszedł do nas z nieodgadnioną miną – Kto to? – zapytał skacząc wzrokiem z mojej twarzy na twarz Viktorii – To są… – zaczął Liam, ale Andy nie dał mu skończyć -  Czekaj, czekaj… ciebie skądś kojarzę… – wskazał na mnie palcem -Grałaś w teledysku do WMYB! – zawołał z zachwytem – Jak miło, że zaprzyjaźniłaś się z chłopcami! – Tak też się cieszę – powiedziałam starając się uśmiechać naturalnie – Mam nadzieję, że jesteście tylko przyjaciółmi… Nic więcej, prawda? – pytał cały czas uśmiechając się, ale widziałam, że bardzo chciałby, aby moja odpowiedz była twierdząca. Skołowana całą tą sytuacją spojrzałam na Louisa, ale ten nie reagował, tylko tępo patrzył przed siebie. Nawet nie zwróciłam uwagi na to kiedy puścił moją dłoń. Tomlinson, tchórzu, nawet nie masz odwagi przyznać się do swojej dziewczyny! pomyślałam. Spojrzałam w drugą stronę, na Harrego. Chłopak z poirytowaniem kręcił głową i patrzył na Louisa. Cała ta sytuacja trwała może pięć sekund, które zdawały się być godzinami. Skoro Lou nic nie mówi, ja muszę wziąć sprawy w własne ręce. – Ja i Lou jesteśmy parą, ale ma pan rację z resztą chłopców blisko się przyjaźnię. – Mężczyzna nic nie odpowiedział, tylko mruczał coś pod nosem. Z tego co usłyszałam, to było coś w stylu, że jakoś to przeżyje, bo taki romans z klipu może się sprzedać i pomóc w promowaniu teledysku. Chyba. Mam nadzieję, że tylko się przesłyszałam. – Ale ciebie nie znam – zwrócił się nagle do Viki przerywając swój bełkot – To Viktoria, moja dziewczyna – odpowiedział Liam z zaciętą miną – Dziewczyna? – zapytał niezadowolony – Dlaczego nikt mi nie powiedział, że macie dziewczyny? – zapytał odrobinę podnosząc głos, co bardzo mnie zdziwiło. – Andy, wyluzuj, nie musimy ci się spowiadać z życia prywatnego. – Powiedział kpiąco Zayn. Widać było, że tylko on nie bał się dyskusji z Andym. – Nawet nie wiecie, jakie to może mieć opłakane skutki dla zespołu! Fanki nie lubią zajętych facetów, rozumiecie? Ktoś jeszcze się z kimś spotyka? Są jeszcze jakieś dziewczyny o których nie wiem? A może chłopcy? Może któryś z was jest gejem? – przy ostatnim pytaniu zerknęłam na Harrego, a ten parsknął śmiechem pod nosem – Niall? Może ty? Masz kogoś? – zwrócił się do blondasa, bo ten uczuciowy chłopak był najłatwiejszym celem do ataku – Nie, nie mam. – odpowiedział śledząc wzrokiem podłogę – A ty Harry? – Jestem singlem, ale wolę facetów – odpowiedział loczek i puścił mi oczko, a mężczyzna spiorunował go wzrokiem – Zayn? – Mam kobietę w ciąży – zerknął na mnie uśmiechając się szeroko, po czym spoważniał i z powrotem przeniósł wzrok na Andiego – Będzie ślub, inaczej laska zniszczy mnie finansowo przez alimenty, ale nie martw się przyślę ci zaproszenie… niech stracę, zaproszenie z osobą towarzyszącą – Malik jakiś ty zabawny, doprawdy… Dobra, wystarczy tych żartów. Pogadamy w samolocie. A ty Lou… – zwrócił się do mojego chłopaka kręcąc głową, spojrzał na mnie, a później znów na niego – Zawiodłem się na tobie. A teraz pożegnajcie te swoje dziewczyny i zmykajcie na spotkanie z fankami. – Co takiego?! – wykrzyczeli prawie jednocześnie chłopcy – Czy ja mówię nie wyraźnie? Macie spotkanie z fankami. Nie dziękujcie mi. Przyzwyczaiłem się. – powiedział z łaską – Andy jakie spotkanie z fankami, a co z naszym wylotem? – zapytał Liam, nawet jemu powoli puszczały nerwy – Wylot macie za dwie godziny, dlatego przez najbliższe półtorej macie się ładnie uśmiechać, pozować do zdjęć i rozdawać autografy. Będzie około trzysta osób. – oznajmił moim oszołomionym przyjaciołom – Ale jesteśmy zmęczeni i szczerze powiedziawszy zestresowani nową trasą w USA – powiedział Liam – Żadnego zmęczeni! Nawet nie żartujcie! Macie wyglądać na super wypoczętych i zrelaksowanych! Trzeba należycie pożegnać fanki z Anglii, pamiętajcie, że to dzięki nim macie co jeść! – Rozkazywał chłopcom jak przedszkolanka swojej grupie. Następnie uśmiechnął się serdecznie – To czekam na was moje funciki za dziesięć minut w hali numer sześć. Pa! – odwrócił się na pięcie i odszedł – Wow, nie nadążam za jego zmianami nastroju – szepnęłam oszołomiona całą tą sytuacją – To tak jak my, ale trzeba się przyzwyczaić – odpowiedział Harry – Dlaczego się na to wszytko zgadzacie? Przecież to wy mu płacicie, a traktuje was jak bandę roboli – moje oburzenie ciągle wzrastało. – Wiesz Andy w sumie nie jest taki zły… – zaczął Louis – Lou, co ty gadasz?! Nie jest zły? Jest okropny! Ale za to cholernie dobry w tym co robi… – wzruszył ramionami Harry. – A poza tym to kolega wujka Simona, a jak sama wiesz jesteśmy mu coś winni. To on zrobił z nas zespół – poinformował Liam. Już chciałam zacząć kolejny wątek, czyli to, dlaczego Louis nie przyznawał się do mnie, ale gdy na niego spojrzałam po prostu nie miałam serca. Za kilka minut mieliśmy się rozstać i nie wiadomo nam było jak długie będzie to rozstanie – Pora na nas. Trzymajcie się dziewczyny – powiedział Zayn i mocno przytulił mnie i Viktorię, to samo zrobiła reszta chłopaków. Nawet Hazza tym razem przytulił mnie mocno i całując w policzek wyszeptał, że będzie za mną tęsknić. Ku mojemu zdziwieniu brzmiało to bardzo szczerze. Ucieszyłam się, bo widzę w nim coraz więcej cech mojego ‚starego’ przyjaciela Hazzy. Najgorsze było oczywiście pożegnanie z Louisem, bardzo, baaardzo starałam się, aby nie płakać i udało się. Udało się nam wszystkim z wyjątkiem Viki i Nialla. Ale gdy już stałyśmy same z Viktorią i machałyśmy naszym chłopakom którzy coraz dalej się oddalali łzy stanęły mi w oczach, a gdy zniknęli za drzwiami hali numer sześć i po całym lotnisku rozległ się pisk fanek zaczęłam płakać jak bóbr. Nie mogłam się powstrzymać, łzy spływały po moich policzkach strumieniami. Przytuliłam się do Viki, ale to jeszcze bardziej wzmogło u nas atak rozpaczy. Chciałam już pobiec za chłopcami i błagać ich na kolanach, aby nie wyjeżdżali… Jednak trzeba się było wziąć w garść. Wycierając nos w rękaw białej marynarki maszerowałam dzielnie w stronę parkingu z przyjaciółką pod ręką. Mam tyle obaw odnośnie wylotu chłopców. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze… nagle w mojej głowie pojawia się myśl-wybawienie, która automatycznie poprawia mi humor, tak, że aż chce się o tym krzyczeć. Niestety nie mogę się podzielić tą myślą z Viki, bo tylko pogorszę jej sytuację. Jutro lecę do Polski! Biedna Viktoria, współczuję jej. Nie chciałabym zostawać sama w takiej sytuacji w tym szarym mieście. Ma tutaj jednak rodzinę i znajomych więc nie powinno być tak źle. Ja też mam nadzieję, że gdy spotkam moją rodzinę, przestanę myśleć o rozstaniu z Lou… O! Świetnie, znowu zaczynam o tym myśleć, moje oczy wypełniają łzy. Czy zawsze muszę zataczać koło w swoich przemyśleniach i wracać do punktu wyjścia? Och!! Nienawidzę swojego mózgu!
_________________________
obiecany rozdział :) buziaki :*
wielkie pozdrowienia dla
AGATKI I DIRECTIONER!
tak baaaaardzo się cieszę, że
żyjecie!:**

:)) twitcam – thank you!

DZIĘKUJĘ, ŻE OGLĄDAŁYŚCIE TWITCAMA!

dzięki za dobre słowo, za pytania i za to że poświęciłyście mi te ponad DWIE godziny!
WOW! :**”

lot’s of love:) Dobrej nocki ♥

Rozdział 108.

- Zayn! ZAYN! Otwieraj! – zawołałam waląc w drzwi. Chłopak otworzył je od razu śmiejąc się pod nosem – Bardzo śmieszne – burknęłam przechodząc obok niego, a on jednym zwinnym ruchem podniósł mnie i sprawił, że moje świeżo uczesane włosy dyndały na wysokości jego tyłka. – Puść mnie! Zayn! Puszczaj! – wołałam śmiejąc się głośno – Zabije cię! Ciesz się, że wyjeżdżasz, inaczej już byś był wielką czerwoną plamą na mojej pięknej ścianie! – zagroziłam, co spowodowało tylko, że chłopak śmiał się głośniej. Wszedł ze mną do salonu w tej pozie – Ej, patrzcie co znalazłem pod drzwiami. Może i niezbyt miła, ale jak ją zakneblujemy to będzie ładnie wyglądać obok kominka w naszym apartamencie w USA. Będzie też sprzątać i gotować. Bierzemy? – zapytał. Pomimo tego, że krew napływała mi już do uszu słyszałam, że wszyscy się śmieją, a Nialler puścił jakiś komentarz apropo gotowania i jedzenia – O nie… tego już za wiele! Puszczaj! – zawołałam i zaczęłam wbijać palce w jego żebra i pachy. Pomogło, teraz to on prosił mnie o litość. Nie mógł się też bronić, bo przecież trzymał mnie na rękach. Postawił mnie posłusznie na ziemi, drapiąc się po żebrach z obrażoną miną. Ja triumfalnie zarzuciłam do tyłu swoje włosy i pociągnęłam w dół bluzkę, którą ściągacz zatrzymał pod samym biustem. Nie uszło to uwadze zgromadzonych – Fajne ciałko – pochwalił mnie Niall, Harry skinął z zachwytem głową – No niezły brzuszek… który to miesiąc? Ósmy? – skomentował Zayn, za co uderzyłam go z całej siły w ramię – Dziewiąty. Zbieraj już na alimenty. Zniszczę cię finansowo – zażartowałam, a on pokazał mi język. – Jakie alimenty? Kto jest w ciąży? – dopytywał Louis, który właśnie do nas dołączył. Był już ładnie ubrany i uczesany – Ciii… nikt, ale załatwiam nam darmową kasę od Zayna. – zaśmiałam się – Dobra, wystarczy tych głupot. Przysuńcie kanapy do stołu, zaraz dam wam śniadanie – oznajmiłam – No wreszcie! Byłem już nieźle zdziwiony, że siedzimy tu od prawie dziesięciu minut, a jeszcze nam niczego nie zaproponowałaś. Zawsze coś u ciebie jemy… – uśmiechnął się blondas – Niall! – upomniał go Liam – Przecież umawialiśmy się, że zjemy w domu. Nie musisz niczego przygotowywać Olii – dodał – Ale wszystko już gotowe Li, to nic wielkiego. Do wylotu jeszcze kilka godzin, zgłodniejecie do tego czasu. Dobra, to wy przesuniecie kanapy, a Viki pójdzie mi pomóc. – Ja pójdę – wtrącił natychmiast Harry. Spojrzałam na niego zdziwiona, a on powtórzył bardziej opanowanym głosem – Ja pójdę ci pomóc – Okej – odpowiedziałam starając się mówić naturalnie. Wyszłam do kuchni, Hazza za mną – Wyciąg płytkie talerze i siedem widelców – nakazałam zanim zdążył cokolwiek powiedzieć – Wedle rozkazu – uśmiechnął się. Chwilę wykonywał swoją pracę w ciszy, w czasie gdy ja mocowałam się z gorącym naczyniem do zapiekania. Gdy wyjęłam je i odłożyłam na blat podniosłam głowę do góry i omal się nie przewróciłam. – Wow! – zawołałam. Nawet nie słyszałam kiedy Harry podszedł do mnie tak blisko. – Nie bój się, to tylko ja. – powiedział z uśmiechem – Olii… – zaczął niepewnie – Lecisz jutro do Polski? – zapytał wymachując mi przed oczami biletem, który wyciągnął z szafki z talerzami. – Tak, jadę. Oddawaj! – wyrwałam mu bilet i ponownie wrzuciłam do szafki. Pomimo tego, że nie miałam drzwi między kuchnią, a salonikiem, nikt nie zwracał na nas uwagi, wszyscy głośno się śmiali i nie mieli pojęcia o czym rozmawiamy. – Co na to Lou? – zapytał – A co on ma do tego? Przecież to ja lecę do Polski, a nie on. Jestem już dorosła i mogę decydować sama za siebie. Nie potrzebuję niczyjej zgody. – poinformowałam go spokojnie – Ale z ciebie uparciuch. Zawsze stawiasz na swoim co? – Taki charakter – odpowiedziałam pokazując mu język – Podaj mi, proszę tą czerwoną łopatkę z szuflady – Pięć funtów – uśmiechnął się. Podał mi łopatkę, a ja włożyłam ją do naczynia żaroodpornego, aby każdy mógł sobie nałożyć odpowiednią dla siebie porcję. – Oliwia, mam do ciebie prośbę – zaczął poważnie, gdy już mieliśmy wyjść z kuchni. – Strzelaj, już się boję – Nie masz czego, to raczej ja się boję. – zaintrygowała mnie jego odpowiedz – Boisz czego? – zachęciłam go do dalszej rozmowy – Boję się o ciebie. Uważaj na siebie, gdy będziesz z tym, no… wampirkiem. On jest nieobliczalny. Jest jeszcze bardzo młody, wybuchowy – Jest w twoim wieku Harry – przerwałam mu ironicznie – Właśnie dlatego wiem z własnego doświadczenia, jak zachowują się osiemnastolatkowie. Więc proszę, uważaj na siebie. Swoją drogą, mogłabyś się zacząć zadawać z prawdziwymi mężczyznami jak ja, a nie z takimi szczeniakami – Przed chwilą rozmawialiśmy o tym, że jesteście w tym samym wieku – przewróciłam oczami – Ale to ja z nas dwóch jestem bardziej dojrzały i bezdyskusyjnie przystojniejszy – zaczął w żartach zachwycać się nad sobą – Pff! – prychnęłam – A co? Może nie mam racji? W końcu to za mną szaleje połowa świata. A za nim tylko kilka poleczek – droczył się ze mną – Miałeś po prostu szczęście. Patrz, po pierwsze urodziłeś się w UK, a tu macie większe możliwości, aby się wybić i zaistnieć na skalę światową, po drugie udajesz, że umiesz śpiewać, a doskonale wiesz, że laski na to lecą i po trzecie będę żałować tego co powiem, ale dzięki mamie i tacie zyskałeś dobre geny i dziewczęta lecą na twoją śliczną buźkę i dołeczki. I w tym właśnie tkwi wielki fenomen Harolda Stylesa. Ale wiesz co, wśród tych kilku fanek „Poleczek” Maćka jestem ja, a ja się znam na rzeczy… – i tylko w tej jednej, ostatniej kwestii mu zazdroszczę. Dobra, chodź, bo od tych zapachów już sam zgłodniałem. Jeszcze raz powtarzam, uważaj na siebie. Aaa właśnie i miej się na baczności, bo jeszcze oberwiesz za „udajesz, że umiesz śpiewać” Śpiewam doskonale! – uniósł wysoko głowę – Jasne, jasne. Śpiewasz cudownie – odpowiedziałam z sarkazmem, chociaż oczywiście żartowałam. Głos Hazzy przyprawiał mnie o ciarki nawet, gdy mówił, że o śpiewaniu już nie wpomnę. – Nie znasz się – odpowiedział z udawaną obrazą i wyminął mnie chamsko w drzwiach – Prawdziwy z ciebie dżentelmen. – zaśmiałam się, a Harry odwzajemnił uśmiech – Jedzenie! – zawołał Niall, a Liam oczywiście zmroził go wzrokiem – Co to takiego? Pachnie ekstra! – zapytał szczerze zachwycony Zayn – Zapiekanka z ryżem! – zawołała Viki – Uwielbiam ją! – Powiedziała i nałożyła sobie sporą porcję, którą od razu podkradł jej razem z talerzem Louis. Następnie chłopcy podawali jej swoje talerze, a ona jak na dobrą gospodynię przystało podawała im posiłek. – Normalnie bym tego nie zjadł, boję się, że chcesz mnie otruć, a poza tym to jest okropne, ale jestem taki głodny, że przełknę wszystko. – mówił Zayn i z pełną buzią nakładał sobie na talerz trzecią porcję. Zapiekanka zniknęła w piętnaście minut. A my z pełnymi brzuchami wylegiwaliśmy się na sofach.
____________________________________
Jest i nowy, niedzielny rozdział.
Moje pierwsze dziecko napisane
w pracy! :D Pisałyśmy ostatnio o
tym, że dodam notki z informacjami
o wszystkich chłopakach. Notki te
będą się oczywiście pojawiać co
pięć rozdziałów, jak to na serduszkowe
notki przystało :) Czyli info o Lou
już po 110 rozdziale :)
udanej niedzieli :) :***