Archiwum dla Wrzesień, 2012

Rozdział 114.

Udało się. Po pół godzinie szczęśliwa, że to już koniec dnia płaciłam taksówkarzowi za usługę. Uradowana prawie pobiegłam do domu. Jak nigdy od razu znalazłam w torebce klucze o domu, a kilka sekund później dużym kopniakiem posłałam swoje szpilki do kąta. Już nie pamiętam kiedy ostatnio chodziłam na obcasie, kilkanaście godzin i co najlepsze, wcale nie bolały mnie nogi. Stwierdziłam, że dam radę jeszcze się wykąpać. Wybrałam do tego prysznic, bo trudniej się w nim utopić jeśli usnę. Nic takiego jednak mi się nie przytrafiło. Odświeżona i pachnąca wyszłam z łazienki cało i zdrowo. Weszłam do swojego pokoju. Pierwszy raz od kiedy jestem w Polsce. Nic się w nim nie zmieniło, wyglądał identycznie jak wtedy, gdy ostatnim razem w pośpiechu z niego wychodziłam. No, może pomijając fakt, że mama posprzątała porozwalane na podłodze ubrania. Rozejrzałam się trochę, odłożyłam torebkę i ubrania na fotel i pomaszerowałam na górę, do mojego super łóżka. Byłam może w połowie drogi na schodach, gdy zaczął dzwonić mój telefon. Biegiem rzuciłam się w jego stronę. Nie chciałam, aby Carly Rae Jepsen śpiewająca Call Me Maybe na moim dzwonku kogoś obudziła. To na pewno Maciek. Otworzyłam torebkę i wyciągnęłam z niej telefon zasłaniając od razu głośnik, aby trochę zagłuszyć dzwonek. Jakie było moje zdziwienie, gdy na wyświetlaczu wesoło migało zdjęcie mojego Louisa. – Cześć Skarbie – przywitałam go miło – No cześć Oli, martwiłem się o ciebie. Dlaczego się nie odzywałaś – Lou, przecież pisałam ci smsy co godzinę – oznajmiłam spokojnie uśmiechając się pod nosem. Nastała chwila ciszy, po czym mój rozmówca znowu się odezwał – No tak. Ale cały dzień, aż mnie ściskało, aby do ciebie zadzwonić. Co robisz? Jesteś już w domu? – Tak jestem już w domu. Właśnie wróciłam – odpowiedziałam – I jak było. Jak tam wampirek? Byłaś grzeczna? – Tak tato – odpowiedziałam z sarkazmem. – Byłam grzeczna, impreza była okej, a Maciek, bo tak ma na imię mój przyjaciel też okej. A co u ciebie? Jak wywiad w Kiss.fm? Dałeś czadu? – I to jak! To był fajny wywiad, ale już chciałbym występować w telewizji. Nie wiem dlaczego Andy tego nie załatwił. Cały dzień jeździmy po sklepach z płytami i podpisujemy autografy. Trochę to nudne. Wolałbym pooglądać MTV z tobą – zaśmiałam się słysząc jego słowa – Uwierz, że ja też. Tęsknię za tobą – Ja za tobą bardziej – odpowiedział Louis po czym dodał – Już nie mogę się doczekać, kiedy cię zobaczę. Postaram się załatwić to jak najszybciej. Tylko musisz mi obiecać, że zgodzisz się przylecieć do mnie o każdej porze dnia i nocy – Obiecuję i zrobię to z największą przyjemnością – odpowiedziałam szczerze, po czym ziewnęłam. Myślałam, że zrobiłam to cicho, jednak czujny Lou słyszy wszystko – Zmęczona? – zapytał z troską – Trochę. Nie wiem czy wiesz, że u mnie jest właśnie czwarta nad ranem. A wczoraj obudziłeś mnie o trzeciej. Więc jestem na nogach od dwudziestu pięciu godzin. – Więc czemu jeszcze nie śpisz? – zapytał śmiejąc się – Bardzo śmieszne. – Dobrze, dobrze idź już spać. Masz pozdrowienia od… – coś przerwało i usłyszałam jakieś szmery – Oddawaj to! – zawołał Lou, a potem słyszałam tupot, jakby ktoś biegł. – Halo?! – zawołałam zmartwiona. Ktoś ukradł telefon Louisa?! – HALO! – zawołałam głośniej – Halo Oliwia! Co słychać? – Usłyszałam zdyszany głos. Należał do Hazzy – Harry? Co wy robicie? – Oddawaj! – usłyszałam głos w tle Louisa – Eeee, bardzo się nudzimy i wymyślamy sobie różne zabawy. Fruit ninja już się nas znudził, więc biegamy sobie po korytarzach w hotelu. Wiesz dla sportu. Na dworze nie ma szans, bo wszędzie są fanki, a bieżnia nas nudzi – oznajmił dalej ciężko dysząc. – Więc co u ciebie Oli? – A dziękuję wszystko dobrze. Tylko chce już iść spać, bo jest czwarta nad ranem. – Ach, rzeczywiście. Dobra to pogadamy następnym razem. Cześć – No cześć – odpowiedziałam. – Czekaj, nie rozłączaj się! Jesteś tam?! – zawołał – Tak jestem – Zayn! Zaaayn! Łap!- usłyszałam świst powietrza i cichy huk – O! Oliwia cześć. – Cześć Zayn. Możesz mi powiedzieć co robicie? – zapytałam rozbawiona – Akurat uciekam przed Louisem. To taki bieg sztafetowy. Tyle że podajemy sobie telefon Louisa, a zamiast pałeczki. Okej będę kończyć, masz Nialla. Cześć tęsknie! Nialler puść tą bułkę! Łap! – zawołał znów usłyszałam świst powietrza – Sześć Olifia, tęsknimy sa tobą fiesz? – mówił niewyraźnie blondach mlaskając przy tym – Cześć Niall, smacznego. Czy to już koniec tej durnej sztafety? – zapytałam – No już prawie, czekaj… Liam, otwieraj! Szybko! Gramy w sztafetę! Szybko Lou już tu prawie jest – wołał blondas waląc w drzwi – Jest! Ostatni! Louis wyskakuj z kasy! Cześć Oliwia – Cześć Liam, ale z was głuptasy. – zaśmiałam się. Co to za szalone pomysły! – Żadne głuptasy, po prostu można zgłupieć w tym hotelu. Korzystamy z tego, że Andy wynajął nam całe piętro. Dobra oddaję ci Louisa. Trzymaj się! Pa! – Cześć Li – chłopak oddał telefon Louisowi – Oliwia? – Lou, co to było? Jesteście szaleni! – zaśmiałam się – Sorry za nich, wiem, że jesteś już zmęczona, a oni jeszcze cię przytrzymują. I fuck! Przegrałem czterdzieści funtów, po dysze dla każdego. Porozmawiamy jutro. Pozdrów ode mnie swoich dziadków i rodziców. – Jasne pozdrowię – zapewniłam go z uśmiechem – Louis! Liam, chłopaki!! – usłyszałam w tle głos Zayna – Dzwoni mama Harrego! ZA NIM!!! – Muszę kończyć! dobranoc Oli, tęsknię! – Ja też, pa! – odpowiedziałam i napisałam smsa do Maćka, że żyję i wszystko jest okej. Śmiejąc się z mojej bandy dzieciaków powolnym krokiem ruszyłam do sypialni. Położyłam się do łóżka. Byłam już wykończona, ale jak zwykle mój mózg zaczął produkować miliony myśli. Tak bardzo się cieszę, że spotkałam Maćka i że między nami układa się tak jak kiedyś. No prawie, tak jak kiedyś. Niby cieszę się z każdego jego uśmiechu, dotyku, słowa… Widzę, że Maciek również. Nie ma to jednak nic wspólnego z gorącym uczuciem jakie mogło nas połączyć jeszcze kilka tygodni temu. Nasze stosunki się zmieniły. Jesteśmy dla siebie tylko przyjaciółmi. Co ja mówię, jesteśmy aż przyjaciółmi! I to najlepszymi na świecie. Łączy nas taka więź, której nigdy nie uda mi się zbudować na przykład z Hazzą. Po prostu inaczej na niego patrzę. Patrzę na niego jak na kogoś z kim mogłabym zbudować swoją przyszłość, czyli dokładnie jak na Maćka kilka tygodni temu… Tfuu! Czy ja naprawdę o nim pomyślałam w ten sposób?! Oliwia, dziecko idź spać. Od zmęczenia i alkoholu przewraca ci się w tej blond główce. Zaśmiałam się sama z siebie i swojej głupoty po czym zacisnęłam mocno powieki i zasnęłam.
____________________________________
hello dziewczyny :) znowu troszkę trzeba
było czekać na nowy rozdział, ale same
rozumiecie pierwszy tydzień w pracy po
wczasach dał mi trochę popalić. Ale już
coś jest i w weekend OBIECUJĘ!! wstawić
kolejny rozdział :)

a teraz trochę mniej przyjemna sprawa. A raczej bardzo nieprzyjemna. Nie mówię tego do wszystkich osób, ale nie chce mi się teraz wymieniać z loginów o kogo chodzi. Zresztą wiecie co do mnie piszecie i same domyślicie się czy ta sprawa dotyczy Was. A więc, mam już dość chamskich komentarzy od niektórych z was. Jak wchodzę na bloga i czytam teksty typu: znowu olewka albo wielka uraza: jakim problemem jest dla ciebie wstawienie nowego rozdziału, to pisać się odechciewa. Gdyby to nie był problem to po porostu wstawiłabym ten rozdział, ale problem był, bo nie miałam czasu. Logiczne? Wałkowałam już ten temat miliona razy HELOŁ?! MAM SWOJE ŻYCIE! albo dzisiejszy komentarz w stylu, że rzucam bloga, bo rzadko piszesz. Napisz ostatni rozdział i skończ go pisać. Eee, no chyba nie. Nikt mi nie będzie mówił, co mam robić i kiedy, bo to mój blog i prowadzę go tak, jak uważam to za stosowne. Skoro jesteś taka zbulwersowana to może załóż swojego bloga? Napisz ponad setkę rozdziałów, miej tysiące wyświetleń i komentarzy, pisz rozdziały które ludzie będą chcieli czytać, a przy tym nie zaniedbywuj bliskich pracy i obowiązków i dopiero wtedy możesz mi zacząć wytykać błędy jakie popełniam u siebie. Jeśli ta twoja groźba o nie czytaniu bloga miała za zadanie mnie zmotywować, to wiedz, że rezultat jest odwrotny.
A więc proszę i błagam, o nie pisanie mi takich rzeczy, dużo bardziej cieszą mnie komentarze typu; że czekam na następny, dlaczego nie piszę tak długo i czy żyję, kiedy kolejny rozdział. Rozumiecie? Normalne, kulturalne komentarze. Zero presji i nacisku.

dam wam przykład:
hej piggy co jest? dodaj nn, już tyle czekamy :) – prosty, miły komentarz, który sprawia, że widzę, że naprawdę czekacie na rozdział.
Dalej olewka tss.. - no comment.

Widać różnicę gołym okiem prawda?

I na sam koniec, żeby nie było, że jestem wredna, niewdzięczna i mam gdzieś moich normalnych czytelników… (normalnych? czy Directionerki mogą w ogóle nazywać się normalnymi?:P)
MASSSSSSIVE THANK YOU wszystkim, którzy wspierają mnie, czytają i pomimo tego, że rozdziały nie pojawiają się często, nie karcą mnie, a jedynie motywują do pisania. To właśnie DLA WAS i tylko dla was dalej piszę tego bloga. Jesteście najlepsi, wierzę, że kiedyś się spotkamy na koncercie 1D i poszalejemy!

Dziękuję ♥

ech, to miał być taki miły i lekki rozdział, a mój dopisek na dole zepsuł całe dobre wrażenie. Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe, ale musiałam to w końcu z siebie wyrzucić:*

+ piąteczka z plusem dla Nes. która od razu rozpoznała, że kolega Maćka – Dom jest ścisłym odwzorowaniem Dominika z Sali Samobójców! :D

dla osłody najnowszy klip i piosenka naszych chłopaków (kliknij aby posłuchać)

♥ ile Zayna! Szalonego Zayna, mokrego Zayna, uśmiechniętego Zayna z słodkimi minami i durnym tańcem!
♥ ile głosu Louisa w refrenie! :D Lou, wiedz, że jestem z Ciebie dumna. Wreszcie normalnie prowadzisz samochód, nie to co w WMYB
♥ ile mokrego ciała Harrego, jego słodkiej, śpiącej buźki i wymachiwania paluchami! :D
♥ ile gołego Horana! :D wyskakującego wesoło z basenu i grającego na gitarze w nieśmiertelnych Ray-Ban’ach
(nie gniewajcie się ale…)
♥ jak tam mało Liama! :D wreszcie to nie tylko on jest na pierwszym planie i nie tylko on śpiewa! choć uśmiechnęłam się, gdy zobaczyłam, że to on, jak zwykle śpiewa jako pierwszy:P

miłego weekendu gwiazdy! ♥♥♥♥
….and Let’s go crazy, crazy, crazy
Till we see the sun! :D

Rozdział 113.

Nie minęły nawet trzy sekundy ciszy gdy do pokoju wpadł blondas Kuba. Widząc nas bardzo się zmieszał i nie bardzo wiedział co powiedzieć – Eee, sorty, że przeszkadzam, bo widzę, że przeszkadzam, ale Musiał ogar! Przecież jesteś gospodarzem imprezy! – Maciek spojrzał na mnie niezadowolony – Nie patrz tak na mnie, blondi ma rację. Zaniedbujesz gości – przyjaciel westchnął głośno i podniósł się z łóżka następnie podał mi rękę i pomógł mi zrobić to samo. – Dzięki za pomoc – zwrócił się do mnie Kuba po czym dodał – Ale miej się na baczności, jeszcze dam ci popalić za tego blondi – Grozisz mi? – zrobiłam cwaniacką minę – Może – odpowiedział uśmiechając się szeroko. Zakończyliśmy temat, bo dołączyliśmy już do reszty gości siedzących w salonie. Usiedliśmy na wolnej, mniejszej części rogówki – Czego się napijecie? – zapytał czarnowłosy chłopak. Zerknęłam na to co znajdowało się na stole. O! Jest i tequila, sok pomarańczowy i syrop wiśniowy – Sama się obsłużę, mogę? – zapytałam chłopaka, który podniósł w górę obie dłonie, co miało oznaczać przyzwolenie. Do sześciu pustych szklanek na stole wsypałam trochę kruszonego lodu, następnie tequila, sok pomarańczowy i na końcu po ściance wlałam syropu wiśniowego. Tak oto powstał mój ulubiony, zaraz po kamikadze drink; Tequila Sunrise. – Wow – powiedział Maciek, reszta mu zawtórowała – Gdzie się tego nauczyłaś? – zapytał blondas – Byłam kiedyś barmanką w Hard Rocku. Częstujcie się – powiedziałam do wszystkich. Wzięłam dwa drinki, jeden dla mnie, drugi dla Maćka. – Bardzo chętnie bym spróbował, ale nie piję – oznajmił – Co takiego? – zdziwiłam się – Nie piję. Przecież obiecałem twojej mamie, że zawiozę cię do domu – oznajmił poważnym tonem – Co?! Nawet się nie wygłupiaj! To twoja impreza, pij, wrócę taksówką – Oliwia… – Maciek nie wygłupiaj się, bo zaraz naprawdę zamówię taksówkę do domu. – Widzę, że nie mam z tobą szans – Dobrze widzisz, nie masz najmniejszych szans. Twoje zdrówko – podałam mu szklankę, stuknęliśmy się szkłem po czym praktycznie duszkiem opróżniliśmy nasze drinki. A potem, kolejne i kolejne… Tańczyliśmy, śpiewaliśmy i ogólnie świetnie się bawiliśmy. Wszyscy faceci i prawie wszystkie dziewczyny tańczyły na prowizorycznym parkiecie jakim była podłoga w salonie. Reszta dziewczyn siedziała na sofach i z niechęcią i zazdrością przyglądały się mi. Jednak wcale się tym nie przejęłam. Nawet nie zorientowałam się kiedy minęła cała noc. Gdy dopadł nas głód usiedliśmy na rogówce zjadając wszystko co zostało na stole. Była już prawie trzecia. – Okej, ja będę lecieć – powiedziałam chwiejnie podnosząc się z kanapy. Zostałam obrzucona chrupkami i paluszkami – Siedź! Noc jest jeszcze młoda, zaraz idziemy densić! – zawołał któryś z chłopaków, jednak mój stan, plus to, że znam ich dopiero od kilku godzin nie pozwolił mi rozpoznać głosu. – Dzięki – powiedziałam sarkastycznie strzepując z bluzki resztę chrupek – Zostań – odezwał się kolejny głos. Głos który rozpoznam nawet na śpiąco. Głos Maćka – Nie, pojadę już. Jestem zmęczona – chyba go przekonałam, bo wstał z miejsca. Myślałam, że chce się ze mną pożegnać. Chłopak miał jednak całkiem inne plany – Odprowadzę cię – oznajmił – Dam sobie rady, zostań z nimi – wskazałam na kilku nietrzeźwo uśmiechających się chłopaków – Idź Musiał, idź i daj czadu! My poczekamy – wołali jeden przez drugiego. Maciek tylko wzruszył ramionami i podał mi dłoń, którą od razu złapałam. – Pa wszystkim – zawołałam machając – Pa Oliwia! Kocham cię! Call me maybe! – przekrzykiwali się chłopcy ja tylko uśmiechnęłam się pod nosem i razem z Maćkiem ruszyliśmy w stronę drzwi wejściowych w rytmie dzikich okrzyków o tym, aby Maciek zrobił TO najlepiej jak umie. Uwielbiam pijanych facetów. Z westchnieniem weszłam do windy – Ale się zasiedziałam. Lewie żyję – Ale było okej, co? – zapytał Maciek – Było bardzo okej! – resztkiem sił wykrzesałam z siebie entuzjazm – To co jutro powtórka? Widzimy się na mieście? Idziemy coś zjeść? A może wpadniesz do mnie, albo ja do ciebie. Możemy robić, wszystko, wszystko na co masz ochotę – chłopak mówił w takim tępie, że prawie nie robił przerw między wyrazami. Był taki podekscytowany i mówił tak szybko, że w duecie z alkoholem we krwi ledwo rozumiałam co mówi. – Pomału, pomału. Nie możemy się jutro spotkać. To znaczy dziś. – odpowiedziałam – A to dlaczego? Nie chcesz się ze mną widywać? – zapytał niepewnie – Jasne, że chce głuptasie. Po prostu jutro jadę na cały dzień odwiedzić dziadków. Ale po jutrze możemy iść na miasto, zjeść coś, możesz wpaść do mnie, albo ja przyjadę do ciebie, od wyboru do koloru – zacytowałam go i zaczęliśmy się śmiać. – Umowa stoi – podaliśmy sobie dłonie i wyszliśmy na dwór. Dość szybko udało nam się złapać taksówkę – Dzięki za wszystko – powiedziałam przytulając swojego przyjaciela na pożegnanie – To ja dziękuję, było ekstra. Do zobaczenia jutro. Daj znać jak dojedziesz do domu – Okej, pa! – Cześć! – powiedział otwierając mi drzwi do samochodu. Wsiadłam do środka podałam adres taksówkarzowi i walczyłam ze sobą aby nie usnąć.
__________________________________
Heeeeloo moje zbulwersowane kobiety :*
Jest rozdział, a teraz będzie usprawiedliwienie
mojej nieobecności. Podczas, gdy wy nerwowo
wyczekiwałyście rozdziału ja beztrosko opalałam się
w Turcji! :) Chciałam dodać rozdział tydzień temu
w piątek i napisać, że nie będzie mnie przez osiem
dni, ale naprawdę nie miałam czasu:( Wylot miałam
w sobotę o 7.15, musiałam być na lotnisku dwie godziny
przed odlotem + dwie godziny na drogę do Katowic.
A że zostawiam sobie zawsze wszystko na ostatnią chwilę
skończyłam się pakować o 00:30, a budzik miałam ustawiony
na 1:45… Ale jestem już w domu, wróciłam wczoraj przed 23:00
i dziś od rana zajęłam się redagowaniem rozdziału, żeby jak
najszybciej coś dla Was wstawić.

Cholera, jak ja tęsknię za tym 35 stopniowym upałem! Widokiem
lazurowego morza Egejskiego, które falowało za naszym
ogromnym oknem, gdy tylko otworzyłam rano oczy… Zimnymi
drinkami, przepysznym jedzeniem i tymi wspaniałymi (i przystojnymi :P)
animatorami, którzy zabawiali nas w każdą minutę pobytu :((

ech, a teraz back to reality.

Rozdział 112.

Winda otworzyła się i stanęliśmy przed drzwiami mieszkania. Jak już kiedyś wspominałam, mieszkanie Maćka to raczej apartament i zajmuje całe piąte piętro. Chociaż dobrze o tym pamiętałam to i tak byłam zaskoczona jego wielkością. Jeszcze większym zaskoczeniem było to, że gdy weszliśmy do środka trwała już impreza! Najpierw myślałam, że pomyliliśmy drzwi, ale od razu poznałam to gustowne wnętrze. W ogromnym salonie tańczyło i rozmawiało ze sobą jakieś czterdzieści osób… Grała głośna muzyka, której nie słyszałam na korytarzu, gdyż całe mieszkanie wykonane jest z materiałów wyciszających wszelkie dźwięki. Sprytnie, to eliminuje problem zrzędliwych sąsiadów. – Zaczęli bez ciebie..? – szepnęłam niepewnie do Maćka. Trochę stresowałam się tą ilością nieznajomych mi osób. I kto to mówi, pomyślałam. Stresuję się czterdziestką nastolatków, a przeżyłam gdy Louis śpiewał piosenkę na scenie przed kilkudziesięciotysięczną widownią – Zaczęli beze mnie – przerwał moje przemyślenia Maciek – bo późno kończyłem dzisiaj trening. Zanim bym wszystko przygotował byłaby północ. A tak przychodzę na gotowe – uśmiechnął się do mnie, po czym krzyknął – Cześć wszystkim!! – Siema! Cześć! Siemanko stary! – odpowiedzieli jego znajomi. Wolnym krokiem szliśmy w stronę kanap na których siedziała spora grupka znajomych Maćka. Było kilka dziewczyn, a reszta to sami faceci, którzy przyglądali mi się badawczo, zawieszając wzrok na dolnych partiach mojego ciała. Już myślałam, że mam jakąś plamę, gdzieś się ubrudziłam, ale gdy spojrzałam w dół przypomniałam sobie co może przykuwać ich uwagę. Przeklęta spódniczka! Lubiłam ją, ale teraz już nigdy więcej jej nie założę. Stanęliśmy obok ogromnej rogówki – Siemka! To moja przyjaciółka z Londynu, Oliwia – rzucił mnie na głęboką wodę – Hello – powiedziałam z uśmiechem machając nieśmiało. Zanim Maciek zdążył się odezwać, wysoki blondas w czerwonej koszulce zaczął nas zalewać słowotokiem – Ach, to ta Oliwia o której nam opowiadałeś? Dobra dupa, Musiał! Nie wiedziałem, że kręcą się z tobą takie sztuki! Nie dość, że starsza, to jeszcze mieszka na Wyspach! – zachwycał się mną głośno. Bardzo zdziwił mnie swoją bezpośredniością, ale po chwili zrozumiałam czym była spowodowana – A po jakiemu ze sobą rozmawiacie? Z tego co wiem twój angielski nie jest zbyt zaawansowany. Pewnie gadacie mową ciała, albo po francusku! Lubisz to Musiał, przyznaj się! – chłopak uśmiechał się szeroko, ale gdy parsknęłam śmiechem zrzedła mu mina. On naprawdę myślał, że nie znam Polskiego! Maciek śmiał się pod nosem razem ze mną. Spojrzałam na niego rozbawiona, a on pokręcił głową – Tak to ta Oliwia o której wam opowiadałem. Mówiłem wam też, że rozmawiamy ze sobą po Polsku, bo to Polka głąbie! Tylko studiuje w Londynie! – ponownie zaczęliśmy się z Maćkiem śmiać, tym razem dołączyła do nas cała grupa siedząca na kanapie, która przysłuchiwała się tej wymianie zdań. Jedynie blondas, który o mnie mówił siedział zawstydzony – Sorki Oliwia, nie wiedziałem, że rozumiesz… no że jesteś Polką. Kurcze zmyliłaś mnie swoim Angielskim ‚heloł’. Masz dobry akcent. Mam nadzieję, że się nie gniewasz – wyznał szczerze – Nie, skąd. To poniekąd dla mnie komplement – uniosłam cwaniacko brwi w górę – Widzę, że znajdziemy wspólny język. Kuba jestem – wstał i podał mi dłoń – Po takim wstępie na pewno cię zapamiętam. Oliwia. – uścisnęłam jego dłoń – Pocałować? – zaproponował żartobliwie – Dobra, dobra, wystarczy tych czułości. Znajdź sobie swoją polską Brytyjkę, a moją puść – Maciek złapał moją rękę wyswobadzając ją z uścisku blondyna. Jednak sam nie miał zamiaru jej puścić. Opuścił w dół nasze splecione dłonie. Spojrzałam na niego zdziwiona. Chłopak uśmiechnął się do mnie serdecznie. Muszę przyznać, że nie miałam nic przeciwko temu. Brakowało mi go, gdy byłam za granicą i teraz łaknę każdego kontaktu z nim. – Maciek ubierz się i uczesz jak człowiek, bo nie pasujesz do Oliwi. Od razu widać, że to nie twoja liga chłopczyku – zaśmiał się kolejny z kolegów Maćka. Tym razem był to ciemnowłosy chłopak z dłuższymi włosami zasłaniającymi jedno oko. Miał na sobie czarną bluzę, czarne spodnie i białe trampki. Jego ręce zdobiło kilka tatuażów. Wyglądał trochę jak EMO, ale był raczej sympatyczny, ciągle się uśmiechał i sądząc po braku blizn na rękach raczej się nie ciął żyletką, jak to mieli w zwyczaju emotional boys. Jego naturalnie czarne włosy bardzo kontrastowały z błękitem jego oczu. Zaintrygował mnie jego wygląd. – Wiesz, że cię nie lubię Dom, ale tym razem masz rację. – odpowiedział Maciek – Idziesz ze mną? – zwrócił się do mnie, a wśród młodzieży rozległo się głośne ‚uuuuu’, na co ja zareagowałam śmiechem, a Maciek spojrzał spod byka na swoich przyjaciół – Jasne – odpowiedziałam. Ręka w rękę ruszyliśmy do pokoju Maćka, a za nami dalej było słychać krzyki zachwytu, które zignorowaliśmy. Weszliśmy do środka zamykając za sobą drzwi. Ja od razu usiałam na łóżku, a Maciek skierował się do szafy. Otworzył ją na oścież i szukał czegoś wśród wieszaków. Znalazł interesującą go jeansową koszulę na guziki. Zaczął ją zapinać, a mi we znaki wdawały mi się pierwsze objawy zmęczenia. Pozwoliłam swojemu ciału opaść bezwładnie na łóżko, co nie uszło uwadze Maćka – Co, zmęczona? – zapytał siadając obok mnie – Troszeczkę. To bardzo zakręcony dzień. Tym bardziej, że dla mnie zaczął się o trzeciej nad ranem – O trzeciej? – zainteresował się chłopak, a ja podparłam się łokciach, aby móc mu spojrzeć w oczy. Nie lubię rozmawiać z kimś gapiąc się w sufit. – Tak o trzeciej. Louis jest w USA i jedyna szansa aby z nim porozmawiać jest późnym wieczorem. Ale gdy u nich jest dwudziesta trzecia, u mnie jest trzecia nad ranem. W Polsce to jeszcze większa różnica, sześciu godzin – Na mojej twarzy pojawił się grymas niezadowolenia – Biedactwo – powiedział z troską – A to jeszcze nie koniec, potem było rozpoczęcie roku szkolnego, nudny apel, drink z koleżankami, na którym tak się zasiedziałam, że ledwie zdążyłam na samolot. Na moje szczęście przespałam cały lot, ale całą nową energię zabrała mi Marcela. Ona jest niezniszczalna! – zaśmiałam się – Ale nawet to nie zniechęciło cię, aby spotkać się ze mną – zauważył chłopak – Nic mnie nie zniechęci. – puściłam mu oczko i wróciłam do poprzedniej pozycji wlepiając wzrok w sufit. Chłopak położył się obok mnie – Oliwia? – zaczął nieśmiało – Tak na mnie mówią – zażartowałam – Co jest? – zapytałam – Chciałem cię jeszcze raz przeprosić za to… no wiesz, za to, że się do ciebie nie odzywałem. Byłem idiotą – odwróciłam głowę w jego stronę odrywając wzrok od śledzonej przeze mnie lampy – Nie masz za co przepraszać. Stare dzieje. Ja też nawaliłam, nie powinnam… a raczej powinnam ci od razu powiedzieć o Louisie i o tym, że jesteśmy razem. – Stare dzieje – zacytował mnie z uśmiechem – Wiesz, najbardziej żałuję tego, że straciłem tyle czasu na te dziecinne gierki. Czasu, który mogliśmy wykorzystać na rozmowy i spotkania. – Tym razem to on odwrócił wzrok i wbił go w sufit. Wyciągnęłam spod jego głowy jedną rękę i ułożyłam na niej swoją głowę – Nadrobimy, nie martw się. Jeszcze będziesz mnie miał dosyć – Wątpię, raczej ty mnie. Ja się od ciebie nie odczepię – Na to liczę – odpowiedziałam cwaniacko.
____________________________
hello :D wiecie jaki ze mnie burak cukrowy?
napisałam trzy rozdziały, pierwszy z nich
chciałam wstawić tradycyjnie w niedzielę,
czyli wczoraj i co? Zapomniałam go w pracy!
haha real blondi :P ale za to jest dziś, a
wczoraj z powodu braku rozdziałów zrobiłam
nowy nagłówek :) jak Wam się podoba?

buziaki:*