Archiwum dla Październik, 2012

Rozdział 125.

Pip, pip… obudził mnie charakterystyczny dźwięk sygnalizujący, że należy zapiąć pasy. Lądujemy, wreszcie! Jeszcze tylko kilka formalności, okazanie paszportu, kupno wizy, złowienie swojej walizki z taśmy i gotowe. Gdy tylko wyszłam z terminalu przylotów od razu rzuciła mi się w oczy machająca do mnie z daleka Viki. Podbiegłam do niej i przytuliłyśmy się na przywitanie – Cześć Oli! – Cześć Viki! Ale z ciebie laska, no no! Nie pogadasz! – zadziornie zmierzyłam wzrokiem przyjaciółkę od góry aż ku dołowi. Miała na sobie białe spodnie, czerwone szpilki i idealnie do nich dopasowaną czerwoną marynarkę. Wyglądała przebosko, a ja przy niej, w moich jeansach, płaskich botkach i grubym swetrze prezentowałam się jak wzorowa przedszkolanka. – Ty też wyglądasz pięknie – odpowiedziała przyjaciółka – Mówisz tak, bo jesteś dobrze wychowana – skomentowałam – To co? Idziemy szukać kierowcy? Już nie mogę się doczekać kiedy zobaczymy chłopaków! – zawołałam z entuzjazmem – Powinnaś leżeć w domu, słabo wyglądasz. Jesteś nieźle chora, co? – Viki zamiast cieszyć się ze mną, martwiła się o moje zdrowie – Tylko mi nie mów o tym jak ciężkie są powikłania wynikające z nieleczonej grypy, bo użyję resztki sił, aby cię uciszyć – powiedziałam w żartach. Przyjaciółka uśmiechnęła się do mnie, ale widać było, że jest zmartwiona. Rzeczywiście ten lot mi nie służył. Czuję się bardzo źle i szczerze powiedziawszy marzę o łóżku i grubej kołdrze, ale nie mogę się do tego przyznać, bo zamiast wieczoru z chłopakami będę mieć wieczór z lekami. Wykrzesując z siebie resztki energii ruszyłam za Viki w stronę wyjścia z lotniska. Gdy tylko je opuściłyśmy od razu zauważyłyśmy eleganckiego pana w garniturze trzymającego w ręce kartkę z naszymi imionami i nazwiskami. Udałyśmy się do niego, przedstawiłyśmy i wsiadłyśmy do czarnego luksusowego samochodu w trakcie, gdy nasz kierowca pakował nasze walizki do bagażnika. Z lotniska do hotelu Hilton, w którym są chłopaki mieliśmy czterdzieści minut drogi, która okazała się dla mnie męką. Przez cały czas walczyłam ze sobą, aby nie zasnąć, bo to pokazało by moją słabość i poskładało by mnie doszczętnie niszcząc wizję nocy z przyjaciółmi. Zaparkowaliśmy samochód przed hotelem. Przed drzwiami stała ochrona, bo oblegały je dziesiątki fanek śpiewające piosenki z płyty chłopaków. Weszłyśmy do środka i udałyśmy się do recepcji – Witam, jesteśmy gośćmi chłopaków z One Direction. Jesteśmy zmęczone podróżą, dlatego zależałoby nam, abyśmy jak najszybciej do nich się dostały – powiedziała miło Viktoria – Jakim cudem dostałyście się do hotelu?! OCHRONA! – zawołała recepcjonistka – Ale my przyleciałyśmy na zaproszenie chłopców – powiedziałam zaskoczona – Tak, tak samo jak ta setka dziewczyn przed hotelem, Jack! Podejdź do mnie szybko! – zwróciła się do wysokiego mężczyzny, który akurat przechodził przez recepcję – O co chodzi? – zapytał mężczyzna – Te nastolatki to fanki tego boysbandu który u nas nocuje. Nie wiem jak to możliwe, że dostały się do środka, ale ktoś za to beknie. Wyprowadź je proszę – wytłumaczyła mu recepcjonistka. Byłam załamana! Ledwie stałam na nogach, a oni chcieli nas wyrzucić na dwór? – Zaraz, zaraz! – wyszarpałam rękaw, za który trzymał mnie ochroniarz – Chcę porozmawiać z kierownikiem tego hotelu. I to zaraz! – zawołałam wkurzona – Dobre mi sobie – zakpiła ze mnie recepcjonistka – Ma do tego prawo Aleksandro – odezwał się kobiecy głos, na który cwana recepcjonistka od razu zesztywniała. Odwróciłyśmy się w jego stronę – Dzień dobry, Kimberly Diverson, kierowniczka hotelu Hilton Plaza. W czym mogę pomóc? – elegancka kobieta podała mi dłoń którą uścisnęłam – Witam, jestem Oliwia Salkin, a to Viktoria Rodway. Przyleciałyśmy z Europy na zaproszenie One Direction. Niestety pani pracownica nawet nie raczy sprawdzić czy chłopcy się dzisiaj kogoś spodziewają, że o wylegitymowaniu nas nie wspomnę – poskarżyłam się – Chwileczkę, dobrze? – kobieta poszła za ladę. Wyciągnęła na nią ogromną książkę i zaczęła w niej czegoś szukać przesuwając wskazujący palec wzdłuż kartki z nazwiskami – O… O… Ostin, Ofrey, One Direction jest. Tomlinson, Styles, Malik, Payne, Horan… Aleksandro, możesz do mnie podejść – zwróciła się szorstko do swojej pracownicy – Proszę, przeczytaj co tutaj pisze – One Direction, zameldowani od trzydziestego września, goście… – kobieta zamarła i zamilkła, a jej twarz kolorem przypominała kolor kartki z której czytała – Dalej proszę – odezwała się kierowniczka. Recepcjonistka przełknęła ślinę – … goście, Oliwia Salkin i Viktoria Rodway z dopiskiem „WAŻNE”. Ja.. bardzo przep… – Wystarczy Aleksandro – starsza kobieta z hukiem zamknęła książkę i schowała ją na miejsce, po czym zwróciła się do młodszej – Czy wydaje ci się, że gdyby te panie nie były gośćmi naszego hotelu zostałyby wpuszczone do środka? – Nie, pani Diverson. – Czy wydaje ci się, że jeśli te panie nie były naszymi gośćmi wysłalibyśmy po nie na lotnisko jeden z naszych najlepszych samochodów – dopytywała twardo kobieta – Nie, pani Diverson – A czy wydaje ci się, że jeśli te panie nie były by gośćmi naszego hotelu to oczekiwali by na nie jedni z naszych najlepszych klientów – Nie, pani Diverson – No więc proszę wytłumacz mi, dlaczego nie potraktowałaś pań, jak naszych gości? – kobieta dopytywała z hardą miną. Widać było, że nie ma co z nią zaczynać – To wszystko przez ten tłum fanek na zewnątrz, myślałam… – Tłum fanek jest opanowany i nikt, kto nie jest naszym gościem nie dostanie się do środka. Doskonale o tym wiedziałaś – przerwała jej. Tym razem Viki zabrała głos – Nic się nie stało. Na prawdę. Rozumiem, że martwi się pani o to, aby żadne nie powołane osoby dostały się do pokoju chłopców i bardzo jestem pani za to wdzięczna – zwróciła się do recepcjonistki – Przepraszam panią najmocniej. Taka sytuacja nie powinna mieć miejsca – odezwała się z skruchą, a my uśmiechnęliśmy się do niej serdecznie. Szkoda mi było biedaczki, nie chciałam, żeby ktoś stracił przeze mnie pracę – Pani Diverson – zwróciłam się do starszej kobiety – Tak pani Salkin? – Mam do pani gorącą prośbę. Proszę nie wyciągać żadnych konsekwencji z zaistniałej sytuacji. Jesteśmy tylko ludźmi, nie chciałabym, aby pani Aleksandra straciła pracę przez tą drobną pomyłkę. Obiecuje mi to pani? – kobieta lekko się zmieszała – Jesteśmy profesjonalnym hotelem, gdzie takie pomyłki są niedopuszczalne – Pani Diverson, bardzo nam na tym zależy. Będziemy się źle czuć, jeśli ktoś straci przez nas pracę. – powiedziałam – Dobrze, niech będzie. Aleksandro, masz u tych pań ogromny dług wdzięczności. Uratowały twoją posadę – starsza kobieta zwróciła się do młodszej – Dziękuję bardzo – zwróciła się do nas – Proszę. Bardzo chciałybyśmy już pójść do pokojów, nie czuję się najlepiej. Czy coś jeszcze musimy zrobić? – zapytałam – Ależ nie, proszę bardzo, karty do pokoju. Walizki za chwilę zostaną dostarczone do apartamentu. Oczywiście do końca pobytu mają panie gratis jedzenie i korzystanie z wszystkich atrakcji hotelu. Spa, basenu, sauny, masaży. Jeśli czegoś będą panie potrzebować proszę wcisnąć zero i prefiks, a spełnimy każdą prośbę. Piąte piętro, cały apartament należy do pań znajomych. Życzę miłego pobytu – Kierowniczka uśmiechnęła się miło podając nam karty do apartamentu chłopców – Dziękujemy – odpowiedziałyśmy z Viki – Zgłupieję, co za paranoja. Ale fajnie, że nikt za to nie poleci – zwróciła się do mnie Viki gdy odeszłyśmy od lady. – Najważniejsze, że zaraz zobaczymy chłopców – powiedziałam wsiadając do windy. Nie obyło się bez pytań Viki, czy aby na pewno dobrze się czuję, bo jestem blada. Oczywiście skłamałam, że czuję się fantastycznie. I rzeczywiście tak się poczułam, gdy otworzyły się drzwi windy, a przed nimi stali uśmiechnięci Louis i Liam.

_____________________________________
helo dziewczyny :) dla Was nowy rozdział:)

*wstawiam dziś, bo nie wiem czy będę mieć
czas przez weekend :/ napewno jesteście
trochę wkurzone za takie zakończenie, ale
za to Was kocham marudy:D :* muah:*

*Directioner i Aśka, dobra to jedziemy zwiedzać
Berlin w marcu! :D i przypadkowo trafiamy na
koncert Biebera z zarezerwowanymi pół roku
wcześniej biletami :P tylko kto będzie kierowcą?
łapiemy stopa? pociąg, autobus? a może pójdziemy
pieszo! :D w tym przypadku proponuję, żebyśmy
wyszyły z domu w tą niedziele! :P ktoś jeszcze
jedzie z nami? :D

*któraś z Was pytała jakiego szablonu na blogu
używam, ale niestety nie pamiętam loginu, a
nie mogę znaleźć tego komentarza ;/ używam
Mystique 2.4.3, a nagłówki robię sama ;)

*aaaa właśnie! Jak wam się podoba nowy?
cudowne czasy xFactora! :D

*już za kilka dni Horanowa notka :))

have a nice weekend!:**

Rozdział 124.

Obudziłam się jeszcze przed budzikiem. Jest godzina szósta rano, Maciek jeszcze śpi. Na lotnisku muszę być około godziny dziewiątej. Moje samopoczucie oceniam na umiarkowane. Dalej męczy mnie katar i do tego doszedł jeszcze kaszel, ale czuję się już znacznie lepiej niż wczoraj. Nie jestem taka osłabiona i nie odczuwam bólu gardła przy przełykaniu śliny. Muszę się jeszcze spakować, wziąć prysznic, przygotować się psychicznie do ośmiogodzinnego lotu i wymyślić bajeczkę o zgubionej bransoletce. W sumie te dwie ostatnie rzeczy są niemożliwe, więc na razie o nich nie myślę. Na szczęście nie zdążyłam rozpakować swoich ciuchów gdy przyleciałam do Polski, więc dorzucę kilka rzeczy do walizki i pakowanie będę mieć z głowy. Następnie wzięłam długi prysznic, umyłam i ułożyłam włosy, zrobiłam lekki makijaż i ubrałam się ciepło, na prawdę ciepło, bo klimatyzacja w samolocie może dobić nawet zdrowego człowieka. Jest kilka minut po ósmej, z ciężkim sercem idę obudzić Maćka. Biedak ma naprawdę tylko kilka dni w miesiącu na to aby porządnie się wyspać i dziś dzięki mnie ten dzień jest spisany na straty. Przynajmniej tak mi się wydawało, ale przyjaciel miał do mnie pretensje, że nie obudziłam go wcześniej, bo wtedy porozmawialiśmy sobie jeszcze, a on zmarnował tyle czasu na sen. Okazję do rozmowy mieliśmy przy śniadaniu, a później w samochodzie podczas jazdy na lotnisko. W trakcie, gdy Maciek pakował moją walizkę do auta ja żegnałam moich rodziców. Było mi bardzo przykro, że tak szybko ich opuszczam, ale jestem więcej niż pewna, że niedługo się zobaczymy. Maciek również pożegnał miło moich rodziców i ruszyliśmy na lotnisko. Swoją drogą co za bajerant z niego! Nie wiem jak on to robi, ale moi rodzice i siostra są nim zupełnie oczarowani. Patrzą na niego jak zahipnotyzowani, jak w obrazek. Mam ważenie, że moja mama widząc nas razem wyobraża sobie mnie w białej sukni, a Maćka w eleganckim smokingu przed ołtarzem, lub, co gorsza, mnie, jego i gromadkę swoich małych wnuków. – Mam coś dla ciebie Oli – powiedział Maciek gdy już byliśmy niedaleko lotniska, wyrywając mnie z moich myśli – Znowu? Co takiego? Nie powinieneś mi dawać tylu prezentów. Rozpuścisz mnie, jak moi dziadkowie Marcelę – zażartowałam – Myślę, że będziesz zadowolona z tego co dla ciebie mam – powiedział tajemniczo i tak jak wczoraj zaczął szukać czegoś w schowku, co wywoływało u mnie napad lęku i paniki. – Jeśli chcesz, żebyśmy się rozbili tym samochodem, trafili do szpitala i leżeli na jednej sali to muszę cię rozczarować. Po pierwsze w szpitalach nie ma sal damsko:męskich, a po drugie polecę do USA nawet z rozbitą głową i połamanymi żebrami, dlatego błagam! Patrz na drogę! – zawołałam z sarkazmem – Już, już marudo. Ja nie wiem jak ten gwiazdorek z tobą wytrzymuje zmierzluchu. – Maciek pokręcił głową z zniesmaczoną miną, po czym uśmiechnął się pod nosem. – Nie zasłużyłaś sobie na to, ale okej… daj rękę. – dodał. Z ściśniętej w pięść dłoni upuścił coś na moją otwartą dłoń. Coś zabrzęczało, a następnie moim oczom ukazała się… bransoletka od chłopaków! – Nie wierze! Skąd ją masz?! – zawołałam zachwycona – Wspominałaś mojej mamie, że ją zgubiłaś. Przeszukała dokładnie całe mieszkanie i znalazła ją wczoraj rano pod kanapą w salonie. Musiała ci się zsunąć z dłoni gdy tańczyliśmy – odpowiedział, a jego zadowolenie z siebie było widoczne na jego twarzy – Dziękuje ci! dziękuję! I podziękuj swojej mamie! Znalazła ją wczoraj rano… Wczoraj rano? Dlaczego mi o tym nie powiedziałeś?! W czasie, gdy ta bransoletka leżała sobie spokojnie w samochodzie ja zastanawiałam się jak powiedzieć o tym chłopakom… Ty potworze! – Uderzyłam go pięścią w ramię i zrobiłam obrażoną minę – Proszę bardzo. To się nazywa wdzięczność. Nie mówiłem ci o niej, bo zapomniałem no. Zdarza się. Ale najważniejsze, że się znalazła co? – zapytał, jakby nie znał mojej odpowiedzi – Dziękuję ci bardzo. Co za ulga! – zapięłam bransoletkę na prawym nadgarstku obok tej od Maćka. Zapięłam ją na tyle ciasno, aby znów się nie zsunęła, dbając jednak o to, by krew dopływała do mojej dłoni. Potrząsnęłam nadgarstkiem, a przywieszki wesoło zabrzęczały – Brakowało mi tego dźwięku – powiedziałam oglądając każdą zawieszkę – Przedtem bransoletka ode mnie jeszcze jakoś wyglądała, teraz przy tej od tych tam wygląda jak chiński badziew. – Nawet tak nie mów! Nie obrażaj mojej biżuterii, bo to tak jakbyś obrażał mnie. Jest cudowna, nigdy jej nie ściągnę – chyba się udało go przekonać, bo uśmiechnął się szeroko. Bez większych problemów dotarliśmy na lotnisko, przyjaciel towarzyszył mi aż do samej odprawy ciągnąc dzielnie moją walizkę. Żegnając się z nim i widząc smutek w jego oczach wpadłam na genialny pomysł, którego na razie nie chciałam mu zdradzać – Obiecuję ci, że zobaczymy się wcześniej niż myślisz – powiedziałam z entuzjazmem, którego nie podzielał – Taa, jasne. W przyszłym roku, albo w Boże Narodzenie. – odpowiedział – Obiecuję, a na moich obietnicach można polegać. Widzimy się wkrótce! Trzymaj się i dbaj o siebie – powiedziałam przytulając go na pożegnanie – Ty też. Uważaj na siebie i zdrowiej szybko. Będę tęsknił – wyszeptał – Ja też. Do zobaczenia wkrótce – zawołałam na odchodnym – Pa Oli! – odpowiedział przyjaciel machając mi smutno, po chwili znikł z mojego pola widzenia. Wchodząc na pokład samolotu zrobiło mi się przykro, ale starałam się nie rozklejać i pocieszałam się moim genialnym pomysłem. Gdy tylko wrócę do Londynu od razu zamawiam bilet Warszawa – Londyn dla Maćka. Zawsze zasypuje mnie masą pytań o tym mieście i wiem, że bardzo chciałby je zobaczyć. Dlatego spełnię jego marzenie. Chłopaki jeszcze dobrych kilka tygodni będą w Stanach, więc mogę wykorzystać ten czas dla Maćka. Jestem genialna!

Dobijcie mnie! Tak ogromna zmiana ciśnienia przy chorobie to nie był za dobry pomysł. Zatyka mi uszy, boli mnie głowa, a wszystko kręci się i wiruje. Lou zamówił mi bilet w business klasie, za który zapłacił krocie, ale jestem mu za to dozgonnie wdzięczna. Mogę wygodnie położyć się na ogromnym fotelu, zamiast pchać się w trzy osoby na niewielkich, niewygodnych, niemal autobusowych kanapach. Dostałam dwa koce, co chwilkę dostaję gorącą herbatę, a stewardessy co jakiś czas sprawdzają jak się czuję i pytają czy czegoś jeszcze potrzebuję. Przede mną jeszcze jakieś cztery godziny lotu, właśnie zaczynam słuchać od nowa swojej playlisty w iPodzie. Pierwszą piosenką jest oczywiście „What Makes You Beautiful” piosenka, która zmieniła moje życie i którą już jutro usłyszę śpiewaną na żywo przez moich najlepszych przyjaciół. Aż trudno mi uwierzyć w to, że tylko kilka godzin dzieli mnie od spotkania z nimi. Na razie niestety muszę się tylko pocieszyć ich głosami z nagrania.
__________________________
helo dziewczyny :) przepraszam, że tyle to
trwało, ale wreszcie jest :) chciałam tylko
powiedzieć, że sajgon w moim domu został
zażegnany:D woohoo :D

buziaki, miłego wieczoru!:*

Ps. Witam wszystkie nowe dziewczyny! :D
Wow, to bardzo miłe, że pomimo tylu
rozdziałów zaczynacie to czytać od początku
i jeszcze tak miło komentujecie:) buziaki dla Was:*

i dla moich „starych” czytelniczek oczywiście też!:***

Rozdział 123.

Po wzięciu pierwszej garści leków czułam się jak pijana. Dosłownie. Strasznie osłabiona od razu położyłam się na kanapie w salonie, przykryłam kocem i drzemałam. Nie wyobrażam sobie w takim stanie dopingować chłopaków podczas ich występu. Przecież wezmą mnie za ćpunkę i wyrzucą ze studia. Ale to i tak mój nie największy problem, w mojej głowie, jak kamień, ciągle ciąży wspomnienie zagubionej bransoletki. „Jesteś beznadziejna” wmawia mi ciągle moja podświadomość i przyznam się, że zaczynam w to wierzyć. To w końcu podświadomość, ona nigdy się nie myli. Och, telefon. Czy zawsze gdy zasypiam albo smacznie sobie śpię ktoś musi dzwonić? – Halo? – powiedziałam do słuchawki nie zwracając nawet uwagi do kogo mówię – Cześć Oli! Co tam? Co dziś robimy? Powtórka ze wczoraj? – dopytywał Maciek z entuzjazmem – Nie. Wybacz, ale dzisiaj nic z tego. Muszę zostać w domu. – zanim zdążyłam rozwinąć wątek przyjaciel od razu zalał mnie morzem pytań – A to dlaczego? Pewnie wszystko przeze mnie, co? Nie potrzebnie usnąłem u ciebie. Pewnie dostałaś szlaban za to? A powiem ci twój tata nie wyglądał na wkurzonego, normalnie ze mną gadał. Może tylko udawał… a może to szlaban od mamy? Jest bardzo zła na mnie? Szkoda, bo wiem, że mnie lubiła, a teraz pewnie… – Maciek, Maciek! Hamuj chłopie! Może dasz mi dojść do słowa? Chcesz wiedzieć dlaczego nie mogę wychodzić z domu? – przerwałam mu – E, no tak, chcę wiedzieć dlaczego. Przepraszam. Zamieniam się w słuch – Wyobraź sobie, że rzeczywiście w pewnej mierze to przez ciebie muszę zostać w domu. Mam grypę po wczorajszej ulewie i czuję się jak wypluty cukierek – westchnęłam do telefonu – Tak bardzo się cieszę! To znaczy, nie… nie zrozum mnie źle. Nie cieszę się, że jesteś chora… choć w sumie tak. Cieszę się, że zachorowałaś – powiedział dziwnie zachwycony – Co takiego?! Dzięki, nie ma to jak wsparcie i współczucie przyjaciół – powiedziałam z sarkazmem i udawaną obrazą – Oj, nie obrażaj się. Po prostu cieszę się, że masz grypę, bo to znaczy, że zostajesz dłużej w Polsce, zgadza się? – zapytał – Nie, to znaczy, że lecę z grypą do Stanów – odpowiedziałam – Ale jak to? Oszalałaś? Jeszcze nie chodzę na studia, ale nawet ja wiem jak ciężkie… – …są powikłania nieleczonej grypy. Tak tato, wiem o tym. – mój sarkazm aż obciążał sieć telefoniczną – Dlatego udałam się do doktora po leki i poradę. Powiedział, że śmiało mogę lecieć i nie umrę. Zresztą wpadnij do mnie to pogadamy, okej? – Okej. Ale i tak uważam, że to nie najlepszy pomysł z tym lotem – odpowiedział markotnie – Tak, tak Maćku. Czekam na ciebie. Kup mi proszę po drodze chusteczki higieniczne, bo już dostałam dwa razy opieprz, że zaraz zabraknie papieru toaletowego – Dobrze kupię. Będę do dwóch godzin – Ej więcej entuzjazmu, to nasz ostatni dzień! – powiedziałam wesoło – Dzięki, do tej chwili o tym nie myślałem. Dobra. Idę wziąć prysznic, zjeść obiad i wpadam. Cześć – Ma mały – odpowiedziałam. Kręcąc głową uśmiechnęłam się do wyświetlacza, po czym kładę się wygodnie, a w mojej głowie pojawiają się miliony myśli. Ten chłopak zmienia szybciej nastrój, niż my kobiety przed okresem. Boże, ja chyba przyciągam takich facetów! Facetów z syndromem napięcia przedmiesiączkowego. Harold, wzorcowy przykład. Powinni go pokazywać małym dziewczynką w szkole, aby przybliżyć im czym dokładnie objawia się ten syndrom. Maciek też popada ze skrajności w skrajność. Najpierw lata szczęśliwy pięć metrów nad ziemią, następnie dopada go rozpacz i brak chęci do życia. Może i Maciek nie ma chęci do życia, ale ja na pewno mam chęci na drzemkę. Zaciskam powieki i oddaję się lżejszym, przyjemniejszym myślom; jutrzejszym spotkaniem z chłopakami.

Otworzyłam delikatnie oczy. Panował półmrok, jedynym źródłem światła był grający cichutko telewizor i przytłumione światło lampy, która stała obok fotela. Na podłodze dostrzegłam dwie postacie, siedzące naprzeciw siebie. Byłam jednak zbyt zaspana by dojrzeć kim były. Przeciągnęłam się i przetarłam rękami powieki. Okazało się, że owymi postaciami byli Maciek i Marcela, którzy grali w chińczyka. – Cześć – odezwałam się ochryple – Cześć śpiochu – przywitał mnie uśmiechnięty Maciek – Cześć Oliwia, patrz, gram w chińczyka z Tomkiem Boskim i wygrywam! – zawołała zachwycona siostrzyczka – Już tyle razy ci mówiłam, że on naprawdę nazywa się Maciek. Tylko w telewizji gra Tomka. Będzie mu przykro, że nie znasz jego imienia – wytłumaczyłam. Mała po chwili namysłu odezwała się – Masz rację Oliwia, może mu być przykro. Dlatego ja będę mówić do ciebie Tomek, a ty zamiast Marcelina możesz mówić tak jak ci się podoba. – zwróciła się do Maćka – Ale mi najbardziej podoba się Marcelina. To najładniejsze imię jakie znam – chłopak wzruszył ramionami, a mała uśmiechnęła się szeroko – Też je lubię. – przyznała, a my zaczęliśmy się śmiać – Nie śmiej się To.. Maciek. Zostało nam po jednym pionku i wtedy będziesz mógł pogadać z Oliwią, dobra? – Okej – odpowiedział Maciek. W sumie nie miał innego wyboru, jeśli chciał, żebyśmy mieli potem czas dla siebie. W innym wypadku mała nie dała by nam żyć. Ja, korzystając z wolnej chwili udałam się do kuchni gdzie mama właśnie nalewała mi do miseczki pysznej zupy jarzynowej. Marcela i Maciek już ją jedli. Zjadłam połowę porcji i byłam już przejedzona. W sumie i tak większość tego co zjadłam było mi wpychane „na chama” przez mamę, która mówiła mi, że jeśli chcę wyzdrowieć i lecieć do Stanów to muszę mieć energię, czyli po prostu jeść. Tylko to zmotywowało mnie do zjedzenia kolacji. Później mama podała kolejną serię tabletek i antybiotyków, które połknęłam wszystkie na raz popijając wodą. W tym czasie Maciek i Marcela skończyli swój pojedynek, który wygrała oczywiście moja siostra. Przez resztę wieczoru oglądaliśmy filmy. Najpierw dokończyliśmy uwielbiane przez Maćka Abduction, następnie włączyliśmy jakąś komedię. Tak jak i poprzedniej nocy, tak i dzisiaj Maciek spał u mnie. Z tylko jedną różnicą, sama go poprosiłam o to żeby został. Korzystając z tego, że jutro jest sobota, dzień wolny od szkoły i pracy mogłam egoistycznie nacieszyć się moim przyjacielem. Maciek uparł się, że odwiezie mnie rano na samolot, a to, że śpi u mnie ułatwi tylko sprawę. Położyliśmy się razem do łóżka, było to tak zupełnie naturalne jakbym miała spać z Viki. Przynajmniej z mojej strony. Maciek przytulił mnie, tłumacząc, że to tylko dlatego, aby było mi cieplej. Jak zwykle nie miałam nic przeciwko temu, choć w duchu już układałam scenariusz do sceny w której wpada tu Lou robiąc mi  niespodziankę i spotyka nas z Maćkiem w łóżku. Aż wzdrygnęłam się na samą myśl o tym. Maciek źle interpretując moją reakcję pomyślał, że trzęsę się z zimna i przytulił mnie mocniej. Postanowiłam nie myśleć o tym jak nie fair zachowuję się w stosunku do Louisa i skupić się na śnie, bo już jutro przede mną ciężki dzień.
________________________________
HeLo!:) wreszcie mam chwilę dla siebie i mogę coś napisać :)
chciałam się z Wami podzielić moim snem (znowu:P) w którym
rolę główną zagrał (tu zaskoczenie) Zayn Sex Malik :P
A więc, to było mniej więcej coś takiego. Ja i chłopaki z 1D byliśmy za kulisami jakiejś sceny i ja potrafiłam śpiewać i to całkiem całkiem:D Czekaliśmy, aż każdy z nas dostanie godzinę swojego występu. Malik miał swój o siedemnastej i zapisał go na swoim smartfonie. Siedzieliśmy na kanapach, była luźna atmosfera i takie tam. Powiedziałam mu, że ma mi pokazać ten telefon bo coś mu chcę napisać. Napisałam, że trzymam kciuki i oddałam mu telefon. Chłopak uśmiechnął się pięknie i podziękował. Do jego występu zostało jeszcze sporo czasu więc go pytam co będziemy robić zostało tyle czasu, a on, że nie wie, nie ma żadnych pomysłów. I wtedy przybliżył swoją twarz do mojej i pyta swoim świetnym głosem: How about kiss? Zamurowało mnie i chłopak przejął inicjatywę. Przybliżył się do mnie, dzieliły nas milimetry, już prawie czułam ciepło jego ust i jego słodki oddech i… pi pi pi pi! budzik! wyobrażacie sobie?! Byłam wściekła. Od razu zacisnęłam powieki i próbowałam przywrócić ten sen, ale niestety nie udało się :(

I teraz druga sprawa. Jak wiecie, lub nie mam 21 lat i znajomych w tym samym wieku. 1D Infection mam od początku roku i niestety nikt nie podzielał mojej fascynacji chłopakami. No tylko jedna czytała kiedyś mojego bloga i nawet ich lubiła. Do czasu… moja siostra (młodsza o rok) co wieczór prosi mnie, abym przysłała jej jakieś ciekawe filmiki o chłopakach, słucha ich piosenek i nawet ma jedną ustawioną na dzwonek w telefonie! :D Powiedziała, że ma ochotę wytargać Nialla za policzki (o maj faking gad:P) Z  kolegą rówieśnikiem, (chłopem prawie dwa metry wzrostu) byłam wczoraj w pubie i puścili teledysk LWWY. On mi wyjeżdża z tekstem „ci co to śpiewają” mają fajne piosenki i niedawno ściągnął sobie ich album i słucha go ciągle :O Moja następna koleżanka rówieśniczka przejawia niezdrową fascynację gołym Niallem wyskakującym z basenu do „Let’s go!” w piosence LWWY i gdy wczoraj leciała ta piosenka w tym pubie z trzy razy w ogóle nie interesowała się nami i rozmową tylko czekała na „swój moment” :P
ONE DIRECTION INFECTION ATACK! wreszcie! :D
jeszcze trzeba by było ich przekonać do Justina Biebera i było by już całkiem super… a tak w ogóle Justin będzie miał koncert w marcu w Berlinie i aż mnie skręca, żeby jechać, niestety wszyscy się śmieją, gdy wyskakuję z takim pomysłem.. :(
buziaki:* miłego weekendu! ♥♥♥