Archiwum dla Październik, 2012

Rozdział 122.

Przypomniało mi się, że mam przecież pełną baterię w moim laptopie. Mogliśmy zobaczyć jakiś film. Niestety ku wielkiemu smutkowi Maćka nie miałam Abduction, bo jedyna płytka na której znajdował się film była zamknięta w niedziałającym dvd. Wybraliśmy razem „I’m a Legend”. W sumie obydwoje widzieliśmy już ten film, ale Will Smith zagrał swoją rolę zawodowo. Położyliśmy się na brzuchach na moim łóżku, a pod ścianą postawiliśmy komputer. Ja okryłam się szczelnie dwiema kołdrami, a Maciek leżał obok pod kocem i przez pół filmu szeleścił paczką Laysów. Gdy wreszcie skończył jeść mogłam się skupić na filmie. Moje skupienie nie trwało jednak długo. Po kilku minutach zupełnej ciszy i bezruchu ze strony mojego przyjaciela zamknęłam na chwilkę oczy. Chwilkę, która trwała całą noc.

- O boże Oliwia! Usnąłem! – wyrwał mnie ze snu przerażony głos Maćka. Wystraszona aż usiadłam, po czym od razu złapałam się za czoło. Moja głowa! – Któr… – wyszeptałam, bo z mojego gardła nie dało się wyciągnąć więcej. Odchrząknęłam po czym spróbowałam ponownie – Która godzina? – zapytałam ochryple – Piąta, a za półtorej godziny mam być na planie – odpowiedział – Spokojnie. Idź wziąć prysznic, ja zrobię ci śniadanie i pojedziesz od razu na plan. – skończyłam i zaczęłam kaszleć – To dobry pomysł. Jak się czujesz? – zapytał przyjaciel – A jak wyglądam? – odpowiedziałam pytaniem na pytanie – Jak z krzyża zdjęta, szczerze mówiąc – Trafne stwierdzenie. Nie ujęłabym lepiej tego jak właśnie się czuję. – wyszeptałam ochryple. Chłopak pogłaskał mnie po czole jak małe dziecko. Spiorunowałam go wzrokiem, a następnie zrobiliśmy tak jak ustaliłam. Maciek poszedł się umyć a ja zrobiłam mu śniadanie. W kuchni spotkałam tatę, to rzadki widok widzieć go na nogach o piątej rano – Dzień dobry, jak się spało? – zapytał – Cześć tatku, a dziękuję dobrze – odpowiedziałam – Nie było wam za ciasno tak we dwoje? Stawiasz na naszą polską krew? Jestem dumny! A co teraz z tym Brytyjczykiem? – Tatoooo – powiedziałam zmierzło – Z jakim Brytyjczykiem? – zapytałam urażona. Jak mój rodzony ojciec może nazywać wybranka mojego serca „tym Brytyjczykiem”?! – No chyba nie z tym lokatym gejem. Chodzi mi o Louisa. – wyjaśnił – Po pierwsze ze mną i Louisem okej, a po drugie jaki lokaty gej? Harry, bo tak ma na imię ten chłopak nie jest gejem – Nie jest? – zdziwił się tata – Ale przecież sama mówiłaś… – Tato.. jeszcze się nie nauczyłeś, że kobiety mówią różne rzeczy? Mówiłam tej jakieś setki tysięcy razy, że chcę umrzeć, to wtedy nie słuchałeś – zażartowałam – No w sumie masz rację. Ale wyjaśnij mi dlaczego chodzisz z jednym chłopakiem, a sypia u ciebie drugi, albo… wiesz co. Nie, nie chcę tego wiedzieć. Chyba jestem za stary na takie rzeczy – powiedział tata po czym wrócił do jedzenia swojego śniadania – Dzień dobry – do kuchni wszedł Maciek i powitał miło mojego tatę. Chłopcy pogadali chwile i przeszczęśliwy tata zabrał się z Maćkiem do Warszawy. Miał jechać do pracy taksówką, a wrócić do domu swoim Mercedesem, który zostawił w biurowcu. Po namowach i przekonywaniu go przez mojego przyjaciela, że to żaden problem uśmiechnięty wsiadł z chłopakiem do samochodu i oboje pojechali do swoich prac. Bardzo, bardzo im współczuję. Muszą pracować kiedy ja ponownie zagrzebuję się w cieplutkiej kołdrze i zamykam oczy…

- Oliwia, kochanie nic ci nie jest? – ze snu wyrwała mnie mama – N.. nie wiem, dlaczego? – mój głos był jeszcze gorszy niż rano. Nie tylko był ochrypły, ale każde słowo sprawiało mi ból – Jest już trzynasta, przychodzę tutaj co godzinę, a ty śpisz bez ruchu i tak płytko oddychasz – Źle się czuję – powiedziałam siadając na łóżku i chwytając się za gardło. Byłam osłabiona i ledwie potrafiłam utrzymać równowagę. Bolało mnie wszystko; głowa, brzuch, gardło, przez katar nie mogłam oddychać przez nos, a każdy mięsień mojego ciała wydawał się ważyć tonę. Oprócz tego było mi okropnie gorąco i pociłam się, ale gdy tylko odkryłam kołdrę i moje ciało zetknęło się z powietrzem temperatury pokojowej dostałam drgawek z zimna. – To chyba nic takiego. Musiałam się przeziębić wczoraj, gdy zmokliśmy z Maćkiem – powiedziałam – Przeziębić mówisz? Moim zdaniem to raczej grypa. – wypowiedź mamy wydała się brzmieć jak wyrok – Nawet tak nie mów, przecież jutro rano lecę do Stanów – odpowiedziałam zdenerwowana, bo wiedziałam jaka będzie odpowiedź mamy – Przecież wiesz jak ciężkie są powikłania niewyleczonej grypy. – Ale mamo, chłopcy na mnie liczą… – powiedziałam smutnym głosem – Chodź, pojedziemy do lekarza i zobaczymy co on na to – zadecydowała mama, a ja poparłam ten pomysł. Z ciężkim sercem opuściłam łóżko, wzięłam szybki prysznic, ubrałam się ciepło i pojechałyśmy z mamą do miasta. Jak to w prywatnej przychodni od razu zostałam przyjęta na badania. Po dziesięciu minutach lekarz wydał wyrok; grypa. Wypisał mi receptę na antybiotyki, probiotyki, witamin i całą masę innych suplementów, które miały mi pomóc wrócić do formy. Pan doktor nie był zadowolony z tego, że chcę lecieć w takiej formie osiem godzin samolotem. Powiedział, że lepiej dla mnie by było, abym odłożyła ten wylot do przyszłego tygodnia, ale jeśli obiecam mu, że będę się oszczędzać, odpoczywać, ciepło ubierać i łykać regularnie leki to może przyzwolić na wylot. Uradowana poprosiłam do gabinetu mamę, aby pan doktor powtórzył jej to samo co mi, bo mnie by przecież nie uwierzyła. Opuściłyśmy gabinet i udałyśmy się do apteki. Ja w siódmym niebie, a mama niezadowolona, lub raczej zmartwiona.

- Cześć Oli! – odebrałam połączenie, a w telefonie odezwał się tak uwielbiany przeze mnie głos – Cześć Lou! Jak fajnie, że dzwonisz. Co robicie? – Właśnie jedziemy do jakiejś redakcji na sesję zdjęciową i wywiad do gazety – oznajmił – O, to świetnie, koniecznie załatw mi zdjęcia z tej sesji – powiedziałam z entuzjazmem – A co u ciebie? Wszystko okej? Masz jakiś dziwny głos? – zapytał chłopak podejrzliwie – Jestem trochę chora… – Chora?! Ale jak to? Chyba przylecisz jutro do Stanów co? Oli! – Lou wydawał się być bardziej spanikowany moją chorobą niż moja mama – Spokojnie, przecież nie umrę. Jestem chora, ale nic nie zatrzyma mnie przed spotkaniem z tobą. Widzimy się jutro wieczorem – oznajmiłam – Uff… ale mnie wystraszyłaś. Chciałem ci tylko powiedzieć, że Viktoria przylatuje pół godziny wcześniej niż ty i uparła się, że poczeka na ciebie na lotnisku i przyjedziecie do nas do hotelu razem. Niestety nie damy rady przyjechać po was, mamy próbę do tego sobotniego występu. Przyjedzie po was nasz kierowca i spotkamy się w hotelu, okej? – Bardzo okej, już nie mogę się doczekać – To tak jak ja – odpowiedział chłopak – Muszę kończyć, właśnie parkujemy przed redakcją. Masz pozdrowienia od tej bandy dzieciaków. Trzymaj się! – uśmiechnęłam się – Dziękuję, pozdrów ich też. Do jutra Lou! – Do jutra skarbie – odpowiedział.

Rozdział 121.

- Do USA? Ale jak to do USA? Przecież dopiero co przyjechałaś! Byłem pewien, że zostaniesz w Polsce dłużej niż sześć dni. Dlaczego mówisz mi o tym tak późno? – dopytywał przyjaciel. – Sama dowiedziałam się wczoraj, a sam wspominałeś, że „pomartwimy się wieczorem” dlatego milczałam przez cały dzień. – odpowiedziałam spokojnie – Eee… no tak. Ale tak właściwie po co tam lecisz? – zapytał podejrzliwie – Do chłopaków… mają pierwszy występ na żywo w Amerykańskiej telewizji. Lecę ich wesprzeć – I to mówi ta, która jeszcze kilka godzin wmawiała mi, że jestem dla niej tak samo ważny jak chłopaki z 1D. I właśnie tak mi to okazujesz? Oni mają cię praktycznie na co dzień, widujecie się w każdej wolnej chwili, a my… co dwa miesiące jeśli dobrze pójdzie. I to przez kilka dni. Teraz kiedy mamy szansę spędzić trochę czasu razem, lecisz do nich przez pół świata bo mają taką zachciankę? – Ale ja… – zaczęłam, a nie miałam szansy skończyć swojej wypowiedzi – Dobra Oliwia, jesteś dorosła. Rób co chcesz. To twoje życie i twój wybór. Sama decydujesz co, a w tym przypadku kto, jest dla ciebie ważniejszy. Nic tu po mnie. Pojadę już do domu – chłopak wstał i bez słowa ruszył w stronę schodów. A ja siedziałam jak sparaliżowana. Nie mogłam się ruszyć, ani wydobyć żadnego słowa. To takie cholernie nieprzyjemne uczucie, kiedy chce się krzyczeć, a płuca odmawiają posłuszeństwa, nogi wydają się ważyć trzy tony. Czuję się jak w jednym z tych męczących snów w którym staram się z całej siły uciekać przed czymś, ale nie mogę oderwać stóp od ziemi… Muszę coś zrobić! Mój przyjaciel właśnie urażony chce wracać do domu, podczas gdy na dworze panuje burza stulecia. Tu nie chodzi tylko o naszą przyjaźń ale i o narażanie życia przez Maćka. Poczułam się jakby wyrosły mi wielkie, śnieżnobiałe skrzydła. Chwyciłam za swojego iPhona używając jego wyświetlacza jako latarki. Od razu zerwałam się z podłogi i zbiegłam po schodach do mojego pokoju, a następnie z pokoju pobiegłam na dół, do drzwi wyjściowych, przy których już stał mój przyjaciel i ubierał buty. Podbiegłam do drzwi i oparłam się o nie plecami torując tym samym jedyną drogę wyjścia chłopakowi. Naciągając się do granic możliwości sięgnęłam prawą rękę po kurtkę chłopaka, po pierwsze dlatego, abym miała kolejny argument, aby został; lub też ewentualnie jeśli nie uda mi się go zatrzymać, abym miała pretekst, żeby go odwiedzić i przy okazji oddać kurtkę. I po drugie nie mogłam się oprzeć wizji cieplutkiej kurteczki, która wisiała obok kaloryfera. Od razu wrzuciłam ją na barki delektując się jej ciepłem. – Co ty robisz? – zapytał chłopak obojętnym tonem – Stoję sobie. To mój dom i czasem lubię sobie postać w drzwiach. Łudzę się, że jeśli postoję trochę w progu to może podrosnę. – wyjaśniłam starając się zachować pokerową twarz, ale tak naprawdę chciało mi się śmiać – Aha. A dlaczego w mojej kurtce i to właśnie akurat wtedy kiedy chcę wyjść i potrzebuję użyć tych drzwi? – zapytał patrząc na mnie zadziornie spod byka. Chyba się udało. Połknął haczyk i zaczął ze mną żartować – To najlepsza pora. W nocy kości się wydłużają i rośnie się o pięćdziesiąt procent wydajniej. A kurtkę wzięłam, bo mi zimno. Wisiała na naszym rodzinnym wieszaku, a wiesz jak jest w rodzinie. Dzielimy się wszystkim, nie zwracając uwagi do kogo dana rzecz należy. Polecam nauczyć się dzielić, panie jedynaku. Właśnie daję ci pierwszą lekcję. Prawie zupełnie za darmo. – odpowiedziałam wyczerpująco na pytanie przyjaciela – Kurtkę możesz zatrzymać, niech to będzie twoje wynagrodzenie, za lekcję dzielenia się. A teraz Oli, wypuść mnie proszę, nie jestem w nastroju na żarty. Chcę już jechać do domu – Ale Maciek, proszę cię, nie jedź – Też nie chcę żebyś leciała do Stanów, a ty masz gdzieś moje prośby. Więc dlaczego mam posłuchać ciebie? – powiedział dość ostro, a mi skończyły się argumenty. Przygryzłam dolną wargę, aby nie okazać smutku na swojej twarzy i zatrzymać w oczach łzy. Spuściłam wzrok wbijając go w podłogę i posłusznie odsunęłam się od drzwi. Zdjęłam kurtkę i bez słowa wyciągnęłam do przodu rękę w której ją trzymałam, aby chłopak mógł ją sobie zabrać. – Oli, to nie tak… – zaczął niepewnie – Nie chcę, żebyś była przeze mnie smutna. Ej, popatrz na mnie – Uniosłam wzrok i przez chwilę nasze spojrzenia się spotkały. Natychmiast wróciłam do podziwiania podłogi, aby nie patrzeć na twarz Maćka. Inaczej po moich policzkach zacząłby spływać strumień łez. Że też muszę być takim mazgajem! Nie uszło to jego uwadze – Hej, głuptasie, tylko mi nie mów, że będziesz płakać. – powiedział ciepłym głosem przytulając mnie, ja od razu objęłam go w pasie i przycisnęłam czoło do jego ramienia, aby jakoś się uspokoić i nie rozkleić – Ty, taka twarda baba, nie płaczesz kiedy gubisz bransoletkę za pół miliona, albo kiedy prawie giniesz w wypadku samochodowym, a rozklejasz się przez Musiała z rodzinki.pl? Proszę cię – uśmiechnęłam się na dźwięk tych słów, ale moje oczy zachodziła coraz gęstsza mgła, On jest takim świetnym przyjacielem – Jak możesz porównywać siebie do jakiś głupich aut czy bransoletek? W porównaniu do ciebie one są dla mnie niczym – wyszeptałam starając się opanować drżenie głosu – Przepraszam cię Oli. – wyszeptał mi do ucha – Zachowałem się jak idiota. Wybacz – dodał całując mnie w czoło. Odsunęłam się krok w tył, aby spojrzeć mu w oczy. Stwierdziłam, że to dobry moment i raczej się nie rozkleję. Poza tym to co chciałam mu powiedzieć wymagało kontaktu wzrokowego, bo miało zabrzmieć jak najbardziej szczerze – Ja ciebie też przepraszam. Jesteś najlepszym przyjacielem pod słońcem, a ja ciągle cię ranię. – E tam. Jakoś to przeżyję – powiedział machając obojętnie ręką – Najważniejsze żebyś to ty była szczęśliwa. – dodał – Jestem! Jestem najszczęśliwszą dziewczyną na świecie i mam absolutnie wszystko co jest mi potrzebne do szczęścia – oznajmiłam z entuzjazmem – Zostaniesz jeszcze na trochę…? – zapytałam niepewnie bojąc się, że rozczaruje mnie odpowiedź jaką dostanę – Jeśli mogę to jasne, że tak. – odwiesiłam jego kurtkę, chłopak zdjął buty, a później objął mnie ramieniem – Chodź już. Nie wyglądasz mi na najszczęśliwszą dziewczyn na świecie. Masz sine usta, zimne dłonie, a na swoim ramieniu dalej czuję twoje gorące czoło. – oznajmił zmartwiony – Zimne dłonie mówisz? Pozwolisz, że się trochę rozgrzeję – szybkim ruchem moja dłoń znalazła się na plecach, pod koszulą Maćka. Rzeczywiście w kontakcie z moją zimną dłonią jego plecy wydawały się parzyć – Oli! Ała! Oliwia! – chłopak zaczął się wyrywać i wyginać na różne strony, aby odsunąć od siebie nieprzyjemny chłód. W końcu wyrwał się ode mnie i  zrobił obrażoną minę – Dzięki za pomoc – powiedziałam z sarkazmem pokazując mu język – Chodź zrobimy sobie gorącej herbaty, wezmę jakieś leki na odporność, a tobie zrobię coś do jedzenia, bo pewnie nie odmówisz – Szczerze mówiąc jestem głodny. – powiedział łapiąc się za brzuch – Nie, żebym ci wypominała, ale jadłeś niecałą godzinę temu – Widzisz! Nie jadłem już od godziny, a ty jeszcze nie wierzysz, że czuję głód.? – Dobra, dobra chodźmy – powiedziałam. Poszliśmy do kuchni i zapaliliśmy sobie trzy małe świeczki, tak zwane podgrzewacze, aby dawały nam choć trochę światła. W duchu wielbiłam moją mamuśkę za to, że nie dała mi się namówić na płytę indukcyjną tylko uparła się na gazowy piecyk. Dzięki niej mogę teraz, gdy nie ma prądu wypić gorącą herbatę. Wyciągnęłam z apteczki witaminy, leki na przeziębienie i suplementy, po czym łyknęłam całą garść wybranych przez siebie środków. Oby pomogło. Poprosiłam Maćka aby sam wybrał coś sobie do jedzenia, bo nie mam najmniejszej ochoty na dotykanie zimnych produktów z lodówki. Nie trzeba go było długo namawiać, już po chwili wcinał chleb z milionem dodatków i sosów. Posiedzieliśmy jeszcze trochę w kuchni, gdy Maciek stwierdził, że jest najedzony mogliśmy wrócić na górę.
_____________________
poniżej opublikowałam notkę
o Larrym! zapraszam do czytania
i komentowania! :)) buźki:*
haVe a niCe wEekenD…
and live while we’re young…! :*

♥ ♥♥ Larry


Hello Gwiazdy moje. Dziś w serduszkowym rozdziale będzie o ‚związku’, który jedni
kochają, inni hejtują, ale nikt nie przechodzi obok niego obojętnie.
Larry Stylinson – mój osobisty, ulubiony bromance wszech czasów!
UWAGA, przyjrzyjcie się uważnie KAŻDEJ fotce! :)


Uwielbiam tych dwóch facetów razem! Są tacy naturalni w relacjach miedzy sobą. Nie
widać w tym żadnych gierek, żadnej sztuczności. Widać jak dobrze czują się w swoim
towarzystwie, aż można wyczuć tą silną więź jaka ich łączy.

Kocham ich głębokie spojrzenia w oczy, ich niby przypadkowe ocieranie się o siebie,
klepanie się na udach, tyłkach. To jak dotykają swoich dłoni, opierają o siebie głowy,
czy wreszcie czule się przytulają. Ach, kocham Larrego!


Larry na nartach. Wyglądają razem przesłodko! Pamiętacie zdjęcie Elki i Louisa na
nartach? Nie chciałam go tutaj dodawać, aby nie psuć tej notki i swojego humoru,
ale chłopaki wyglądają o niebo lepiej razem.


Te głębokie spojrzenia i słuchanie z uwagą tego, co mówi drugi… ach!


wspomniane ciągłe obmacywanie się. Widzicie minę Hazzy? Och ile bym dała, żeby tak
patrzył na mnie!


Hazza nawet nie mruga! Nie może oderwać wzroku od Louisa :)


„Hazz, skarbie. Zachowuj się. Potańczysz mi wieczorem” :P


Słodkie słówka do uszka. Zwróćcie uwagę na drugie zdjęcie. Harry wygląda jakby podgryzał
uszko Louisa, a ten jest wniebowzięty! :D


I dyskretne klepanie po nóżce:D


Scena rodem z Titanica! :D


Widzicie jak nie tylko wzrok, ale i cała głowa Hazzy podąża za ustami Louisa. I’m dead.


I kolejny look na usta Louisa.


Czy tak przytulają się wszyscy faceci? To takie czułe! Ej, to przykre. Chyba nawet
mój chłopak nie wtula się tak w moje włosy :( :P


I znów przytulasek. Całym sobą. Każdą najmniejszą częścią swojego ciała :)


„Zakochałem się w Tobie w chwili, kiedy spojrzeliśmy sobie w oczy…


… a ty się uśmiechnąłeś, ponieważ o tym wiedziałeś!”


KLIKNIJ W OBRAZEK, ABY ZOBACZYĆ.
Mam też filmik w którym Louis i Harry pierwszy raz stykają się z Larrym!
Zwróćcie uwagę na Louisa gdy Liam zaczyna śpiewać. Zauważa w tłumie
plakat „Larry Stylinson” i pokazuje go Hazzie. Jego mina-BEZCENNA! :D


I teraz bardziej przykra część notki.Tomo! Ty Kretynie i idioto! Jak mogłeś napisać, że Larry to największa bzdura ever? No jak?! Jak on mógł się wyprzeć tej głębokiej przyjaźni z Hazzą, no proszę was? Przecież widać, że oni mają się ku sobie, nie mówię o tym że od razu mają być gejami. Słowo Bromance wzięło się od połączenia dwóch słów: brothers i romance, czyli chodzi o głęboką, silniejszą niż braterska więź między dwoma facetami. Więc błagam cie Tomo nie gadaj mi że Larry to „bullshit” bo skopie ci ten jędrny tyłek. Amen

Teraz moja prywatna opinia na temat Larrego.
Od zawsze, zawsze, zawsze wydawało mi się, że to Lou ma najlepsze zadatki na bycie gejem. No tylko spójrzcie na niego! Kobieca buźka, uśmieszek i głos, obcisłe bluzeczki, spodnie 7/8, te jego zachowanie, ruchy, odzywki… GEJ! Kiedy pierwszy raz obejrzałam klip do WMYB pomyślałam, kurcze, o co chodzi temu typowi w czerwonych spodniach? Gdy zobaczyłam pierwszy raz jego zdjęcie z Elką to pomyślałam, że eee tam, to nie możliwe. Jednak nawet dziewczyna nie przeszkadzała mu w wygłupach i podrywaniu Hazzy, który wydawał się tym trochę zmieszany, momentami zawstydzony, ale NIGDY nie odpychał Louisa.

Potem pojawił się wspomniany wyżej wpis Louisa na tt. Zaczęłam się zastanawiać o co w tym wszystkim może chodzić, o co chodzi Louisowi. I przejrzałam na oczy. Moim zdaniem to nie Lou ma skłonności gejowskie tylko Haz!

Oto moja teza:
Harry może i z początku nie był świadom tego, że jest gejem. Louis niby to w żartach słodko do niego mówił, przytulał go, udawał, że całuje i Hazza się w to wciągnął. Potem Lou znalazł sobie dziewczynę, ale dalej wygłupiał się z Harrym. Nie wiem, może mi się wydaje, ale Styles tak patrzy na Louisa jak na największy skarb na świecie. Może i dla Tomlinsona Larry był żartem, ale wydaje mi się, że dla Hazzy nie. W tym przekonaniu utwierdziły mnie tatuaże Hazzy.


Napis HI na ręce Harrego jest podobno pisany pismem Louisa. Jest to też pierwsze
słowo, które Lou powiedział do Hazzy.

Tajemniczy 17BLACK. Jedni twierdzą, że szczęśliwa liczba w ruletce czy coś w tym stylu, jednak
Directioners mają na to inną tezę. Dziewczyny znalazły książkę o nazwie „17black & 29red” Jest to
opowieść o parze gejów, gdzie młodszy ma około 17 lat (black) a drugi jest po 20stce. Bardzo
możliwe, że Hazz utożsamia się z młodszym bohaterem książki.

Jakby nie było to ich życie i najważniejsze by byli szczęśliwi i nie unieszczęśliwiali siebie na wzajem.
Jest jeszcze jedna dobra rzecz w tym, że to właśnie Larry jest najsilniejszym bromacem w zespole.
SEX MALIK jest…

hahahah kocham go! (sorry za Zayna w notce o Larrym, ale nie mogłam się oprzeć!:D)

BUZIAKI, love ya!