Tak bardzo się cieszę na spotkanie z Maćkiem! Mam nadzieję, że chociaż na chwilę odgonię od siebie czarne myśli i wspomnienie mojej zguby. Gdy sobie pomyślę, że widziałam go do tej pory tylko raz i zostały nam tylko dwa spotkania do mojego wylotu mam ochotę być obok niego dwadzieścia cztery godziny na dobę. Oczywiście nie mogę mu o tym powiedzieć, bo jestem więcej niż pewna, że szlachetnie spełniłby moją prośbę i nie odstępował mnie na krok, a przecież musi chodzić do szkoły i do pracy… Jestem już gotowa i czekam wypatrując w oknie przyjaciela. Ma przyjechać po mnie do domu, a potem pojedziemy na miasto coś zjeść i pospacerować. Cały poranek padało i bałam się, że nasz plan spaceru nie wypali, ale teraz się rozpogodziło. Przezornie jednak podchodzę do komody i wyciągam z niej składaną parasolkę którą wrzucam do torebki. Gdy wróciłam do wyglądania przyjaciela przez okno, moje serce dostało palpitacji. A to wszystko dlatego, że na moim podjeździe stało czarne Audi Maćka. Biegiem rzuciłam się w stronę schodów, a gdy mniej więcej w połowie drogi Maciek nacisnął na dzwonek, to tylko przyspieszyło mój szaleńczy bieg. Ciężko łapiąc powietrze otworzyłam mu drzwi – Cześć Maciek! – wydyszałam – Cześć Oli, co ci się stało? – zapytał zdziwiony przyglądając mi się uważnie – Nic, biegłam żeby otworzyć ci drzwi. Nie przytulisz mnie na powitanie? – spojrzałam na niego spod byka, a chłopak od razu wziął mnie w ramiona – Przytulę, przytulę, po prostu się przestraszyłem, że coś ci się stało, albo źle się czujesz – Wszystko jest okej – upewniłam go robiąc krok w tył. – Co dziś robimy? Zjemy coś? Jestem taka głodna! – powiedziałam – To tak jak ja. – odpowiedział – Więc jedźmy już, a w samochodzie zastanowimy się gdzie pójdziemy, okej? – zaproponowałam – Świetny pomysł blondi, chodź. – Przewróciłam oczami, co wywołało uśmiech na twarzy Maćka, a ten z kolei uśmiech na mojej. To jak reakcja łańcuchowa „You smile – I smile” jak śpiewał Bieber. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w stronę Warszawy. – O mam coś dla ciebie! – wypalił nagle Maciek, otworzył schowek i zaczął czegoś w nim szukać wysypując masę papierów, śmieci i milion innych rzeczy pod moje nogi, zupełnie nie zwracając uwagi na drogę – Zwariowałeś?! Patrz przed siebie! Sama sobie tego poszukam! – zawołałam wystraszona – Przecież patrze przed siebie. Wyluzuj Oli. Poza tym, chyba nie będziesz mi grzebać w schowku. Mam tam swoje osobiste rzeczy – zrobił zniesmaczoną minę i pokręcił głową z poważną miną, po czym uśmiechnął się serdecznie. – Głupek – skomentowałam z uśmiechem przewracając oczami – O jest! Proszę! – Wręczył mi małą, szarą papierową torebkę i zamknął schowek. Przeszczęśliwa, że w końcu skupił się na drodze odetchnęłam w ulgą kładąc torbę na kolanach – Nawet nie zobaczysz co to? – Zapytał chłopak z lekko smutną miną. Od razu zajrzałam do torebki. – O mój perfum! Dziękuję! Wydałam na nie całą kasę, którą dostałam od dziadków pod choinkę – ucieszyłam się na widok buteleczki od Valentino – Tam jest coś jeszcze. Sprawdź dokładnie – zaciekawiło mnie to i od razu znów włożyłam rękę do torebki. Rzeczywiście na dnie coś było – Może to i mało oryginalne, bo ci z 1D mnie wyprzedzili, ale chciałem, żebyś miała też coś co będzie ci o mnie przypominać w Anglii. Chciałem ci to przysłać, ale zjawiłaś się w Polsce, więc mam okazję wręczyć ci go osobiście. – Jest śliczna – powiedziałam z zachwytem oglądając uważnie prezent od Maćka, przecudowną bransoletkę. Była to srebrna żyłka, a na niej nawleczone wisiały trzy koraliki białe koraliki; pierwszy z czarną  literą ‚O’ drugi z soczysto czerwonym sercem i obok trzeci również biały z czarną z literką ‚M’ – Nie trzeba było – dodałam – Jak to nie? To Twój spóźniony prezent urodzinowy. Zastanawiałem się czy w ogóle ci go dać, było mi trochę wstyd, bo nawet się nie umywa do tego który dali ci tamci… – Żartujesz?! Ona jest przepiękna! To najlepszy prezent jaki mogłeś dla mnie znaleźć. – powiedziałam szczerze zapinając bransoletkę na prawym nadgarstku – Serio? – zapytał nieśmiało – Bardzo serio. Dziękuję. Już zawsze będę ją nosić… o ile… znowu jej nie zgubię. – powiedziałam robiąc kwaśną minę i uderzając tyłem głowy o miękki zagłówek siedzenia samochodu – Nie martw się, tamta bransoletka na pewno leży gdzieś i czeka na ciebie. Znajdzie się – pocieszał mnie chłopak gładząc wierzch mojej dłoni – Nie znajdzie się. Szukałam już wszędzie. Jestem beznadziejna. – użalałam się nad sobą. – Nie jesteś, nie gadaj głupot. Nie psuj sobie humoru, Oli! To ma być nasz dzień. Wieczorem pomartwimy się o resztę co? – zaproponował – Okej, poużalamy się wieczorem – po chwili ciszy Maciek znów się odezwał – Olii? – zaczął nieśmiało, jakby wiedział, że lepiej gdyby o to nie pytał, ale zjadała go ciekawość – …tak właściwie to ta bransoletka od tego boysbandziku była droższa niż średniej klasy samochód, co? – Była droższa niż auta z wyższej półki – odpowiedziałam głośno wzdychając – Droższa niż Porsche twojego taty? – zapytał zdziwiony – Ehe – odpowiedziałam tylko – Wow, nieźle. Na twoim miejscu też odchodziłbym od zmysłów. Zgubić takie drogie świecidełko! – zawołał po czym, od razu zmieszał się zdając sobie sprawę jaką gafę popełnił i widząc moją minę – Noo, to znaczy takie rzeczy się zdarzają… wiesz nie mamy na to żadnego wpływu. Po prostu mamy pecha… jedni gubią drogie rzeczy, inni rozbijają drogie auta, eee to znaczy… – Maciek, słońce, błagam. Możesz mnie już więcej nie pocieszać – spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem – Przepraszam – odpowiedział tylko. Po czym zaczął opowiadać mi na o tym, że był ostatnio na horrorze z kolegami i że wszyscy piszczeli ze strachu głośniej niż grupa dziewczyn która siedziała obok nich. Zaczął mnie zasypywać anegdotkami z swojego życia, byleby zrekompensować mi swoją gafę. I udało się mu. Tym sposobem zapomniałam o wszystkich troskach. Pomartwimy się wieczorem. Stwierdziłam też, że dopiero wieczorem powiem mu o tym, że za dwa dni wylatuję do Stanów. Tak jak już mówił, nie ma co psuć tak świetnie zapowiadającego się dnia.