Archiwum dla Listopad, 2012

Rozdział 138.

Stałam na środku cichego salonu jak wryta i wpatrywałam się w drzwi za którymi przed chwilą zniknął Lou. Bałam się, że nadchodzi fala rozpaczy. Zacisnęłam powieki i odchyliłam do tyłu głowę. Skupiłam się na moim nierównomiernym płytkim oddechu i zaczęłam się uspakajać. Przynajmniej teoretycznie. Pod zamkniętymi oczami cały czas widziałam zagubione oczy Louisa, a jego słowa odbijałby się boleśnie po mojej głowie. Pięści napięłam do granic możliwości, poczułam we wnętrzu dłoni wilgoć i ciepło. Krew. Jednak nawet to nie pozwoliło mi choć odrobinę rozluźnić uścisku. Poczułam, że ktoś złapał mnie za nadgarstek. – Oliwia, przestań, słyszysz? Robisz sobie krzywdę. – Powiedział spokojny głos. Otworzyłam oczy. Przypomniałam sobie, że nie jestem sama. Przede mną stał Harry z przejętą miną i to on trzymał moją rękę. Moi przyjaciele patrzyli na mnie z skupionymi minami. Chyba nie wiedzieli co powiedzieć, ale bardzo mnie to cieszyło. Nie miałam ochoty na to, aby ktokolwiek mnie pocieszał. Spojrzałam w dół. Krew z prawej dłoni kapała na biały dywan. Wyparłam z świadomości to, jaką przykrość sprawił mi Lou i całą uwagę skupiłam na kałuży przy moich stopach – Przepraszam. Mam nadzieję, że da się jakoś usunąć tą plamę – powiedziałam szczerze zaabsorbowana czerwonymi kropelkami na śnieżnej bieli dywanu. Uklękłam, również dlatego, że ledwie stałam na nogach. Z rozpaczą zaczęłam ścierać czerwone plamy dłońmi. Krwawiącymi dłońmi. Co spowodowało, że plamy powiększyły się. Sekundę później okrążyli mnie wszyscy przyjaciele. Harry pomógł mi się podnieść. Tak bardzo chciałam płakać, wiedziałam, że płacz złagodzi mój ból, jednak jak na złość moje oczy wyschły na wiór. – Wygląda jeszcze gorzej niż przedtem. Wszystko psuję. Jestem beznadziejna. Przepraszam – powiedziałam głosem wypranym z emocji z wzrokiem wbitym w krwawą plamę na podłodze. Podniosłam wzrok, wszyscy patrzyli na mnie przerażeni nie mogąc wykrztusić ani jednego słowa. Pierwszy odezwał się Liam – Krwawisz, chodź do kuchni tam jest apteczka. Musimy cię opatrzyć – Spojrzałam na swoje dłonie i posłusznie skinęłam głową. Poszłam z Liamem do kuchni, a za nami reszta. Usiadłam na wysokim barowym krześle, a obie otwarte dłonie położyłam na stole. Krew kapała na jego blat. Zwróciłam się do moich skołowanych przyjaciół. Cierpieli widząc w jakim stanie się znajduję. Nie mogłam na to pozwolić. Ta chwila słabości nie powinna się powtórzyć przy nich nigdy więcej – Co tak patrzycie? Przecież nie umrę, to tylko trochę krwi – uśmiechnęłam się, a przynajmniej próbowałam. Viki podeszła do mnie – Wszystko w porządku? – zapytała nie bardzo wierząc w moją nagłą zmianę nastroju – Tak, musiałam po prostu odreagować, ale teraz kiedy nadmiar krwi odpłynął z mojego gotującego się ciała wszystko jest okej. – odpowiedziałam, po czym zwróciłam się do reszty znajomych, na ich twarzach malowała się ulga zmieszana z niedowierzaniem – Możecie iść spać, jestem w dobrych rękach, a impreza skończona, prawda? – zwróciłam się do Liama, który szukał w meblach apteczki, posyłając mu porozumiewawcze spojrzenie. Ku mojemu szczęściu zrozumiał aluzję bez zbędnych słów – Oliwia ma rację. Idźcie spać, jesteśmy zmęczeni po dzisiejszym występie i próbach, a jutro też jest dzień – powiedział – Ale ja zostanę… – Viki, idź. Zaraz do ciebie dołączę. – rozkazał głosem nieznającym sprzeciwu i wrócił do grzebania w szafkach kuchennych. Kilka chwil później, po tym jak wszyscy niepewnie życzyli mi dobrej nocy zostałam w kuchni sama z Liamem. Tak mi się wydawało, ale gdy odwróciłam się nieco zobaczyłam Harrego, opierającego się o ścianę po drugiej stronie kuchni. Chłopak przyglądał mi się z skupioną miną. – Harry, słyszałeś? Nic jej nie jest. Idź do siebie – powtórzył Liam, rozkładając na stole przedmioty z apteczki, którą wreszcie udało się mu znaleźć. Harry jednak nic sobie z niego nie robił. Podszedł do nas i usiadł obok mnie na stołku. – Ty idź, ja się nią zajmę. Wiem, że nie lubisz widoku ani nawet zapachu krwi. – Liam spojrzał na mnie pytająco swoją bladą twarzą – Możesz iść Liam, nie musisz się męczyć. Obydwaj możecie. Dam sobie sama radę, to tylko zadrapanie – mówiłam przekonywająco – Słyszysz Li, możesz iść. Dam sobie radę – powiedział Harry – W razie czego wiecie gdzie mnie szukać. Dobranoc – Dobranoc Liam, dzięki – powiedziałam. Harry zeskoczył z stołka i zaczął nalewać ciepłej wody do miseczki. Zamoczył w niej czystą, bawełnianą chusteczkę i wrócił do stołu. Wykręcił ją nieco i zaczął delikatnie oczyszczać moje ranki z krwi – Naprawdę, nie musisz tego robić – przypomniałam – Ale chcę. Daj drugą dłoń – posłusznie podałam mu lewą dłoń – Znam ten ból. Kiedyś w tłumie jakaś fanka wbiła mi paznokcie w skórę pleców. I chociaż miałem na sobie grubą, bawełnianą koszulkę krwawiłem, a przez dwa tygodnie moje plecy ozdabiało pięć długich piekących szram… Uwaga, teraz może trochę zaboleć – powiedział i wylał odrobinę wody utlenionej na moją dłoń. Skrzywiłam się, a potem obserwowałam pieniącą się substancję. Podałam mu drugą dłoń, którą opatrzył tak samo. – Ranki nie są duże. Dziś przykleję do nich gazę, a jutro zmienimy je na plasterki – tłumaczył mi wszystko miło, jak lekarz małej, przestraszonej dziewczynce. – Jak się czujesz? – zapytał. – Dobrze, wszystko jest okej, prawie nie boli – odpowiedziałam nie odrywając wzroku od swoich dłoni, na które Hazza zakładał opatrunek. Starałam się, aby mój głos był jak najbardziej przekonywujący. Nie chciałam obarczać swoimi problemami swoich przyjaciół. Nie chciałam też okazać tego jak beznadziejnie się czuję. Chłopak skończył przyklejać opatrunek, ale byłam zbyt pogrążona w szoku i bólu, więc nie zwróciłam na to uwagi tylko dalej tępo spoglądałam na nasze dłonie. Dopiero jego głos przywrócił mnie na ziemię – Odezwiesz się do mnie? Albo chociaż popatrzysz na mnie? – Podniosłam w górę smutny wzrok. Harry był zmartwiony. – To znowu się zaczyna – powiedziałam bez namysłu – Co się zaczyna? – zapytał zaintrygowany Harry, usiał na przeciwko mnie nie puszczając mojej dłoni – Już raz przez to przechodziłam i nie chcę nigdy więcej. Zawsze kiedy wyjeżdżacie na trasę koncertową coś złego dzieje się z Louim. Nie jest sobą. – zakończyłam, ale widząc, że Harry nie wie co odpowiedzieć kontynuowałam temat – Pewnie ciśnie ci się do ust „a nie mówiłem”? – zauważyłam, uśmiechając się smutno, chłopak najwyraźniej nie skojarzył o co mi chodzi, bo spojrzał na mnie pytająco – Pamiętasz, wtedy w LA. Jechaliśmy po ostatnim dniu zdjęć do hotelu po jedzenie i koce na imprezę na plaży. Powiedziałeś mi, że Lou to nie jest dobry facet dla mnie i że mnie skrzywdzi. Wszystko się sprawdza – Ach, to. Nie, nie powiem ci „a nie mówiłem” bo nie o to mi chodziło. Nie chciałem, żebyś cierpiała. – odpowiedział – Ale jednak idealnie przepowiedziałeś moją przyszłość – zauważyłam – Czuję się teraz jakby to była moja wina. Nie powinienem się wtrącać – przyznał, a ja uśmiechnęłam się smutno. ‚Czuję się jakby to była moja wina’ odbija się echem po mojej głowie jak piłeczka ping pongowa. Może to rzeczywiście jego wina? Może od początku starał się rozdzielić mnie i Louisa, a teraz mu się udało? Hazza widząc zapewne, że znowu zamykam się w sobie, zeskoczył z barowego stołka, podszedł do mnie i mocno przytulił. Z początku bardzo mnie tym zaskoczył, siedziałam jak wryta. Po chwili jednak objęłam go mocno za szyję i wtuliłam twarz w jego bark. Cholera, jestem idiotką. Jak dalej mogę myśleć, że Harry chce rozdzielić mnie i Louisa po tym wszystkim co dla mnie zrobił. Jest mi wstyd, że pomyślałam o nim w ten sposób i obiecuję sobie, że to był ostatni raz. Wdycham głęboko słodki zapach jego ciała, który działa na mnie lepiej niż ziółka na uspokojenie. Nie powinnam jednak okazywać słabości, ale czuję się taka zagubiona i bezbronna. Ramiona Hazzy sprawiają, że jest trochę lepiej, ale zdaję sobie sprawę, że chociaż bardzo chcę, to nie mogę tak siedzieć do rana. Najlepszym sposobem będzie przełamanie napiętej atmosfery. Zebrałam w sobie resztkę energii i starałam się mówić naturalnie i w miarę nie ponuro – Nie zrozum mnie źle, ale chyba wolę pocieszać innych niż być pocieszana – powiedziałam. Chłopak odsunął się ode mnie, aby móc mi popatrzeć w oczy, dalej obejmując mnie w talii. – Ja tam wolę być pocieszany. Szczególnie przez ciebie – uśmiechnął się miło. Całkiem niespodziewanie i ku mojemu ogromnemu zdziwieniu odwzajemniłam jego uśmiech i zrobiłam to szczerze. – Pogodzicie się z Lou. Chłopak jest zestresowany, wyładował wszystkie złe emocje i stresy które kotłowały się w nim przed naszym pierwszym występem na żywo w USA. Nie chcę cię martwić, ale to dopiero początek. W przyszłym tygodniu zaczynamy trasę koncertową przy której jedna piosenka w wieczornym programie to pikuś. – zażartował – A tak na poważnie, to wszystko będzie okej, zobaczysz. Chłopak ochłonie, a jutro przybiegnie cię przeprosić – dodał Harry – Sama nie wiem. W trakcie mojego pobytu tutaj więcej czasu spędzam sam na sam z tobą i Niallem niż z Louisem. Coś tu chyba nie gra. – powiedziałam – Daj wam trochę czasu, a na pewno wszystko się ułoży. Wyśpisz się i jutro wstaniesz z całkiem innym nastawieniem. – Już widzę jak dzisiaj się wyśpię. Skulona na kanapie w salonie – odpowiedziałam kwaśno – Będziesz spać u mnie, a ja prześpię się w salonie. Albo załatwię ci jakiś pokój, mogę zadzwonić do recepcji – zaproponował – Nie, dziękuję. Nie rób sobie problemów. I tak pewnie nie usnę, więc przynajmniej pooglądam sobie telewizję na kanapie – wymyśliłam na szybko przekonywującą wymówkę – Wykluczone Oli. Nie pozwolę, żebyś spała w salonie – upierał się chłopak – Harry proszę. Nie chcę się kłócić jeszcze z tobą. Nic mi nie będzie. Chcę spać w salonie. Okej? – mój głos zabrzmiał dokładnie tak jak chciałam; słodko i smutno zarazem – Okej, dobrze. – odpowiedział chłopak, odwrócił się na pięcie i wyszedł do swojego pokoju zostawiając mnie samą w salonie. Niby o to mi chodziło, ale, och, nie chcę zostawać sama! Czy tak trudno zrozumieć kobietę…!?

Rozdział 137.

Och, okej, keep calm, zachowaj spokój, Oli. powtarzam sobie w myślach usiłując nie wybuchnąć. Jak mogłam pomyśleć o czymś takim? Lou i dragi? Zayn i dragi? E, to niemożliwe, przecież znamy się nie od wczoraj. Uspakajam się wreszcie na tyle, aby znowu wziąć udział w rozmowie. Co prawda nie widać mnie zza stołu, ale to tylko powód do żartów, które przywracają mi dobry humor. Harry co chwila dolewa mi soku i pyta czy czegoś nie potrzebuję, w przeciwieństwie do Louisa który praktycznie nie zauważa mojej obecności. Nie, stop. Staram się o tym nie myśleć, nie chcę się wpędzać w ponury nastrój – Ej, wiecie co mi to nasze wspólne siedzenie przypomina? – wypaliłam nagle przerywając wszystkie rozmowy – Przypomina ci wspólne siedzenie w salonie…? – Zayn pokazał mi język – Prawie dobrze panie macho. Przypomina mi wspólne siedzenie w salonie… w naszym drewnianym domku w L.A, gdy kręciliśmy klip do What Makes You Beautiful! – powiedziałam z entuzjazmem, który od razu podzielili moi przyjaciele. Gadaliśmy o dziewczynach, które z nami tam grały, o castingu, o chwili, kiedy pierwszy raz chłopaki zaśpiewali nam swój singiel, zmianie scenariusza do teledysku i o tym jak chłopcy walczyli o nas. Walczyli o to abyśmy poleciały z nimi do San Francisco. I ta niezapomniana impreza i nocowanie na plaży… Jeden przez drugiego przekrzykiwaliśmy nasze wspomnienia i nie mogliśmy się zdecydować, które było najlepsze. – To nie sprawiedliwe… Znam te historie tylko z opowiadań. Dlaczego mnie tam nie było? – Viki udała obrażoną – Bo gardzisz modelkami i cały czas powtarzasz mi, że nie mam szacunku dla własnego ciała, skoro sprzedaję je przed kamerą. – Chłopcy parsknęli śmiechem, a Viki spiorunowała ich wzrokiem – Sprzedaje ciało przed kamerą uśmiechając się do Stylesa? Mówisz tak jakby co najmniej grała w pornolach. Ha, nie wytrzymam, ty to masz teorie! – Zayn skulił się ze śmiechu – Takie mam zdanie na ten temat i tyle. Ale to nie zmienia faktu, że byłam z Oliwią na spotkaniu z wami i mnie nie zauważyliście! – dziewczyna przewróciła oczami – Ja cie zauważyłem. Nie dało się ciebie nie zauważyć ,kiedy usiadłaś mi na kolanach – zaśmiał się Liam, a Viki speszona spuściła wzrok i oczywiście od razu dostała całusa od swojego chłopaka. Ach, uwielbiam tę parę, są tacy słodcy! – O Viki, jeśli chcesz mogę ci pokazać moim zdaniem najlepszy moment naszego pobytu w domku na plaży – zaproponował Niall i nawet mnie tyn zaintrygował – Idę po gitarę – oznajmił, a ja zaraz wiedziałam co ma na myśli. Chłopaki zaśpiewają nam piosenkę, która zmieniła całe moje życie – O! What Makes You Beautiful na żywo! – ucieszyłam się. Chłopak wstał z kanapy i gdy przechodził obok mnie wziął na ręce – Nialler, co robisz?! – zaśmiałam się – Nie siedź na podłodze, w tym apartamencie mieszkali kiedyś The Beatles, a wiesz, że oni lubili dobrze poimprezować. Kto wie, kto wymiotował na tą podłogę – powiedział chłopak, a ja w odpowiedzi skrzywiłam się. Już myślałam, że chłopak posadzi mnie na sofie Louisa i Zayna, dlatego moje zdziwienie nie miało kresu, kiedy wylądowałam praktycznie na kolanach Hazzy! No może nie do końca na jego kolanach. Chłopak siedział w wielkim fotelu, na którym Niall posadził mnie bokiem, tak, że nogi zwisały mi za fotel, a plecami opierałam się o jego boczne oparcie. Starałam się, aby jedyną częścią ciała która stykała się z Hazzą były moje uda, bo tyłek bez problemu zmieścił się obok tyłka Hazzy. Chłopak chyba źle zinterpretował moją zdziwioną minę, bo zaczął wstawać – Niewygodnie ci? Nie ma problemu, już stąd spadam – powiedziałam i zanim zdążyłam się ruszyć silne ręce Harrego oparły się na moich udach – Nie, myślałem, że to tobie jest niewygodnie i że nie chcesz obok mnie siedzieć, miałaś taką minę… – Zawsze mam głupią minę – powiedziałam szybko w żartach – No, w sumie masz rację – odpowiedział zadziornie – Ej, no wiesz! Miałeś zaprzeczyć! – zaczęłam go bić po ramieniu, a chłopak tylko się śmiał. Naszą bitwę przerwał Niall, który już po drodze do salonu grał melodię WMYB. – Oczywiście, że żartowałem, uwielbiam twoje miny i wcale nie uważam, że są głupie – powiedział mi cichutko, gdy Liam zaczął śpiewać swoją solówkę. Uśmiechnęłam się nieśmiało i odwróciłam wzrok, aby Harry nie widział jak bardzo zawstydziła mnie ta uwaga. Mnie, odważną Oliwie Salkin, kto by pomyślał… Rozsiadłam luźno na fotelu, nie zwracając już uwagi na to jak blisko siedzę z Hazzą. Kątem oka spojrzałam na Louisa. W głębi serca miałam nadzieję, że będzie na mnie zły i zazdrosny, w końcu praktycznie siedzę na kolanach obcemu facetowi. On jednak wydawał się nie wzruszony, nie obchodziło go gdzie, z kim i czy w ogóle siedzę… Moje myśli automatycznie odrywają się od wszystkich nieprzyjemności, bo po pokoju rozlega się najpiękniejszy głos świata, Harry zaczyna śpiewać swoją część piosenki. Słyszałam już tą piosenkę miliony razy, zarówno na płycie jak i na żywo. Jednak jest ogromna różnica pomiędzy śpiewem na koncertach, gdzie mikrofon ustawiony jest na odpowiednie parametry, a ogrom hali w której występują chłopcy sprawia, że ich głosy rozmywają się w powietrzu. Teraz jest całkiem inaczej. Siedzimy w salonie, luźna atmosfera, brak aparatów, napięcia, tremy oraz tysiąca fanów sprawia, że głos Harrego jest niezwykle naturalny, ale też głęboki i poruszający. Jednym słowem; idealny. I przywołuje tyle cudownych wspomnień! To drugi raz, kiedy słyszę What Makes You Beautiful w takim wykonaniu. Pierwszy raz był oczywiście w naszym domku przy plaży, dlatego mimowolnie uśmiecham się szeroko. Hazza widząc moją reakcję również się uśmiecha co powoduje, że jego głos staje się jeszcze cudowniejszy, wypełniony radością i autentycznym szczęściem. Refren zaśpiewaliśmy wszyscy razem, chórkiem. Nawet Viki darła się wniebogłosy. Następnie solówka Bradford Bad Boya. Chłopak zarapował ją prawie jak 50cent. Śmialiśmy się z niego tak, że Hazza zaczął tylko swoje „Everyone else in this room…” po czym zaniósł się śmiechem i musieliśmy dokończyć tę część piosenki razem z nim. Solówkę, na której zawsze przeszkadzają mu chłopcy podczas koncertów udało się mu zaśpiewać zawodowo, bez żadnego zająknięcia i jak zwykle z poważną miną na jednym wdechu. Mogłabym go słuchać bez końca! Tak samo jak Louisa… Właśnie! Podczas refrenu zauważyłam, że brakuje mi specyficznego, cienkiego głosu. Głosu mojego chłopaka, który był średnio zainteresowany naszą zabawą i surfował po internecie z swojego telefonu. Po piosence oczywiście zaczęliśmy bić sobie brawo i cieszyć się jak dzieci, a Niall zaczął grać nową melodię na gitarze. W skupieniu staraliśmy się ją odgadnąć, ale to nie była żadna z piosenek chłopaków. Blondas uśmiechnął się szeroko, po czym zaczął śpiewać „I threw a wish in the well, Don’t ask me I’ll never tell…” a my po chwili okrzyków zachwytu zaczęliśmy śpiewać z nim największy przebój tego roku; szałowe „Call me maybe”. Pokazywaliśmy sobie z Hazzą telefon, zrobiony z kciuka i małego palca wydzierając się na całego. Mniej więcej w połowie Louis nerwowo poderwał się z kanapy. – Niall! Nialler! Możecie się zamknąć?! – w pokoju nastała cisza i wszyscy wpatrywaliśmy się w Louisa. Ja i Viki z otwartymi buziami, chłopaki nieco mniej zaskoczeni – Lou, wyluzuj. Co ci się dzieje? – zapytałam zmartwiona – Nic. Nic mi się nie dzieje. Tylko… czy nie znacie innych sposobów na wieczór? Dyskoteka, tańce, drinki? Musicie się bawić jak dzieci? Ile macie lat? I kim jesteście, żeby bawić się jak dzieci?! Jesteśmy One Direction! Jesteśmy gwiazdami Stać nas na więcej klasy i droższe zabawy, nie sądzicie?! To co robicie jest… wkurwiające! – wykrzyczał – Lou! Licz się ze słowami! – zawołałam zaskoczona jego reakcją i zerwałam się na równe nogi patrząc w jego nieobecne oczy. Jeszcze nigdy nie słyszałam, żeby któryś z chłopaków tak się do nas odzywał – Nie uciszaj mnie. Chyba zapomniałaś z kim rozmawiasz, nie zapominaj, że gdyby nie ja byłabyś nikim, w sumie dalej jes… – Lou, wystarczy – przerwał mu Hazza – To ty nie zapominaj z kim rozmawiasz, przecież jestem twoją dziewczyną, Lou! – Łzy napłynęły mi do oczu. Ścisnęłam dłonie w pięści, a paznokcie boleśnie wbiły mi się w skórę. Ścisnęłam mocniej, ból sprawiał, że mgła przed moimi oczami znikała i mogłam odzyskać panowanie nad łzami – O co ci chodzi Lou? Co się z tobą dzieje? – zapytałam spokojniej – Och, dajcie mi wszyscy spokój! – powiedział chłopak, odwrócił się na pięcie i wyszedł do swojego, a raczej naszego pokoju zatrzaskując za sobą drzwi, a następnie przekręcając zamek w drzwiach. Świetnie, czyli nie dość, że mój chłopak ma nieopanowane napady agresji, to jeszcze będę musiała spać na kanapie w salonie… Cudowny scenariusz naszego romantycznego weekendu we dwoje!
_________________________________
Hello dziewczyny:D widzicie ile rozdziałów
napisałam w tym miesiącu? Od maja nie
dodałam tylu wpisów co teraz i jestem z
tego powodu zadowolona. Jesień dobrze
na mnie wpływa :P Ale jeszcze bardziej
zadowolona jestem z WAS, że dalej czytacie,
ba, że co chwila dołączają do nas nowe
czytelniczki (siemka, dziewczynki!:*) Jest też
zła wiadomość… Zaczynam mieć wyrzuty
sumienia… co druga z Was pisze, że niema
czasu się uczyć, bo czyta mojego bloga…
hahahaha jesteście zajebiste! :D DZIĘKI! :D

ale uczcie się dziewczyny, proszę Was! :D
i nie zaniedbujcie szkoły przeze mnie, bo
nakopię Wam do tyłków!

buuuuuziakiii! :***

Rozdział 136.

Śmiejąc się w najlepsze weszliśmy z Hazzą do apartamentu. W salonie siedzieli już wszyscy nasi przyjaciele – O Harry! Jakiś ty szczęśliwy – zawołał Zayn leżąc na kanapie – Nie widziałem cię w takim świetnym humorze od kiedy… nie. W sumie to nigdy cie takiego nie widziałem – śmiał się dalej czarnuszek – Bardzo śmieszne – Hazza przewrócił oczami – Świetna robota skarbie – powiedział Lou podchodząc do mnie. Objął mnie w tali i pocałował czule, po czym zwrócił się do Hazzy, który patrzył na coś na stole. Albo odwrócił wzrok, aby nas nie widzieć… nie, raczej to pierwsze – Co, oberwało ci się od niej? Potrafi zjechać człowieka – zwołał Niall – I to porządnie – odpowiedział Hazza pokazując mi język – Mam nadzieję, że to był ostatni raz. Dlaczego muszę wam wszystkim co chwila przypominać, że jesteście dobrzy? Może macie jakieś zaniki pamięci albo coś? – zażartowałam – My dobrze wiemy, że jesteśmy najlepszym boysbandem świata, po prostu lubimy jak się nami zachwycasz – zaśmiał się Hazza – Jesteście beznadziejni. – powiedziałam i w żartach przewróciłam oczami. Loui podszedł do Harrego i po bratersku przytulił go – To byś świetny występ, Hazz. Pamiętaj o tym, że jesteś zawodowym piosenkarzem – powiedział do niego – Dzięki Lou – uśmiechnął się szczerze – Zayn wstawaj! Idziemy. Idziesz z nami Harry? – zawołał nagle Louis – Gdzie? – No właśnie gdzie? – zawtórowałam pytaniu Hazzy – No, na dół… – Lou uśmiechnął się tajemniczo – Nie.. no co ty, Lou. Przestań – Hazza pokiwał głową z markotną miną – Po co na dół? Na jaki dół? I co masz przestać? – zapytałam zaintrygowana i nieco zmartwiona reakcją Harrego. Louis nie zdążył powiedzieć nawet słowa gdy przy moim boku pojawił się Zayn – Idziemy na dół, w sensie na świeże powietrze. Idę zapalić i takie tam, a nie chce iść sam – Zayn wzruszył ramionami, a Hazza ponownie pokręcił głową z dezaprobatą. – Wrócę nim się zorientujesz skarbie – nim zdążyłam się odezwać chłopak ponownie czule pocałował mnie w usta, zapewne aby nie dopuścić mnie do głosu – Chcesz coś z baru, albo restauracji? – zapytał – Sok i wodę – odpowiedziałam tylko – A wy? Chcecie coś? Z restauracji, baru, albo… z dołu? – Lou uniósł zadziornie brwi – Niall..? – Nie, nic nie chcę – odpowiedział blondas – Okej, więc za chwilę wrócimy – Chłopak jeszcze raz przelotnie musnął mnie w policzek i razem z Zaynem ruszył do wyjścia. Kątem oka spojrzałam na Hazzę i wzruszyłam ramionami wydymając dolną wargę i zaczęliśmy się śmiać. Usiadłam na sofie, na której wcześniej siedział Lou i Zayn, a Hazza usiadł obok na fotelu. Siedzieliśmy i rozmawialiśmy miedzy innymi o dzisiejszym występie. Harry otwarcie opowiadał o tym jak się po nim czuł i było mi go szkoda do tego stopnia, że miałam ochotę rzucić się mu na szyję i rozkazać, aby przenigdy nie myślał o sobie w taki sposób. Resztki zdrowego rozsądku pozwoliły mi jednak usiedzieć w miejscu, jednak, aby choć trochę okazać mu moje wsparcie wyciągnęłam ku niemu rękę, którą z lekkim wahaniem chwycił. Pogładziłam wierzch jego dłoni kciukiem i posłałam mu delikatny uśmiech który odwzajemnił. Po kilku sekundach przypomniałam sobie, że nie jesteśmy sami i czym prędzej puściłam jego dłoń, a swoje skrzyżowałam na brzuchu, aby mieć nad nimi większą kontrolę. Nikomu jednak ta sytuacja nie wydała się krępująca czy dziwna, bo płynnie kontynuowaliśmy temat. Korzystając z tego, że Louisa dalej nie było poszłam do pokoju zmyć makijaż, wziąć prysznic i przebrać się w wygodne ubrania. Napisałam też do Maćka, że za nim tęsknię i że pogadamy jak już będę w Londynie. Gdy już wszystko załatwiłam, postanowiłam, że tego wieczoru nie opuszczę mojego chłopaka nawet na krok. Ku mojemu zadowoleniu, gdy weszłam do salonu Lou siedział na sofie, obok niego Zayn. – Długo cie nie było – powiedziałam z udawanym wyrzutem, po czym usiadłam mu na kolanach – Louis… Ty paliłeś?! – zawołałam zdziwiona, gdy poczułam od chłopaka ostry zapach dymu tytoniowego – Nie, to Zayn palił i dmuchał na mnie – odpowiedział – Nie kłam! Chuchnij… śmierdzisz jak popielniczka, Lou! Zayn! Dlaczego sprowadzasz mojego chłopaka na złą drogę?! – spiorunowałam wzrokiem Zayna. Coś było z nimi nie tak. Chyba musieli wypić coś w barze, bo mieli dziwne oczy i zachowywali się podejrzanie. Wyglądali jak… naćpani? – Na jaką złą drogę? – przerwał moje obserwacje głos Malika – Ja jestem dobrze wychowany dlatego poczęstowałem przyjaciela. A że on też jest dobrze wychowany nie mógł mi od mówić. Ot i cała afera – Zayn wzruszył ramionami – Pff, afera to się dopiero zacznie. Nie mam sił do was, chłopaki… Żeby mi to było ostatni raz Lou! – zagroziłam mu, a on bez przekonania skinął głową. Jego wzrok był zagubiony, wbity jakby w daleki punkt którego nie potrafiłam odnaleźć – Piliście coś na dole? Jakoś dziwnie wyglądacie – przekrzywiłam głowę przyglądając się Louisowi badawczo – Oli, proszę, możesz się przestać czepiać? Nie piliśmy niczego, okej? – zwrócił się do mnie markotnym głosem – Okej – odpowiedziałam skołowana. Siedziałam na jego kolanach może z pięć minut, ale on cały czas się kręcił, schylał do stołu i niezbyt delikatnie dawał mi do zrozumienia, że mu nie wygodnie. Poddałam się w końcu i jak obrażone usiadłam na podłodze obok jego sofy. Oczywiście nie obyło się bez miliona komentarzy przyjaciół, szczególnie Viki i Hazzy na temat tego, gdzie mam usiąść, ale powiedziałam, że tak mi dobrze i nie mam zamiaru się stąd ruszać. Choć szczerze powiedziawszy wcale nie było mi dobrze, ani wygodnie, ani przyjemnie. Byłam wściekła, myślałam, że to będzie miły wieczór, ale Lou zepsuł wszystko i pewnie coś brał!
________________________________
zapraszam też do przeczytania serduszkowego
rozdziału ze zdjęciami chłopaków, który przed
chwilą wstawiłam:)

buziakiii!!