Archiwum dla Listopad, 2012

Rozdział 133.

Już chciałam za nim pójść, gdy dołączyła do nas reszta chłopaków – I jak dziewczyny? USA jest nasze co? – zawołał zadowolony Liam – Było ekstra – odpowiedziałyśmy. Oczywiście pierwszą osobą którą przytuliłam i czule pocałowałam był Lou – Podobno źle się czułaś, skąd u ciebie taka zmiana nastroju? – zdziwił się chłopak – Wasz występ dodaje energii. Brak mi słów, nie mogłam oderwać od was oczu, uszu, ani niczego innego. – Dziękuję – odpowiedział – So co-come! – zawołał w moją stronę Zayn – You got it wrong – zacytowałam ciąg dalszy jego solówki przytulając go. Pogratulowałam również Niallowi i Li – A gdzie Hazza? – zapytał Lou – Poszedł gdzieś. Chyba nie jest zadowolony z swojej solówki, delikatnie mówiąc – wyjaśniłam – On jest kretynem, przecież było zawodowo! Każdemu może się zdarzyć gorsze trzydzieści sekund, niech nie przesadza! – powiedział Niall – Musimy go znaleźć – Lou przejął się stanem psychicznym swojego przyjaciela. Wszyscy razem ruszyliśmy wzdłuż korytarza w którym ostatni raz widziałam Hazzę. Nie musieliśmy długo szukać, bo zguba szybko się znalazła. Chłopak siedział w swojej garderobie, drzwi były zamknięte na klucz – Harry, nie wygłupiaj się! Wpuść nas! Odezwij się! Hazz! – wołaliśmy. Chłopak otworzył po kilku minutach drzwi. Zrobił to zapewne tylko dlatego, bo zagroziliśmy, że je wyważymy – Słuchajcie, chciałbym zostać chwilę sam. Uszanujcie to proszę – mówił smutnym, łamiącym się głosem, nie mieliśmy serca mu odmówić – Harry jeśli tylko chciałbyś pogadać, to… – zaczął Liam, ale loczek skończył za niego – wiem gdzie was szukać Li, dzięki – odpowiedział, po czym ponownie zamknął drzwi na klucz – I co teraz? – zapytał półszeptem Zayn. Odeszliśmy kawałek dalej, aby Harry nie mógł usłyszeć naszej rozmowy – Jak to co? Chyba powiedział, że chce być sam – oznajmił Niall – Blondas, a ty byś w takiej chwili chciał być sam? Pomyśl… – Zayn pokręcił głową z dezaprobatą – No, tak… – odpowiedział Niall – Więc co teraz? – zapytał Lou – Wszyscy znamy Hazzę, nie będzie was chciał obarczać swoimi problemami, nie chce by ktokolwiek litował się nad nim, tym bardziej jeśli ten ktoś spędza z nim dwadzieścia cztery godziny na dobę – zaczęłam – Mów dalej – zachęcił mnie Liam – Więc może… ja powinnam zostać. Porozmawiać z nim i może przemówić mu do rozsądku – zaproponowałam – To może być myśl, ona potrafi ochrzanić człowieka tak, że zmienia się mu myślenie – zaśmiał się Niall – No mnie już też kilka razy ochrzaniła, ale skarbie, wiesz, że Harold to dusza artysty, więc daj mu fory. – zażartował Lou – Dobra, niech i tak będzie, choć wątpię, że wpuści cię do środka… – Liam zgasił nasz entuzjazm – Czy ty zawsze musisz być taki pesymistą? – zganiła go Viki – To co? Lepiej, żeby został tu sam i nie daj boże znowu odszedł z zespołu? Daddy, myśl. To nie boli – Zayn cwaniacko przewrócił oczami – Dobra, już dobra. Ustalone Oli zostaje – zadecydował Liam – To może zrobimy tak. Wy jedźcie już do hotelu, zorganizujcie jakąś domówkę z okazji waszego świetnego występu, tylko błagam, bez koleżanek Rity, a najlepiej i bez niej samej. Ja postaram się wyciągnąć Stylesa z garderoby i przyjedziemy do was – powiedziałam – Jesteś pewna? Możemy poczekać na ciebie, to żaden problem – odezwał się Lou, a reszta mu przytaknęła – To bez sensu, wiecie jak uparty może być ten małolat. Jedźcie, wrócę taksówką. – zadecydowałam – Okej, to trzymaj się – Louis pocałował mnie czule – Daj znać jak poszło! Pa! – zawołała reszta i ruszyli w stronę wyjścia. Ja z powrotem wróciłam pod drzwi garderoby Harrego – Hazz, otwórz! To tylko ja! Wszyscy już sobie poszli. Harry, proszę cię – mówiłam głośno pukając w drzwi loczka – Oliwia, mówiłem, że chcę być sam, więc proszę cię idź do Louisa! – odezwał się lekko zdenerwowany – Louisa nie ma. Pojechał do hotelu. A ja nie chcę jechać sama. Wiesz Nowy York nocą mnie przeraża – ciągnęłam zadowolona, że udało mi się nawiązać z nim kontakt – Nie interesuje mnie to. Po prostu sobie idź! – odpowiedział coraz bardziej rozzłoszczony – Nie obrażaj się na mnie! Poczekam sobie pod drzwiami. Kiedyś będziesz musiał wyjść, nie masz tam toalety. Mam grypę i muszę usiąść na tej brudnej i zimnej podłodze, ale czego nie robi się dla przyjaciół – zawołałam po czym usiadłam pod drzwiami garderoby chłopaka – O nic cię nie prosiłem! Więc nie wywieraj na mnie wyrzutów sumienia! I tak mnie to nie rusza, siedź tam sobie, aż zamarzniesz, albo wracaj do domu! – odpowiedział – Spoko, posiedzę i zamarznę – zaśmiałam się cicho pod nosem. Moja przekonanie o tym, że Hazza mi otworzy powoli mijało. Siedziałam pod drzwiami od dwudziestu minut, co jakiś czas wołając, że dalej tutaj jestem. Harry nic nie odpowiadał. Było mi coraz zimniej, ale nie poddawałam się. – Harry, proszę cię otwórz, chcę się tylko ogrzać, obiecuję, że nie będę się odzywać – zawołałam pukając, ale jak zwykle nikt nie odpowiedział. Zaczęłam się zastanawiać czy chłopak nie wyszedł oknem, albo rurami z klimatyzacji. Stwierdziłam, że to bez sensu z dwóch powodów, po pierwsze Harry był za dużym chłopem, aby zmieścić się w rury klimatyzacji i po drugie garderoba nie posiadała w swoim wyposażeniu okien – Every minute’s like the last so tet’s just take it real slow.. Forget about the clock that’s tic-tic-tickin. ! – zaczęłam po cichu śpiewać z nudów. Mój popis wokalnych możliwości przerwał przechodzący obok ochroniarz – Ma pani jakiś problem? O co chodzi? Co pani tutaj robi, wstęp tylko dla upoważnionych – powiedział służbowym tonem – Czekam na Harrego Stylesa. Jestem jego przyjaciółką – odpowiedziałam – Więc gdzie pani identyfikator? Takie bajeczki o przyjaźni z Stylesem słyszę od stu pięćdziesięciu dziewczyn każdego dnia. Dlatego proszę ze mną, albo wyprowadzę panią siłą – mówił dalej niewzruszonym tonem. Zabiję Tomlinsona! „Nie, nie po co wam identyfikatory. Wystarczy bilet na występ, a za kulisy wejdziecie z nami”! – Ale kiedy ja naprawdę… Proszę go zapytać – popatrzyłam błagalnie na ogromnego mężczyznę – Nie mogę zakłócać spokoju gwiazd, za to mogą mnie wylać z pracy. Niech pani zrozumie. Bardzo proszę, niech pani pójdzie ze mną – odezwał się już bardziej ludzkim tonem – Proszę chwileczkę poczekać. Mogę spróbować ostatni raz? Jeśli nie otworzy posłusznie wyjdę, bez najmniejszych oporów – poprosiłam go pięknie – Nie powinienem tego robić, ale niech będzie – odpowiedział i rozejrzał się dokoła. Wstałam i zapukałam w drzwi – Hazz! To dalej ja, Oli. Proszę cię, pomóż mi, chcą mnie stąd wyrzucić. Harry! – zawołałam pukając w drzwi, nikt nie odpowiedział – Och, okej. Obiecałam, więc niech i tak będzie. Którędy do wyjścia? – zapytałam – Proszę za mną – Oddaliliśmy się może o pięć kroków, gdy zamek w drzwiach garderoby Harrego zaskrzypiał i powoli otworzyły się drzwi skrzypiąc cichutko.
_________________________________________
Yeah, udało mi się wczoraj zobaczyć
Przed Świtem 2 i nie była to najlepsza
część ze wszystkich, ale nie było źle.
Może wypiszę plusy i minusy filmu:
MINUSY:
- ZDECYDOWANIE ta żałosna
grafika komputerowa! twarz Reneesme
kiedy jest jeszcze niemowlęciem jest
paskudna! Strasznie mnie to zirytowało,
tak kasowy film, a efekty komputerowe
na poziomie mojej obsługi Photoshopa…
- scena w której Bella siłuje się na rękę z
Emmetem przy całej rodzince Cullenów,
a potem nagle odchodzi i sama stoi w
słońcu patrząc jak się iskrzy… WTF?
- Bella jako wampir. Myślałam, że będzie
ładniejsza :P
- Napisy na początku. Myślałam, że będą
zrobione lepiej. Nic ciekawego się nie
działo. Motyw z sarną i Cullenami
w pierwszej części podobał mi się bardziej.

PLUSY:
(musze dodać, że byłam w znakomitym
humorze i przez cały film śmiałam się i
komentowałam wszystkie sceny, co też
wpłynęło pozytywnie na moją ocenę filmu)
+ Wampiry z Rosji, czyli Vladimir i Stefan!
haha, omg, ich angielski z rosyjskim akcentem
rył mi mózg przez cały film! :D
+ kdsnhv isuGksdvn, czyli scena z nagim ciałem
Jacoba! :D
+ Edward tatuś… aww, był przesłodki w tej roli!
Podobało mi się też, że jest taki ciepły, żartobliwy,
szczęśliwy i widać, że kocha Bellę. W pierwszej
części Przed Świtem był takim burakiem, że już
chciałam przejść do #TeamJacob, ale na szczęście
się poprawił :D :P
+ Reżyser zwrócił większą uwagę na miejsce w
którym kręcili Przed Świtem 2 i widoki gór, lasów
i ogólnie przyrody były NIESAMOWITE!
+ I na koniec największa niespodzianka filmu…
czyli przed ostatnia scena. I was like:
WHAT THE FUCK IS GOING ON?!! oraz
MY LIFE IS OVER NOW… mistrzostwo!!!!

 

niestety nie jestem obiektywna, bo kocham Edwarda
więc ogólna ocena to 7/10 czyli trzeba obejrzeć :)
Jaka część jest waszą ulubioną?

U mnie wygląda to tak:

1. Bezkonkurencyjnie Zmierzch, czyli pierwsza część. Och, te spojrzenia, nieśmiałości, pocałunki! I ta cudowna kołysanka, którą Edzio napisał dla Belli i motyw z tym staniem na czubku ogromnej choinki z której podziwiali widoki <3
2. Trzecia część, czyli Zaćmienie. Walka z nowo narodzonymi, sprzymierzenie z watahą, opowieści Quilletów…
3. Ostatnia część: Przed Świtem part 2, dzięki zaskakującej finałowej scenie… Wow, my emotions!
4. Czwarta część, czyli Przed Świtem part 1. Bo jak już wspominałam Edzio był tutaj czerstwym burakiem, który wcale nie wspierał swojej dziewczyny, a poza tym miało być It will rain
5. Druga część, czyli Księżyc w Nowiu. Książkę czytało mi się najlepiej, a film oglądało najgorzej, bo było zbyt mało Edwarda :P

Ogólnie to kocham je wszystkie ! i wszystkie oglądałam z wielką ciekawością :D

buziaki, miłej niedzieli!:)

Rozdział 132.

- No dziewczyny! Wreszcie! Już myślałem, że o nas zapomniałyście! – wołał z daleka Niall. Właśnie wbiegłyśmy na backstage, gdzie odbywały się ostatnie poprawki przed wejściem na żywo. Chłopcy mieli zaśpiewać jedną piosenkę i udzielić krótkiego wywiadu. Byli gośćmi honorowymi tego programu i jak na prawdziwe gwiazdy przystało wchodzili jako ostatni, aby jak najdłużej przytrzymać widzów przy telewizorach. Był kwadrans przed dwudziestą – My i zapomnieć? Nigdy! Po prostu wielkie gwiazdy zawsze przychodzą ostatnie – zażartowała Viki – Horan! Chodź tu! Gdzie masz odsłuch?! Przecież przy tych piszczących fankach nic nie usłyszysz! Masz zamiar nas skompromitować?! – wołał z dala Andy, manager chłopaków – Już ide! – odpowiedział – Co za gruby kretyn. I tak prawie nic nie śpiewam – powiedział do nas kręcąc głową i posłusznie ruszył w stronę ekipy dźwiękowej – Oli! – podszedł do mnie Lou – Cześć Lou, wyglądasz genialnie! Ale z ciebie ciacho – zachwycałam się nim. Był ubrany na luźno i młodzieżowo, ale jego stylizacja była bardzo przemyślana. Czerwone spodnie były przewiązane rudym paskiem, do tego koszula z krótkim rękawkiem zapięta na ostatni guzik i białe tenisówki, oczywiście bez skarpet. Jego niesforna czupryna sterczała sztywno do góry, wyglądał niezwykle świeżo, młodzieńczo i zadziornie. Do tego te jego niebieskie przenikliwe oczy w które mogłabym patrzeć godzinami. Tak samo jak na ten cudowny, czarujący uśmiech odsłaniający rządek białych zębów. – Oliwia? – z zachwytu wyrwał mnie głos mojego bóstwa – E, co? Przepraszam zamyśliłam się, a raczej zapatrzyłam na ciebie Lou, nie mogę uwierzyć, że chodzę z takim ciachem! – odpowiedziałam dalej szczerze oszołomiona urodą mojego chłopaka, a ten zaśmiał się – Dziękuję, właśnie mówiłem ci, że ty również wyglądasz cudownie, ale chyba nie usłyszałaś – mówił szeroko się uśmiechając, a ja upewniłam się już w stu procentach, że odzyskałam mojego dawnego Lou – Rzeczywiście nie usłyszałam. – przyznałam szczerze – Och, stresuję się trochę – wyraz twarzy chłopaka nieco się zmienił – Będzie okej, dacie czadu jak zawsze. Będziemy trzymać kciuki – pocałowałam go w usta – Hej, hej, heeeej! A mnie kto pocałuje? – nasze czułości przerwał nie kto inny tylko Zayn – Może Hazza. Skoro niema Rity ty możesz ją zastąpić z powodzeniem – zaśmiał się Lou – Porównujesz mnie do tej blond hipokrytki? Dzięki wielkie, już chyba wolę się całować z kafelkami łazienkowymi. – urażony chłopak przewrócił oczami – Nie ma Rity? Ale dlaczego? – zapytałam zdziwiona – Wybiera się dziś na jakąś imprezę z koleżaneczkami, które już zdążyłaś poznać – Zayn pokazał mi język – Ale to przecież bardzo ważny wieczór dla was – dalej nie mogłam zrozumieć toku myślenia tej blondzi. – Dla nas tak, dla niej nie. Ona i Hazz to dość dziwna historia, to raczej związek otwarty… – Lou rozjaśnił mi nieco sytuację – Związek? Nie nazwałbym tak tego, to raczej przyjacielskie macanki – zaśmiał się Zayn – Macanki? Jakie macanki? – naszą rozmowę przerwał Harry, a moje kolana wydawały się sięgać podłogi. Czy on musi być aż tak przystojny? Ta idealnie skrojona marynarka, a pod nią biała koszulka z głębokim dekoltem w serek odsłaniająca kuszące ciało chłopaka. Do tego kremowe rurki i białe buty. Te wszystkie rzeczy wydawały się jednak zniknąć, gdy chłopak uśmiechnął się szeroko, a na jego twarzy pojawiły się dwa dołeczki doskonale komponujące się z niesfornymi loczkami. – Oliwia, na pewno wszystko jest okej? – cholera, znowu to samo! Znowu zawias mojego i tak szwankującego mózgu. Głos Lou ściąga mnie na ziemię – Tak, okej skarbie, ale ta grypa daje mi się dość ostro we znaki – skłamałam – Biedactwo – chłopak pocałował mnie w czoło – Chłopaki! 1D! Do mnie, wchodzimy za dwie minuty! – zawołał reżyser – No to już! Powodzenia chłopaki, trzymam kciuki! Dajcie czadu! – zawołałam i przytuliłam całą piątkę. Tak, całą, Harrego również. Myślałam, że będzie miał pretensje, że jestem chora, a ściskam jego nieskazitelne ciało, ale sam do mnie podszedł i mocno przytulił, po czym uśmiechnął się pięknie. Super, nie ma co. Od kiedy jestem w Stanach traktuje mnie jak powietrze, a teraz nagle przytula jak najlepszą przyjaciółkę, jak gdyby nigdy nic… Wydaje mi się, że bez Rity odzyskuje swoją tożsamość. Dobra, nie ma co zastanawiać się nad burzą hormonalną nastoletniego Stylesa. Z pomocną ochroniarzy zajęłyśmy z Viki miejsca w pierwszym rzędzie, pod samą sceną. – Trzy. Dwa. Jeden. Zero. ONE DIRECTION – oznajmił męski głos w głośnikach. Wszędzie zrobiło się zupełnie ciemno i cicho. Na sali rozbiegły się pierwsze dźwięki intro do What Makes You Beautiful i ludzie oszaleli. Wszyscy zaczęli krzyczeć, piszczeć i skandować nazwę zespołu. Mi i Viki udzieliła się atmosfera na widowni i krzyczałyśmy razem z tłumem. Nasze piski wzmocniły się, gdy Liam zaczął śpiewać swoją solówkę, zapaliło się światło i na scenie pokazali się wszyscy chłopcy. Show było niesamowite! Widać było, że chłopcy bawią się tak samo dobrze jak widownia. Przyszedł czas na solówkę Hazzy, chłopcy stanęli za nim prawie na baczność, ale już od pierwszego słowa wiedziałam, że coś będzie nie tak. Chłopak nabrał za mało powietrza i jego głos nie brzmiał tak jak powinien. Nikt się tym jednak nie przejął i loczek dostał gromkie brawa, ale widać było, że nie był z siebie zadowolony. Popatrzył na Louisa i pokręcił głową. Do końca występu nie był już sobą. Chłopcy cieszyli się i wariowali na scenie, Hazza próbował im dotrzymać tempa, ale nie odczuwał już takiej radości z występu. Zespół ukłonił się pięknie, a widownia podziękowała im brawami. Na scenę wyszedł prowadzący i zadał chłopakom kilka pytań odnośnie ich płyty, kariery i koncertów. W tym czasie my z Viki oddaliłyśmy się cichutko na backstage aby uściskać i pogratulować chłopakom świetnego występu – … One Direction! Thank you so much! – usłyszeliśmy kolejny aplauz, a chwilkę później zza kurtyny ukazali się nam nasi chłopcy. W trakcie, gdy szli w naszą stronę dźwiękowcy, filmowcy, makijażyści i fryzjerzy zatrzymywali ich aby im pogratulować. Tylko Hazza nie zatrzymywał się nawet na moment, ale nie zapomniał o podziękowaniach. Nabrałam pewności siebie, bo przecież Harry przed występem przytulił mnie, dlatego ja teraz zrobiłam to samo nie pozwalając mu minąć nas tak jak pozostałych. Ku mojej uldze chłopak odwzajemnił uścisk. I nie był on z tego rodzaju, którym Hazza raczy swoje fanki, lecz prawdziwy, czuły uścisk.- Świetny występ, byłeś najlepszy, jak zawsze – powiedziałam szczerze, chłopak odsunął się nieco – Dzięki za dobre słowo Oli, ale widzisz to? – wskazał na słuchawkę wiszącą obok ucha, a ja przytaknęłam głową – To odsłuch. Słyszałem jak schrzaniłem solówkę, więc nie ma czego gratulować. – pokręcił smutnie głową wbijając wzrok w podłogę. – Było dobrze, nikt nie zwrócił na to najmniejszej uwagi. Harry, było świetnie! – upewniłam go, ale nawet nie spojrzał już na mnie. Podszedł do Viki – Gratulacje Hazz – powiedziała do niego – Dzięki – odpowiedział, obrócił się na pięcie i zaczął iść wzdłuż korytarza uderzając po drodze w wściekłości przypadkowe przedmioty. Cierpiał, widziałam to. Przejął się tym występem bardziej niż bym przypuszczała. Mam tylko nadzieję, że nie zrobi niczego głupiego…
____________________
Weekend! Jakie macie plany?
Ja mam nadzieję wybrać się
na drugą część Przed Świtem
do kina. Zobaczymy co z tego
wyniknie. Już tak dawno nie
widziałam Cullena na dużym
ekranie…

kiss:*

Rozdział 131.

Kolejny napad płaczu w porę przerywa mi pukanie do drzwi, które działa na mnie otrzeźwiająco. Ktoś coś woła, ale nie wiem co, bo woda z kabiny skutecznie zagłusza wszystkie odgłosy. Zakręcam ją i nasłuchuję – Oliwia, proszę otwórz! Oli, błagam cię! Wszystko w porządku? Oli! – za drzwiami usłyszałam zmartwiony głos Louisa – Oli odezwij się, albo wyważę drzwi! – zagroził. Po jego zdesperowanym głosie słyszałam, że to raczej nie żarty – Nic mi nie jest. Zostaw mnie w spokoju – odpowiedziałam – Och, jak dobrze, że wszystko dobrze! Otwórz mi Oli chcę porozmawiać. – poprosił chłopak – Nie mamy o czyn, zresztą biorę prysznic. Odejdź! – zawołałam stanowczo – Błagam cię! Otwórz! Otwórz! Otwórz!! – wołał i stukał w drzwi, a mnie prawie trafiał szlag! Co za uparciuch! Założę się, że nie odpuści dopóki nie wyjdę – Już wychodzę! Nie tłucz się! Boli mnie głowa! – zawołałam wściekła. Wyszłam z kabiny, wytarłam całe ciało ręcznikiem, ubrałam się i przekręciłam zamek w drzwiach. Zupełnie nie interesując się dalszym ciągiem zdarzeń podeszłam do lustra i zaczęłam rozczesywać włosy. Zdążyłam dwa razy pociągnąć szczotką, gdy do łazienki wszedł skruszony Lou. Usiadł na skraju narożnej wanny i patrzył w podłogę. Oczywiście nie patrzyłam na niego, udawałam, że go nie widzę i dalej oddawałam się fascynującemu zajęciu jakim było czesanie włosów – Oliwia… – zaczął – Wiem jak mam na imię. – przerwałam mu ostro nie dając dokończyć – Nie gniewaj się, nie chciałem tego powiedzieć, nie o to mi chodziło… – zaczął się tłumaczyć – Ale powiedziałeś – ucięłam rozmowę. Podniosłam z półki suszarkę i włączyłam ją zagłuszając dalszy ciąg rozmowy. Uśmiechając się w duchu, a na zewnątrz trzymając poważną i obrażoną minę skupiałam się na ciepłym powietrzu i huku suszarki. Louis podszedł do mnie i wyszarpał kabel z gniazdka uniemożliwiając mi tym samym dalszy zabieg suszenia włosów. – Tak, tak wiem. Włosy niszczą się od suszarki, ale muszę je wysuszyć, jestem chora i nie mogę chodzić z mokrą głową, tak więc sam rozumiesz… – zaczęłam wygadywać głupoty starając się zrobić mu na złość. Sama dobrze wiedziałam o czym chciał rozmawiać – Oliwia, proszę cię bądź poważna – poprosił – A nie jestem? Jestem bardzo poważna, dbam o swoje zdrowie. Mama cały czas powtarza jak ciężkie są powikłania wynikające z niewyleczonej grypy. – Oli! – chłopak zapał mnie za ramiona i obrócił w swoją stronę. – Błagam cię nie olewaj mnie. Posłuchaj, przepraszam cię. Sam nie wiem dlaczego wygadywałem te głupoty, ale dobrze wiesz, że tak nie myślę. A jeśli chodzi o wczorajszy wieczór to te dziewczyny nic dla mnie nie znaczą. Rozumiesz? Nic. Nawet nie pamiętam ich twarzy, za to twoją rozpoznałbym na końcu świata… w milionowym tłumie! Wybacz mi proszę wczorajszy wieczór i naszą dzisiejszą wymianę zdań. Zachowałem się jak ostatni kretyn. – Rzeczywiście, lepiej bym tego nie ujęła – odpowiedziałam – Słuchaj Lou, jestem tutaj od wczoraj i dalej cię nie poznaję. Nie jesteś tym samym chłopakiem w którym się zakochałam. Od jakiegoś czasu masz takie zagrania, że mam wrażenie, że jesteś dla mnie zupełnie obcy. Nie chciałeś powiedzieć Andiemu, że jestem twoją dziewczyną, gdy mnie olewasz tłumaczysz się, że taka jest twoja praca i że się czepiam… – wzruszyłam ramionami – Trochę się w tym wszystkim gubię, muszę przyznać. Ale zmienię się, a raczej postaram się być taki jak kiedyś. Zrobię to dla ciebie, bo bardzo mi na tobie zależy. Wybacz mi proszę… – Udawałam, że się zastanawiam, choć tak naprawdę byłam już jego. Nienawidzę kiedy jest smutny i patrzy swoimi błagalnym wzrokiem tak, że mięknie nie tylko serce, ale i kolana. Niestety nie udało mi się utrzymać poważnej miny i uśmiechnęłam się lekko, a Lou od razu to wykorzystał – Zgoda? – zapytał z nieśmiałym uśmieszkiem – Zgoda – odpowiedziałam. Nie miałam już sił, ani ochoty na dalsze kłótnie. Chłopak przytulił mnie mocno i pocałował w włosy – Jeszcze raz przepraszam – wyszeptał, a ja uśmiechnęłam się szeroko – Buziak na zgodę? – zapytał zadziornie – Chyba żartujesz. Po pierwsze nie zasłużyłeś, a po drugie jestem siedliskiem wirusów – E, zaryzykuje – powiedział i zanim zdążyłam jakkolwiek zareagować poczułam na swoich ustach usta chłopaka. Uwielbiam przeprosinowe buziaki! Zupełnie zapomniałam o tym, że jestem chora, a jedyną rzeczą o którą odbierał mój mózg był Lou. – Najchętniej całowałbym się i nie tylko z tobą przez najbliższe trzy tygodnie, ale za pół godziny mamy być już w telewizji. Oficjalna próba, fryzjer, ostatnie przymiarki, a już o dwudziestej wchodzimy na żywo! – zawołał z entuzjazmem. – Więc zbieraj się i leć. My dojedziemy przed dwudziestą. Powodzenia – pocałowałam go tym razem w policzek – Nie dziękuję, pa! – Cześć – odpowiedziałam. Lou wyskoczył z łazienki, zabierając pod drodze kilka swoich rzeczy i chwilkę później zostałyśmy same z Viki. Skończyłam suszyć włosy i razem z przyjaciółką posiedziałyśmy w salonie oglądając telewizję. Te strefy czasowe tak nas wykańczają, że nawet nie chciało nam się zejść do restauracji na obiad i zamówiłyśmy posiłek do pokoju. Po zjedzeniu poleżałyśmy jeszcze chwilę na sofach śmiejąc się z rozkapryszonego Hazzy, z jego nowej dziewczyny i obgadując wczorajszy wieczór. O godzinie osiemnastej trzydzieści z paniką stwierdziłyśmy, że nie zdążymy i zaczęłyśmy szaleńcze przygotowania. Jakimś cudem udało nam się kilka minut po dziewiętnastej wybiec z pokoju i wskoczyć do czekającej już na nas taksówki.