Archiwum dla Grudzień, 2012

Rozdział 147.

- Wszystko okej? – zapytał Niall, gdy podeszliśmy do grupki przyjaciół – Bardzo okej – odpowiedział Lou – To chodźmy na salę, stolik już czeka, a za chwile zaczną się występy – oznajmił Liam – The Wanted! – zawołała Viki unosząc rękę z wskazującym palcem do góry i zaczęliśmy się śmiać. Weszliśmy na elegancką salę, na której znajdowało się kilkadziesiąt okrągłych stolików. Na naszym stała kartka z napisem „One Direction” a obok nas „One Direction management”. Serce aż podskoczyło mi do gardła… Czyli będzie tu też Andy, manager chłopaków. Ciekawe czy to wpłynie na zachowanie Lou… Przerywam swoje przemyślenia, bo Louis odsuwa mi krzesło przy stole abym mogła uścisnąć. Od razu podchodzi do nas nasz osobisty kelner, który ma za zadanie spełnić każde nasze życzenie. Siedzimy dość blisko sceny i mamy doskonały widok na nią. Jako pierwsi wstępują chłopaki z The Wanted, z których nasi chłopcy śmieją się i naśladują ich. Chyba to zauważyli, bo bardzo się spięli i jeden z nich ku niezwykłej radości chłopaków zapomniał tekstu. Potem zaczęła się już główna część wieczoru. Konferansjer właśnie zapowiadał występ Rihanny, gdy na salę weszli ludzie z managementu chłopaków. Przywitali się z nami, a Andy posłał mi znaczące spojrzenie. Nie musiał nic mówić, a i tak wiedziałyśmy z Viki, że nie jesteśmy tutaj mile widziane. Lou i Liam podeszli do stolika swoich „szefów”, aby coś ustalić – Nie przejmuj się nim, on jest kretynem – wyszeptał mi do ucha Hazza opierając się ręką o wolne krzesło na którym przed chwilą siedział Lou, po czym szeroko uśmiechnął się do sąsiedniego stolika, z którego obserwował nas Andy – Więc dlaczego z nim współpracujecie? – zapytałam półgłosem przyjmując tą samą pozycję co Hazza, aby dokładniej wszystko słyszeć – Bo to kolega Simona Corwela, a to on nas stworzył. Przynajmniej tyle możemy zrobić, aby się mu odwdzięczyć. – wytłumaczył mi – Ach, tak. Już kiedyś o tym wspominaliście. – odpowiedziałam – Ale jeszcze półtorej roku i kończymy z nim współpracę. Wtedy kończy się mu kontrakt i na pewno go nie przedłużymy – Nie dziwię się – powiedziałam – Czy Lou mówił ci o nowym aneksie do umowy, który przygotował dla nas Andy? On jest kompletnym półgłówkiem jeśli sądzi, że to podpiszemy – Hazza parsknął śmiechem, po czym spojrzał spod byka na Andiego, który był zaabsorbowany jedzeniem pięciu ciastek, które miał na talerzu – Nie, nic mi nie mówił. Jaki aneks? – zdziwiłam się – Zobowiązanie do tego, że będziemy singlami. Wyobrażasz sobie? W szczególności tyczy się to mnie, bo ja jestem frontmanem. – otworzyłam szeroko buzię ze zdziwienia – Mówisz poważnie? To nie etyczne, nie żyjemy w średniowieczu, Hazz. – Mi tego nie musisz mówić – pokręcił pogardliwie głową – A co jeśli złamiecie ten punkt umowy? Wyrzuci was z zespołu? – zapytałam szczerze zaciekawiona – Nie, coś ty. Nie pozbędzie się jednej z kur, która znosi mu złote jajka. Obetnie nam wynagrodzenie o połowę. Bo to on też zajmuje się naszymi pieniędzmi. Uwierzysz, że nawet nie wiemy ile zarabiamy? Wszystko wpływa na konto Andiego, a on daje nam wypłatę. Wypłatę z naszych pieniędzy… Nie powiem, to są spore sumy, ale założę się, że on zarabia drugie tyle co ja. – wyjaśnił mi – A co z Louisem i Liamem? Będziemy musieli się z nimi rozstać? Albo dostaną mniej pieniędzy? – byłam zdołowana, czego ten pazerny burak jeszcze nie wymyśli – No coś ty, Oli. Nikt z nikim nie będzie zrywać… przynajmniej nie przez grubego. A jeśli chodzi o kasę, to jesteśmy zespołem, nie może być tak, że ktoś dostanie więcej, a ktoś mniej. Zrobimy z tego jedną pulę i będziemy się dzielić po równo, bez różnicy, czy ktoś ma dziewczynę czy nie. Jesteśmy jak bracia, nie pozwolimy krzywdzić siebie na wzajem. – uśmiechnął się serdecznie, niemal z czułością, a po chwili jego wyraz twarzy zmienił się na bardziej łobuzerski – Dlatego też zacząłem spotykać się z Ritą. Wstawiać nasze wspólne fotki do internetu i pokazywać się z nią w publicznych miejscach. Aby zrobić Andiemu na złość. Ricie to też pasowało, jak by nie patrzeć wybiła się przez ten romans, a nie powiem żeby spotkania z nią i takie tam i mnie nie sprawiały przyjemności – uniósł brwi i uśmiechnął się, jakby do swoich wspomnień, a ja poczułam, jak moje płuca zaciskają się nie pozwalając mi oddychać. End of topic, już nic więcej nie chcę wiedzieć. Cholerny gówniarz, dwa do jednego, ma mnie. Skrzywiłam usta w coś na kształt uśmiechu i usiadłam prosto na krześle. Hazz uśmiechnął się triumfalnie i wtedy na szczęście przyszedł Louis – Jak tam? – zapytałam – Negocjowaliśmy dla nas jutro wolny dzień. Udało się, mamy wolne, a nocą możemy odwieźć was na lotnisko… niestety – skrzywił się – Też nie jestem z tego powodu zadowolona – przyznałam, a potem skupiliśmy się na oglądaniu występów.
______________________
zdąrzyłam coś napisać!
niedługie, ale byłam dziś
w pracy – cholerne niedziele
handlowe! ;( Postaram się
dodać coś w pierwszy lub
drugi dzień świąt:)

Życzę Wam wszystkim, dziewczynki Wesołych Świąt i wymarzonych prezentów pod choinką! :*

Ostatnio nie było serduszkowego rozdziału, więc dzisiaj wstawiam kilka ślicznych,
świątecznych gifów z chłopakami! :D

Merry X-Mas Hazz:* ten niewinny uśmieszek na końcu! :D ach!


Kolczyki, idealne! :D


I to wszystko czego chcę! :)

Nie mogę się doczekać tego klipu, haha, Hazza w tych ogrodniczkach i skupioną miną,
Lou w okularach przeciwsłonecznych z miną agenta 007 z idealną grzywką, Niall z miną
szczeniaczka, Liaś lovelas i tajemniczy Sex Malik, którego prawie nie widać zza tej czapy!
hahaha:D


Hazz – uśmiech nr 5, Niall rozwala system, Lou słodziak, Zayn i to jego mruganie oczkami
i skołowany Li, który chyba nie bardzo wie, czy się uśmiechnąć, czy nie… ? :P

 

Stare foto chłopaków, dawne fryzury, krzywe zęby Nialla, Lou w paseczki i Zayn z kolczykami…
ech, miss those days :((

buziaki :*

Rozdział 146.

Było dość chłodno, gołe nogi smagał mi zimny wiatr, a mój płaszcz był dłuższy niż moja sukienka. – Zimno mi, gdzie te taxi, chłopaki? – zaczęłam marudzić. Przecież dopiero rano przestałam brać antybiotyki i wolałabym do nich nie wracać – Za chwilę przyjedzie, cierpliwości – powiedział miło Lou, a na dźwięk jego słodkiego głosu na mojej twarzy mimowolnie pojawił się uśmieszek. Szybko znikł, bo pod hotel podjechał biały Hummer w limuzynie zasłaniając nam cały widok – A to co? Obama przyjechał do Hiltona? Jeśli tak to panie Obama, proszę odjechać, bo nic nie widzimy i ucieknie nam taxi! – zawołałam już trochę wkurzona – To nasze taxi – poinformował mnie spokojnie Hazza, a wysoki pan w smokingu i białych rękawiczkach otworzył nam drzwi – Och – odpowiedziałam tylko. Lou podał mi rękę pomagając wejść do środka, a Liam poszedł w jego ślady uśmiechając się pięknie do swojej dziewczyny. Limuzyna była jeszcze większa wewnątrz niż sobie wyobrażałam. Ogromne telewizory plazmowe z których leciała muzyka, białe skórzane kanapy i barek. Niall nie czekając nawet aż wszyscy wejdą do środka otworzył szampana i zamiast nalać nam go elegancko do kieliszków pociągnął spory łyk prosto z butelki – Umm, uwielbiam drogie szampany! – zawołał. Popatrzyłyśmy na niego unosząc brwi – Och, przepraszam – podał nam dwa kieliszki i nalał do nich swojego poślinionego szampana. Nie mieliśmy jednak żadnych oporów przed wypiciem go, przeciwnie, poprosiłyśmy o więcej. Nie mogłam wyobrazić sobie lepszego dnia na odstawienie antybiotyków! Tyle złych rzeczy działo się ostatnio, że taka odskocznia od rzeczywistości dobrze mi zrobi. Zanim dojechaliśmy do budynku, w którym odbywała się gala wypiliśmy dwie butelki. Kierowca znów otworzył nam drzwi życząc miłego wieczoru. – Dziewczyny uśmiechamy się i nie idziemy w parach tylko grupką. Potem Viki i Oli idziecie do środka, a my do was dołączymy później – poinstruował nas Liam, zupełnie nie wiem po co. Gdy wychodziłam śmiałam się z Zayna, który przeżywał, że polał sobie spodnie odrobiną szampana i dopiero po chwili zauważyłam, że stoimy… przed czerwonym dywanem pełnym fotografów! Już wiem o co chodziło Liamowi z tym uśmiechaniem się i trzymaniem w grupie – Lou, co to jest? Co to ma znaczy? – syknęłam mu do ucha ciągnąc za rękaw koszuli – Czerwony dywan, skarbie. Wystarczy się uśmiechać – poinformował mnie – Nie, nie chcę Lou. Nawet nie wiem jak wyglądam po tej przejażdżce – skarżyłam się – Wyglądasz pięknie – upewnił mnie, a ja uśmiechnęłam się nieśmiało – To co? Gotowi? – zapytał Hazza. Pokręciłam przecząco głową – Więc idziemy – uśmiechnął się. Ruszyliśmy przed siebie, chłopcy bez przerwy do nas coś mówili, abyśmy się rozluźniły i dobrze bawiły. I chyba się udało, nie było to takie straszne. Uśmiechałyśmy się i pozowaliśmy z chłopakami do zdjęć. Staraliśmy się, wyglądać tylko jak przyjaciele i nie ujawniać się. Uwielbiam swoje spokojne życie. Sława to na pewno nie jest coś czego pragnę, nie chciałabym widzieć jutro swojego zdjęcia w New York Timesie z dopiskiem „WIEMY JAK WYGLĄDA DZIEWCZYNA TOMLINSONA”, a potem użerać się z tabunem fanek polującymi na dziewczynę „ich męża”. Przeszłyśmy przez dywan uśmiechając się i machając do fotoreporterów i weszłyśmy do budynku, gdzie czekaliśmy na chłopców, którzy udzielali szybkich wywiadów fotoreporterom. – I co nie było tak źle, co? – zapytał Hazza, gdy chłopcy do nas dołączyli – Nawet spoko. A jak u was? Wypytywali was o nas? – zapytała Viki – Oczywiście, romanse to ulubiony temat brukowców – odpowiedział Liam – I co powiedzieliście? – zapytałam zaciekawiona i nieco zmartwiona – Że sypiamy z wami na zmianę – odpowiedział Zayn za co zdzieliłyśmy go z Viki torebkami. Kątem oka spojrzałam na Harrego który zadziornie skinął głową, że w naszym przypadku tak właśnie jest. Przewróciłam oczami- A tak serio, że jesteśmy starymi znajomymi jeszcze sprzed Xfactora – wyjaśnił nam Louis – Dobra wymówka. – pochwaliłam go – To co? Może drinka na rozgrzewkę? – zaproponował Zayn – Nie, lećmy na salę, bo inaczej nie zdążymy na The Wanted! – zawołała Viki – Okej, więc drink – zadecydował Liam i poszliśmy z chłopakami do baru. Po drodze zostawiłyśmy płaszcze w szatni. Wzięliśmy po drinku, ale zamiast pić, ja i Viki rozglądałyśmy się dokoła co chwila spotykając gwiazdy znane nam tylko z pierwszych stron kolorowych gazet. Wchodziły do budynku i od razu z czerwonego dywanu kierowały się do garderób na tyłach sceny. Już czuję, że to będzie dobry wieczór. Co prawda chłopcy trochę marudzili, że zamiast z nimi gadać zachwycamy się innymi gwiazdami, ale to było raczej dogryzanie niż prawdziwe pretensje – Napijecie się czegoś jeszcze? – zapytał znienacka męski głos i poczułam na samym dole swoich nagich pleców ciepłą, miękką dłoń. Moim ciałem wstrząsnął delikatny, przyjemny dreszcz przyprawiając mnie o gęsią skórkę. Nie uszło to uwadze Hazzy, który uśmiechnął się triumfalnie widząc i czując pod swoją dłonią kropeczki na moim ciele. Na szczęście nie skomentował tego, chociaż i tak musiałam ukryć zakłopotanie wynikające z mojej reakcji. – Sex on the beach – odpowiedziałam za późno kojarząc jak zabrzmiało to w kontekście tej sytuacji. Hazza znów uśmiechnął się zadowolony z mojego zakłopotania, a ja strzeliłam jeszcze większego buraka – Dla mnie Mohito – odezwała się wreszcie Viki, skutecznie odwracając moją uwagę od natrętnych myśli. Jeśli pierwszym razem Hazza dotknął mnie nieświadomy jaka będzie moja reakcja to tym razem zrobił to z stu procentową premedytacją. Odchodząc nie oderwał dłoni od razu od moich pleców tylko przejechał opuszkami palców wzdłuż dolej krawędzi mojej sukienki, przyprawiając mnie o jeszcze większe rumieńce na twarzy. Jeden do zera, przegrywam. – Szczeniak – syknęłam dbając o to, aby chłopak usłyszał mój komentarz. Viki popatrzyła na mnie zdziwiona. Machnęłam ręką w wymownym geście, a przyjaciółka o nic więcej już nie wypytywała. Dlaczego tak reaguję na jego dotyk? Dlaczego dłoń Harrego na moim ciele przyprawia mnie o szybsze bicie serca i skok temperatury ciała o jakieś pięć stopni na plus? Przecież dopiero co pogodziłam się z tym, że Hazz nie jest gejem, zaczęłam nawet wierzyć w to, że nie jest bi. Całą noc przytulałam się do niego, więc powinnam przyzwyczaić się do tego dotyku… Już wiem! Przecież tak długo nie byłam blisko z Lou, nie całowałam się z nim, ani nie przytulałam za wiele i odzwyczaiłam się od męskiego dotyku. Tak, to musi być to. Trzymam się kurczowo tej myśli, a gdy Lou przychodzi do mnie uśmiecham się do niego szeroko, bo mam wyrzuty sumienia. Obejmuję go ręką w pasie, a wtedy chłopak wykorzystując mój dobry nastrój odwraca się twarzą do mnie trzymając mocno w tali – Nie wypuszczę cię, dopóki mnie nie przytulisz – powiedział z triumfalnym uśmieszkiem – Więc będziesz mnie musiał puścić od razu – odpowiedziałam i przywarłam do niego całą sobą obejmując go za szyję na której złożyłam delikatny pocałunek. Wiem, wiem, nie powinnam tak szybko odpuszczać, ale po tą akcją z Hazzą czułam się jakbym go zdradziła, dlatego musiałam przekonać samą siebie, że to nie było nic takiego. I udało się, bo po krótkiej chwili zapomniałam o tym lokatym gówniarzu, który wykorzystywał reakcje mojego organizmu dla własnej satysfakcji i skupiłam się na tym na czym powinnam. Kątem oka jednak spojrzałam na Hazzę, aby upewnić się, czy na pewno widzi tą romantyczną scenkę. Nie mogło być inaczej, ale gdy tylko nasze oczy się spotkały odwrócił wzrok i zaczął opowiadać coś Zaynowi. Trafiony, zatopiony, remis; jeden do jednego. Udało mi się zrobić mu na złość pokazując, że jego dotyk to pikuś w porównaniu do przytulania Louisa. Taka też była prawda, wreszcie poczułam, że obejmują mnie właściwe ramiona i poczułam się po prostu szczęśliwa, chociaż jakaś czerwona lampka w mojej głowie cały czas migała ostrzegawczo. Choć bardzo chciałam to bałam się zaufać mu jeszcze raz. – Jeszcze raz cię przepraszam, skarbie – wyszeptał ocierając ustami o moje ucho co było niezwykle przyjemne, ale pomimo aż takiej bliskości z Lou dało się wyczuć między nami dystans. Barierę, za którą ukrywałam moje uczucia – Cii, nie mówmy już o tym – odpowiedziałam, szeroki uśmiech na twarzy mojego chłopaka sprawił, że mój wszechświat zaczął pomalutku wracać na swoje miejsce. Trzymając się za ręce podeszliśmy do przyjaciół, którzy nieco odeszli od nas aby dać nam trochę prywatności, o ile to w ogóle było możliwe w kilkudziesięciu osobowym tłumie.
___________________________________

Liebster Award

I don’t know what the fuck is this, ale Dir już dwa razy upominała się o odpowiedzi na jej pytania :)
Więc niemając zielonego pojęcia o co chodzi, odpowiadam :P
Kurde, jakieś trudne te pytania, Dir, aż mnie mózg boli od myślenia.

1. Co powiesz Twojemu ulubieńcowi z One Direction, gdy go spotkasz?
Tak, tak Zayn, jestem pełnoletnia, nie mieszkam z rodzicami i mam trzy łóżka do wyboru! :D
A tak serio to pewnie coś na poziomie mojego angielskiego czyli: Can I take a photo with you? Och, Harreh, you have really nice hair oraz Nice to meet ya!
2. Jak chcesz zwrócić uwagę chłopaków z 1D, nie robiąc przy tym z siebie idiotki?
Jestem blondynką, czyli już mam plusa u Hazzy! :)
3. Co robisz, gdy nie masz weny?
Myślę przed snem oraz zaraz po przebudzeniu o tym co by tu napisać, przeważnie coś mi wpada do głowy;)
4.  Co zmieniłabyś w moich opowiadaniach?
Częstotliwość dodawania nowych rozdziałów leniu!!
5. Co zainspirowało Cię do stworzenia bloga?
Oczywiście szaleni chłopcy z One D, moje chore wyobrażenia, które piętrzą się w mojej głowie przed snem i pewien blog, który już nie istnieje (wiesz który Dir? Ten z 9 w adresie;) )
6. Jakbyś siebie opisała?
Jestem pedofilem. Hahaa, no teraz to już nie, bo chłopcy są pełnoletni, ale tak właśnie się czułam kiedy jarałam się ich klipem. Z początku myślałam, że to może instynkt macierzyński się odzywa, dlatego podobają mi się te dzieci. Teraz, gdy widzę chłopaków, też odzywa się mój instynkt macierzyński, tyle, że wrzeszczy on MALIK, BĄDŹ OJCEM MOICH DZIECI!
7. Myślisz, że jak wyglądałoby teraz Twoje życie, gdyby One Direction nigdy nie powstało? Jakieś większe różnice?
Nie poznałabym Ciebie! Ani Agatki, Cherr, Ani20 i całej reszty wspaniałych dziewczyn które czytają mojego bloga :) W ogóle gdyby nie 1D, nie zaczęłabym go nawet pisać. I co najważniejsze, moje życie nie miałoby sensu, bo nie miałabym czego słuchać w aucie:( hahaha xD
8. Wolisz spotkać chłopaka podobnego do Zayna/Louisa/Harrego/Nialla/Liama w Polsce i spędzić z nim całe życie, czy przeżyć krótki romans z orginałami?
Ach, zagięłaś mnie… Nie wiem… w sumie mam chłopaka więc niech będzie romans z Hazzą :P
9. Wyraź swoje zdanie na temat bromance Larry. A może wolisz połączenie kogoś innego?
LARRY’s real! To wiem na pewno. Nie wiem tylko czy to bromance, czy romance ;/ Mam mindfuck, to wszystko jest zbyt skomplikowane. Gdy pojawiła się Tay, byłam prawie pewna, że to bromance, ale ludzie! Te nowe, dopasowane tatuaże chłopaków (statek i kompas, czy busola/albo to że obydwaj mają wytatuowane ptaki) to, że Lou w ogóle zaczął się tatuować, chociaż zarzekał się kiedyś, że nie lubi tatuażów. Oops/Hi – Louisa i Hazzy to ponoć pierwsze słowa jakie powiedzieli do siebie i to napisane ich pismem. Ludzik na deskorolce, którego ponoć zaprojektował Harry. O, albo lokaty, zauważyliście, że ma wszystkie tatuaże na tej ręce, na której jest napis „thinks i can’t”? I do tego napis I can’t change. Leżę. Albo to, że chłopcy (Li, Lou i Hazz) byli sami w studiu tatuażu, a gdy tylko pojawiła się Tay od razu z nią przyjechali paparazzi. Ich zdjęcia w super jakości, albo rozwalające foto gdy jadą razem samochodem, ewidentnie są na drodze, nie na parkingu. Siedzą w środku poubierani ciepło, bo na zewnątrz jest zimno, a Tay z swojej strony ma otwarte okno na całego i udaje, że nie widzi paparazzich tylko rozmawia z Hazzą. Średnio. Moim drugim ulubionym romansem jest ten który rozwinął Niall w Nowym Yorku, czyli… Niall+Taxi=Naxi xD haha
10.  Co myślisz o Danielle Peazer, Eleanor Calder, Perrie Edwards, Taylor Swift i Demi Lovato? ( Ojj, to będzie ciekawe! ; D)
Danielle – mam na nią wywalone, uwielbiam Liama, jest taki kochany i uczuciowy, dlatego wkurzyłam się na nią, gdy z nim zerwała, bo wyjeżdża w trasę koncertową i nie będą mieli dla siebie czasu. Błagam cię dziewczyno, przecież jak zaczynała z nim chodzić, to wiedziała, że jest artystą, a nie piekarzem i siłą rzeczy, bo taka jest jego praca będzie podróżował. Więc o co jej chodzi?! Poza tym zrywa z nim z dnia na dzień. Dziś jest dobrze, a jutro koniec związku. Zakochani ludzie tak nie robią, tym bardziej po roku bycia razem. A ona chodzi z nim szczęśliwa po plaży na ich wspólnych wakacjach, a miesiąc później z nim zrywa, spoko. Wydaje mi się, że może nie głównie, ale też chciała się na nim wybić. Bo czy ktoś wcześniej kojarzył jakąś dziewczynę tańczącą gdzieś w tle do Broken Heels? Nie sądzę. Za to teraz jest rozpoznawalna.
Eleanor Calder – haha, nie wiem czy mogę napisać co naprawdę o niej sądzę. Szkoda mi na nią czasu, gdy tylko ją widzę od razu kojarzę ją z zakupami, torbami, ciuszkami, TopShopem i Louisem z kartą płatniczą w ręce. Ich związek jest dla mnie tak samo realny jak istnienie świętego Mikołaja więc sorry. I te jej szczerzenie się sztucznie do kamery, wrr. Dobra, koniec, nie chcę się nakręcać :P
Perrie Edwards – ustawka, aby wypromować kolejne dziecko Simona Cowella: Little Mix. Jak widać z powodzeniem, bo LM jest coraz bardziej znane w naszym kraju.
Taylor Swift – z początku bardzo kibicowałam Haylor (chociaż ciągle boli mnie serduszko, gdy widzę ich razem) i ten związek wydawał mi się najbardziej realny. Same zobaczcie: dziewczyna jest już super gwiazdą (i do tego najlepiej zarabiającą artystką w Stanach, czytałam o tym w Party życie gwiazd xD) więc nie chodzi o wypromowanie się. Jest bogata, więc nie chodzi o kasę Hazzy. Jest fajną, miłą, naturalną dziewczyną, myślę sobie dlaczego nie? odpowiedź brzmi BO LARRY. Dodatkowo to o czym wspomniałam wyżej, czyli wszystkie ustawione foty Harrego i Tay. I ona i 1D wydali teraz nowe albumy, może chodzi o to, aby zrobić zamieszanie, zainteresować sobą media i osiągnąć lepszą sprzedaż. Jeśli tak, to musimy stwierdzić; to działa.
Demi Lovato – uwielbiam ją, widziałam wszystkie odcinki i sezony Słonecznej Sonny! Aww, mi tam bardziej pasowała do serialowego Chada Dylana Coopera (którego grał mój ukochany Sterling Knight, w ogóle to kocham wszystkie „starsze” gwiazdki Disneya!:D) A tak serio to nie wydaje mi się, że oni w ogóle się ze sobą kręcili, nawet nie wiem czy kiedyś spotkali się osobiście (Dir, to taka miłość jak nasza, internetowa!<3) Kurcze, nasz blondas mógłby zleźć sobie jakąś wybrankę, szkoda mi go, że jest taki samotny:(

 

PS, przepraszam, że tak długo nie dodawałam, ale święta, święta, święta, kurcze! Jeszcze do tego dzisiaj wraca do domu moja młodsza siostrzyczka i musiałam się wyprowadzić z jej zacnego pokoju (a to nie było proste, bo przejęłam też jej szafy) Za to dzisiaj wstałam o 7:00, żeby dokończyć ten rozdział, chociaż normalnie wstaję o 8:30. Ale niech będzie, ważne, że skończony! :D

buziakii :*

Rozdział 145.

Do pokoju weszło trzech ludzi z obsługi hotelowej ciągnąc za sobą sklepowe, srebrne regały na kółkach, a na nich wisiały dziesiątki błyszczących materiałów. Przy podstawie regału była zbudowana półka na której leżał stos pudełek z butami. – Co to takiego? – zapytała Viki siadając z wrażenia. Muszę przyznać, że również byłam zdezorientowana. – To są sukienki i buty dla was. Wybierzcie sobie coś wieczorowego, bo wybieramy się dziś na galę – Na galę? – dopytywała Viki, a Hazza patrzył na mnie z byka, zezłoszczony brakiem mojej reakcji – To raczej takie spotkanie towarzyskie największych światowych gwiazd uwieńczone koncertami. – wyjaśnił Liam – Koncertami, czyli wystąpi kilka zespołów, czy tylko… Br… jeden? – zapytałam gryząc się w język w samą porę. Już chciałam zapytać o Bruna, ale zauważyłam wzrok Hazzy – Kilka laików. Plebs w porównaniu z nami – zaśmiał się Zayn – Dokładnie. Taki tam Bruno Mars, Justin Bieber, Black Eyed Peas, Lady Gaga, Rihanna i ci pajace z The Wanted… Wystąpią na początku, gdy jeszcze nikogo nie będzie, sprawdzić czym mikrofon nie kopie prądem. Pierwszy raz w USA, och co za przeżycie! Idioci – śmiał się Hazza – Oh my gad! Słyszysz to Viki!? THE WANTED! Uwielbiam ich! Aaaa! Nie wierzę! Jak myślisz spodobam się Maxowi, on jest taki boski, uwielbiam łysych facetów! – udawałam wniebowziętą występem The Wanted, a Viki szybko złapała haczyk – Och, Oli na pewno się im spodobamy! To najlepszy boysband świata! Nie mogę uwierzyć, że ich dzisiaj spotkamy, Liam zrobisz nam z nimi przytulaną fotkę? – poprosiła Viki – Po moim trupie – odpowiedział ponuro – I glad you came, I glad you came tu tutu tuu – zaczęłam wymachiwać rękami i trzepać głową na boki – Ech, nie martw się, zrobimy sobie sweet foto z rąsi, wiesz przyciśniemy się do nich policzkami i ‚smileee’ – powiedziałam unosząc swój telefon jakbym robiła sobie fotkę – Ja ci zaraz przycisnę do policzka… poduszkę. Pójdziemy spać zamiast na imprezę… Dziewczyny ogar! – Lou przewrócił oczami – Już nie chce mi się dzisiaj iść. – Niall siedział z założonymi rękami – Nie znam was… ochrona! – zawołał Liam – Wybaczyłbym wam wszystko, ale nazwanie ich najlepszym boysbandem świata? Oni najlepsi? A co z Backstreet Boys, kultowym Take That, czy wreszcie z nami? Zapomniałyście o One Direction? – zapytał Hazza z wyrzutem – Ależ oczywiście, że pamiętamy o One Direction, Haroldzie. Jak mogłybyśmy zapomnieć? Jesteście na naszej liście najlepszych boysbandów świata zaraz za The Wanted. Zaszczytne drugie miejsce, co nie Oli? – zapytała przyjaciółka, skinęłam potwierdzająco głową po czym wybuchnęłyśmy śmiechem. – Mam to w dupie, nigdzie nie idę – Zayn usiadł na kanapie obok Nialla i przybrał taką samą pozycję jak blondas. – Oj, przecież wiecie, że jesteście najlepsi na świecie i nikt, ale to nikt nie dorasta wam do pięt. Liaś, no nie złość się – Viki szturchnęła zadziornie swojego chłopaka w żebra, a ten uśmiechnął się pod nosem – Oczywiście, że tak. Jesteście najlepsi – uśmiechnęłam się do wszystkich – Wybaczymy pod jednym warunkiem. Koniec z Invisible – powiedział Lou – No wiesz, jeszcze mi stawiasz warunki? I tak za długo tutaj siedzisz – odpowiedziałam cwaniacko – On ma rację. Poza tym i tak nie może być dłużej niewidzialny, bo idzie z nami na imprezę więc nic nie tracisz… tylko zyskasz: nasze wybaczenie – dodał Hazza – I ty przeciwko mnie – zganiłam go wzrokiem – To jak Oli? – Lou popatrzył na mnie błagalnym wzrokiem – Odpuść Oli – uśmiechnęła się do mnie Viki – Och, niech będzie. Koniec z mr. Invisible – złamałam się wreszcie, a Lou uśmiechnął się szeroko. Liam i Zayn patrzyli na siebie nie wiedząc o co chodzi – To co, buziak na zgodę? – zapytał zadziornie Lou – Marzysz chłopczyku. – przewróciłam oczami – Dobra, możemy reszcie zobaczyć co tam dla nas macie? – zapytała podekscytowana Viki, chłopcy uśmiechnęli się, a my ruszyłyśmy do wieszaków przeglądając sukienki. Były tam wszystkie najlepsze marki jakie znałyśmy tylko z kolorowych czasopism: Louis Vuitton, Prada, Dior, Chanel, Alexander McQueen, Dolce & Gabbana, Calvin Klein, Christian Louboutin… Raj dla każdej kobiety! – Poważnie możemy coś z tego wybrać? – zapytała niepewnie Viki – Oczywiście, a co nic wam się nie podoba? – Zmartwił się Niall – Nie, wszystko jest super, ale te ciuszki kosztują krocie, chłopaki… Mogliście nam powiedzieć, że będzie impreza, kupiłybyśmy coś w Zarze, albo Top Shopie. – przytaknęłam jej, a chłopaki tylko uśmiechnęli się szeroko – Nie martwcie się, mamy niezłe zniżki na te rzeczy. W naszym towarzystwie będziecie chodzącą reklamą dla tych projektantów – oznajmił nam Lou – Niezła zniżka, ale żadna z tych rzeczy nie kosztuje mniej niż dwa tysiące funtów, mam rację, co? – zapytałam wymachując złotym pantofelkiem z czerwoną podeszwą – Oj, Oli. Nie marudź, tylko wybierz coś! – rozkazał mi Niall. Oglądałyśmy uważnie z Viki każdą sukienkę, marynarkę, każdy bucik nie mogąc zdecydować się co wybrać. Już wiem dlaczego chłopcy koniecznie chcieli wrócić o szesnastej, przewidzieli, że nawet te trzy godziny to będzie dla nas mało, aby zdążyć na galę. Chłopcy również poszli się przebrać, a nam wreszcie, na godzinę przed imprezą udało się wybrać zestaw na wieczór. Viki wybrała cielistą, koronkową sukienkę bez ramiączek z metką Chanel, charakterystyczną czerwoną, pikowaną torebeczkę na złotym łańcuszku również z logo Chanel i cieliste szpilki Prady. Do tego delikatna złota biżuteria w formie cieniutkiego łańcuszka i bransoletki. Wyglądała bardzo dziewczęco. Ja założyłam małą, czarną sukienkę Chanel z głębokim dekoltem na plecach, który sięgał mi prawie do tyłka, a do ręki wzięłam puzderko od Alexandra McQueena. Zdobił ją kastet, który wyglądał jak cztery pierścionki do których można było włożyć palce. Pierścionki te były zdobione wizerunkiem diamentowej czachy i ogromnym błyszczącym kamieniem. Wybrałam też lakierowane czarne szpilki Louboutina z charakterystyczną czerwoną podeszwą oraz złotymi, ostrymi ćwiekami które zdobiły tył i obcas buta. Na jedną rękę założyłam złotą bransoletkę z ćwiekami na drugiej zaś wisiały moje dwie ukochane bransoletki; od chłopaków i od Maćka które nijak nie pasowały do całości, ale w życiu się z nimi nie rozstanę. Poszłyśmy do łazienki aby ułożyć sobie włosy i zrobić makijaż. Włosy to działka Viki, która w kilka minut z pomocą prostownicy sprawiła, że moje niesforne kosmyki układały się w lekkie fale zaczesane na prawą stronę, aby osłonić plecy. Swoje włosy zaczesała w wysoki, prosty kucyk, który doskonale podkreślał jej idealne rysy twarzy, które jeszcze bardziej udało mi się uwydatnić makijażem, który jej zrobiłam. Lekko podkreślone oczy i czerwona szminka dopełniła całości i sprawiła, że nawet z tak skromną fryzura wyglądała spektakularnie. Ja za to postawiłam na ciemny makijaż oczu i usta w kolorze nude. Naszą pracę co chwila przerywało dobijanie się do drzwi i prośby o to abyśmy się pospieszyły. Po spryskaniu się perfumami stwierdziłyśmy, że jesteśmy gotowe. Wyszłyśmy z łazienki i stukając obcasami weszłyśmy do salonu, gdzie chłopcy oglądali telewizję. Nawet nie oderwali wzroku od ekranu, bo właśnie leciała jakaś walka bokserska. – No wreszcie – powiedział Harry i odwrócił się w naszą stronę – Wow – dodał lustrując nas wzrokiem z góry na dół – Hazz, patrz jak mu wali! Zaraz polegnie – szturchnął go Zayn, a gdy nie zobaczył żadnej reakcji ze strony przyjaciela podążył za jego wzrokiem, zrobił wielkie oczy i uśmiechnął się szeroko – Wreszcie wyglądacie jak dziewczyny, a nie jak dresiarze – uniósł zadziornie brwi, Viki przewróciła oczami – Idziemy czy oglądamy telewizję? – zapytała niecierpliwie, a wtedy chłopcy wyłączyli z jękiem telewizor i widząc nas podzielili entuzjazm Hazzy i Zayna, co było bardzo miłe. Po wysłuchiwaniu przez pięć minut, że ekstra wyglądamy i obracaniu się w kółko, chłopcy w końcu pozwolili nam założyć płaszcze i mogliśmy wyjść na imprezę. Oni też wyglądali bosko! Dopasowane marynarki, rurki, śnieżnobiałe koszule… W całym Nowym Yorku nie ma nawet jednej kobiety która by się za nimi nie obejrzała. Doświadczyliśmy tego wychodząc na zewnątrz, przed hotel, gdzie kobiety, dziewczyny oraz ich babcie praktycznie gwizdały na nich ku ich ogromnemu zadowoleniu.