Archiwum dla Grudzień, 2012

Rozdział 144.

Przez moje zamknięte powieki zauważyłam błysk. Stwierdziłam, że to telewizor i gdy znów odpływałam w niebyt błysk powtórzył się, a zaraz po nim fala szeptów. Otworzyłam zaspane oczy i podniosłam głowę – Mówiłem ci durniu, że je obudzisz! – powiedział półgłosem Lou. On, Liam, Hazza i właściciel owego błysku, czyli Zayn z aparatem siedzieli na przeciwko nas. Spojrzałam w bok, Niall dalej spał, a Viki właśnie się budziła – Invisible – wyszeptałam wskazując głową na drzwi sypialni, Hazza zaczął się śmiać, a Lou ku zdziwieniu Liama i Zayna wyszedł z pokoju – Wszyscy – dodałam – I tak już nie śpisz Oli! Smile! – zawołał Zayn i cyknął nam jeszcze jedno foto budząc Nialla – Zrób jeszcze jedno zdjęcie, a wsadzę ci ten aparat, sam wiesz gdzie. – zagroziłam a chłopak odłożył go na stół unosząc ręce w obronnym geście. Wstałam przeciągając się i ziewając. Dowiedziałam się, że jest już po jedenastej. Postanowiliśmy, że pójdziemy na obiad do restauracji, a potem na jakiś spacer, bo nasz pobyt w Nowym Yorku do tej pory ogranicza się do klubu i hotelu. Ubraliśmy się bardziej wyjściowo i trzymając w rękach kurtki, czapki i rękawiczki poszliśmy na obiad, a następnie na spacer po mieście. Lou korzystając z okazji, że nie musi się przede mną chować starał się przez cały czas zagadywać do mnie i wypytywać o różne rzeczy. Przytakiwałam tylko głową, albo w ogóle się nie odzywałam, więc szybko załapał, że nie mam najmniejszej ochoty na jakikolwiek kontakt z nim.

Obejrzeliśmy największe atrakcje tego miasta, czyli oczywiście Statuę Wolności, Pomnik w miejscu gdzie kiedyś stały dwa wieżowce World Trade Center, a następnie ruszyliśmy na Times Square i na zakupy. Sam Zayn kupił o tuzin więcej rzeczy niż my z Viki razem wzięte. Chłopcy też nie szczędzili pieniędzy na nowe spodnie, buty, koszulki, marynarki, biżuterię i miliony innych rzeczy, dziwiąc się nam, że korzystamy z tak niezwykłej okazji jaką są zakupy w USA. Obładowani po uszy mieliśmy iść do następnego sklepu, ale Niall stwierdził, że chce na lody. W połowie drogi do budki z lodami chłopcy nagle stwierdzili, że jest strasznie późno i musimy natychmiast wracać do hotelu. Mieliśmy tak mało czasu, że pomimo pięknej słonecznej, ale nieco mroźnej pogody musieliśmy złapać taxi i pięć kolejnych przecznic tak właśnie pokonać. Wróciliśmy do apartamentu i dopiero wtedy chłopcy powiedzieli nam, że musieliśmy tak szybko wrócić, bo za dziesięć minut mają lekcję śpiewu z jakimś znanym nauczycielem. A ja głupia już się łudziłam, że ta niespodzianka, to nie był tylko głupi pretekst… Chłopcy zbiegli na dół, a Viki brała prysznic. Zrobiłam sobie kanapki. To niemożliwe ile tutaj jem! Postanowiłam, że dokończę poranną naukę. Znalazłam pod stołem swój tablet i ledwie zdążyłam go włączyć, a do salonu wszedł Hazza. – Dlaczego nie jesteś na tej lekcji śpiewu? – zapytałam szczerze zdziwiona – A czy wyglądam jak ktoś, kto potrzebuje takich lekcji? – odpowiedział pytaniem na pytanie, a ja zaczęłam się śmiać. No tak, cały Harry. Zabrałam się za odnalezienie lekcji na której skończyłam, a Hazza włączył telewizor. – Dlaczego zostałaś? – zapytał nagle, a ja poczułam jak pomidor z kanapki staje mi w gardle. – Bo nie potrafię śpiewać i ta lekcja śpiewu nie była przeznaczona dla mnie – odpowiedziałam udając głupią, choć wiedziałam o co pyta. Nie chciałam myśleć, ani mówić o tym co zdarzyło się od tego feralnego snu aż do mojego prysznica. I udawało mi się. Do tego momentu. – Dobrze wiesz, że nie o to mi chodzi. Dlaczego wróciłaś rano? – dopytywał twardo – Żeby kopnąć cię w tyłek, już mówiłam – Pytam poważnie – odparł nie odrywając wzroku od telewizora, w którym Nicki Minaj turlała się półnaga na plaży – A ja poważnie odpowiadam – starałam się ominąć temat. – Oliwia…  – Harry zrobił kwaśną minę. Nie spodobała się mu moja gra, ale co zrobić? Powiedzieć, że łyknęłam byle jaki pretekst, bo nie chciałam wyjeżdżać? Biorę głęboki oddech – Obiecaj, że nie będziesz się śmiał – upewniałam się, nim wyznam jakiej głupoty chwyciłam się jak tonący brzytwy, aby tu zostać – Obiecuję – odparł. Zostałam, bo ponoć macie dla mnie i dla Viki jakąś niespodziankę, której nie możemy przegapić – powiedziałam półgłosem, a Harry uśmiechnął się pod nosem. – Miałeś się nie śmiać! – wyjechałam na niego krzyżując ręce na klatce piersiowej jak małe dziecko – Przecież się nie śmieję – bronił się – Po prostu się uśmiecham – dodał. Rzeczywiście, to był szczery, miły uśmiech, ale nie mogłam dać się drugi raz nabrać, jak wcześniej Lou i Niallowi – Więc dlaczego się uśmiechasz? – dopytywałam – Nie sądziłem, że to będzie miało dla ciebie takie znaczenie – odpowiedział – Co będzie miało dla mnie znaczenie? – zapytałam zbijając go z tropu – No ten… ta niespodzianka. Chłopaki nie powiedzieli ci co to takiego? – Nie i szczerze powiedziawszy myślałam, że mnie okłamali. Mówili prawdę? – zdziwiłam się – Tak, nie kłamali. Kamień spadł mi z serca… Już myślałem, że moje namowy i prośby są mniej ważne niż jakaś tam gala w której występuje ten twój Bruno Ma… – chłopak za późno ugryzł się w język i popatrzył na mnie przerażony – Nie mów im, że wiesz. Zabiją mnie! – wyszeptał błagalnie – Bruno Mars? Poważnie! O mój boże, jeszcze nigdy nie widziałam go na żywo! On jest cudowny – Oliwia – syknął na mnie Hazza po czym zaśmiał się z mojej reakcji – Dobra, już dobra. Nie powiem im… Bruno Mars! Czaisz?! – Szkoda, że na nasz koncert się tak nie cieszysz… – zarzucił mi w żartach – Znam całe ‚Up All Night’ na pamięć, a poza tym wasze głosy doprowadzają mnie do szaleństwa. Paplacie dwadzieścia cztery godziny na dobę z przerwą na jedzenie. No ile można tego słuchać? – pokręciłam głową udając zniesmaczoną – Słuchać czego? – zapytał Louis, który właśnie wchodził do salonu. Jakoś szybko wrócił z tej lekcji… Nie zdążyłam go nawet o to zapytać, Harry spiorunował mnie wzrokiem – Słuchać naszych pięknych głosów – odpowiedział loczek – Chyba raczej tego wiecznego marudzenia! Lou, znowu ukradłeś moje skarpetki!; Zayn, gdzie moja pomadka ochronna?!; Niall, zeżarłeś moje śniadanie; Liam, dlaczego mi nie powiedziałeś… – Dobra, już dobra. Chyba zrozumiał o co ci chodziło… – Przerwał mi Harry, po czym dodał z udawanym wyrzutem – Ale patrz na niego. – Lou pomachał mu stopą w czarnej skarpecie – Przecież on nie nosi skarpetek, więc ich nie ma! Widzisz, ma piętę prawie na wysokości kostki, bo to moje skarpety! Rozmiar 46, a nie 42, czyli na pewno są moje! A wiesz co jest najgorsze? Potem brudne odkłada je na miejsce, żebym się nie zorientował, ale nie pomyśli, że i tak się kapnę, że je nosił… bo śmierdzą! – zaczęliśmy się śmiać, a Harry razem z nami – Właśnie dlatego nie chcę już was dłużej słuchać. – podsumowałam – Niewidzialny, dlaczego nie jesteś na lekcji? – zapytałam swojego chłopaka – Śpiewam tak dobrze, że ich nie potrzebuję – odpowiedział natychmiast, a ja parsknęłam śmiechem – Co cie tak bawi? Myślisz, że nie mam racji? – zapytał z udawanym wyrzutem – Masz, oczywiście, że masz. Wszyscy śpiewacie nieziemsko, w ogóle nie wiem dlaczego wynajęliście tego nauczyciela – zażartowałam – Żeby mieć jakiś pretekst – wtrącił Zayn, który też już wrócił, za nim szli Niall i Liam. – O czym gadacie? – zapytała Viki wycierając mokre włosy w ręcznik – Okej, mamy wszystkich. Możemy zaczynać! – zawołał Liam nieco głośniej niż wypadało. Zamiast skupić się na najważniejszym i dopytywać co takiego będziemy zaczynać, mój niesforny mózg zatrzymał się na rzeczy drugorzędnej. Już chciałam zjechać Liama, że nie jesteśmy głusi i nie musi krzyczeć, gdy zrozumiałam, że ta uwaga nie była skierowana do nas…
____________________
Weeeeeekend! łuhu ! :D

co do Trzech Metrów Nad Niebem to jednak
to co oglądałam to była wersja hiszpańska,
a nie włoska. Ponoć jest lepsza, ale mam już
też wersję hiszpańską, więc jak obejrzę to dam
znać i porównam. Chyba, że widziałyście obie
i macie już jakieś zdanie na ten temat??

Co do filmu był cuuudowny! aww :D
Mega przystojny bad boy na motorze, który tak
naprawdę jest uroczym facetem, który pod warstwą bandziora – twardziela
którego zgrywa jest tak naprawdę uczuciowym chłopakiem z problemami i
ciężką przeszłością… ach, a jak zaczął płakać to już był ogólnie mój osobisty
koniec świata, aż chciało się go przytulić i pocieszyć. Taka skruszona i nieszczęśliwa
dusza w takim wielkim, stalowym ciele… :) przez całą końcówkę filmu martwiłam
się o niego, aby nie zabił się na motorze, siedziałam jak na szpilkach!

Całości tego wspaniałego filmu dopełnia fakt, że świetnie się go oglądało, bo główny
bohater to MEGA ciacho! Musicie to widzieć!

buziaki:*

Rozdział 143.

- To prawda Oli! – zawołał inny głos i znowu stanęłam jak sparaliżowana na wpół stojąc w windzie. Dlaczego muszę przyjaźnić się z wokalistami, których głosy na każdego działają hipnotyzująco? Nie zdążyłam zastanowić się nad odpowiedzią, bo pobiegł do mnie właściciel tego głosu, Niall – To prawda, mamy dla ciebie niespodziankę, dlatego proszę cię, zostań… – powiedział niemal błagalnie – Wiesz, jak wygląda sytuacja, nie mogę… – starałam się do niego przemawiać jak najbardziej naturalnie, nie przejawiając emocji, ale gdy świdrował mnie swoimi niebieskimi oczami w których dostrzegłam smutek i rozczarowanie nie mogłam powstrzymać drżenia głosu, że o złożeniu rzeczowej i przekonywującej wypowiedzi nie wspomnę. Ostatnie czego chcę to opuścić chłopaka, który uważa się za samotnego – Jeden wieczór, Oliwia, proszę – powiedział cicho. Ma mnie. Nie mogę odmówić bogu ducha winnemu blondasowi. Z Louisem to inna działka, mogłam się na nim wyżywać i znęcać psychicznie, bo miałam powód. Z Niallem to działa odwrotnie, to raczej on znęca się nad moją psychiką swoim głosem i smutnymi oczami, które wydają się lustrować mnie aż do głębi duszy. Wściekła na siebie i na swoją niekonsekwencję oznajmiłam wreszcie – Zostanę, ale pod jednym warunkiem. Nie chce cie widzieć do końca dnia – zwróciłam się do Louisa – Invisible – odpowiedział chłopak, a Niall zaczął chichotać – Nie śmiej się, wisisz mi jeszcze jeden Horan Hug – odpowiedziałam uśmiechając się do niego. Starałam się nie patrzeć na Louisa, ale kątem oka zauważyłam, że i on uśmiecha się szeroko. – To dlaczego chciałaś uciec? – zapytał Niall pogodnie, chwycił mnie za ramię i ciągnął do mieszkania jakby bał się, że jednak się rozmyślę i ucieknę. – To długa historia. Ciekawi mnie bardziej czemu nie śpisz przed siódmą rano? – zaśmiałam się dla rozładowania atmosfery i chyba pomogło. Blondas opowiadał coś o swojej nocy i snach, a ja z uwagą słuchałam tego co mówi. Weszliśmy do apartamentu – Mogę odnieść twoją walizkę do naszego pokoju? I zaraz znikam – zaproponował Louis – Nie – odpowiedziałam odruchowo, bo po mojej głowie toczyły się już inne myśli – To znaczy tak. – odparłam, chłopak chwycił ucho mojej torby – Ale nie teraz, czekaj. – zdezorientowany odsunął się ode mnie o krok – Hazza, Hazz!? Jesteś gdzieś tam? – zawołałam półgłosem i tak jak się spodziewałam Harry wyszedł z kuchni z kubkiem kawy, uśmiechając się na mój widok – O, cześć. Zapomniałaś czegoś? – zapytał, a Niall i Lou spiorunowali go wzrokiem – Tak, kopnąć cię w tyłek. A tak serio to zostaję i właśnie w tej sprawie was tutaj zebrałam. Moglibyście nie wspominać chłopakom ani Viki, o mojej dzisiejszej… przygodzie? – zapytałam – Nie chce żeby ktokolwiek litował się nade mną i pocieszał mnie, bo niema powodu – dodałam – Okej, nie ma sprawy – odpowiedzieli chłopcy – Co ci się stało w dłonie? – zapytał Lou dopiero co zauważając moje opatrzone dłonie. – Invisible – przypomniałam mu. Pokręciłam głową z dezaprobatą – Idę wziąć prysznic – powiedziałam ciągnąc za sobą walizkę do ‚publicznej’ łazienki chłopaków, tej, która przylegała do salonu. To właśnie w niej mieściła się sauna, jakuzy, a w pomieszczeniu obok była toaleta i prysznic. Odkręciłam kurki z gorącą wodą i stanęłam w strumieniu odprężającej wody. Wydawało się że wszystkie złe emocje, złe sny, ból; zarówno ten fizyczny jak i psychiczny spływają z mojego ciała wraz z wodą do kratki ściekowej. Pozwoliłam sobie na niezwykłe marnotrawstwo wody i stałam pod prysznicem bezczynnie około pół godziny czekając, aż strumień wody zmyje ze mnie ostatni cień zmartwienia. Z zupełnie innym nastawieniem wychodzę z kabiny i ubieram się w świeże ciuchy. Myślę, że mój dobry nastrój spowodowany był tym, że mogłam zostać z chłopakami i Viki, a jednocześnie pokazać Louisowi, że nie może tak ze mną pogrywać. Połączyłam te dwie rzeczy, pomimo, że wydawało mi się to nierealne. Dlatego odczuwam teraz stuprocentową satysfakcję, a nasze polskie przysłowie „i wilk syty i owca cała” nabiera dla mnie nowego znaczenia. Oczywiście nie mogę ogłaszać mojego szczęścia wszem i wobec, a już szczególnie nie Louisowi. Zresztą nie mam najmniejszej ochoty ogłaszać mu czegokolwiek, czyli problem z głowy. Wychodzę z łazienki do posprzątanego już salonu. Walizkę zostawiam na środku pokoju i nie mogę uwierzyć własnym oczom. Na jak długo zamknęłam się w łazience? Chłopakom takie sprzątanie zajęło by przynajmniej kilka godzin… Kanapy są na swoim miejscu, po środku nich stoi idealnie gładki szklany stoliczek, bez nawet jednej smugi. Zniknęły z niego szklanki, butelki, chrupki i jeszcze trzy miliony innych rzeczy które wczoraj na niego wrzuciliśmy. Wszystko błyszczy i pachnie czystością. Podchodzę do dywanu i szukam na nim krwawej plamy. Bez powodzenia, dywan aż razi w oczy swoją bielą – Room service – aż podskoczyłam na dźwięk głosu Harrego – Powinniśmy im dać napiwek – skomentowałam – Rzeczywiście są dobrzy. Przynieśli też śniadanie, mam i dla ciebie – powiedział stawiając talerz z kanapkami i kolejny kubek białej kawy na stoliku, po czym usiadł obok mnie. – Dzięki. Gdzie Niall i Niewidzialny? – zapytałam – W kuchni, też coś jedzą – odpowiedział – Mhym – odpowiedziałam tylko. Hazza włączył telewizor popijając moją kawę. Spojrzałam na niego z byka, a on uniósł zadziornie brwi uśmiechając się i podając mi mój kubek. Upiłam spory łyk i oddałam mu go, aby też mógł się napić. Ja w tym czasie wzięłam się za jedzenie. Po jakimś czasie dołączyła do nas wściekła, zaspana Viki – A tobie co? – zapytałam – Liam obudził mnie o ósmej rano, żebym poszła z nim na siłownie! Wyobrażasz sobie? – powiedziała, a ja zaczęłam chichotać pod nosem. – Idzie na siłownie? Super, też się przejdę, skoro i tak nie śpimy. Wezmę ze sobą Lou – stwierdził Harry – Świetny pomysł – odpowiedziałam ironicznie. Chłopak wstał i poszedł do kuchni. Po chwili wyszedł z niej Lou i skradając się cichutko wziął moją walizkę i zaniósł ją do pokoju – Co to było? – zapytała Viki, a ja nie tylko przewróciłam oczami – Opowiem ci wszystko jak zrobi się spokojniej, okej? – zaproponowałam – Jasne – Nie musiałyśmy długo czekać, aby zrobiło się spokojne. Liam, Hazza i Lou w swoich super ciuszkach do ćwiczeń wybrali się na siłownię. Zayn chrapał tak głośno, że słyszałyśmy go w salonie. Niall przyszedł do nas, aby pooglądać telewizję. Poprosiłyśmy go, aby rozłożył nam jedną z kanap. Położyłyśmy się na brzuchu w poprzek niej, aby mieć więcej miejsca. Nogi zwisały nam za łóżko, a głowami prawie mogłyśmy dotknąć podłogi. – Oliwia, ile razy byłaś w tym semestrze na uczelni? – zapytała nagle Viki – Czy mogę wliczyć w to rozpoczęcie? – Mhym – przytaknęła – Więc z rozpoczęciem roku akademickiego to będzie… raz. A ty? – Dwa razy. – odpowiedziała – Może korzystając z tego, że niema chłopaków nadrobimy zaległości? – zaproponowała przyjaciółka. Viki była zawsze wzorową uczennicą, z początku nawet nie chciała wychodzić z nami na imprezy, ale potem dała się jakoś okiełznać. Tym razem nawet ja muszę przyznać, że to dobry pomysł. Mamy chwilę wolnego czasu, a nie chcę rozmawiać z Viki o tym co się stało przy Niallu. – Masz rację, musimy nadrobić zaległości, pani O’Connor nas zje w przyszłym tygodniu – powiedziałam z udawanym przerażeniem – Gdyby wiedziała, że zamiast się uczyć imprezujemy z boysbandem w Nowym Yorku to mamy powtórkę roku jak w banku. Idę po laptopa Liama. – powiedziała przyjaciółka wstając – Podasz mi moją torebkę? Powinna leżeć gdzieś na podłodze – poprosiłam – Łap! – zwołała rzucając ją w moją stronę. Wyciągnęłam z niej iPada i czekając aż się włączy oglądałam telewizję – Co jest!? – zawołał Niall kładąc się obok mnie. Położył miskę z popcornem na podłodze i zaczął go jeść garściami – Smacznego – odpowiedziałam śmiejąc się z jego wypchanych policzek. Po chwili dołączyła do nas Viki i położyła się z drugiej strony obok Nialla – Patrzcie, co Liam ma na tapecie… Siebie! – powiedziała odwracając monitor w naszą stronę i śmiejąc się głośno. – Co będziecie robić? Facebook party? – zapytał blondas – Raczej students party – odpowiedziała Viki. – Musimy nadrobić zaległości z studiów – wyjaśniłam – Ach, zapomniałem, że jeszcze się uczycie. Pokażcie co tam macie – Włączyliśmy stronę naszej uczelni i kliknęliśmy w zakładkę ‚lekcje on-line’. Na szczęście nie było tego za dużo. Wzięłyśmy się za czytanie różnych tekstów, a następnie za odrabianie zadań, zarówno tych z lekcji jak i tych domowych. Niall z początku nam pomagał, czytał coś i starał się odpowiadać poprawnie na pytania. Po jakimś czasie zauważyliśmy, że blondas coś za długo jest cicho. Spojrzałyśmy na niego odrywając wzrok od ekranów i zobaczyłyśmy, że chłopak śpi, twarzą zwróconą do Viki z garścią popcornu w ręce. – Niall, Nialler? Śpisz? – zapytałam cichutko. Chłopak nawet się nie poruszył – Świetnie, więc teraz zrobimy sobie małą przerwę od nauki. Opowiadaj – powiedziała Viki. Położyłyśmy się wygonie biorąc przykład z blondasa, a ja zaczęłam opowiadać jej wszystko ze szczegółami. Zaczynając od tego jak Hazza opatrzył mi rękę, przez spanie z nim, mój koszmar, a na porannej ucieczce kończąc. Viki to naprawdę dobra słuchaczka. Pozwoliła mi wyrzucić to wszystko z siebie bez zbędnych wyrzutów, komentarzy i osądów. Od czasu do czasu wtrącała tylko jakieś pytanie, lub pomagała mi rozwinąć myśl. Potem zaczęłyśmy rozmawiać o tym jak ona zachowałaby się w takiej sytuacji i co powinnam zrobić. Nasza wymiana zdań robiła się coraz cichsza i rzadsza, aż w końcu podzieliłyśmy los śpiącego słodko blondasa.
____________________________________
good evening! jak tam mija tydzień?
mówią, że środa to już prawie jak początek
weekendu :) chyba tylko ta myśl trzyma mnie
przy życiu :P

oglądałam wczoraj „Wciąż ją kocham”. Nie wiem czy pamiętacie, Hazza dał tą książkę Oliwi na urodziny, więc stwierdziłam, że muszę sprawdzić (przynajmniej przez film) czy jego wybór był trafny. Zaryzykowałam i włączyłam ten film o 23.00 więc skończyłam go oglądać przed pierwszą, chociaż rano musiałam wstawać do pracy. Pamiętam też, że Oliwia, gdy dostała ten prezent skomentowała go w myślach jako ‚gejowski’, a Wy wszystkie zjechałyście mnie, że to romantyczne, a nie gejowskie, a „Wciąż ją kocham” to piękna historia. Więc teraz mam do Was pytanie… DLACZEGO KŁAMAŁYŚCIE!!!?? Oprócz umięśnionego ciała, munduru i fryzury głównego aktora nie było tam nic, ale to nic cudownego! Kochała go, ale wyszła za innego, bo było jej go szkoda?! Co to ma być?? Matka polka?! Byłam wściekła, nienawidzę jak film kończy się niejasno i nie jest powiedziane co dzieje się dalej, czy są razem czy nie. Zmarnowałam dwie godziny, nie wyspałam się i wstałam rano z spuchniętymi oczami, bo scena w szpitalu z umierającym ojcem była rozczulająca.
hahaha, Viel Dank, już nigdy Was nie posłucham! Nie no joke, każdy ma swoje zdanie i swój gust, ale jak dla mnie trzy razy na nie, dziękuję. Do widzenia :P Może mam takie zadnie dlatego, że tak zachwaliłyście mi ten film i spodziewałam się cudów tak jak np. w moim przeukochanym filmie „Pamiętnik”… Och gdy widziałam go po raz pierwszy to nie mogłam opanować płaczu. Siedziałam po turecku na łóżku, patrzyłam na napisy i łakałam na głos jak dziecko nie mogąc się uspokoić! To było cudowne! Tak samo jak mój numer drugi na liście ulubionych wyciskaczy łez czyli „Pearl Harbor”, albo trzeci „Ostatnia piosenka” gdzie filmowy braciszek Ronnie zagrał tak prawdziwie, że płakałam razem z nim…

Jak już się tak rozpisałam (czy ktoś to w ogóle czyta i czy kogoś to W OGÓLE INTERESUJE?) to napiszę o jeszcze jednym filmie, który widziałam ostatnio (moja love od pon do pt jest za granicą więc mam czas na wieczorne nadrabianie filmów) Do rzeczy, chodzi mi o film LOL. Typowy film dla młodych ludzi, trochę śmiechu, trochę tragedii, gra w nim Miley Cyrus (którą uwielbiam, widziałam wszystkie sezony i odcinki Hannah Monatana xD) ale i tak NAJWIĘKSZE wrażenie zrobił na mnie Kyle, filmowy chłopak Loli, którego grał Douglas Booth… Ta kwadratowa szczęka, pełne usta, idealne włosy, błyskotliwe oczy i do tego śpiewa! (być może to szósty, zaginiony członek 1D? :P) OMG, chłopie, where have you been all my life? :O On jest przecudowny i do tego pochodzi z Anglii, tak jak nasi chłopcy… aww…

Dobra, mykam obejrzeć „Trzy metry nad niebem” (włoską wersję). Zobaczymy jak wypadnie ten film :) buziaki:*
a na dobranoc, dla odmiany zamiast zdjęcia chłopaków dam zdjęcie Douglasa. A co! :***

Zapomniałam dodać, że od wczoraj jestem szczęśliwą posiadaczką nowego albumu Bruno Marsa – Unorthodox Jukebox. Znajduje się na niej 10 utworów, ale każda nutka dopracowana do perfekcji! Wszystko jest wręcz IDEALNIE! no może poza jednym, malutkim szczególikiem… Ta płyta była droższa od płyty 1D o prawie dwie dyszki! (śmieję się, że to nie sprawiedliwe, bo chłopaki muszą dzielić się na pięciu, a Bruno sam wszystko zgarnia;D) Trzeba jednak zauważyć, że chłopaki z 1D wydają po dwie płyty w roku, za to Mars jedną na dwa lata więc wybaczam i z szacunku dla Niego i jego twórczości postanowiłam jakoś przeżyć te sześć dyszek i nie żałuję, bo było warto! Hooligans for life! :))

Sweet Dreams! :*

Rozdział 142.

Wstaliśmy z łóżka, Harry trochę żwawiej, a ja powlekłam się za nim z opatulona kocem. – Duża biała? – zapytał – Wiesz czego mi potrzeba – zaśmiałam się. Dwa naciśnięcia na guziki ekspresu i orzeźwiający napój gotowy. Zadzwoniłam do obsługi hotelowej i poprosiłam o dodatkowy klucz do pokoju Louisa. Zanim zabraliśmy się za nasze kawy, Harry tak jak wczoraj obiecał zmienił moje zakrwawione gazy na wyglądające mniej brutalnie plasterki. Nie mogłam wyjść z podziwu jak tak duże i mocne dłonie mogą tak delikatnie i perfekcyjnie obchodzić się z moimi rankami – Dzięki. Która godzina? – zapytałam, gdy już skończył i usiadł obok mnie – Szósta dwanaście – odpowiedział – Już nie pamiętam kiedy ostatnio dobrowolnie wstałam o tej godzinie… o moja torebka! – zobaczyłam ją na podłodze. Od razu ją podniosłam i po chwili grzebania w niej znalazłam swój tablet. Włączyłam go ciągnąc kolejny łyk kawy – Uzależnienie od fejsa? – zaśmiał się ze mnie Harry – Chciałabym. – odpowiedziałam cierpko i weszłam na stronę internetową lotniska w L.A. Harry przechylił głowę spoglądając na wyświetlacz – Lotnisko? Hm, nie masz jeszcze zamówionego samolotu do domu? – zdziwił się – Mam, na jutrzejszą noc – wyjaśniłam – I w czym problem? Chcesz zostać z nami dłużej tak? – zapytał – Tak właściwie to chciałabym wracać jak najszybciej. Najlepiej w ciągu kilkudziesięciu najbliższych minut. Muszę sprawdzić, czy mają jakieś loty last minute. O jest za trzy godziny! W prawdzie do Manchesteru, ale stamtąd odbierze mnie mama Viki – Co takiego?! Ale dlaczego, Oliwia? – zapytał niezadowolony – Lou. – odpowiedziałam tylko, a chłopak patrzył na mnie pytająco – Przecież Lou też wolałby, abyś została jak najdłużej – oznajmił – Akurat – opowiedziałam z sarkazmem – Sam widzisz, że mu tylko przeszkadzam. On ma tutaj swoje życie w którym nie bardzo ma dla mnie miejsce – wzruszyłam ramionami – To znaczy… że z nim kończysz? – zdziwił się, a ja uśmiechnęłam się smutno – Nie, ja z nim nie. Zobaczymy co wydarzy się w ciągu nadchodzących dni, musi sam zadecydować czego chce; wolnego, imprezowego życia, czy mnie… Dobra, koniec użalania się nad sobą. – starałam się mówić beztrosko – Dalej nie uważam, żeby to był najlepszy pomysł – chłopak pokręcił głową wpatrując się w blat stołu – Wiem, Harry, też mi przykro, że muszę was opuścić, w szczególności ciebie, bo bardzo dużo dla mnie zrobiłeś, ale nie mam wyjścia – zeskoczyłam z barowego stołka, wypiłam ostatni łyk kawy. – Nie gniewaj się i nie smuć, wkrótce się zobaczymy – dodałam udając entuzjazm i przytulając przyjaciela – Dzięki za wszystko – pocałowałam go w policzek. Ktoś zapukał do drzwi – O, obsługa hotelowa. Pójdę otworzyć – pobiegłam do drzwi z ulgą, bo niewiele brakowało, a rozmyśliłabym się z wyjazdu. Smutek mojego przyjaciela udzielał się też mnie, czułam się dokładnie tak jak on, nie chciałam wyjeżdżać, a przytulanie i pocieszanie go tylko pogarszało sprawę.

Odebrałam klucz od miłej pani dziękując jej za fatygę. Nie oglądając się na boki, ani na rozłożone kanapy w salonie podeszłam do drzwi pokoju Lou i otworzyłam je. Chłopak jeszcze spał. Pozbierałam swoje ubrania i wrzuciłam je do walizki. Przebrałam się w jeansy i ciepłą bluzę. Cichutko weszłam do łazienki, pozbierałam z niej swoje kosmetyki i zażyłam ostatnią dawkę antybiotyków przepijając je wodą z kranu. – Halo? – usłyszałam zaspany głos Louisa. A niech to! Normalnie nie można go dobudzić, a dziś jak na złość budzi go szum wody z kranu. Postanowiłam się nie odzywać i udawać, że coś się mu przyśniło – Oliwia? Harry? Zayn? Kto tam jest? – wołał twardo. Wzięłam głęboki oddech, że też wszystko musi się komplikować! – To ja, Oliwia. Zaraz wychodzę, śpij – odpowiedziałam. Stałam w bezruchu jeszcze kilka sekund. Co robić, co robić? Powiedzieć mu, że wracam? Nie odzywać się? Zrobić awanturę? A może rzucę w niego czymś twardym i ciężkim z łazienki… o, na przykład ceramiczną mydelniczką! Przy odrobinie szczęścia dostanie w głowę, straci przytomność, a ja wtedy będę mogła spokojnie… nie, to idiotyczne. O czym ja w ogóle myślę, och, nienawidzę swojego mózgu! Nie ma na co czekać, idę na żywioł. Wychodzę z łazienki, a Lou się nie rusza. Super, pewnie usnął! Skradam się do walizki i wkładam do niej kosmetyczkę – Dzień dobry, co robisz skarbie? – zapytał miło – Pakuję się – odpowiedziałam, jakby to była najoczywistsza wiadomość świata – Głuptasku, przecież wylatujesz jutro wieczorem, jeszcze zdążysz się spakować – odpowiedział, a mnie chciał trafić szlag. Po tym co wczoraj się stało zachowuje się jakby nigdy nic. Czy ten chłopak ma coś z głową? „Kochanie”? „Głuptasku”? Olałam go i gotującą się we mnie krew i zapięłam zamek walizki licząc w myślach do dziesięciu, aby się uspokoić. W tym czasie chłopak przyglądał mi się badawczo – Powodzenia na trasie koncertowej. Pa – powiedziałam i nie czekając na odpowiedź wyszłam z szybko z pokoju ciągnąc za sobą walizkę. Lou coś za mną wołał, ale nie odwracałam się, przeciwnie, przyspieszyłam kroku. Wyskoczył na korytarz, a ja zaczęłam biec do wyjścia – Stój! Oli! Oliwia nie uciekaj! – zawołał za mną, a moje serce zamarło. „Nie uciekaj” już ktoś tak za mną krzyczał… To scena jak z mojego koszmaru. Uciekam z hotelu, tyle, że zamiast Harrego woła za mną Lou. To jednak nie stanowi dla mnie żadnej różnicy. Staję jak wryta bojąc się, że gdy wybiegnę na ulicę wypełni się dalszy ciąg przerażającego scenariusza. Nawet nie zauważam kiedy podbiega do mnie Louis – Oliwia słyszysz mnie? Wszystko w porządku? Jesteś jakaś blada – Tak, ze mną wszystko w porządku. Martw się o siebie – odpowiedziałam, przypominając sobie powód mojej ucieczki – Po co mnie wołałeś? – zapytałam ostro, co wyprowadziło go trochę z równowagi – No… chciałem porozmawiać – odpowiedział niepewnie – Tak, tak wiem. Och, zależy mi na tobie Oliwia, przepraszam, wybacz mi. To już się więcej nie powtórzy, nie wiem dlaczego się tak zachowałem, jesteś dla mnie wszystkim.. bla, bla, bla. – mówiłam naśladując jego głos – Chciałeś coś jeszcze dodać? – zapytałam ostro skołowanego chłopaka – Tak myślałam – opowiedziałam po kilku sekundach ciszy, odwróciłam się na pięcie i ruszyłam twardo przed siebie. Przez chwilę nic się nie działo, Lou stał jak zamurowany, zaskoczony zapewne moim zachowaniem. Po chwili usłyszałam za plecami kroki – Oli – odezwał się tylko, a ja nawet na niego nie spojrzałam – Oliwia możemy pogadać? Zatrzymaj się proszę – złapał mnie za ramię zatrzymując. Wyszarpałam rękę z jego uściski – Masz dwie minuty – odpowiedziałam. Chłopak był zdenerwowany, przez chwilę w głowie układał swoje myśli po czym odezwał się wreszcie – Przepraszam cię. Nie mam żadnego usprawiedliwienia swojego wczorajszego zachowania. Nie chcę się tłumaczyć, zmyślać i zwalać winę na natłok pracy czy stres. Zachowałem się tak w pełni świadomie, za co bardzo się przepraszam i chciałem, żebyś wiedziała, że bardzo żałuję. – Mętlik w głowie, panika i niezdecydowanie. Niech to szlag, nie mogę już dłużej patrzeć w jego smutne niebieskie oczy udając twardą sztukę. Tym bardziej, że to nie są te oczy które wlepiały się we mnie ze wściekłością wczoraj. Niebyły nieobecne i nie ufne. To były bystre oczy mojego Louisa. Nie wiem jak długo uda mi się zachować jeszcze poker face, bo w środku jestem już ciepłą kluską – Super, dobrze wiedzieć, że żałujesz. A teraz mogę już odejść? Mam samolot za dwie i pół godziny – powiedziałam. Ku mojemu zadowoleniu mój głos brzmiał dokładnie tak jak chciałam. Twardo i obojętnie – A nie mogłabyś zostać? Daj mi jeszcze jedną szansę. Albo nie. Zrób to dla chłopaków – poprosił – Nie graj ze mną na litość i nie mieszaj w to chłopaków – odpowiedziałam rozzłoszczona, muszę przyznać trafił w mój słaby punkt – Nie gram z tobą na litość, to nie tak… tylko… nie mogę powiedzieć – przyznał zakłopotany – Świetnie, więc nie mów. Słuchaj, zastanów się nad sobą, dajmy sobie kilka tygodni przerwy, a potem zdecydujemy co dalej. A tymczasem dwie minuty już dawno minęły, dzięki za rozmowę, trzymaj się Lou – uśmiechnęłam się złośliwie i ruszyłam do przodu. Doszłam do windy, wcisnęłam guzik i chociaż nie patrzyłam w bok wiedziałam, że Lou stoi w miejscu i mi się przygląda. Dring, charakterystyczny dźwięk po którym otwierają się drzwi windy – Oliwia! Sprawisz przykrość chłopakom! Czekaj! – zawołał w ostatniej chwili. Podniosłam głowę w górę i odetchnęłam głośno. Dlaczego jestem taka miękka? Dlaczego po prostu nie mogę wejść do tej cholernej windy nie oglądając się za siebie? Ach, tak. Za bardzo kocham chłopaków. Każda, nawet najgłupsza sugestia, że mogę ich zranić działa na mnie paraliżująco. – Chodzi mi o to, że… oni, w sensie my mamy dla was niespodziankę. Dla ciebie i dla Viki. Chłopaki… to znaczy my już od dawna to planowaliśmy… Zostań, na ten jeden wieczór – mówił błagalnie – Nie bądź żałosny i nie wykorzystuj ich do swoich gierek – wyśmiałam go – Wiem, że na to nie zasłużyłem, ale zaufaj mi. Mówię prawdę. Bardzo chcę, żebyś została z nami. – pokręciłam tylko głową, drzwi windy zaczęły się zamykać więc włożyłam między nie dłoń, aby znów się otworzyły. Tylko krok dzielił mnie od pozostawienia za sobą wszystkich złych emocji i wspomnień. Krok przed którym nic mnie nie zatrzyma.
_______________________________
z okazji niedzieli i tego, że mnie
tak zjechałyście pod ostatnim
rozdziałem wstawiam dla Was
nowy :) czy ktoś wie czemu ten
weekend tak szybko minął?
ech, miłego czytania i udanej
resztki niedzieli. Love You:*