Archiwum dla Styczeń, 2013

Rozdział 159.

- Och, Olii. Nie mów tak. To jemu powinno być wstyd nie tobie – wyszeptał Hazza po chwili ciszy – Tak mi przykro mała, ale nie martw się to już się więcej nie powtórzy. Już nikt cie nie skrzywdzi – jego głos naprawdę działał na mnie kojąco i być może to strasznie naiwne, ale wierzyłam w to co mówi – To dlatego tak panicznie reaguję na te dziwne zabawy Louisa. Mam coś nie tak z głową, ale niestety nic na to nie poradzę – dodałam starając się rozładować nieco sytuację, ale moja uwaga sprawiła tylko, że Hazza bardziej się spiął i zacisnął dłonie w pięści – To on ma coś z głową, skoro opowiadałaś mu o tych wszystkich strasznych rzeczach, a on tak się zachowuje. Pieprzony egoista, mam ochotę iść teraz do niego i wybić mu tego kretyńskie zabawy z tego durnego, pustego łba… – Harry, wystarczy. Nie nakręcaj się. Wiem, że mówisz tak dla mojego dobra, ale proszę nie kłóćcie się przeze mnie. To ostatnie czego mi teraz potrzeba – spojrzałam mu w oczy błagalnym wzrokiem – Dobrze, to jeśli możesz to opowiedz mi co było dalej, abym zajął myśli czymś innym. Co działo się potem? – zapytał. Usiadłam prosto i wbiłam wzrok w panoramę miasta. Czułam, że Harry uważnie śledzi moją twarz i targającą nią emocje – Wróciłam do domu i opowiedziałam wszystko mamie. Ta od razu chciała zadzwonić na policję, ale ja nie chciałam, bo bałam się, że aresztują Adama… Na szczęście nie posłuchała moich próśb, gróźb i krzyków tylko razem z tatą zawieźli mnie na komisariat, a następnie na okropne badania do szpitala, które oczywiście wykazały, że mówię prawdę. Tata wynajął najlepszego adwokata i facet poszedł siedzieć. A ja nie mogłam się pozbierać. Siedziałam całymi dniami zamknięta w pokoju, nie odzywałam się do nikogo… aż pewnego dnia mama powiedziała „dość”. Zawiozła mnie do psychologa. Przez pierwsze kilka sesji siedziałam przez całą godzinę nie odzywając się ani słowem do mojej terapeutki. Byłam wściekła na mamę, że traktuje mnie jakbym miała chorobę psychiczną. Wreszcie zaczęłam się odzywać. Najpierw odpowiadałam tylko na pytania terapeutki, krótkie ‚tak’, ‚nie’, ‚nie wiem’. Aż wreszcie otworzyłam się i spotkania z nią zaczęły przynosić mi ulgę. Opowiadałam jej o mojej fascynacji Londynem i to ona wpadła na pomysł, abym zmieniła otoczenie na neutralne i wyjechała tam na studia. Mama nie chciała się zgodzić, abym była sama tak daleko od domu. Zresztą zawaliłam pierwsze półrocze, więc były marne szanse na to, że przyjmą mnie gdziekolwiek. Wzięłam się za siebie, zaczęłam uczyć, chodziłam do psychologa i na kurs języka angielskiego. Zarywałam noce ucząc się waszego śmiesznego, brytyjskiego akcentu – uśmiechnęłam się patrząc na Hazzę, który odwzajemnił uśmiech – Skończyłam liceum z wyróżnieniem, dostałam się na studia i oto jestem – dodałam kończąc swoją historię. Hazza westchnął głośno – Zanudziłam trochę tą końcówką? – domyśliłam się – Nie, to nie to. Po prostu nie mogę przeżyć tego, że się wtedy nie znaliśmy. Mam wyrzuty sumienia, że nie mogłem ci pomóc. – Oszalałeś?! Harry, pokaż czoło, chyba źle się czujesz. Bredzisz – przyłożyłam rękę do jego czoła i oderwałam ją natychmiast dmuchając na nią, tak jakby czoło Hazzy parzyło. – Ale z ciebie głuptas – zaśmiał się loczek – Skoro ja jestem głuptasem to ty masz chyba poważne zaburzenia psychiczne – przekomarzałam się z nim – Mówię poważnie, czuję się taki bezradny. Może mógłbym jednak coś dla ciebie zrobić? Chociażby rozwalić łeb Louisowi? – popatrzył na mnie niemal błagalnie – To odpada, ale jest coś co możesz dla mnie zrobić. Mógłbyś mnie przytulić? – zapytałam, Hazza uśmiechnął się. Przytulił mnie czule, jak zwykle opierając policzek o moje ramie i dociskając usta do mojej szyi – Proszę jeszcze o to, abyś nie kłócił się z Louisem i nie wspominał nikomu o tym co ci dzisiaj opowiadałam. – dodałam – Strasznie dużo masz tych wymagań – delikatny powiew ciepłego powietrza otulił moją szyję – Sam się zaoferowałeś, więc nie narzekaj – poczochrałam go po włosach. Chłopak z westchnieniem oderwał się od mojego ramienia, aby spojrzeć mi w oczy – To może w zamian mogę mieć jedną prośbę do ciebie? – Słucham – odpowiedziałam zaciekawiona – To nasze ostatnie wspólne kilka godzin, nie wiadomo kiedy się znowu spotkamy… Wiem, że jesteś zmęczona, ale może nie pójdziemy dzisiaj spać? Posiedzimy, pogadamy, pomilczymy… razem – zanim zdążyłam odpowiedzieć zakłopotany chłopak dodał – Oczywiście możesz się nie zgodzić. Zrozumiem – Właściwie to chciałam cię prosić o to samo, ale wyjechałeś z tymi twoimi pretensjami, że mam dużo wymagań, bla, bla, blaaa – pokręciłam głową przewracając oczami, po czym parsknęłam śmiechem – Jesteś okropna – zażartował – Wiem, a ty będziesz mnie musiał znosić przez najbliższych kilka godzin. – uniosłam zadziornie brwi – Mógłbym cię znosić przez całe moje życie – oznajmił półszeptem, a ja poczułam się tak, jakby ktoś przycisnął mnie ciężkim kamieniem do oparcia ławki, a ucisk w żołądku sprawił mi niewyjaśnioną przyjemność. Żadnych flirtów, Louis śpi za ścianą! przypomniałam sobie. Chociaż z drugiej strony to najlepszy moment, aby zapytać Hazzę o to co przypomniało mi się dzisiejszego ranka. Czy wyznał mi, że „ze wszystkich rzeczy na świecie pragnie tylko mnie”? Zbieram się w sobie i otwieram buzię, po czym natychmiast ją zamykam. Czy ja tak właściwie naprawdę chcę to wiedzieć? A jeśli tylko mi się to przyśniło? Jeśli to nie prawda? Na samą myśl poczułam ukłucie żalu, sama nie wiem dlaczego… Nie, chyba jednak wolę żyć w błogiej nieświadomości. Postanowiłam obrócić jego niezręczną, ale jakże słodką wypowiedź w żart – Nie wytrzymałbyś ze mną nawet tygodnia sam na sam. Uciekłbyś z krzykiem po kilku godzinach – zaśmiałam się – Jestem bardzo wytrzymały, w końcu przez ostatnie osiemnaście lat mieszkałem z Gemmą pod jednym dachem – parsknął śmiechem. Pomimo tego, że na dworze było dość zimno, to gruba kołdra i kaptury na głowach dobrze nas chroniły przed chłodem. Przegadaliśmy całą noc i nawet nie spodziewaliśmy się, że jest już tak późno. Dopiero telefon wibrujący w mojej kieszeni uświadomił nam która godzina – Kto dzwoni do ciebie w środku nocy? – ciekawski Harry prawie wsadził nos do mojego wyświetlacza, który od razu zadziornie przycisnęłam do kołdry, aby nie widział niczego – W Europie jest środek dnia Einsteinie – pokazałam mu język – Ale z ciebie mądrala. Dobra, nie chcesz to nie mów. Zjedz sobie ten telefon – Harry udał obrażonego – Już, panie obrażalski. Patrz, kto do nie dzwonił – podałam mu telefon – Nie interesuje mnie to – dalej zgrywał obrażonego – Spoko. Szkoda, że nie interesuje cię, że dzwonił mi… budzik… Za dwie godziny mamy być na lotnisku – powiedziałam markotnie, a Hazza wyrwał mi telefon z rąk. – To niemożliwe. Może masz źle ustawiony zegarek? – wyciągnął z kieszeni swój telefon – Niech to szlag, pokazują te same godziny – przyznał z żalem – Za chwilę wszyscy zaczną się budzić. Powinniśmy się zbierać, zanim ktoś nas tu nakryje. – powiedziałam, a Harry westchnął głośno. Wstaliśmy odkrywając się z ciepłej kołdry – Brr, ale zimno! Jak wytrzymaliśmy tutaj te kilka godzin? – potarłam ramiona rękami – Dobrze grzeję – odpowiedział cwaniacko Harry. Rozłożył szeroko ramiona – Do zobaczenia Oli – powiedział, przytuliłam się do niego i ogarnęła mnie panika – Jak to do zobaczenia? Dlaczego się ze mną żegnasz? Nie jedziesz z nami na lotnisko? – nie byłam gotowa na tak szybkie pożegnanie. – Jasne, że jadę, ale żegnam się z tobą na następne pół godziny – zaśmiał się miło – Wariat – powiedziałam klepiąc go po plecach. – Więc do zobaczenia za pół godziny – powiedziałam i ruszyłam w stronę drzwi do pokoju – Harry? – wyszeptałam stojąc już w progu – Tak? – wychylił głowę zza swoich drzwi – Dziękuję – powiedziałam uśmiechając się – Ja też – odpowiedział chłopak, a ja po cichutku weszłam do pokoju.
______________________________
Heello :D Trochę długo nie było
rozdziału, ale mój big love miał
urodziny i jakoś tak mi zeszło :)

WOOOOOOHOOOOOOOOO!!
Pozdrawiam KAŻDĄ osobę, która
pod wpływem bloga przesłuchała
chociażby połowę jakiejkolwiek
piosenki Bruno Marsa! :D Jestem z
siebie dumna! :D Pozdrawiam też
osoby które słuchały Bruno już
wcześniej, a tym którzy go nie lubią
nakazuję GO LUBIĆ i kropka! haha :D
A tak poważnie to dajcie mu szansę,
bo to niezwykle utalentowany chłopak,
który bardzo długo i ciężko walczył
o to, aby znaleźć się w tym miejscu w
którym jest teraz:)

HOOLIGANS & DIRECTIONERS!

miłej niedzieli :* :)

Rozdział 158.

Pogrążona w myślach poczułam, że ktoś dotknął delikatnie mojego ramienia. Takie są uroki wspólnego tarasu dla całego apartamentu. Dziękuję samej sobie w myślach, że nie rozkleiłam się i nie zaczęłam płakać. Podnoszę w głowę, aby sprawdzić, kto to taki. No jasne, a jakże by inaczej. To Harry. Stoi nade mną z przejętą miną – Wszystko dobrze? – zapytał kucając obok mnie – Tak wszystko jest okej. Przyszłam się przewietrzyć. Jest chłodno, przeziębisz się. Idź spać. – starałam się mówić naturalnie, ale głos łamał mi się i mówiłam prawie szeptem. Starałam się nawet nie patrzeć na Harrego, bo byłam pewna, że moja mina zdradzała jeszcze więcej niż głos – Jestem ciepło ubrany. Co to? – zapytał wskazując na kawałek mojej ranki. Akurat musiał podwinąć mi się rękaw, a spostrzegawczy Hazza nie przegapi niczego. Pociągnęłam w dół kawałek materiału, tak, że zakrył moje ręce razem z dłońmi. – Że też zawsze, gdy krwawię, albo jestem przygnębiona trafiam na ciebie – zauważyłam uśmiechając się smutno – Co się dzieje, Oli? Kto cię skrzywdził? Spójrz na mnie – podniosłam głowę, aby spełnić prośbę Harrego. Zmartwiony wyraz jego twarzy sprawił, że do moich oczu napłynęły łzy, a głos uwiązł mi głęboko w gardle, nie mogłam wykrztusić nawet słowa. Wyciągnęłam do niego ręce jak mała dziewczyna i objęłam go mocno wtulając twarz w jego szyję. Na szczęście udało mi się opanować płacz, ale oddychałam nierówno. Chłopak odsunął się ode mnie trochę odgarniając mi włosy z twarzy. Zrobiło mi się wstyd, znowu rozkleiłam się i zachowuję przy nim jak wariatka. Traktuję go jak chusteczkę higieniczną, którą wyciągam gdy chce mi się płakać. Przytulam się do niego i szukam w nim pocieszenia nie pytając go nawet o zdanie. A może on wcale niema na to ochoty…? – Przepraszam cię Harry, nie chciałam cię znowu wykorzystywać – powiedziałam wstając w pośpiechu i ruszyłam do przodu, gdy chłopak złapał mnie za dłoń i szarpnął mną delikatnie – Czekaj, za co ty mnie przepraszasz? Nie wykorzystujesz mnie, chcę ci pomóc. Jesteśmy przyjaciółmi, martwię się o ciebie. Co się dzieje, Oliwia? – zapytał zaniepokojony, a ja poczułam, że po mojej twarzy spływają pojedyncze łzy. – Olii – powiedział czule Harry i jeszcze raz mnie przytulił – Odsunąłeś się ode mnie, gdy się przytulaliśmy. Nie musisz tego robić, nie musisz mnie pocieszać… Ja nie chcę cię do niczego zmuszać. – wyszeptałam, bo nie dałam rady mówić głośniej – Odsunąłem się od ciebie bo chciałem z tobą porozmawiać. Bałem się, że stało się coś złego. Dalej się boję, a ty nic nie mówisz. Chciałem wiedzieć kto cie skrzywdził. Nie dałem rady bezczynnie patrzyć jak cierpisz i chciałem się dowiedzieć dlaczego. Przepraszam, jeśli zrozumiałaś to inaczej. – zalał mnie słowotokiem, sprawiając, że zrobiło mi się jeszcze bardziej głupio niż przedtem – Więc jak? Opowiesz mi co się stało? – nie dawał za wygraną. – Żebyś zrozumiał wszystko dokładnie musiałabym ci opowiedzieć bardzo długą historię, a wiem, że jesteś zmęczony. – odpowiedziałam wymijająco. – Świetnie więc chętnie posłucham. Czekaj chwilę – odpowiedział i zniknął za drzwiami swojego pokoju. Pojawił się na chwilę z kilkoma kocami i kołdrą – Co robisz? – zapytałam – Przygotowuję się na długą historię. – odpowiedział miło. Rozłożył dwa koce na ławce, która stała na tarasie. Moja pozycja była z góry przegrana, musiałam opowiedzieć upartemu Hazzie o kilku nieprzyjemnych rzeczach… Usiadł, a ja obok niego i wtedy okrył nas obydwu ogromną kołdrą – Najpierw powiedz mi co stało ci się w rękę – wyciągnął ją spod kołdry i podwinął w górę rękawek mojej bluzy odsłaniając kilka czerwonych szram – Podrapałam się bransoletką – odpowiedziałam nie odrywając wzroku od swojej dłoni – Gdy spałaś? – dopytywał, a ja wzięłam głęboki oddech. – Nie, Lou… Louis chciał mnie unieruchomić, abym się nie szarpała. Przycisnął moje dłonie do ściany, a wtedy zawieszki z bransoletki wbiły mi się w skórę, ale to nic takiego, prawie nie boli… – czułam, że każdy mięsień ciała Harrego napina się, chłopak spiął się jak struna, do granic możliwości – Chciał cię unieruchomić, bo się szarpałaś? Oli, co on ci zrobił? – zapytał głosem wypranym z emocji, no może słychać było w nim nutkę wściekłości, którą starał się ukryć. Schowałam rękę pod kołdrę – Wygłupialiśmy się. Wiesz, łaskotaliśmy i szturchaliśmy się na żarty. Louis położył się na mnie przyciskając moje dłonie do ściany, zaczęłam się wyrywać, a wtedy on wzmocnił uścisk, a ta nieszczęsna bransoletka wbijała mi się do skóry… – Hazza zaczął się trząść, nie z zimna, ale ze złości – Nie byłoby w tym może i nic złego, gdyby nie to, że Louis znał moją historię i wiedział, że nie lubię takich… wygłupów – z opuszczoną w dół głową wpatrywałam się w kafelki na tarasie – Powiedział, że jestem rozdrażniona, bo się nie wyspałam. Dlatego tak reaguję na jego.. hm.. zabawy – dodałam uśmiechając się smutno – Zabiję go, cholerny egoista – wycedził Harry przez zaciśnięte zęby – Być może coś w tym jest, bo może reaguję zbyt… panicznie na takie rzeczy… – przerwałam w połowie zdania, niezdecydowana czy chcę wracać do tych wspomnień. Harry dostrzegł moje niezdecydowanie. Objął mnie ramieniem – Też zareagowałbym panicznie, gdyby ktoś próbował się ze mną kochać na siłę – powiedział starannie dobierając słowa, a ja znowu uśmiechnęłam lekko – Ładnie to ująłeś, kochać się na siłę – powtórzyłam słowa Hazzy – Uważasz, że reagujesz zbyt panicznie na takie rzeczy. Dlaczego? Co takiego się stało? – zapytał po chwili ciszy, teraz to ja przytuliłam się mocniej do niego. Chociaż może przytuliłam to za małe słowo. Przykleiłam się do niego. Obróciłam się bokiem i położyłam głowę na jego barku mocno obejmując go w za brzuch. – Hej, co jest? – zapytał zaniepokojony moją reakcją i zaczął czule gładzić mnie po plecach – Wiesz dlaczego zamieszkałam w Londynie? – zapytałam Harrego – Żeby pójść tutaj na studia. Na londyńską akademię sztuk pięknych – odpowiedział bez namysłu – Prawie. Gdyby naprawdę zależało mi na jak najlepszej uczelni wybrałabym się do Krakowa, do Polski. Tamtejsza uczelnia ma lepszą renomę niż ta do której chodzę. Chciałam po prostu uciec, więc stwierdziłam, że Londyn będzie idealnym miejscem do tego. – Uciec? – zdziwił się chłopak. Nabrałam powietrza w płuca i głośno je wypuściłam – Miałam w Polsce chłopaka. Adama. Był pięć lat ode mnie starszy. Niezwykle przystojny, wysoki brunet o błękitnych oczach. Wyobrażasz sobie co to było za osiągnięcie? Mieć w klasie maturalnej tak dojrzałego faceta? – zaśmiałam się sama z siebie – Chociaż teraz już wiem, że dojrzały to ostatnia rzecz jaką bym o nim powiedziała. On był takim cholernym dzieciakiem. Lansował się tym swoim szybkim wozem, łamał wszystkie przepisy. Pił, ćpał… a potem mnie bił. – Poczułam jak mięśnie Hazzy ponownie się napinają, a chłopak otula mnie jeszcze mocniej jakby chciał mnie ochronić – I co? Odeszłaś od niego i przyleciałaś tutaj tak? – zapytał – Gdyby to było takie łatwe… Byłam w nim ślepo zakochana. Dostawałam od niego po twarzy i wmawiałam sobie, że to moja wina, bo przecież sama go sprowokowałam. Na przykład tym, że spóźniłam się gdzieś o pięć minut, albo ubrałam się nie tak jak on sobie życzył… – chłopak nerwowo wstrzymał oddech – Jeśli nie chcesz tego słuchać to powiedz. Wiem, że to nic przyjemnego – przypomniałam mu – Nie, chcę wiedzieć o tobie wszystko. Proszę, opowiedz mi co było dalej – odpowiedział spokojniej – Okej… wiec dalej było tylko gorzej. Dostawałam coraz częściej i mocniej. Rodzicom tłumaczyłam, że obijam się tak na lekcjach wychowania fizycznego, na których nie ćwiczyłam, aby nie pokazywać siniaków. Dwa razy miałam szyty brew, który oficjalnie rozwaliłam sobie na łyżwach. Po jakimś pół roku rodzice coraz mniej wierzyli w moją niezdarność na WFie, ale gdy tylko powiedzieli coś złego o Adamie wydzierałam się na nich. Byłam taka głupia – zaśmiałam się nerwowo sama z siebie – Nie mów tak o sobie. Byłaś zakochana – Hazza pogładził mnie po włosach, a ja mówiłam dalej – Zaczęłam odsuwać się od rodziców, od przyjaciół… Zaczęłam olewać szkołę, nie wracałam do domu na noc. I właśnie podczas jednej z takich nocy poza domem przejrzałam na oczy. Byliśmy na imprezie w jakimś brudnym klubie. Adam zdenerwował się na mnie, bo nie miałam ochoty na seks… – przełknęłam głośno ślinę – chłopak wyszarpał mnie za włosy na ulicę… delikatnie mówiąc. Nie chcę tego opowiadać z szczegółami, ale twoje stwierdzenie, że musiałam kochać się z kimś na siłę to za mało powiedziane. Kochanie się, nawet wbrew mojej woli, nie miało nic wspólnego z tym co mnie spotkało… Po wszystkim zostawił mnie samą na ulicy. Samo myślenie o tym sprawia, że jest mi wstyd i czuję się taka upokorzona. – ukryłam twarz w dłoniach i wtulając się mocniej w tors Harrego. W tej chwili chciałam zniknąć.
____________________________
taki trochę nieprzyjemny rozdział
- retrospekcja życia Olii ;)

 

Wróciłam dziś zmarznięta z pracy,
siadam sobie w kuchni w której gra
radio, a tu po kilku sekundach zaczynają
śpiewać nasi chłopcy „Little Thing”:)
Jakby tego było mało zaraz po
nich puścili „If I Knew” z najnowszej
płyty mojego kochanego Bruno
Marsa :) Idealny początek miłego
wieczoru… Mykam na zimowy
spacer :) Brrr, buziaki :*

Rozdział 157.

- Dochodzi dwudziesta pierwsza, a ja ledwie widzę na oczy – Zayn przetarł twarz dłońmi. Podskoczyłam lekko wystraszona jego głosem. Chyba zasypiałam, a jego głos przywrócił mnie do życia. Siedzieliśmy przed telewizorem, przy zgaszonym świetle. Niall spał skulony z głową na kolanach Zayna. Viki walczyła z sobą, ale jej powieki nie dawały za wygraną. Otwierała je co dziesięć sekund i znów zasypiała. Obok niej siedział Liam z odchyloną do tyłu głową, którą opierał o oparcie sofy. Już mu współczuję bólu karku. Lou z głową opartą o moje ramie od jakiejś godziny się nie odzywał, tylko oddychał głęboko, co znaczyło, że też śpi. Hazza leżał skulony i nieruchomy w swoim ulubionym fotelu i tylko to, że co pięć minut zmieniał program wyciągając do przodu rękę z pilotem pozwalało mi stwierdzić, że nie śpi. Jego oczy przypominały cienkie szparki i zastanawiałam się czy w ogóle coś jeszcze widzi. – Samolot mamy dopiero po trzeciej nad ranem. Może się trochę prześpimy? – zaproponowałam, a Lou poruszał się niespokojnie zaalarmowany moim głosem – W sumie i tak już prawie wszyscy śpią. Jestem wykończony po wczorajszej imprezie. Mam dość alkoholu na najbliższe trzy tygodnie – powiedział Hazza cichym, zachrypniętym głosem. – To co, spadamy? – dopytywał Zayn ziewając – Mhym – odpowiedziałam. Obudziliśmy wszystkich i ku ich wielkiemu nieszczęściu zmusiliśmy do wstania z kanap i pójścia do pokoju. Ubrałam piżamę i od razu wpakowałam się do łóżka. Lou ściągnął tylko spodnie, bo nie chciało się mu przebierać i dołączył do mnie. Przytuliliśmy się, a Lou pocałował mnie delikatnie w usta. Pomimo tego, że byliśmy zmęczeni zaczęliśmy się wygłupiać i łaskotać. Nasze wygłupy szybko zmieniły się w pocałunki. Chciałam to przerwać, bo wiedziałam, że Lou chciał czegoś więcej niż pocałunków – Lou, przestań, chodźmy spać, jestem zmęczona – powiedziałam miło starając się wyrwać z uścisku Lou – Wyśpimy się po śmierci – odpowiedział chłopak, który dalej traktował to co mówię jako żarty i przekomarzania – Lou, proszę cię. Przestań – odpowiedziałam już bardziej serio. Louis robił się coraz bardziej brutalny. Jednym zwinnym ruchem sprawił, że leżałam pod nim. Złapał mnie za nadgarstki i przycisnął je go ściany, tak abym nie mogła się wyrywać. Dalej traktował to jako wygłupy, ale dociskał moje dłonie do ściany zbyt mocno, co było bardzo bolesne, a nadmiar złego zawieszki na bransoletce zaczęły mi się wbijać do skóry – Wiem, że tego chcesz Oli – wyszeptał i zaczął mnie całować. Pomimo tego, że dobrze wiedział co spotkało mnie w przeszłości Polsce, znał moje wszystkie fobie i lęki oraz moją całą mroczną historię to nie zmienił swojego zachowania. Zaczęłam się wyrywać i szarpać, wcale nie było mi do śmiechu. Miałam ochotę krzyczeć, a Lou wcale nie zwracał uwagi na moje protesty, tylko dalej mnie całował, skutecznie zamykając mi tym usta – Lou, to nie jest zabawne, puść mnie, zostaw – udało mi się wydusić, a od ucisku Lou na moje nadgarstki już prawie nie czułam dłoni. Byłam bezsilna i miałam ochotę płakać. Nie chcę okazywać słabości, to najgorsze co mogłabym zrobić. Wyszarpałam prawą dłoń z uścisku Louisa, czułam, że zawieszki z bransoletki przecinają mi skórę. Syknęłam z bólu, ale przynajmniej miałam teraz jedną rękę, aby go odepchnąć. Nie kontrolowałam się, poczułam się jak zaatakowana w jakimś ciemnym zaułku i chyba to sprawiło, że dość agresywnie uderzyłam Louisa – Ej, skarbie, no co ty? – powiedział trzymając się za policzek. Więc to tam trafiłam – Prosiłam cię, żebyś przestał! – powiedziałam roztrzęsiona i natychmiast usiadłam na łóżku – Przecież to były tylko żarty Oli, nie zrobiłbym niczego, wbrew twojej woli, skarbie. – Masz słabe żarty – odpowiedziałam rozmasowując lewy nadgarstek. Chociaż było dość ciemno widziałam kilkucentymetrowe rany po wewnętrznej stronie nadgarstka, tuż nad bransoletką. Świetnie.. – Przepraszam, jeśli cię zdenerwowałem. To były wygłupy – powiedział. Usiadł obok mnie, przytulił mnie i pocałował w policzek – Dobranoc, chodźmy już spać. Jestem zmęczony, a ty jakaś rozdrażniona. Może jak się wyśpisz, to ci przejdzie – dodał chłopak. Położył się i odwrócił plecami do mnie. Siedziałam w szoku z otwartą buzią… Czy ja dobrze usłyszałam? Jestem rozdrażniona?! Co za tupet! Jestem przestraszona, przerażona i smutna, ale nie rozdrażniona! Przecież przez chwilę myślałam, że mój chłopak chce mnie zgwałcić. To co dla niego było zabawą dla mnie było przerażającym powrotem do przeszłości, a on śmie mi powiedzieć, że jestem rozdrażniona, bo się nie wyspałam. Czuję się upokorzona, a powietrze w tym pokoju przygniata mnie swoją ciężkością. Marzę o tym aby stąd wybiec i zacząć krzyczeć z rozpaczy… Muszę się uspokoić. Policzyć do dziesięciu, lub w tym przypadku do dziesięciu milionów. Muszę też zacząć normalnie oddychać inaczej uduszę się w ciągu najbliższych trzech minut. Siedzę bez ruchu z zamkniętymi oczami i skupiam się na swoim nierównych oddechu odliczając w myślach. Po około dwudziestu minutach, przy liczbie tysiąc dwieście dwadzieścia trzy stwierdzam, że to nie pomaga, a ja nie wytrzymam tutaj ani sekundy dłużej – Louis, śpisz? – odzywam się niepewnym półgłosem, a gdy nie otrzymuję odpowiedzi od razu zeskakuję z łóżka. Ubieram trampki i grubą bluzę. Na głowę zakładam kaptur. Podchodzę do drzwi tarasowych i otwieram je cichutko wychodząc na zewnątrz. Upewniam się przez szybę, że Lou śpi, bo ostatnie czego potrzebuję teraz to jego towarzystwo. Od razu zaciągam się chodnym, nocnym powietrzem. Podchodzę do barierki i spoglądam w dół. Nowy York nocą jest przepiękny, ale w tej sytuacji nie potrafię się cieszyć tym widokiem. W świetle miasta lepiej widać w jakim stanie są moje ręce. Na jednej widnieje wielki, czerwony odcisk, który już jutro będzie pięknym fioletowym siniakiem. Druga ręka wygląda tak jakby podrapał mnie jakiś wielki kocur. Dobrze, że z ran nie kapie mi krew. No może z oprócz jednej dość głębokiej, którą spowodowała mi, o zgrozo, zawieszka marchewka. Adrenalina po walce z Lou zaczyna opadać. Czuję jak odpływają resztki mojej energii, nawet zimny wiatr nie działa na mnie orzeźwiająco. Kucam przed barierkami i przyciskam głowę do kolan. Cholera, co siedzi w głowie tego chłopaka? Opowiada mi że jestem nikim, bawi się mną w jakieś swoje głupawe gierki, nie robi sobie niczego z tego co przeżyłam i co mnie przeraża. Chciałabym nakrzyczeć mu prosto w twarz, że go nienawidzę i że nie chcę go więcej widzieć, ale im więcej o tym myślę, tym bardziej mnie to przerasta. Wizja mojego życia bez Louisa jest straszna. Nie, przerasta to mało powiedziane. Nie miałabym żadnego życia bez Louisa, to brzmi jak paranoja, ale gdy myślę o tym, że mogłoby zabraknąć mojej marchewki widzę tylko głęboką czerń. Zaciskam mocno powieki i pozwalam sobie na chwilę słabości w samotności.

__________________________________________________
Cześć Marchewki :D Jak mija wam weekend?
Nie zgadnę… za szybko? :P To tak jak u mnie :(
Ale jest i dobra wiadomość tego weekendu!
Mój blog przekroczył 400tyś wyświetleń i 4tyś
komentarzy! Łuhuuu! Czwórka będzie moją
szczęśliwą liczbą tego miesiąca! :D:D
MASSIVE THANK YOU za każde wejście i za
każdy komentarz! :D Love Ya! :**