Archiwum dla Styczeń, 2013

Rozdział 151.

Zupełnie nie przejmowałam się już buszujacą po ciele resztką antybiotyków i piłam równo z moimi przyjaciółmi. Jako pierwsi zaczęliśmy tańczyć. Wyszliśmy po prostu na środek sali i zaczęliśmy kręcić piruety zupełnie nieprzejmując się tłumem gapiów. Ludzie uśmiechali się widząc naszą zabawę, po czym sami dołączyli do nas i już po chwili cała sala tańczyła do rytmów puszczanych przez DJa. Co jakiś czas biegałyśmy z Viki zamówić jakiś nasz ulubiony song, przy okazji nie zapominając o odwiedzeniu baru. Świetnie się bawiliśmy! Mniej więcej po północy byliśmy już mocno wstawieni, a mój mózg zaczął działać na zwolnionych obrotach… Stałam na środku sali chichocząc z czegoś razem z Viki. Zobaczyłam Nialla tańczącego na kolumnie swój irlandzki taniec. W pewniej chwili pomieszały się mu nogi i spadł. Wystraszyłam się, bo miał jakieś półtorej metra do ziemi, a leciał jak kłoda, na twarz. Nagle usłyszałam radosny krzyk ludzi, którzy złapali go i nieśli na rękach, jak to się robi na rockowych koncertach. Chwilę później Zayn zafascynowany wyskokiem blondasa rzucił się z tego samego wysokiego głośnika w tłum i krzyczał coś wesoło, gdy płyną po sali niesiony na dłoniach ludzi. Louis ku mojemu ogromnemu zadowoleniu nie narzucał mi się zbytnio. Kilka razy poprosił o buziaka, ale gdy za każdym razem nie zgadzałam się odpuścił, bo nie chciał na mnie naciskać, aby chociaż tak uwodnić mi swoją przemianę. Tommo, walisz sobie plusy, pomyślałam. Nagle znaleźliśmy się przy barze, gdzie barman zrobił nam kamikadze. Kilkadziesiąt kieliszków kamikadze, które ułożył w dwóch rzędach wzdłuż całego baru. Całą siódemką plus kilku innych gości opróżniamy kieliszek po kieliszku głośno odstawiając puste szkło na ladę barową. Śmiałam się z Hazzy, który po każdym kieliszku odstawiał jakiś swój taneczny krok. Chyba to zauważył, bo podszedł do mnie i jednym zwinnym ruchem przerzucił przez ramię, tak, że wisiałam twarzą na wysokości jego pleców. Powiedział , że pożałuję, tego, że się z niego nabijałam. Poczułam, że pociągnął moją sukienkę w dół na wysokości ud. Uf, dobrze, że chociaż on myśli na tyle trzeźwo, bo mi raczej nie przeszkadzało to, że setka ludzi może zobaczyć moje koronkowe majtki. Było mi niedobrze wisząc do góry nogami. Na domiar złego mój brzuch był przyciśnięty do ramiona Hazzy, a z każdym jego krokiem moja treść żołądkowa kołysała się nieprzyjemnie. Przeciskaliśmy się przez tłum, ja ciągle tłukłam Hazzę po plecach wołając, że ma mnie postawić na ziemi. W końcu spełnił moją prośbę. Postawił mnie i przytrzymał za rękę, abym odzyskała równowagę – Bawią cię moje taneczne ruchy? – zapytał, aby się upewnić, a ja w odpowiedzi tylko parsknęłam śmiechem – Skoro tak to… DJ! Ej DJ! – wołał głośno – DdddJjjjj! – darł się, aż mężczyzna za konsolą ściszył muzykę. Do jasnej cholery, chyba wiem co kombinuje ten gówniarz i dlaczego stoimy na środku sali. Powinnam uciekać stąd jak najdalej – Ta oto dziewczynka twierdzi, że nie potrafię tańczyć. – zawołał po czym popatrzył na mnie Dlatego wyzywam cię na taneczną bitwę! – wiedziałam… i do tego powiedział to tak głośno, że usłyszał to każdy z przybyłych gości – Raczej nie skorzystam – spiorunowałam go wzrokiem, a wtedy po sali rozniósł się jęk i głosy protestu – Boisz się? Tchórzysz? Nie dziwię ci się, bo nie masz szans! – przekomarzał się ze mną loczek – Viktoria, łap – rzuciłam w jej stronę torebkę i udając, że rozmasowuję sobie kark dodałam – Niech wygra najlepszy – Po sali rozbiegł się okrzyk radości i oklaski – Co gramy? – zapytał DJ, przez głośniki – Niech Oliwia wybierze. Niech to będzie dla niej coś w stylu nagrody pocieszenia za z góry przegrany pojedynek – znowu szmery na sali. O nie, muszę robić coś, aby wygrać. Muszę jak najbardziej ułatwić sobie zadanie… Zatańczyć coś co dobrze znam i za czym oszaleją ludzie… Mam! Och, dzięki ci boże za PlayStation Move. – Hej DJ! Masz Thrillera? – zawołałam pewna siebie. Zebranym chyba spodobał się pomysł tańczenia do hitów króla to przez salę przeszedł pomruk aprobaty, a Hazzie zrzedła mina. Dobrze wiedział, że Michael Jackson Experience to moja ulubiona gra na Playa, a tańce Jacksona mam w małym paluszku – To był cios poniżej pasa – wyszeptał mrożąc oczy – Poddajesz się? – zapytałam cwaniacko – Nigdy. – odpowiedział – DJ, lecimy! – zawołał w stronę konsoli. Tego co działo się potem nie pamiętam dokładnie. Wiem, że leciała muzyka, a ja i Hazza zmienialiśmy się co pół minutki starając się jak najlepiej zaprezentować nasz taniec. Dostaliśmy gromkie brawa, a Hazza chowając swoją męską dumę w kieszeń stwierdził, że zwycięstwo należy się mi. Było to niezwykle słodkie z jego strony, tym bardziej, że dziewięćdziesiąt dziewięć procent facetów, których znam nie zdecydowało by się na publiczne oddanie zwycięstwa i to kobiecie. Zawołałam, że to był zdecydowany remis, a teraz musimy opić nasze podwójne zwycięstwo. Ludziom chyba spodobała się ta zabawa, bo zobaczyłam, że na środku sali stała kolejna dwójka gotowa na taneczną bitwę. Przytuliliśmy się z Hazzą przy oklaskach zebranych gości, a potem ramię w ramię ruszyliśmy do baru. Czarna dziura w mojej głowie powiększała się z każdym następnym kieliszkiem kamikadze. Następną rzeczą jaką pamiętam była jazda limuzyną przez miasto. Piliśmy szampana z gwinta. Samochód zatrzymał się, a ktoś wystawił głowę za drzwi i wymiotował. Otworzyliśmy następną butelkę. Po wciągnięciu tego osobnika ponownie do pojazdu rozpoznałam Nialla… Otworzyliśmy szeroki szyberdach i razem z Lou i Zaynem wyłoniliśmy się z niego do połowy pasa. Coś wołaliśmy i piliśmy śmiejąc się głośno. Było cholernie zimno, ale zupełnie nie zwracaliśmy na to uwagi. Wróciliśmy do samochodu. Obok mnie siedział Hazza. Viktorii i Liamowi puściły hamulce, a my śmialiśmy się z nich. Wystrzelił kolejny korek z butelki szampana. Jechaliśmy bardzo długo przez miasto, aż chyba skończył się nam alkohol. Kierowca zawiózł nas pod hotel, świeże powietrze sprawiło, że alkohol jeszcze bardziej uderzył mi do głowy. Doszliśmy do apartamentu i kontynuowaliśmy imprezę pijąc wszystko to, co wpadło nam w ręce…
____________________________________________
hello :D ten rozdział przypomina trochę to,
co dzieje się w moim życiu od ostatnich dwóch
tygodni… ciągła impreza! haha, muszę
przystopować, bo moja wątroba i portfel
wcale nie cieszą się z mojego nowego
trybu życia! :D a jak u Was? Jak się zaczął
ten nowy rok? ;**

Rozdział 150.

Niall z Viki szli obok nas trzymając się za ręce – Oni na pewno patrzą. Mogę cię złapać za tyłek, dla wzmocnienia dramaturgi? – zapytał zadziornie Zayn – Spróbuj, a dostaniesz w tą swoją śliczną buźkę. Dla wzmocnienia dramaturgi uderzę cię tą drogą, metalową torebką i przy okazji stracisz kilka zębów – odpowiedziałam – Gdzie Louis cię znalazł? Wyjdź za mnie wiedźmo, a pozwolę ci tłuc mnie codziennie – zadeklarował się Zayn, a ja przewróciłam oczami – Zayn! Co tam się działo? Już chciałem podejść do ciebie i wytłumaczyć ci ręcznie, że nie ściska się tak dziewczyn swoich przyjaciół – zażartował Lou – Ej, Zayn… Niall! Wykorzystaliście nas i to w paskudny sposób – udałam urażoną – Ale wybaczamy wam, za to, że pomogliście nam ich spławić. I te ich miny – powiedziała Viki i zaczęliśmy się śmiać. – Też się cieszę, że to były żarty, ale Nialler, możesz już puścić dłoń Viktorii – Liam zmarszczył czoło patrząc na spleciona dłonie Viki i Nialla – Och, przepraszam – powiedział zakłopotany blondas – Taka tam miła odmiana, co? – zwróciła się Nialla Viki uśmiechając się pięknie. Zrobiłam wielkie oczy i zaczęłam się śmiać, a Liam zrobił obrażoną minę. Co do diabła się dzisiaj dzieje z tą dziewczyną?! Szybko wytłumaczyliśmy chłopakom, co zaszło między nami, a chłopakami z The Wanted. Nasze śmiechy i chichy przerwał jeden z najcudowniejszych głosów świata – Siemanko chłopaki, jak leci? – podszedł do nas… Bruno Mars! O mój boże, jaki on malutki! – Siema Bruno, dzięki, dobrze – odpowiedzieli chłopaki przybijając mu piątki – Och, gdzie moje maniery, powinienem najpierw przywitać te piękne dziewczyny. Bruno jestem – powiedział podając mi rękę – Wiem… – odpowiedziałam oszołomiona – To znaczy Oliwia. Miło mi – dodałam szybko speszona – Viktoria – przywitała Bruna moja przyjaciółka – I jesteście….? – wskazał na nas palcem unosząc brwi pytająco – Oficjalnie przyjaciółkami sprzed Xfactora, a tak naprawdę to dziewczyny Tomo i Payna – wytłumaczył Hazza – Szkoda – zaśmiał się Hawajczyk – Jak tam Malik? Okiełznaliście managera? – zwrócił się do Zayna – Coś ty, jego nie da się okiełznać. Chyba, że zrzucimy go z Statuy Wolności prosto do rzeki Hudson – zaśmiali się oboje – Zayn… – Louis pokręcił głową, ale mnie nie zbulwersował komentarz czarnuszka tylko całkiem coś innego – Zaraz, zaraz. Co ty powiedziałeś, Bruno? – zapytałam zaskoczonego chłopaka – Zapytałem co u ich managera..? – odpowiedział niepewnie, chyba ma mnie za wariatkę… – Nie, nie. Chodzi mi o to jak nazwałeś Zayna? – Malik – odpowiedział i wzruszył ramionami – Oliwia, dobrze się czujesz? – zapytał Lou – Cicho bądź. – uciszyłam go – To znaczy, że wy się znacie? – zapytałam podejrzliwie – Od dobrych kilku miesięcy – Hazza odpowiedział bez wahania, tak jakbym pytała o coś tak oczywistego jak kolor mleka… – Co?! Zabije was! Liam, czemu nam nie powiedzieliście? – Viki zrobiła wielkie oczy – Właśnie, jak mogliście mi o tym nie powiedzieć? – zapytałam krzyżując ręce na piersiach jak małe obrażone dziecko – Oj, jakoś nie było okazji – tłumaczył się Niall – Jak to nie było? Cześć Viki, co słychać? Wiesz gadałem dziś z Brunem Marsem, a pogoda taka sobie… Proste? – zapytała Viki chłopaków. Wszyscy skinęli głowami śmiejąc się pod nosem z naszego zachowania – Nie ma się czym chwalić – w ich obronie stanął sam Bruno – Jak to nie ma? Chyba nie słyszałeś jak śpiewasz na żywo skoro tak uważasz – skomentowałam – Mieliśmy współpracować, ale ten burak Andy się nie zgodził – poskarżył się Zayn – Powtórzę to setny raz tego wieczoru: Andy to idiota – wzruszyłam ramionami, a Bruno uśmiechnął się pięknie – Masz rację. Szkoda, bo to byłoby coś. Chłopaki świetnie śpiewają, razem nagralibyśmy niezły kawałek. Słyszałem jak śpiewają mój kawałek Grenade. Ściągnąłem go sobie z neta i słucham w aucie. To jest świetne – zachwycał się chłopakami, którzy dumnie uśmiechali się do siebie – Twoja wersja jest dużo lepsza – wypaliłam, chłopcy spiorunowali mnie wzrokiem, a Viki parsknęła śmiechem tak samo jak boski Mars – Oliwia, nie zapominaj w której drużynie grasz – Louis westchnął głośno, a ja puściłam mu oczko. – Hej, może zrobimy sobie fotkę! – zaproponowała Viki dla złagodzenie sytuacji. Oczywiście zgodziliśmy się ochoczo i zrobiliśmy sobie z dziesięć fotek z chłopakami i Brunem – Dobra, lecę dalej, Muszę poszukać mojego bandu. Pewnie już śpią pod barem. Zayn, nie zapomnij o okiełznaniu Andiego. Miło było was poznać dziewczyny. – powiedział – Nam było jeszcze milej – powiedziała Viki radosnym głosem – Acha i jeśli znudzą wam się te dzieciaki to wiecie gdzie szukać prawdziwego mężczyzny – uśmiechnął się łobuzersko – Mars, wynoś się, bo jeszcze chwila, a naprawdę za tobą polecą – zaśmiał się Liam jednocześnie chwytając Viki za rękę. – Na to liczę. Miłego wieczoru, na razie! – powiedział jeszcze i odszedł tanecznym krokiem. – Viktoria. Uszczypnij mnie. Teraz. – powiedziałam oszołomiona do przyjaciółki, która znajdowała się w takim samym stanie jak ja. Mocno ścisnęła kawałek skóry na moim przedramieniu – Ała, zwariowałaś?! Co robisz?! – pokręciłam głową z dezaprobatą – Szczypię cię. Nieważne. Oli, poznałyśmy Bruno Marsa. Dasz wiarę? – popatrzyła na mnie uśmiechając się szeroko – Kolejny punkt do odhaczenia na naszej liście „co chcę zrobić zanim umrę” – Podrapałam się po czole uśmiechając się jeszcze szerzej – Viki, mamy takie cholerne szczęście w życiu – powiedziałam do niej – Wiem, Oli, wiem – odpowiedziała i przytuliła mnie mocno.  – Przytulas! – powiedzieli chórkiem chłopcy i otoczyli nas z każdej strony przytulając mocno, tak, że otaczało nas ciepło ciała każdego z nich. Byłam tak szczęśliwa, że nieomal się rozpłakałam. I nie chodziło tutaj wcale o poznanie Bruno Marsa, aż tak puste nie jesteśmy, choć muszę przyznać, że to przeważyło czarę radości. Nie mogłam uwierzyć, Viki pewnie też, że spotkało mnie tyle szczęścia w życiu. Jestem zdrowa, mam kochającą rodzinę, realizuję swoje marzenia o studiach w Londynie, poznałam swoją niespokrewnioną bliźniaczkę; Viktorię, spotkałam kolejną bratnią duszę, mojego Maćka, zaprzyjaźniłam się z moimi chłopcami, co nadal wydaje mi się nieprawdopodobne tak samo jak to, że zakochałam się ze wzajemnością. Latam po całym świecie, zwiedzam cudowne miejsca, poznaję ciekawych ludzi i co najważniejsze mam się do kogo zwrócić z każdym, nawet najmniejszym problemikiem. – Ach, uwielbiam was chłopaki! – powiedziałam do moich chłopców, gdy wreszcie rozluźniliśmy masowy uścisk. – My was też dziewczyny. I to bardzo! – zadeklarował Louis – Dajecie nam trochę normalnego, prywatnego życia w tym zakręconym świecie – Dodał blondas – Do usług – uśmiechnęła się Viki – Więc jak? Rozkręcamy imprezkę?! – zawołał wesoło Zayn – Pewnie… Żyjmy, póki jesteśmy młodzi! – zawołał Hazza i ten tekst stał się dla nas mottem wieczoru.
_______________________________________
Szczęśliwego Nowego Roku Dziewczynki! :D
:*:*:*:*

oooo, wreszcie przypomniało mi się o tym, aby Wam coś pokazać :D
Czytałyście może 50 twarzy Greya? Kupiłam tą książkę siostrze pod
choinkę, ale wyjechała za granicę i zostawiła ją u mnie ku mojej wielkiej
radości, bo jestem dopiero w połowie, a nie lubię porzucać historii jeśli
nie znam jej zakończenia. Ale nie o tym chciałam Wam powiedzieć. Mój
mózg jest już całkiem przeżarty przez One Direction Infection, możecie
sobie tylko wyobrazić ogroooomnego banana na mojej twarzy, gdy
otworzyłam tą książkę i na pierwszej stronie przeczytałam:

hahahahah 1D jest WSZĘDZIE!! :D buziakii:*