Archiwum dla Luty, 2013

Rozdział 168.

Zza dresowych spodni chłopaka wystawał kawałek bokserek. Niby nic takiego, ale to były bokserki, które kupiłam ja sama. Ohydny, ale i specyficzny zgnito-zielony kolor w czarne groszki. Ostatnie trzy pary w rozmiarze M jakie udało mi się dostać. Kupiłam je, gdy Lou u mnie mieszkał przed rozwodem rodziców, a nie zabrał z domu niczego, z pieniędzmi i bielizną włącznie. To był Louis, coś stało się mojemu chłopakowi! Ta wiadomość mnie przytłacza i sprawia, że oddycham z coraz większą trudnością. Staram się uspokoić, to przecież telewizja śniadaniowa, plotkarze, łgarze i kłamcy. Poza tym Harry nie pisałby do mnie o głupotach, jeśli coś stałoby się jego przyjacielowi. Zaczynam myśleć racjonalnie. Biegnę po telefon i wybieram numer mojego sprawdzonego informatora. Louis, o ile może mówić i jest przytomny, na pewno uspakajał by mnie, mówiąc, że to nic takiego, za to Hazza nigdy by mnie nie oszukał.

- Halo? – powiedział zaspany

- Cześć Harry.

- Coś się stało? – zapytał ożywiony, gdy rozpoznał mój głos

- Tak stało się. Dlaczego nikt mi nie powiedział, że Loui jest w szpitalu? Co się mu stało? – dopytywałam zdenerwowana

- Oli, spokojnie. Nic mu nie jest – odpowiedział Harry

- Jak to nic mu nie jest?! Widziałam w telewizji, że tracił przytomność na stojąco! Harry naprawdę cię błagam powiedz mi co się stało, proszę – ostatnie zdanie wypowiedziałam łamiącym się półgłosem, nie mogłam pohamować emocji

- Oliwia, nie denerwuj się, już ci wszystko mówię – chłopak wypuścił powietrze z płuc i mówił prawie szeptem

- Louis zatruł się… emm… Louis… przedawkował. – wyznał

- Co takiego? Ale… To te witaminy od Andiego. – skojarzyłam – Co? Jakie znowu witaminy…? Emm, dobra, nieważne. Lou zatruł się jakimś świństwem. Wzięli go na płukanie żołądka, poleżał w szpitalu trzy dni, dziś go wypuścili wypoczywa w hotelu i wszystko jest okej – powiedział

- Okej? Hazza, nic nie jest okej. To zdarzyło się trzy dni temu i nikt mi o tym nie powiedział? Dlaczego? – zapytałam z wyrzutem

- Louis prosił nas o dyskrecję. Nie chciał cie martwić – odpowiedział lekko zakłopotany

- Świetnie mu to wyszło. – zauważyłam opryskliwie przypominając sobie o sytuacji z Ritą którą też „nie chciał mnie martwić”

- Przepraszam, ale nie miałem wyboru – powiedział chłopak

- Nieważne, słuchaj, mam do ciebie sprawę. Możesz załatwić mi wizę do stanów? – chyba zaskoczyłam go tym pytaniem, bo przez chwilę się nie odzywał

- To chyba nie jest najlepszy moment na odw…

- Harry, pytam czy mógłbyś mi pomóc w zdobyciu wizy do stanów, a nie o radę na datę odwiedzin. – zganiłam go

- Poczekaj, oddzwonię za piętnaście minut, zobaczę co da się zrobić. Chociaż na prawdę nie ma potrzeby, żebyś przylatywała – powiedział

- Dzięki za radę, zapamiętam. A tym czasem czekam na twój telefon. Trzymaj się

- Do usłyszenia – odpowiedział chłopak i rozłączyłam się.

To były najdłuższe dwadzieścia trzy minuty i siedemnaście sekund w moim życiu. Wskazówka w którą się wpatrywałam chyba robiła sobie ze mnie żarty, bo prawie cale się nie poruszała. Lewie opanowywałam się przed złapaniem za telefon i zadzwonieniem do Hazzy, ale wiedziałam, że skoro obiecał, że zadzwoni to na pewno to zrobi. Każdą sekundę nowej minuty odliczałam w innym języku, aby choć na chwilę zająć czymś innym myśli. Gdy właśnie byłam przy drei und dreißig minuten und sieben sekunden zadzwonił Hazza

- I jak? – zapytałam od razu

- Masz wylot za trzy godziny, terminal piąty. Na lotnisku będzie czekał na ciebie facet, który da ci bilet i wizę. – oznajmił rzeczowo

- Dziękuję Harry, dzięki, dzięki, dzięki! Prosiłam tylko o wizę, ale cieszę się, że pomogłeś mi też z samolotem. Oddam ci pieniądze za bilet jak będę już w stanach. – powiedziałam szczęśliwa, że udało mu się to załatwić

- Nie wygłupiaj się, to nic takiego. Nie chcę żadnych pieniędzy, przyjaciele powinni sobie pomagać – odpowiedział już odrobinę weselszym głosem

- Wiem i pamiętaj, że też możesz na mnie zawsze liczyć. – przypomniałam mu

- Dziękuję. Będę pamiętał – zapadła chwila ciszy – Oli? A tak właściwie to czemu zadzwoniłaś do mnie, a nie do Louisa? – zapytał

- Nie wiedziałam co z nim, jak się czuje i czy jest jeszcze w szpitalu. Poza tym wciskałby mi kity, że nic się nie stało, a przy tobie mam pewność, że mnie nie oszukasz – wyjaśniłam prosto z mostu

- Masz o mnie dobre zdanie – skomentował

- Bo jesteś dobrym człowiekiem. Dobra lecę się pakować, a ty śpij. Przepraszam, że cie obudziłam i że na ciebie nakrzyczałam – powiedziałam szczerze

- Do usług, miłego lotu i do zobaczenia – powiedział miło.

- Jeszcze raz dziękuję za pomoc, dobranoc.

- Dobranoc Oli.

Uff, udało się. Po rozmowie z Harrym jestem dziwnie odprężona i uspokojona. Ten chłopak ma głos który leczy, powinien mieć własny program w religia tv. Mógłby uspakajać swoim głosem i uśmiechem stare, rozhisteryzowane emerytki. Chociaż może lepsza byłaby audycja w radio, bo na widok tej ślicznej buźki i dołeczków biedne babcie mogłyby dostać zawału…

 

- Cześć Viki, słuchaj, nie martw się o mnie, nie będzie mnie jutro w szkole – zadzwoniłam do Viki już z samochodu, gdy jechałam na lotnisko

- Coś się stało? Znowu jakaś grypa? Oli, wykończysz się, wylecz się wreszcie porządnie – zaspana przyjaciółka nawet nie dała mi wytłumaczyć

- Nie, to nie to. Jestem zdrowa jak koń, ale Lou… nieźle zatruł się jakimiś świństwami, trzy dni leżał w szpitalu, teraz wypoczywa w hotelu. – powtórzyłam wszystko co wiedziałam od Harrego

- Co takiego?! Ale… jak to? Dlaczego mi nie powiedziałaś wcześniej? – zapytała z wyrzutem

- Sama nie wiedziałam. Dziś rano widziałam materiał w śniadaniówce, na którym lekarze prowadzili jednego z członków One Direction do karetki, ale chłopak był zamaskowany i nie wiadomo było który to. Wyglądało to strasznie, oni prawie go ciągli, cały czas tracił przytomność… Dopiero gdy wciągali go do karetki poznałam, że to mój Lou. Nieźle się wystraszyłam. – wyjaśniłam głosem pełnym emocji

- Liam niczego mi nie powiedział! – oburzyła się Viki, po czym dodała już spokojniej – Oli, tak mi przykro. Ale co to ma do twojej jutrzejszej nieobecności w szkole? Chyba nie będziesz leżeć i płakać w poduszkę, co? To naprawdę nie jest sposób na rozwiązanie tej sytuacji.

- Nie, nie będę płakać do poduszki – zaśmiałam się smutno – Od razu po tym jak wyemitowali ten materiał i doszłam do siebie to zadzwoniłam do Hazzy. Powiedział, że to Lou poprosił chłopaków o to, aby niczego nam nie mówili. Porozmawiałam z Harrym i zapytałam czy ma możliwość załatwienia mi wizy do Stanów. Udało się, wylatuję za godzinkę. Lou mnie teraz potrzebuje, chłopaki mają wywiady i występny, a Lou jest pewnie sam. Chcę mu jakoś pomóc, zaopiekować się nim. Może to pomoże nam trochę odświeżyć nasz związek i zbliżyć się znowu do siebie. – wyjaśniłam

- Ach, Oli, ale ci zazdroszczę! Zobaczysz chłopców -powiedziała Viki nieco smutnym głosem. Zrobiło mi się strasznie głupio, że nie poprosiłam Hazzy o dwa bilety.

- Uwierz mi, wolałabym ich nie widzieć, a mieć zdrowego Louisa. Przepraszam, że nie załatwiłam ci biletu, nie miałam do tego głowy, tak się wystraszyłam…

- Spoko, Oli, przecież nic się nie stało. Najważniejsze, że Lou jest cały – odpowiedziała Viki od razu

- Dziękuje, cieszę się, że cię mam – powiedziałam szczerze

- I vice versa – odpowiedziała

- Dobra, jestem już na lotnisku, muszę kończyć. Wieczorem dam ci znać co u naszych dzieciaków – oznajmiłam

- Udanego lotu, ucałuj ode mnie chłopców

- Oczywiście, pa Viki!

- Pa! – odpowiedziała przyjaciółka.

 

Na lotnisku w Londynie bez większych problemów znalazłam faceta z białą kartką z ogromnym napisem WaOli Salkin, na który zareagowałam śmiechem. Teraz jestem już w Nowym Jorku i pokazuję paszport niezbyt miłemu panu który świdruje mnie wzrokiem. Od razu wychodzę na zewnątrz złapać jakieś taxi. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu lot do Stanów był bardzo przyjemny. Spałam przez prawie całą podróż, nie było żadnych turbulencji i nawet się nie obejrzałam, a minęło osiem godzin. Nie brałam walizki, do torby podręcznej spakowałam tylko bieliznę na zmianę, dwie koszulki i szczoteczkę do zębów. No i mam jeszcze to co na sobie, czyli spodnie, adidasy, sportową kurtkę, czapkę, koszulkę i bluzę. Zaczynam tego żałować, bo jest słonecznie, niemal jak w lecie, ale bardzo mroźno. Brr, w Nowym Jorku jest jeszcze zimniej niż w Anglii, mam nadzieję, że szybko znajdę jakiś transport do hotelu chłopców. Podchodzę do krawędzi chodnika, a tu kolejny facet z kartką „WaOli Salkin”, tym razem taksówkarz.

- Witam, Oliwia Salkin. Pan czeka na mnie? – zdziwiłam się

- Polecenie pana Stylesa, zapraszam – powiedział otwierając mi drzwi.

W życiu nie odwdzięczę się Hazzie! Nie musiałam nawet mówić, gdzie chcę jechać, a po odtransportowaniu mnie do celu miły pan nie chciał ode mnie pieniędzy. W hotelu podeszłam do recepcji i bez żadnych problemów dostałam kartę do drzwi apartamentu chłopaków. Recepcjonistka poinformowała mnie też, że chłopcy pojechali na próbę dźwiękową i że wrócą dopiero za trzy godziny, ale bez problemu mogę zaczekać u nich. Musiałam ją trzy razy dopytywać, czy wyjechali całą piątką i czy Louis opuszczał hotel, a ta zarzekała się, że tak. Byłam nieźle skołowana, przecież Lou jest chory, wczoraj wyszedł z szpitala, a dziś jest już na próbach? To pewnie sprawka Andiego. Poprosiłam, aby recepcjonistka zamówiła mi taksówkę do miejscu pobytu chłopaków.

____________________________
Dzień Dobry Wszystkim! (oprócz Dir:P)

Dzięki za wszystkie komentarze do ostatniego
rozdziału ;) Okej, będę tłumaczyć, a raczej pisać
wszystkie internetowe wiadomości chłopców w
naszym ojczystym języku (czyli Polskim ;P)

Co do akcji i historii w rozdziałach to niestety
musi być kilka „zwyklejszych” rozdziałów po
których rozkręca się akcja :) Chcę, aby to toczyło
się mniej więcej jak w normalnym życiu i nie
zrobiło się z tego moda na sukces w której
bohaterowie nie mogą przeżyć nawet pół dnia
na spokojnie :) Akcja się rozkręci dziewczyny :)

 

Dir – ha ha ha, proszę się ze mnie nie nabijać:
lepiej zmienić się później niż wcale, uczymy się
przez całe życie! :P Wiesz, że za równy miesiąc
o tej porze będziemy już po koncercie Biebsa :D
/a ja dalej nie umiem na pamięć jego piosenek :(/

buziaki ;*

Rozdział 167.

Skończyłam brać antybiotyki i czuję się już prawie normalnie. Od czasu do czasu kaszlę i trochę bolą mnie płuca, ale to chyba normalne. Wczoraj zasnęłam w połowie czwartej części Zmierzchu i teraz nie mogę już spać. Obracam się z prawej strony na lewą, wiercę i co chwila spoglądam na zegarek. Jest dopiero przed siódmą rano, ale nie dam rady już dłużej patrzeć w sufit. Włączyłam laptopa i zalogowałam się na Facebooka i Twittera. Już tak dawno tego nie robiłam. Przeczytałam wszystkie wpisy chłopaków na Twitterze i obejrzałam wstawione przez nich zdjęcia. Zaśmiałam się widząc jaką fotkę dodał Harry. Było to zdjęcie tłumu z gali na której byliśmy razem. Wśród dziesiątek ludzi można było dostrzec naszą siódemkę, w tym moje, tak zachwalane przez Hazzę plecy. Pod zdjęciem widniał podpis „Where is waOli?” Nawiązywał on do jednego z moich ulubionych bohaterów z dzieciństwa: Walliego i kultowego już obrazka „Gdzie jest Wally?” na którym trzeba było znaleźć w tłumie ubranego w czerwono-białą czapeczkę i czarne okulary chłopaka. Od razu zorientowałam się, że Harry specjalnie przekręcił jego imię, aby wpis dotyczył mnie. Co za wariat!

@Harry_Styles I think, waOli’s with the lovley boys from The Wanted. :) really, really miss you! xX

napisałam i niemal od razu dostałam odpowiedź.

@OliSalkin sorry, but they prefer boys, so waOli have no chance, honey. Miss you too, can’t wait to see ya ;) PS. I will kick your nice ass if you ever say again that TW are lovley, wrr. Good morning for you baby and good night for me! :)

Z uśmiechem na twarzy przeczytałam wiadomość od przyjaciela, ciekawe gdzie imprezował, że nie śpi o tej porze.

Sweet dreams @HarryStyles :)

odpisałam. Przeszłam do Facebooka. Sprawdziłam wszystkie ciekawostki z ostatnich trzech tygodni. Obejrzałam zdjęcia Maćka, który dodał niedawno jedno z naszych wampirzych zdjęć z kręcenia reklamy.

Oliwia Salkin:
Już niedługo zrobimy sobie nową sesję zdjęciową ;) tym razem w innej scenerii, tylko nie przesadzaj z makijażem :P Buziaki ;*

skomentowałam fotkę przyjaciela. O, nowe powiadomienie, Douglas Booth zaprasza mnie do znajomych. Od razu przyjmuję zaproszenie.

Oliwia Salkin:
Masz normalne konto, a nie funpage?! No, co Ty?! Taka gwiazda jak Ty? Kyle, to niedopuszczalne! :D

napisałam w żartach na jego tablicy.

Douglas Booth:
A co z Tobą gwiazdo New York Timesa? Dlaczego nie jesteś w związku na Facebooku z swoim sławnym mężczyzną? :P

dostałam odpowiedz. Zdziwiłam się, że nie tylko ja jestem rannym ptaszkiem.

Oliwia Salkin:
Bo jestem skromna i nie chcę się chwalić :P

odpisałam.

Douglas Booth:
Jeśli czegoś nie ogłosisz na face, to znaczy, że to nie istnieje! ;P

skomentował natychmiast.

Oliwia Salkin:
Więc jeśli usunę Cię ze znajomych to dasz mi wreszcie spokój?? :P Okej Kyle, już się tak nie wymądrzaj. Lepiej powiedz dlaczego nie śpisz tak wcześnie?

napisałam.

Douglas Booth:
Niech żyją strefy czasowe! :( Och, przestań już! Oberwiesz za tego Kyle’a, szykuj się na krwawą masakrę w sobotę!!

zagroził mi.

Oliwia Salkin:
Nie mogę się doczekać! Do zobaczenia Kyle! :D kiss :D

odpisałam.

Douglas Booth:
Już po tobie mądralo! Do soboty! :))

Dobra, wystarczy tych internetowych newsów. Zwlekam się z łóżka i idę wykąpać. W czasie gdy gorąca woda wypełniała wannę, postanowiłam zrobić pranie. Posortowałam ciuchy kolorystycznie i wrzuciłam pierwszą partię białych ubrań do pralki. Oczywiście nie włączałam jej na razie, bo nie mam zamiaru relaksować się w wannie przy dźwiękach szumu silnika i syczącej wody. Zakręcam kurki i wchodzę do gorącej wanny, w której spędzam ponad pół godziny. Myję i odżywiam włosy i dopiero kiedy woda zaczynała się robić chłodna wychodzę z wanny. Teraz mogę włączyć pralkę. Ubieram wygodny dres i idę zrobić sobie śniadanie. Dziś rezygnuję z płatków z mlekiem na rzecz ciepłych gofrów z dżemem i bitą śmietaną. Siadam przed telewizorem z puszką śmietany i słoikiem dżemu. Przykrywam się ciepłym kocem i kreślę dżemem zmyślne wzory na słodkim śniadaniu. O tej porze nie leci nic ciekawego, więc puszczam tak często oglądany przeze mnie ostatnio kanał z telewizją śniadaniową. Śledzę od czasu do czasu tematy rozmów gości i dziennikarzy, ale bardziej skupiam się na śniadaniu. Do czasu, bo gdy dziennikarze wymienił nazwę One Direction od razu skupiłam się na programie. Chciałam zobaczyć jaką głupotę i plotkę wymyślili tym razem. Miałam tylko nadzieję, że nie zobaczę znowu Louisa z Ritą. I nie zobaczyłam, ale to co pokazali było jeszcze gorsze. Zobaczyłam karetkę podjeżdżająca pod hotel chłopców i kilku lekarzy, którzy wbiegli do środka. Moje serce zamarło. Co takiego mogło się stać? Mówili o One Direction, ale może wymienili ich dlatego, że mieszkają w tym hotelu… nie to bez sensu, coś musiało się stać któremuś z chłopaków. Czemu ta głupia dziennikarka, której normalnie nie zamyka się buzia teraz nic nie mówi? Minęło kilka sekund, a ja czuję się jakby mijały lata, niech wreszcie powiedzą co się stało! Siedzę jak na szpilkach czekając w skupieniu na to co będzie się dziać dalej. Nagle otwierają się drzwi hotelu, a serce pochodzi mi do gardła. Dwóch lekarzy prowadzi kogoś, mocno trzymając pod rękę. Dziennikarze mówią, że to któryś z chłopaków z 1D, ale nie mają dokładnych informacji który. Podbiegam do telewizora, ale nie mogę rozpoznać kto to taki. Film nie dość, że jest kręcony z daleka, to jeszcze jest niewyraźny, a chłopak ma opuszczoną głowę, którą przykrywa kaptur ciemnej bluzy, ma też szerokie dresowe spodnie więc rozpoznanie sylwetki nie wchodzi w grę. Nie mogę nawet rozpoznać jakiego jest wzrostu, bo jest mocno przechylony do przodu. Wygląda to dość groźnie, ten ktoś ledwie odrywał stopy od ziemi, wyglądał jakby ciągle tracił i odzyskiwał przytomność. W miarę jak podchodzą coraz bliżej karetki, a tym samym bliżej kamery moje serce bije coraz głośniej. Kto to może być? Czy to Hazza, a może Niall, Liam, Lou, Zayn!? Och, nie mogę rozpoznać twarzy! Co takiego mogło się stać? Dlaczego ten chłopak jest taki słaby? A może to nie jest żaden z nich? Szukam jakiejkolwiek cechy, która podpowiedziałaby mi na kogo właśnie patrzę. Niestety nic z tego, są już prawie w samochodzie, a ja dalej niczego nie wiem. Jeden z lekarzy wskakuje do karetki i pomaga wnieść do niej chorego. Chłopak prawie upada, lekarze łapią go w ostatniej chwili. Jego bluza unosi się odrobinę w górę i odkrywa kawałeczek pleców, a wtedy bez problemu i w stu procentach mogę stwierdzić na kogo patrzę. Czuję się tak jakby ktoś rzucił we mnie ogromnym kamieniem. Karetka w telewizji odjeżdża, a ja nie mogę się ruszyć. Siedzę jak sparaliżowana.

_____________________________
HElloHEllo gwiazdy :) :) :)
Życzę miłej niedzieli! :*

PS. 1: Droga ~dominika248 postanowiłam podziękować Ci za Twoją uwagę i zapewnić, że dostosuję się do Twoich rad i zmienię sposób umieszania dialogów w opowiadaniu. A to wszystko w obawie i w trosce o Twoje choroby oczy (m.in oczopląs) spowodowane stylem pisania mojego bloga:D tak serio, to chciałam to już zrobić w tamtym rozdziale, ale spieszyłam się piszcząc go i zapomniałam. A w tym rozdziale jak na złość Oli z nikim nie gada! hahah :D buziaki

DAJCIE ZNAĆ W KOMENTARZACH, JEŚLI MACIE JESZCZE JAKIEŚ ZASTRZEŻENIA CO DO STRONY STYLISTYCZNEJ BLOGA :)

PS. 2: Cześć Agatko, Kobieto pracująca! :D :*

PS. 3: Widziałyście filmiki z pierwszego koncertu chłopców z trasy TMH? Są świetne, chłopaki dali z siebie 101% – jak zwykle! A filmiki, które są wyświetlane w przerwach między piosenkami, gdy chłopcy się przebierają są boskie! :D W każdym z tych filmów najbardziej rozwala mnie Harry! Uwielbiam tego czubka! :D

Pierwszy: IMPREZKA… Up All Night!

Drugi: Ranek po imprezce!

Trzeci: Chłopcy w przebraniach na ulicy!

Szczególnie uwielbiam ten ostatni w którym Liam i Hazza są staruszkami, a Niall i Zayn ulicznymi grajkami, a nasz Loui jest mega słodziakiem i to on jest naaaajsłodszy w tym filmiku! Ach! :*

Emm… Mamo… Tato… To są.. to… eh, poznajcie moich idoli:

 

buziaki dla Was wszystkich :*

Rozdział 166.

- Coś nie tak? Jestem tym samym chłopakiem co pięć minut temu, Oli. Mam nadzieję, że nie zwariujesz teraz na moim punkcie. – powiedział, zapewne zaalarmowany moją miną. Uśmiechnęłam się słysząc te słowa – Niestety… Nie obraź się, ale… nie robi to na mnie żadnego wrażenia. Cholera, czy ja mam napisane na czole „Idealna znajoma gwiazd showbiznessu”? – chłopak patrzył na mnie zdziwiony, nie rozumiał o co mi chodzi – Chodzi mi o to, że wszyscy moi przyjaciele, z wyjątkiem Viki to jakieś znane gwiazdy – dalej marszczył brwi, a ja wypuściłam głośno powietrze z płuc – Znasz One Direction? – Ten boysband? Pewnie, moja dziewczyna ich uwielbia. Ma nawet bilet na ich koncert, bo w przyszłym tygodniu grają w Nowym Yorku – oznajmił – Dokładnie. Więc już wiesz, dlaczego mój chłopak pracuje właśnie w Nowym Yorku. Chodzę z jednym z członków 1D. Z tym w czerwonych spodniach z szelkami i bluzkami w paski. Z resztą zespołu bardzo się przyjaźnię – wyznałam, a chłopak patrzył na mnie ciężko zdziwiony. Chyba nie bardzo mi wierzył – Oli… wiesz, nie musisz niczego przede mną udawać, ani mi imponować wymyślając znanych chłopaków, czy coś… bez urazy oczywiście – Doug zaczął mieszać – Eh, popatrz – wyciągnęłam z torebki egzemplarz New York Timesa, o który prosiła mnie Viki, ale zapomniałam jej go dać. Otworzyłam gazetę na odpowiedniej stronie – Widzisz, to Viki, a to jej chłopak Liam, a to ja. Tam jest mój Lou, dalej Harry, Niall i Zayn. – pokazywałam palcami – Coś takiego… Czyli to prawda – powiedział nie odrywając oczu od gazety – Grałam też w ich klipie do What Makes You Beautiful – dodałam – Znam to! „Ooo oow, thats what makes you beautiful! – zaśpiewał śmiejąc się – Widziałem ten klip z milion razy, oczywiście razem z moją dziewczyną. Teraz już nawet kojarzę w którym momencie tam się pojawiasz. Wyglądasz trochę inaczej ze spiętymi włosami i w krótkich spodenkach, niż teraz w tych zimowych ciuchach, ale masz tą samą uśmiechniętą buźkę. Ten lokaty cię tam bajeruje, śpiewa i uśmiecha się słodziutko – Rzeczywiście to ja – przyznałam – Masz jeszcze jakiś sławnych znajomych? – zapytał – Na castingach do reklamy telefonii komórkowej zaprzyjaźniłam się z chłopakiem, który okazał się być młodą gwiazdą komediowych seriali. To jeden z moich najlepszych przyjaciół – dodałam – Ach, a na tegorocznych wakacjach zakolegowałam się z Wojtkiem Szczęsnym – Tym bramkarzem Arsenalu? – zapytał wreszcie patrząc na mnie, a nie na gazetę – Mhym – przytaknęłam pijąc kawę – Dlatego tak zareagowałam na wiadomość o twojej sławie. To chyba jakieś fatum – skomentowałam – Raczej wielkie szczęście, znalazłaś prawdziwych przyjaciół – uśmiechnął się – Fajnie tu wyglądasz – wskazał na gazetę – Dzięki – odpowiedziałam nieco się rumieniąc – Moja dziewczyna mi nie uwierzy, że znam przyjaciółkę chłopaków z 1D… A czy ten Louis przypadkiem nie chodzi z Ritą Orą? Chyba ich widziałem rano w telewizji – oznajmił zdezorientowany – Też to dzisiaj widziałam. To aż dziwne, ile osób ogląda telewizję śniadaniową – zaśmiałam się smutno – To był fake, wiesz, zwykła ustawka dla paparazzi, ale i tak się wkurzyłam, bo pajac o niczym mi nie powiedział – skrzywiłam się obracając kubek w rękach – Rzeczywiście zachował się jak pajac – przyznał, a mnie rozbawiła ta uwaga. – Dobra, nie gadajmy już o tym. Masz jeszcze jakiś zestaw pytań, drogi Kyle’u z „LOL”? – zapytałam, bo przypomniało mi się dokładnie, gdzie go widziałam – Błagam, tylko nie mów do mnie Kyle, wszystkie nastolatki to robią. – poprosił – Nie ma sprawy – odpowiedziałam – Olii, ty chyba też nie pochodzisz z Anglii? Ten twój akcent… Jest bardzo podobny do brytyjskiego, ale niekiedy dziwnie akcentujesz drugą sylabę – popatrzył na mnie badawczo, zmieniając temat – Poza tym mówiłaś w dziwnym języku z panem Levym – dodał – Punkt dla ciebie, rzeczywiście nie jestem tutejsza. Teraz szansa na kolejny punkt… skąd pochodzę? – zapytałam ciesząc się z zmiany tematu – Zaciśnijmy poszukiwania do konkretnego kontynentu. Jesteś z Europy, tak? – Zgadza się – odpowiedziałam, a chłopak lustrował mnie i marszcząc brwi zastanawiał się – Na pewno nie jesteś Niemką, twoja mowa jest płynna, nie akcentujesz twardo żadnych liter… – mówił bardziej do siebie niż do mnie – Musisz wiedzieć, że chodziłam na kurs języka angielskiego-brytyjskiego i wkuwałam całymi nocami ten głupi akcent – Nie ułatwiasz mi – zaśmiał się – Ale i tak skreślam Niemcy, znam kilka dziewcząt stamtąd i uwierz mi, że nie jesteś do nich ani trochę podobna. Poza tym ten język w którym rozmawiałaś z Levym… to nie był niemiecki. Masz słowiańską urodę, więc będę strzelać w te rejony – zmrużył oczy dalej się zastanawiając. Słowiańska uroda? Płynna mowa? Zaciśnijmy poszukiwania? Jaki młody człowiek posługuje się takim językiem? pomyślałam – Obstawiam Czechy i Rosję. Dobra, strzelam. Czechy. – Prawie, mój kraj sąsiaduje z Czechami. Jestem Polką – odpowiedziałam – Polką? – zdziwił się – Tak, a co? – zapytałam zaskoczona jego reakcją – Nie wyglądasz na Polkę. Tam panuje skrajna bieda i głód – oznajmił mi, a ja omal zakrztusiłam się kawą – Co takiego?! – zapytałam kaszląc, chłopak strasznie się zmieszał – Przepraszam, nie chciałem cię urazić. To była głupia uwaga z mojej strony, nie powinienem wierzyć stereotypom. Nie gniewaj się – na jego twarzy było widać skruchę – Więc to tak amerykanie widzą Polaków… Ale nie martw się, my uważamy was za nieumytych, spoconych grubasów z hamburgerem w jednej i colą w drugiej ręce – Naprawdę? – zdziwił się – Czy ja wyglądam na nieumytego grubasa? – A ja na biedną dziewuchę ze wsi? – odpowiedziałam pytaniem na pytanie – Dobra, to było niemądre z mojej strony. Jeszcze raz przepraszam – powiedział – Spoko – odpowiedziałam. Posiedzieliśmy w Starbucksie dłużej niż przypuszczałam, potem wróciliśmy na szkolny parking. Ku mojej uciesze śnieg dalej mocno sypał – Podwieźć cię do domu? – zaproponowałam, gdy Douglas odprowadził mnie do samochodu – Nie, też jestem autem. Swoją drogą jak wy tu możecie jeździć? Lewą stroną? Co za kretyn to wymyślił? – zaśmiał się – Witamy w Anglii – uśmiechnęłam się – Przyzwyczaisz się, mi też było ciężko, ale Londyn, o ile nie liczyć deszczu, nie jest taki zły – dodałam – Mam nadzieję. Do zobaczenia za tydzień – chłopak wyciągnął do mnie dłoń – Do zobaczenia – odpowiedziałam i uścisnęłam ją w przyjaznym geście.
We czwartkowe popołudnie relaksowałam się w łóżku oglądając „Twilight”, jedząc popcorn i śliniąc się do przystojnego Edwarda Cullena. To nie mieści mi się w głowie, widziałam go przecież kilka dni temu. To niezwykłe, czuję się jak w bajce. Mogę śmiało porównać się do Belli, obie robimy niezwykłe rzeczy, spotykamy niezwykłych ludzi i to wszystko za sprawą naszych niezwykłych facetów. Gdyby tylko Lou był we mnie tak mocno zakochany jak Edzio w Belli… ech – Jezu! – krzyczę i podskakuję nagle wystraszona, bo z moich przemyśleń wyrywa mnie dźwięk dzwonka telefonu. To Maciek. Uśmiecham się do wyświetlacza, domyślam się dlaczego dzwoni – Halo? – odzywam się do słuchawki – Cześć Oli, ty wariatko, właśnie dostałem przesyłkę z Anglii! – krzyczał podekscytowany – Nie musiałaś tego robić, nie musiałaś płacić za mój bilet, Oliwia jak ja ci się odwdzięczę? Jest mi strasznie głupio, nie wiem co mam teraz zrobić, ani co powiedzieć – zalał mnie słowotokiem – Wystarczyłoby dziękuję i cieszę się, że się zobaczymy… – Dziękuję i cieszę się, że się zobaczymy – powtórzył od razu za mną, nie ukrywając entuzjazmu, a ja uśmiechnęłam się szeroko. Wiedziałam, że się ucieszy, ale nie sądziłam, że aż tak – Też się cieszę i nie mogę doczekać – odpowiedziałam – Ja bardziej! Och, spełni się moje marzenie, wreszcie zobaczę Londyn! I to u twego boku! Będziemy cały dzień biegać po mieście, musisz mi pokazać każdy, nawet najmniejszy zakamarek tego cudownego miasta – mówił radosnym głosem – Zmienisz zdanie o tym mieście, gdy wrócimy do domu po kilku godzinach zwiedzania go w deszczu – powiedziałam – Przecież spacery w deszczu są super – zaśmialiśmy się z uwagi Maćka – Bardzo super. To kiedy wpadasz? – zapytałam – Mam nadzieję, że jak najprędzej. Kończymy drugi sezon rodzinki, więc potem już będzie luz. W październiku pewnie nie dam rady, ale przylecę w listopadzie. Ile dni mogę zostać? – zapytał – To przecież bilet otwarty. Sam ustalasz datę przylotu i odlotu – odpowiedziałam, chociaż wiedziałam, że nie o to pyta – Tak, ale chodzi mi o to ile czasu będę mógł mieszkać u ciebie -  Możesz przylecieć kiedy chcesz i wrócić do domu kiedy chcesz. Jak dla mnie, to możesz nawet u mnie zamieszkać – powiedziałam – Taa, Louis byłby wniebowzięty – zażartował – Chyba średnio by się tym zainteresował… – szepnęłam pod nosem, bardziej do siebie niż do Maćka – Nie zrozumiałem, możesz powtórzyć? – Nie, nie nic. Dobra, to czekam na ciebie, tylko daj znać wcześniej kiedy przyjedziesz, żebym zdążyła posprzątać. Inaczej nie wpuszczę cię do środka – zagroziłam – I tak wiem, że nie zrobiłabyś tego – odpowiedział – Oj, to chyba się zdziwisz – powiedziałam, chociaż to oczywiście Maciek miał rację – Oczywiście, że dam znać wcześniej, zrobię wszystko czego chcesz. – chłopak dał za wygraną – Przynajmniej tak będę ci mógł się odwdzięczyć. Dzięki za bilet i zaproszenie – dodał – Cała przyjemność po mojej stronie. Do zobaczenia przyjacielu – Do zobaczenia przyjaciółko – odpowiedział i rozłączył się, a na mojej twarzy malował się ogromny uśmiech. Uwielbiam moich gwiazdorskich przyjaciół!