Archiwum dla Luty, 2013

RED NOSE DAY with our boys :)

Hello dziewczynki :) Jak już pewnie wiecie,
nasi KOCHANI chłopcy wspierają Brytyjską
akcję charytatywną pod nazwą „Red Nose Day”.

Cały zespół wkłada kawał serca w tą akcję, tym bardziej po wizycie Ghanie,
gdzie mogli na własne oczy zobaczyć jak duża jest liczba potrzebujących.
W filmiku, który został nagrany przez ekipę chłopców widzimy, jak bardzo
przeżywają sytuację żyjących tam ludzi, a w szczególności dzieci.

Nawet nasz Bad Boy Malik pokazał nam swoje drugie oblicze,
cierpiąc i współczując mieszkańcom Ghany…

Wszystkich chłopców jak i pewnie wszystkich widzów poruszył ten krótki filmik,
który zapewne nie pokazuje nawet 10% ciężkiego życia mieszkańców Afryki.

Dzieci umierają tam na biegunkę i zapalenie płuc, co u nas w Europie jest nie do pomyślenia!
A to wszystko dlatego, że ani szpitali ani mieszkańców nie stać na podstawowe szczepienia…


Koszt takiej szczepionki to tylko 5 funtów!
Chłopcy wydali singiel „One Way Or Another” z którego cały dochód
ze sprzedaży zostanie przekazany dla fundacji Red Nose Day!

Singiel jest również do kupienia w Polsce:


http://www.empik.com/one-way-or-another-teenage-kicks,p1065704131,ebooki-i-mp3-p

 

Koszt takiego albumu to niecałe 8zł… to połowa
kosztów szczepionki dla jednego dziecka…
Wyobrażacie to sobie? Kupując ten singiel za 8zł

zwiększamy szansę na przeżycie jakiegoś dziecka o 50%!


Dlatego apeluję i proszę każdą z Was o zakup tego singla!
To dla nas naprawdę nie duże koszty, a możemy uratować komuś życie…

 

Fundację Red Nose Day wspierają między innymi:

Olly Murs

Jaś Fasola :D

Jedward

Gordon Ramsay

Union J

Jessie J

One Direction…

A także ja: Miss Piggy ;)

 

Ja już zakupiłam wspomniany singiel :) Tym sposobem, gdy dzwoni
mój telefon słyszę głos Hazzy, który śpiewa, że w ten lub inny sposób
mnie znajdzie, a potem zdobędzie i Och!… aż szkoda mi odbierać ;P

 

Jeszcze raz namawiam serdecznie do zakupu singla i po prostu MUSZĘ
ten ostatni raz pochwalić naszych chłopców za to co robią :)
Jestem z nich baardzo dumna! Podziwiam ich za to, że pomimo tak młodego
wieku i takiego stylu życia nie pozostają obojętni na problemy innych ludzi.
Cieszę się, że tak chętnie wspierają akcje charytatywne i wykorzystują ogrom
skali swojej sławy do słusznych celów.

ChłOpaki, tO sprawia, że kOchamy Was jeszcze mOcniej!


PS. Dla tych, którzy jeszcze nie przeczytali -
pod spodem znajduje się nowy, 165 rozdział :)

Rozdział 165.

Po czterech godzinach ekscytującego wykładu, który naprawdę mnie wciągnął, pan Levy nagle podziękował nam za uwagę i pozwolił wyjść. Nie zdążyłam nawet wpakować książek do torebki, a Douglas już stał obok nas z kremową kurtką w ręce, a z jego torby, którą miał przewieszoną przez ramię wystawały niedbale wrzucone książki – Szybki jesteś – skomentowałam jego zachowanie nie przerywając przygotowań do wyjścia. Założyłam płaszcz i zaczęłam go zapinać, gdy podeszły do nas Sara i Emma, dwie piękne, czarnowłose dziewczyny z drugiego roku – Hej dziewczyny – przywitałyśmy je miło z Viki – Hej – zwróciły się do nas, nawet nie patrząc w naszą stronę – Cześć, jesteś Douglas, tak? – zwróciła się do chłopaka niższa dziewczyna, Emma. Od razu wiedziałam, że chodzi o niego – Tak – odpowiedział krótko – Jestem Emma, a to Sara. Miło nam cię poznać – Mi również – odpowiedział miło chłopak – Słuchaj… – zwróciła się do niego zalotnie Sara – Może wybierzemy się gdzieś razem po zajęciach… pokażemy ci miasto, spędzimy razem trochę czasu – Zaczęła trzepotać rzęsami tak, że bałam się, że skruszy jej się maskara. – Tak właściwie to jestem już umówiony… – odpowiedział Douglas patrząc znacząco na mnie i Viki – Jeśli chcesz zmienić plany, to nie ma sprawy. Możemy się spotkać w przyszłym tygodniu – odpowiedziałam. Pomimo tego, że nawet cieszyłam się na to wyjście, chciałam, żeby chłopak miał wybór i nie był do niczego zmuszany – Widzisz, czyli jesteś wolny. To jak, idziemy? – zapytała Emma. Chłopak zupełnie ją zignorował i zwrócił się do nas – O, nie, już dziś mnie nie spławicie. Umówiliśmy się, więc idziemy. Tak łatwo się mnie nie pozbędziecie – uśmiechnął się szeroko – Nie miałyśmy zamiaru – odpowiedziała Viki – Tym bardziej, że ty stawiasz – zażartowałam – Dzięki za propozycję, ale może innym razem – odezwał się do dwóch skołowanych dziewczyn. Nie były przyzwyczajone do tego, że ktoś im odmawia – Skoro tak uważasz. Chodź Emma, idziemy – wyprostowały się dumnie, a idąca z tyłu Sara zatrzymała się obok Douglasa i przyłożyła usta do jego ucha – Jeśli zmienisz zdanie dzwoń o każdej porze dnia i nocy – wyszeptała zalotnie podając mu karteczkę z swoim numerem telefonu i odeszła. Chłopak stał jeszcze chwilę oszołomiony po czym parsknęliśmy śmiechem – Jesteś chyba pierwszym facetem na uczelni, który odmówił Emmie i Sarze – poformowałam go i ruszyliśmy w stronę wejścia do szkoły – Wiesz co Oliwia, wielkie dzięki. Dlaczego chciałaś mnie spławić i pozwolić z nimi wyjść? Pewnie gadalibyśmy o torebkach przez cały dzień – Douglas przewrócił oczami udając obrażonego, a mnie trochę zaskoczył, tym jak trafnie ocenia nowo poznanych ludzi – A skąd wiesz, że my nie gadamy przez cały dzień o torebkach? – zapytała zawadiacko Viki – Po prostu nie wyglądacie na tak puste osoby – Torebki są spoko! – wtrąciłam od razu i zaczęliśmy się śmiać.
Postanowiliśmy iść pieszo do Starbucksa, który znajdował się zaledwie ulicę dalej. Wszędzie było już totalnie biało, wreszcie te szare miasto nabrało jakiegoś koloru. Doszliśmy do kawiarni, zamówiłam dla siebie białą kawę z odrobiną wanilii, Douglas czarną z cynamonem, a Viki wzięła zieloną herbatę, którą próbowała nam wcisnąć przez cały czas, kiedy staliśmy w kolejce do kasy. Dziewczyna uważa, że kawa to jedno z największych przekleństw tego świata, bo nie dość, że jest niedobra, kwaśna i droga to jeszcze podnosi ciśnienie i co najgorsze barwi zęby. – Oliwia, ty tym bardziej nie powinnaś pić kawy, gdy bierzesz antybiotyki. – przypomniała mi gdy siadaliśmy do stolika – Najwyżej umrę – zaśmiałam się – To ty naprawdę bierzesz jakieś leki? Myślałem, że choroba to wymówka za gadanie dla O’Connor, a potem by mnie spławić. – zdziwił się chłopak, a ja zaśmiałam się. Czy rzeczywiście wyglądam na taką kłamczuchę? – To coś poważnego? – zapytał z poważną miną – Nic takiego. Zapalenie płuc – odpowiedział – Czyli coś poważnego – odpowiedział i pociągnął łyk kawy – To może opowiedz nam coś o sobie. Jesteś ze stanów, to wiem. Twojego akcentu nie da się ukryć – powiedziała Viki pokazując język chłopakowi – Vice versa Viktorio. To twoje ‚heloł’ i to, że pijesz herbatę mówi mi o tobie wszystko – zaśmiał się – Ale rzeczywiście jestem ze stanów, dokładnie z Nowego Yorku… – popatrzyłyśmy na siebie z Viki znacząco, co za zbieg okoliczności, przecież jeszcze kilka dni temu tam byłyśmy – …po rozwodzie rodziców przeniosłem się tutaj z mamą. To było trochę szalone, zmieniać uczelnię na ostatnim roku studiów, ale nie mogłem jej zostawić samej. Rzuciłem wszystko i jestem. To cała moja historia – wzruszył ramionami – To przykre, współczuję ci. Wyobrażam sobie jak ciężko jest po tylu latach pogodzić się z rozbiciem rodziny – powiedziałam patrząc na blat stołu – Jeśli przeżyję ten rok to będzie tylko lepiej – uśmiechnął się. – Jasna cholera! – Viki zerwała się z krzesła z telefonem w ręce – Miałam odebrać młodą od koleżanki! Cieszcie się, że nie macie na miejscu rodzeństwa. Pa Oli, bądź grzeczna – nakazała mi po czym spojrzała na Douglasa, a potem zaś na mnie – Albo nie. Bądź grzeszna – uniosła brwi – Viki! – upomniałam ją – Pa Doug, do zobaczenia za tydzień! – Do zobaczenia – odpowiedział chłopak. Cholera. Zostałam z nim sam na sam, to trochę niezręczne – Chyba też będę się już zbierać – powiedziałam – Żartujesz? Ledwo przyszliśmy, nie bój się, nie jestem żadnym zboczeńcem. Nic ci nie zrobię – powiedział niemal błagalnym tonem, na co uśmiechnęłam się – Nie o to chodzi, po prostu… trochę mi nie zręcznie siedzieć tutaj z tobą sam na sam… Mam chłopaka – odpowiedziałam prosto z mostu – A ja dziewczynę. Ale nie widzę w tym nic złego. Przecież nic takiego nie robimy – oznajmił – No niby, tak, ale.. – Boisz się, że twój chłopak nas nakryje? – to brzmiało prawie jak zdanie oznajmujące – Raczej nie ma na to szans, jest w Nowym Yorku – To tak jak moja dziewczyna – uśmiechnął się – Pół godziny? – negocjował dalej – Niech będzie – odpowiedziałam. Nie mogłam mu odmówić, gdy tak na mnie patrzył. Poza tym pewnie poza mną i Viki nie zna tutaj nikogo z kim mógłby posiedzieć i pogadać – Twój chłopak pochodzi ze Stanów? – przerwał moje przemyślenia – Nie, z Anglii. Wyjechał tam na jakiś czas do… emm.. pracy – odpowiedziałam wymijająco. Nie chciałam od razu zdradzać, że mój chłopak podbija serca nastolatek w światowej sławy boysbandzie. – Mhym. A co robicie tutaj w wolnym czasie? – Chodzimy na kręgle, do klubów, pubów i oczywiście do Westfielda na zakupy – odpowiedziałam – A co ty robisz w swoim wolnym czasie? Pracujesz gdzieś? – zapytał znowu – Zadajesz bardzo dużo pytań – zauważyłam – Jestem ciekaw życia – zaskoczył mnie taką odpowiedzią – Pracuję czasami dla Similar Models… – Modelka! – wtrącił mi w połowie zdania – Amatorka. Czy ja ci wyglądam na modelkę? – dodałam natychmiast – Tak średnio. – to była niemiła uwaga, pomyślałam. Zanim zdążyłam się odezwać chłopak od razu dodał – To znaczy nie, żeby coś było z tobą nie tak, wszystko jest w porządku, jesteś śliczna i masz nienaganną figurę, ale nie masz botoksu, ani ust jak ryba, tak jak wszystkie znane mi modelki. No chyba, że masz dobrego chirurga – zaśmiał się – Raczej to pierwsze. – odpowiedziałam niemal z ulgą, że chodziło tylko o to – A ty, co robiłeś w swoim wolnym czasie? Życie w wielkim mieście to pewnie ciągła imprezka? – zapytałam – Chciałbym, ale nie miałem na to czasu. Uczyłem się i starałem poświęcać jak najwięcej czasu dziewczynie, co niestety słabo mi wychodziło. Praca zajmowała mi cały wolny czas, więc dla siebie w ogóle go nie miałem. – odpowiedział – Co to była za praca? Dobrze płatna, czy tak bardzo ją kochałeś, że poświęcałeś jej każdą chwilę? – dopytywałam – I jedno i drugie… Jestem aktorem – oznajmił, a mnie olśniło. Ta specyficzna twarz, dziwnie znajoma… już wiem, widziałam go w jakimś filmie! – Niech to szlag, wiedziałam, że skądś cię kojarzę – wyszeptałam pod nosem. Znowu gwiazdor! Czy ja naprawdę nie mogę mieć normalnych znajomych?

_____________________________________

To już rok!!! Naprawdę ciężko mi w to uwierzyć,
ale dokładnie 18.02.2012 napisałam na tym blogu
pierwszy wpis! :) To niewiarygodne, że ciągnę tą
opowieść tak długo, a Wy dalej jesteście ze mną,
wpieracie mnie i motywujecie!

Życzę sobie, abym w przyszłym roku o tej samej
porze mogła napisać podobną notkę, którą WY
przeczytacie :)

 

MASSIVE THANK YOU!

Wszystkim razem i każdemu z osobna:

Dziękuję.

♥ Za dobre słowo.

♥ Za każdą uwagę.

♥ Za każde wejście.

♥ Za każdy komentarz.

♥ Za wasze szalone pomysły.

♥ Za wszystko.

Love You All :*

Rozdział 164.

Baran, głupek, kretyn, idiota, burak, dupek, osioł i bezrozumne dziecko! Mam dla niego jeszcze kilka innych określeń, ale nie chcę być wulgarna. Nie przeprasza mnie za to, że sprawił mi przykrość, tylko za to, że mnie nie powiadomił o tym, że taka akacja będzie miała miejsce. Druga sprawa, że pewnie przeprosił mnie też dlatego, że chciał mieć święty spokój i wreszcie się wyspać. Tak w ogóle to niby ta historia trzyma się kupy, ale ani trochę w nią nie wierzę. To wcale nie wyglądało jak ustawka, bo zdjęcia były złej jakości, cykane zza jakichś krzaków. Jestem wściekła, tak strasznie chciałabym wejrzeć do jego pustej głowy i zobaczyć co się w niej dzieje. Chciałabym wykrzyczeć, że go nienawidzę, ale to tak jakbym krzyczała, że nie nazywam się Salkin. Byłoby to oczywiste kłamstwo, bo pomimo wszystko nie mogę nienawidzić mojego Lou…

Uspokoiłam się na tyle, aby ubrać się i pojechać do szkoły. Jestem spóźniona o jakieś pół godziny, gdyby chodziło o zajęcia z panią Terminator-O’Connor nie odważyłabym się wejść po czasie do klasy. Dziś jednak mamy zajęcia z moim ulubionym profesorem Levy, a raczej Lewińskim, bo jego dziadek był z pochodzenia Polakiem. Profesor uwielbia Polskę, dlatego od początku mam u niego fory i jestem jego ulubienicą. Zna nawet kilka zwrotów po Polsku i od czasu do czasu pyta mnie jak daną rzecz przetłumaczyć. Nie chcę jednak wykorzystywać jego cierpliwości w stosunku do mnie więc biegnę do klasy – Dzień dobry, przepraszam bardzo za spóźnienie – wołam od progu dalej biegnąc do ławki – Dzień dobry Oliwio, nic się nie stało, proszę usiądź. Emm.. Miłoł się fidzieć – ostatnią część wypowiedział po Polsku z mocnym, brytyjskim akcentem. Uśmiechnęłam się szeroko, po takim poranku powitanie w ojczystym języku od razu poprawia mi humor – Mi też miło – odpowiedziałam prosto, tak aby zrozumiał. Viki popatrzyła na pytająco – Powiedział, ze miło mnie widzieć – wyjaśniłam, ściągając płaszcz i rozsiadając się wygodnie w ławce – On cie uwielbia. Gdyby mógł to by cię adoptował – zażartowała przyjaciółka – Też go lubię – odpowiedziałam. – Jak tam z Lou i tą blond małpą? Jak się czujesz? – dopytywała Viki z współczuciem – To był fake, miałaś rację. Medialna podstawka aby wypromować Ritę – powtórzyłam wszystko co mówił Lou, ale nie chciałam wspominać o tym, że w to nie wierzę, a Louis nie okazał żadnej skruchy – Wiedziałam, że wszystko dobrze się skończy – przyjaciółka uśmiechnęła się do mnie z wyraźną ulgą. Łyknęła to, więc to na szczęście koniec tematu, czas przejść do lekcji. Wyciągnęłam książki z torby i obróciłam się, aby powiesić ją na oparciu krzesła. Gdy podniosłam głowę napotkałam spojrzenie Douglasa. Dopiero teraz go zauważyłam. Chłopak uśmiechał się i machał mi przyjaźnie spod tablicy. Sam zgłosił się do pomocy panu Levy’iemu w rozwikłaniu dylematu co miał na myśli autor wiersza – Hello – powiedziałam szeptem i też mu odmachałam. To naprawdę fajny chłopak, swoim niewinnym uśmiechem i zachowaniem trochę przypomina mi Nialla. Gdy odrabialiśmy z Viki pracę domową w Nowym Yorku, a Niall nam pomagał wykazywał takie same zaangażowanie w lekcję co teraz Douglas:  chociaż nie zawsze wiedział o czym mówi to bardzo się starał… no dopóki blondi nie usnął, ale to już inna bajka. Gdy tak patrzę na Douglasa myślę, że warto byłoby dać mu szansę i go poznać. Jeśli ma więcej cech Nialla to będzie idealnym kandydatem na szkolnego przyjaciela. Z tego co mówiła wczoraj pani O’Connor i wnioskując z jego akcentu przeprowadził się tutaj z USA. Dobrze wiem jak to jest być nowym i samotnym w całkiem innym państwie. Mi zaaklimatyzować się pomogła Viki, więc dlaczego ja nie miałabym pomóc Douglasowi? Poza tym rozerwę się trochę i odpędzę myśli od Louisa. Wyrywam kartkę z notatnika i rozrywam ją na pół. Chwyciłam za długopis, a ciekawska przyjaciółka spogląda na mnie zdziwiona, gdy zaczynam pisać „Zaproszenie na kawę wciąż aktualne? ;) Oli xX” narysowałam jeszcze malutką filiżankę z parującym napojem. Zgięłam starannie kartkę na pół – Ja chyba wiem, o co chodziło w tym wierszu. Mogę podejść? – wypaliłam nagle, ten wiersz przerabiałam w liceum i sporo pamiętałam – Co ty robisz? – syknęła przyjaciółka – Proszę bardzo, Oliwio, będzie nam miło, jeśli podzielisz się z nami swoją opinią – Pan Levy był zachwycony, a Douglas zaskoczony tak samo jak Viki – Dziękuję – powiedziałam do niego po Polsku stojąc już przy biurku – Prosze – odpowiedział uśmiechnięty – Wydaje mi się, że autor w tym wierszu chce opisać swoją tęsknotę za ojczyzną, rodziną i dziecięcą beztroską, którą pamięta z rodzinnego domu – wyjaśniłam – Och, Oliwio, to takie smutne słyszeć to z twoich ust. Ten wiersz jakby opisywał sytuację w jakiej się znajdujesz! – Pan Levy był oczarowany moją interpretacją, a ja tylko skinęłam głową – Douglas jest dokładnie w tej samej sytuacji co ja, tylko, że Stany nie są takie piękne jak Polska – wyjaśniłam, dobrze wiedząc jakiej broni użyć, aby wkraść chłopaka w łaski pana profesora – Masz rację Oliwio i pomimo tych wszystkich trudności, tęsknoty za domem i za tym co znane pan Douglas wykazuje wolę nauki i poszerzania swoich horyzontów. – Douglas poważnie skinął głową, a ja delikatnie poklepałam go krzepiąco po ramieniu. Profesor widząc to jak niby wzajemnie się wspieramy westchnął głośno i już teraz wiedziałam, że oboje mamy go w garści. Dyskretnie wcisnęłam Douglasowi liścik do dłoni, a ten spojrzał na mnie marszcząc brwi, na co tylko wzruszyłam ramionami – Możecie uścisnąć. – Powiedział do nas, po czym dodał mówiąc do klasy – Chciałbym mieć samych tak zdolnych uczniów jak ta nieszczęśliwa dwójka, bierzcie z nich przykład – uśmiechnęłam się pod nosem, a potem z poważną miną usiadłam w ławce – Coś ty zrobiła? Umówiłaś się na kawę z Levy’m? Oszalałaś?! – Co? – zapytałam zbita z tropu – Pisałaś ten liścik o kawie, a potem podeszłaś do biurka Levy’go… widziałam! To dlatego on traktuje cię tak ulgowo, o boże Oli! On mógłby być twoim ojcem! – Viki zrobiła wielkie oczy z przerażenia – To był liścik do Douglasa, Sherlocku! – przewróciłam oczami – Patrz – chwyciłam ją za brodę i odwróciłam delikatnie jej głowę w prawą stronę. Chłopak właśnie rozwijał liścik i go czytał. Odwrócił się w naszą stronę i uśmiechając się pięknie twierdząco skinął głową – Och – wyrwało się Viki – Już myślałam, że umawiasz się z Levy’m, żeby mieć jeszcze wyniki na świadectwie – Nie muszę się z nim umawiać, wystarczy, że jestem Polką. – zaśmiałam się i skupiłyśmy się na lekcji.
_________________________________
Spóźnione, ale szczere …

HAPPY VALENTINE’S DAY moje serduszka! :*


DIRECTIONERS \infty

 

Jak spędziłyście ten dzień?
Ja byłam w pracy, dostałam
piękny bukiet z storczyków
od mojej love, a wieczorem
byliśmy w kinie na „Piękne
Istoty” ;)  Świetny film,
polecam szczególnie wszystkim
fanom „Zmierzchu”, pomimo
tego, że główny aktor nawet
nie może się równać z boskim
Pattinsonem:)


moja crazy Valentynkowa Stylóweczka;)


słodziutka jak wszystko tego dnia kawka + all red! :)

Walentynkowy LARRY! ♥

jutro wyjeżdżam do Nysy na party
studenckie, więc rozdział pojawi się
dopiero w poniedziałek…

buziaki;*