Archiwum dla Marzec, 2013

Rozdział 176.

Dni uciekają mi przez palce. W moim otoczeniu nie dzieje się absolutnie nic. Ani nic dobrego, ani nic złego. Czuję się jak poboczna obserwatorka swojego własnego życia. To takie uczucie jakbym stała z boku i tylko się przyglądała temu wszystkiemu co ze mną się dzieje. Nie mam absolutnie żadnego wpływu na swoje życie, a raczej nie chcę go mieć. Ono po prostu się toczy. Każdy mój dzień wygląda tak samo. Prawie codziennie przychodzi do mnie Viki. Przyjaciółka odwiedza mnie o stałej porze, co jest wielkim plusem, bo wiem, kiedy mam wyjść z łóżka, ogarnąć się i wykąpać. Trochę z nią rozmawiam i zapewniam, że wszystko u mnie jest okej. Przeważnie jemy też razem jakiś obiad. Po jej wyjściu jestem wykończona udawaniem wesołej i sztucznym uśmiechem, ale muszę jeszcze skontaktować się z którymś z chłopców, albo odebrać od nich telefon. Ich również zapewniam najszczęśliwszym głosem na jaki mnie stać, że moje życie jest cudowne. Co kilka dni dzwoni też mama lub Maciek, którym mówię dokładnie to samo co chłopcom z tą różnicą, że nie wiedzą oni jeszcze o zerwaniu z L. i jak na razie nie ma potrzeby, abym im powiedziała. Po wszystkim uciekam na kanapę, przed telewizor i szczelnie okrywam się kocem izolując się od świata. Leżę tak całą resztę dnia, gapiąc się tępo w programy nadawane na Discovery Channel. Jest to jedyny kanał na którym na pewno nie polecą żadne informacje o chłopcach. Nie mam ochoty na oglądanie twarzy L. W sumie to mam, ale wiem, że lepiej dla mnie i przede wszystkim dla niego jeśli o nim zapomnę. Nie płaczę, nie użalam się nad sobą, niczego nie rozpamiętuję. Na swój sposób nawet nie cierpię. Po prostu się wyłączam i staram się jakoś dotrwać do następnego dnia, który będzie powtórką wszystkich poprzednich. Nie wiem ile czasu minęło od mojego powrotu z USA. Nawet nie chcę tego wiedzieć. Nocami prawie nie sypiam. Może dlatego, że staram się usnąć na kanapie zamiast w łóżku? A może powodem mojej bezsenności jest brak jakiegokolwiek ruchu przez dzień? Może po prostu nie śpię, bo nie spalam energii? Staram się dotrzeć do powodu braku senności, bo bardzo mi ona doskwiera. Chciałabym zasnąć i nie myśleć o niczym. Najlepiej, gdybym mogła obudzić się kilka tygodni później nie wiedząc kim był dla mnie L. Tak, na tą chwilę jest to moje największe marzenie. Przydałyby mi się tabletki na lepszy sen, niestety aby je dostać musiałabym wyjść z mieszkania, a jak na razie taka opcja nie wchodzi w grę. Zaciskam powieki i oczyszczam umysł z wszystkich zbędnych myśli. Pół w śnie, pół na jawie niecierpliwie przeczekując godziny do końca dnia.

 

Kolejny, monotonny dzień. Na szczęście najcięższa część już za mną. Wmusiłam w siebie połowę obiadu, który przygotowała przyjaciółka pożegnałam ją i porozmawiałam z Niallem. Dowiedziałam się od niego, że u chłopaków wszystko okej, od kiedy wyrzucili Andiego mają więcej czasu na odpoczynek, na wyskoki na miasto, rozrywkę i przyjemności. Co prawda nadal martwią się tym, że nie mają nowego managera, ale nawet mimo to są szczęśliwi. Czują się po prostu wyluzowani, wypoczęci i w reszcie czerpią sto procent satysfakcji z tego co robią. Niall pochwalił się, że nawet fanki zauważyły, że chłopcy są bardzo energiczni. Jak przystało na jego delikatną naturę, nawet słowem nie wspomniał o L. I dobrze, oszczędził mi tylko bólu, a sobie niezręcznej sytuacji. To właśnie dlatego jeśli to ja dzwonię do chłopców to najczęściej wybieram Nialla. Wystarczy, że posłucham co u nich, opowiem co u mnie, obiecam, że pozdrowię Viki i rozmowa zakończona. Teraz mogę założyć wygodny dres, zamknąć drzwi wejściowe na wszystkie zamki i wrócić do swojej bezpiecznej kanapy. Z ulgą kładę się na niezbyt wygodnym meblu, włączam Discovery i wyłączam mózg. Jest dobrze, a byłoby idealnie gdybym mogła usnąć, albo… umrzeć. Oczywiście z przyczyn naturalnych, czy jakiejś choroby, bo przecież nie mogę sobie podciąć żył. Nie, ze względu na moich bliskich i L., który pewnie czułby się winny mojej śmierci, a to ostatnia rzecz jakiej mu życzę. Jak zwykle resztę dnia postanawiam spędzić pod kocem. Ku swojej wielkiej uciesze po kilkudziesięciu minutach prawie udaje mi się zasnąć. Prawie, bo ktoś zaczyna walić w drzwi mojego mieszkania! A niech to szlag! Jestem wściekła!! Ale i zdziwiona swoją reakcją. Pierwszy raz od wielu dni czuję jakieś emocje. To takie… dziwne. Chociaż chyba wolę być znieczulona… kolejna seria walenia w drzwi. Tak na pewno wolę być znieczulona! Jestem wściekła, mam ochotę zabić tego kogoś za drzwiami. To na pewno listonosz lub kurier! Jeśli to ten pierwszy to skrzynka pocztowa znajduje się na parterze, a jeśli ten drugi to niech sobie zabierze swoją przesyłkę, niczego nie zamawiałam. Chcę mieć chwilę spokoju. Czy to tak wiele? Znowu pukanie. Zarzucam poduszkę na głowę i zaciskam ręce na uszach. Nie dość, że ktoś przerwał moją drzemkę, która jest na wagę złota, to teraz jeszcze chamsko dobija się do drzwi! Ludzie, czy tak trudno zrozumieć moją aluzję? Nie otwieram, bo nie mam ochoty na niczyje towarzystwo… Przyjemnie ciepło i ciemno pod tą poduszką. Albo się uduszę, abo usnę. Obie opcje są bardzo kuszące, dlatego zostaję w tej pozycji, staram się wyciszyć i odrzucić wszystkie negatywne emocje. Uspokajam oddech, w mojej przestrzeni robi się cicho. Niechciany gość skapitulował. I dobrze. Rozluźniam się, by po chwili moje serce zaczęło bić jak szalone. A to za sprawą odgłosu jaki usłyszałam. Ktoś trzasnął moimi wejściowymi drzwiami. To niemożliwe! Przecież nikt nie ma do nich kluczy, a dam sobie obciąć obie dłonie, że zamknęłam je niecałe dwie godzinki temu. Czuję jak serce boleśnie obija się o moją klatkę piersiową. Tak, niby wspominałam o tym, że chcę umrzeć, ale chyba odzywa się we mnie instynkt przetrwania. Jestem przerażona. Ruszyć się? Zawołać coś? A może udawać, że śpię? Adrenalina uderza mi do głowy i powolutku podnoszę się z kanapy. Siadam na niej z przerażeniem patrząc w salonowe drzwi. Ktoś rzuca coś ciężkiego na podłogę i rusza w moją stronę. Słyszę kroki. Są one coraz głośniejsze i coraz bardziej wyraźne. Zaciskam powieki i gdy ponownie je otwieram mój niechciany gość spogląda na mnie zza progu z nieodgadnionym wyrazem twarzy, a zastanawiam się czy aby na pewno nie śnię i co jeszcze powstrzymuje mnie przed straceniem przytomności.

______________________________________
OMG wreszcie go napisałam!
Kilka ogłoszeń parafialnych:

  1. DZiękuję, dziękuję, dziękuję! Dziękuję za wszystkie
    życzenia urodzinowe! Za te na asku, na blogu, na
    twitterze… DZIĘKI KOCHANE! :*
  2. Przepraszam, ze tak długo nie dodawałam rozdziału…
    Nie mam weny… ODESZŁA! :( wiem o czym mam
    napisać, ale po prostu nie mogę się skupić i przelać
    myśli na blog… Myślę, że to tylko chwilowe, na jesień
    też tak miałam, a potem ruszyło z kopyta. No nic,
    3majcie kciuki za mój zryty mózg :)
  3. Na Bieberze było ugh, aww, ah, och, uhh, eh,
    a nawet dużo, dużo, dużo, dużo, dużo, dużo lepiej! :D

    Na dniach pojawi się relacja, czekam tylko na zdjęcia od
    Dir, która była fotoreporterem tego zdarzenia :D Pochwalę
    się, że ja zrobiłam aż 11 fotek :D hahaha :D :D To będzie
    dość szczegółowa relacja, a na fotach pojawią się nasze
    twarze (moje i Dir) więc przygotujcie się na nieprzespane
    noce i na poznanie mnie twarzą w monitor!
  4. Dziękuję, że nie pojawiły się komentarze typu: Masz nas w
    dupie, czemu nie ma rozdziału? Dlaczego nas olewasz? itd,
    Dzięki temu nie czułam presji i lepiej mi się pisało. Dzięki
    za zrozumienie i cierpliwość.
  5. NAJWAŻNIEJSZY PIĄTY PUNKT: LOVE YOU ALL!  

Rozdział 175.

- Oliwia? – zapytał od razu strapionym głosem. Mam takie wyrzuty sumienia, że nie wiem co powiedzieć, ale wiem, że muszę się odezwać, aby chłopak usłyszał mój głos i wiedział, że wszystko jest okej.

- Cześć Harry – rzuciłam głupio

- O mój boże Oliwia, jak dobrze cię słyszeć… Nic ci nie jest? Tak strasznie się o ciebie martwiłem! – w jego łamiącym się głosie zamiast złości słychać ulgę, szczęście i zmartwienie… Zamiast zmieszać mnie z błotem za olewanie ich, on nadal się o mnie martwi!

- Tak, wszystko okej. Przepraszam cię Harry, ja… przykro mi, że się o mnie martwiliście. Nic mi nie jest.

- To nic, najważniejsze, że jesteś cała i zdrowa. – wyznał szczerze – Chłopaki, to Oliwia! Wszystko z nią okej! – usłyszałam jak woła do chłopaków – Pozdrów ją! Powiedz, że już nie żyje i jestem obrażony! Zayn oszalałeś?! Nie mów jej tego! Zamknij się Niall! Utopie cie! LIAAAAM!! – usłyszałam krzyki i chlust wody – Chłopaki cię pozdrawiają, jesteśmy na basenie, mamy jakiś obowiązkowy trening, a zaraz idziemy spać.

- Właśnie słyszałam jak mnie pozdrawiają – uśmiechnęłam się blado – Pływasz z telefonem?

- Nie kąpałem się, nie mam ochoty. Strasznie się martwiliśmy… Co się stało? Dlaczego się nie odzywałaś? – zapytał.

- Chcesz wersję oficjalną i bardziej optymistyczną czy prawdziwą, ale niezbyt wesołą? – byłam gotowa wyznać mu prawdę, przynajmniej tyle należało mu się za jego zszargane nerwy i za to, że teraz stara się na mnie nie nawrzeszczeć.

- Dawaj obie.

- Wróciłam do domu, położyłam się do łóżka i zasnęłam, a telefon zostawiłam w aucie.

- Rozumiem, że ta była oficjalna. A jak było naprawdę? – zapytał

- Miałam stłuczkę na parkingu osiedlowym. Stłuczkę z betonowym słupem…

- Nic ci nie jest!? Jesteś ranna? Jak to się stało? Jezu Oli, co się dzieje?! – zalał mnie pytaniami

- Nic mi nie jest. Emm…, nie wiem jak to wyjaśnić. Widziałeś film Tokio Drift? – zapytałam

- Taak…? – odparł niepewnie

- Chciałam spróbować, czy też tak potrafię i niestety zderzyłam się z słupem. Wystraszyłam się i jak zwykle zaczęłam płakać, aż wreszcie zasnęłam w samochodzie. Dopiero Viki mnie obudziła.

- Oliwia, uważaj na siebie i nie rób tak więcej! To nie jest zabawne, a w filmie te triki wykonywali kaskaderzy. Boże dziewczyno, skąd ty bierzesz te pomysły?! Wiedziałem, że nie powinienem cię puszczać samej! Błagam cie , Oli nie rób więcej takich rzeczy! Nie jesteś nieśmiertelna, to jest NIE-BEZ-PIE-CZNE!!! – jego nerwy puściły, Hazza nawrzeszczał na mnie jak na swoje nieodpowiedzialne dziecko.

- Ale Harry, nic się nie stało. Nie uderzyłam znowu tak mocno… tylko zadrapałam i zagięłam bok samochodu, nic wielkiego… – tłumaczyłam się przed nim jak mała dziewczynka

- Jak to nic wielkiego? Już raz napędziłaś nam stracha wypadkiem samochodowym, nie chcę tego drugi przeżywać, nie chcę drugi raz myśleć, że cię straciliśmy, rozumiesz? Przecież coś mogło ci się stać!

- Ale nie stało. Żyję i mam nauczkę na przyszłość – przyznałam.

- Mam nadzieję. – odpowiedział chłopak ojcowskim tonem

- Przepraszam, że się denerwowaliście – przeprosiłam szczerze jeszcze raz

- To nic, najważniejsze, że żyjesz – odparł milszym głosem

- Harry? – zapytałam niepewnie

- Hmm?

- Co z… – zacisnęłam powieki i skoncentrowałam się, aby jego imię przeszło mi przez gardło – Co z Lou? Jak on się czuje?

- Hmm, co z Lou…? Najlepiej jak opowiem ci skróconą wersję tego co działo się u nas przez ostatnie dwadzieścia cztery godziny. Zwolniliśmy Andiego. Natychmiastowo. I tym sposobem zostaliśmy bez managera. Zadzwoniliśmy do Simona i opowiedzieliśmy mu wszystko ze szczegółami. Simon rzucił wszystko i przyleciał do nas. Zajął się naszymi sprawami, szuka dla nas managera, a Louiego wysłał do kliniki na detoks… Nie czuje się najlepiej, ma typowe objawy odstawienia narkotyków. Ale wyjdzie z tego. – serce ściska mi się z żalu, mój biedny, słaby chłopak. Potrząsam otrzeźwiająco głową. Nie mogę tak o nim myśleć. Jest słaby i mi go szkoda, ale nie jest mój… – Jesteś tam? – głos Hazzy ściągnął mnie na ziemię.

- Tak. Biedny Lou… – ał, wypowiadanie jego imienia bez wcześniejszego przygotowania naprawdę pali moje gardło i przełyk, a w konsekwencji wywołuje powstanie łez, które gęsto kapią z moich policzek. Przełykam cichutko kluskę, która rośnie w moim gardle – Chciałabym mu pomóc, ale wiem, że nie mam mu niczego do zaoferowania.

- Też chciałbym mu pomóc, ale niestety sam wpadł w to bagno i sam musi z niego wyjść. Nie zawracaj sobie nim głowy, jest pod dobrą opieką. Co z tobą? – zapytał

- Chyba okej. -  odpowiedziałam łamiącym się głosem. To nie zabrzmiało zbyt wiarygodnie. Usiadłam na podłodze i zacisnęłam powieki, aby się skupić – Jest mi przykro, ale pomału przyjmuję tą myśl do siebie – skłamałam, pocierając dłonią o czoło. Nic mądrzejszego nie przyszło mi do głowy.

- Mam przylecieć do ciebie? – zapytał, a ja już zupełnie się rozkleiłam. Mam wielką ochotę odpowiedzieć ‚tak’. Przy Hazzie nie muszę niczego udawać, mogę być sobą i nie okłamywać wszystkich dokoła i samej siebie, że jest okej. Ale wiem, że nie mogę tego zrobić. Odetchnęłam głęboko zbierając w sobie wszystkie siły, aby jeszcze raz mu odmówić.

- Powtarzam ci po raz setny; nie ma takiej potrzeby, Harry – odpowiedziałam w miarę spokojnie.

- A Niall? Zayn? Albo Liam? Może wolisz, żeby oni przylecieli? – a może L.? pomyślałam i od razu tego pożałowałam, bo kluska w moim gardle praktycznie uniemożliwiła mi mówienie. Odczekałam kilka sekund.

- Jeśli chciałabym, żeby któryś z was do mnie przyleciał to byłbyś to właśnie ty Harry. Ale nie chcę, okej? – udało mi się jakoś wykrztusić

- Dziękuję – odpowiedział szczęśliwy. Tak, rzeczywiście ze wszystkich moich przyjaciół faworyzuję właśnie jego i oczywiście Maćka, ale to chyba żaden powód do radości? Ciekawiło mnie dlaczego się cieszy, ale byłam bardziej zajęta opanowaniem nierównego oddechu i powstrzymywania się od szlochu, dlatego wolałam nie pytać.

- Idę się położyć, jestem wykończona – powiedziałam

- Jasne, idź. Wyobrażam sobie, że spanie w aucie nie należało do najwygodniejszych. Trzymaj się i dzwoń gdybyś czegoś potrzebowała… gdybyś potrzebowała mnie.

- Dzięki Harry. Pozdrów ode mnie chłopaków. Pa

- Na razie mała – pożegnał mnie przyjaciel.

Muszę zacząć w miarę normalnie oddychać, aby się nie udusić. Tylko jak to zrobić? Mój L. na detoksie! Nawet nie mogę sobie wyobrazić tego jak on się teraz czuje… A ja nie mogę mu pomóc, nie mogę nic dla niego zrobić. Chociaż… Usuwając się z jego życia zrobiłam mu wystarczającą przysługę. Teraz może skoncentrować się tylko na sobie. Powinnam być z siebie dumna. Ale nie jestem i tylko staram się jakoś pocieszyć. Ta myśl, ta świadomość, to uczucie, że L. już nigdy nie będzie mój przygniata mnie do podłogi jak ogromny głaz i nie pozwala normalnie funkcjonować. Muszę się pozbierać, nie mogę się nad sobą użalać. Nieudolnie podnoszę się z podłogi. Dobrze, że Viki zmusiła mnie do wzięcia prysznica. Biorę z blatu Iphona oszukując się i łudząc, że być może zadzwoni ON oraz po to, aby być pod telefonem dla moich przyjaciół. Jeden dzień zmartwień im wystarczy. Idę do sypialni. Tak jak stoję rzucam się na łóżko i szczelnie okrywam kołdrą. Już nigdy się stąd nie ruszę. Pozwalam sobie na chwilę słabości i szlochając w poduszkę myślę o tych wszystkich cudownych chwilach spędzonych z L. O naszym pierwszym pocałunku w deszczu, imprezach, kolacjach, długich rozmowach, o naszych pierwszych i ostatnich wspólnych wakacjach… Przypominam sobie też te zupełnie zwyczajne dnie, które spędziliśmy razem na oglądaniu telewizji czy leżeniu w łóżku… Teraz nawet te momenty wydają mi się niezwykłe, bo wiem, że już nigdy się nie powtórzą…

______________________________________
dołujący rozdział, dołująca pogoda,
a w moim sercu wiosna i radość! :D
Przepraszam, że tak długo nie było
rozdziału, ale dopinałyśmy z Dir na
ostatni guzik nasz WYJAZD NA BIEBSA!!! :D
(chociaż i tak sukcesem będzie, jeśli
nie pomylimy żadnego pociągu i uda
nam się dotrzeć do Łodzi na czas! :P)

Nie cieszę się jednak za wcześnie,
bo dalej czekamy na kuriera z biletami…
Dobra cieszę się za wcześnie i to cholernie! :D

Skoro już się tak chwalę to pochwalę się
czymś jeszcze. Miałam ostatnio swoją chwilę
sławy i zapowiadałam występ chłopaków
na Red Nose Day :D a co mi tam, skoro
tak ładnie prosili :P Po występie udaliśmy
się na after party :D hahaha :D oto filmik
z tego wydarzenia… tak, tak wiem.
WYGLĄDAŁAM BOSKO :D

buziaki, Wasza zBieber’ała Miss Piggy,
która i tak najmocniej kocha głuptasów
z ONE DIRECTION ♥

UWAGA:

przez kilka najbliższych dni mogę nie dodawać
rozdziałów często i systematycznie iż nie mogę
się skupić :/ poza tym muszę kuć na pamięć teksty
piosenek Dżej Bi, które wchodzą mi słabiej niż te
naszych chłopców. Myślę, że po Wielkanocy moje
życie
znowu wróci do normy :)

 

PS. Razem z małym Larrym chcieliśmy Was serdecznie
WSZYSTKIE pozdrowić :* (pytam go co 3 minuty czy
chce kupe, albo siku :P) Larry chciał także poinformować
o swojej zmianie stylu – zamiast sportowych koszulek w
w paski po tacie Lou, mały nosi teraz eleganckie koszule
jak tata Hazza :D Bardzo chciał wszystkim pokazać swoją
dziurę w rękawie :D

buziakii dla Was od naszej dwójki♥

Rozdział 174.

Mam ogromne poczucie winy, lista połączeń nie ma końca…

  • 11 nieodebranych połączeń: Viki
  • 8 nieodebranych połączeń: Nialler
  • 1 nieodebrane połączenie: Maciek M aka Boski
  • 7 nieodebranych połączeń: Liam Payne
  • 23 nieodebranych połączeń: Hazza
  • 1 nieodebrane połączenie: Mama
  • 5 nieodebranych połączeń: DJ Malik

Nie ma L. … Ale czego ja się spodziewałam? Że wyzna mi co o mnie myśli, a następnie zadzwoni i powie, że to wszystko żart i jednak mnie kocha. Chyba nie. Uderzam się wyświetlaczem telefonu w czoło. Ale ze mnie idiotka. Sprawdzam skrzynkę odbiorczą.

OD: Hazza
17-10-12 || 16:33 (GMT -5, New York, USA)

Tak właściwie to sam nie wiem co chciałbym Ci
napisać. Stoję na lotnisku i patrzę jak Twój samolot
przygotowuje się do startu. Mam ochotę wbiec na
płytę i go zatrzymać, ale powstrzymuje mnie wizja
spędzenia reszty życia w więzieniu oraz wyobrażenie
Twojej wściekłej miny, że przeze mnie odwołali Twój
lot ;)) Trzymaj się mała, bądź silna i daj znać jak
wylądujesz! kiss xX

OD: Hazza
17-10-12 || 16:53 (GTM -5, New York, USA)

Siedzę w taksówce i jestem wściekły na siebie!
Jestem idiotą, dlaczego pozwoliłem Ci polecieć
samej?! :( Oddałbym wszystko, aby siedzieć
teraz obok Ciebie w samolocie i jakoś Cię
wesprzeć w tych ciężkich chwilach. Jak mogłem
być tak głupi??

Ech, Hazza jak zwykle obwinia się za wszystkie zła tego świata. Otwieram kolejną wiadomość:

OD: Nialler
17-10-12 || 17:26 (GTM -5, New York, USA)

Curly właśnie wrócił do hotelu i powiedział
nam, że wracasz do Londynu. Chociaż słowo
„powiedział” raczej nie jest tutaj odpowiednie.
On raczej warknął, że wyjechałaś i zamknął
się w pokoju… zresztą nie ważne. Jak się czujesz?
Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie okej.. ;)
Trzymaj się jakoś, tęsknimy za Tobą! :***
Ucałuj ode mnie Viki! :)

Kochany blondas, tylko o co chodzi z tą Viki… Ostatnimi czasy Niall poświęca jej dość dużo uwagi. Martwię się o niego, wolałabym, aby się w niej nie zakochiwał, choć u niego wszystko jest możliwe… Jest taki uczuciowy. Muszę kiedyś z nim o tym pogadać… Chociaż… Hmm, a może po prostu bardziej ją lubi? Jak ja np. Hazzę? Wow, przyznanie się samej przed sobą, że uważam Harrego za najlepszego z moich najlepszych przyjaciół nawet mnie lekko krępuje i przeraża. Szybko odrzucam od siebie tę myśl i odczytuję następne SMSy:

OD: DJ Malik
17-10-12 || 19:12 (GTM -5, New York, USA)

Założę się, że już każdy z tej bandy dzieciaków
napisał do Ciebie. Ja wolałbym zadzwonić i
powiedzieć Ci to niż napisać, ale znając Twoje
dzisiejsze szczęście pewnie mój telefon zakłóciłby
działania sprzętu sterującego samolotem i
spadlibyście do oceanu jak w tym serialu LOST.
sorry :) Nie pytam jak się czujesz, bo wiem, że
do bani. Chciałbym Ci tylko przypomnieć, że ani
jedno słowo z tego co powiedział Tomo nie jest
prawdziwe. Sam brałem to świństwo i wiem jaki
zamęt sieje w głowie. Nie przejmuj się tym, jesteś
NAJLEPSZA! buziaki, Zayn.

Troskliwy Zayn, a to nowość!

OD: Maciek M aka Boski
18-10-12 01:43 (GTM +1, Warsaw, PL)

Hej! Ja właśnie wracam z planu… Uff, ciężki
dzień :) Dzwoniłem, ale chyba już śpisz :)
W sumie co innego możesz robić o 2 w
nocy? :P Śpij dobrze i zadzwoń jak znajdziesz
chwilę! buźka;*

Muszę do niego oddzwonić, ale na razie nie mam zamiaru opowiadać mu o tym co dzieje się w moim życiu. Nie ma najmniejszego sensu, aby to robić i zawracać mu głowę swoimi problemami. Maciek jednak dobrze mnie zna i od razu po moim głosie zorientuje się, że coś jest nie tak, dlatego muszę najpierw obmyślić plan naszej telefonicznej rozmowy.

OD: Hazza
18-10-12 || 04:49 (GTM -5, New York, USA)

Według moich obliczeń od godziny jesteś w
Londynie. Odezwij się, nie mogę zasnąć :(

OD: Hazza
18-10-12 || 05:22 (GTM -5, New York, USA)

Wszystko okej? Zadzwoń, albo przynajmniej
odbierz, proszę.

OD: Hazza
18-10-12 || 05:52 (GTM -5, New York, USA)

OLIWIA PROSZĘ CIĘ ODBIERZ TELEFON!!
BŁAGAM!!

Upss, zaczyna się robić nieciekawie… Z ciężkim sercem, bojąc się co przeczytam teraz włączam kolejną wiadomość:

OD: Nialler
18-10-12 || 06:37 (GTM -5, New York, USA)

Martwimy się o Ciebie:( odezwij się mała!

OD: DJ Malik
18-10-12 || 06:43 (GTM -5, New York, USA)

Wszystko okej? Żartowałem z tym „Lost”.
Mam nadzieję, że nie wpadłaś do oceanu,
albo przynajmniej się uratowałaś …
A tak na poważnie to odezwij się, bo nawet
ja zaczynam się martwić i denerwować.

OD: Hazza
18-10-12 || 06:48 (GTM -5, New York, USA)

Jeśli nie chcesz mieć już z nami do czynienia
to będzie nam cholernie przykro i ciężko, ale
zrozumiemy Twoją decyzję, tylko błagam Cię,
Oliwia, odezwij się i daj znać, że żyjesz i
wszystko u Ciebie okej! Proszę tylko o to!!!!

OD: Viki
18-10-12 || 12:13 (GTM 0:00, London, UK)

Oliwia żyjesz? Dlaczego się nie odzywasz?!
ODBIERZ!!

OD: Liam
18-10-12 || 07:28 (GTM -5, New York, USA)

Oli odezwij się do Viki inaczej ona urwie mi
głowę za to, że puściliśmy Cię samą do domu!

OD: Hazza
18-10-12 || 08:09 (GTM -5, New York, USA)

Wiedziałem, cholera, wiedziałem, że nie mam
pozwolić Ci lecieć samej do Londynu! Nie
powinnaś być sama… Jeśli coś Ci się stanie
nigdy sobie tego nie wybaczę!

Niemal czuję smutek i nerwy chłopaków i Viki czytając te wiadomości. Tyle osób się o mnie martwiło, a ja sobie spałam w aucie!

OD: DJ Malik
18-10-12 || 08:16 (GTM -5, New York, USA)

MAM NADZIEJĘ, ŻE NIE MASZ CZASU SIĘ ODEZWAĆ,
BO TO COŚ WAŻNEGO SALKIN!!! CHOLERNIE SIĘ O
CIEBIE MARTWIMY WIESZ?? WSZYSCY!!

OD: Hazza
18-10-12 || 08:21 (GTM -5, New York, USA)

Odbierz, odbierz, odbierz… Albo napisz, że wszystko
okej. Daj znać, że żyjesz, Oliwia, błagam…

OD: Hazza
18-10-12 || 08:28 (GTM -5, New York, USA)

Za dwie minuty wchodzimy na wizję, mamy
wywiad, dlatego muszę przestać dzwonić do
Ciebie. Ale jeśli Ty chciałabyś zadzwonić do
mnie nie wahaj się ani chwili! Telefon mam
przy sobie, mogę odebrać w każdym momencie.
Odezwij się, proszę.

Ostatniego smsa dostałam prawie dwanaście godzin temu. O cholera, mam kłopoty! Nacisnęłam zieloną słuchawkę, by połowie sygnału usłyszeć głos spanikowanego Harrego…