Archiwum dla Kwiecień, 2013

POMOCY + KONKURS MOBILIZUJĄCY! :D

UWAGA UWAGA! Dziewczyny potrzebuję Waszej pomocy!

 

Proszę Was wszystkie pięknie o głosy na mnie!! Klikajcie w link i głosujcie :)

 


http://www.facebook.com/pages/null/110542778986408?sk=app_145193302323882&app_data=7841

 

Powiadomcie koleżanki, kolegów, rodziców, dziadków i proszę głosujcie
i pomóżcie mi znowu znaleźć się na koncercie Biebera!

 

Spośród osób które pomogą mi zdobyć jak największą liczbę głosów
wylosuję kilka osób którym wyślę taką oto małą nagrodę:

Do wyboru:

lub:

Aby ją zdobyć wystarczy zagłosować na mnie i zostawić komentarz pod moim zdjęciem,
abym wiedziała, kto głosował :)

 

POWODZENIA DZIEWCZYNY DLA WAS I DLA MNIE I PROSZĘ GŁOSUJCIE! :)))))

Rozdział 178.

Otwieram oczy, w pokoju jest ciemno. Jedynym źródłem światła jest telewizor, nadal nastawiony na Discovery Channel. Leci jakiś program o pingwinach. Jestem bardzo zaspana i boli mnie głowa. Łapię się za czoło, kurcze miałam dziwny sen. Śniło mi się, że przyleciał do mnie Maciek. Szkoda, że to był tylko sen. Obracam się się tyłem do telewizora, chcę dalej spać. Moim oczom ukazuje się szara bluza na zamek i dopiero wtedy orientuję się, że głową nie opieram się o poduszkę tylko czyjeś kolano. Siadam szybko i zaczynam trzeźwo myśleć. To nie był sen, Maciek rzeczywiście przyleciał do Londynu. Przypominam sobie też o tym jak zareagowałam na wieść o tym, że Viki powiedziała mu o zerwaniu z L. i jest mi trochę głupio. Trochę bardzo głupio.

- Wyspana? – zapytał miło.

- Tak. – odpowiadam cicho. Zebrałam wszystkie siły i westchnęłam głośno – Przepraszam za moje zachowanie. Pewnie chciałeś zobaczyć miasto, a nie robić za pocieszyciela i nudzić się oglądając Discovery – dodałam.

- Przestań głuptasie. Miasto zobaczymy kiedy indziej, tak szybko się mnie nie pozbędziesz. A byłem raczej poduszką niż pocieszycielem, to bardzo przyjemna funkcja – uśmiechnął się miło.

- Przepraszam, zauważyłam, że szybko zasypiam, gdy płaczę. Jakieś skrzywienie umysłowe.

- Zasypianie podczas płaczu to chyba najmniejsze z twoich skrzywień umysłowych – zażartował, a ja zaśmiałam się kręcąc głową.

- Chyba będziesz dzisiaj spać na balkonie – zagroziłam mu starając się nie uśmiechać.

- To groźba czy zachęta? – przekomarzał się dalej ze mną.

- To fakt stwierdzony – wstałam z kanapy – Chodź, zrobię ci coś do jedzenia. Musisz być strasznie głodny i zmęczony podróżą – powiedziałam. Maciek nic nie odpowiedział, tylko wstał i poszedł za mną do kuchni. Spojrzałam na zegar i z ulgą stwierdziłam, że nie spałam dłużej niż półtorej godziny. Nalałam Maćkowi soku, następnie otworzyłam lodówkę z nadzieją, że znajdę w niej coś jadalnego. Moim oczom ukazało się wnętrze wyposażone w świeże owoce, warzywa, wędliny, sery, soki, napoje gazowane, alkohol i całą masę innych rzeczy. W chlebaku znalazłam świeże pieczywo. Chwała Viki! Postanowiłam zrobić zapiekankę z makaronem. Najpierw robię wygłodniałemu Maćkowi kanapki, następnie biorę się za zapiekankę. Szybko kroję i podsmażam wszystkie składniki i mięso, gotuję makaron i brokuły, wrzucam wszystko do naczynia żaroodpornego zasypuję grubą warstwą sera i wrzucam do piekarnika. Gdy siadam do stołu Maciek kończy jeść ostatnią: szóstą kanapkę, a mi robi mi się jeszcze bardziej wstyd za swój egoizm. Zamiast zająć się gościem zajęłam się sobą i swoimi problemami sercowymi!

- Jeszcze raz przepraszam cię za moje zachowanie. Zrobić ci coś jeszcze do jedzenia? – zapytałam

- Jeśli przeprosisz mnie jeszcze raz, to ty będziesz spała na balkonie. Nic się nie stało, mój rękaw jest do twojej dyspozycji – uśmiechnął się – A z jedzeniem poczekam na zapiekankę, w życiu nie najem się tym chlebem! To jakaś biała, dmuchana pianka, a nie pieczywo!

- Witamy w Wielkiej Brytanii. Chodź, pościelę ci na balkonie i pokażę ci mieszkanie. Przygotuj się na godziny spacerowania po moim rozległym apartamencie – powiedziałam, starając się jakoś zrekompensować początek jego pobytu u mnie.

- Jasne, chodźmy. – odpowiedział entuzjastycznie. Pokazałam mu gdzie znajduje się łazienka. Salon i kuchnię już widział. Na końcu otworzyłam drzwi do swojej sypialni. Chłopak wszedł do środka i zaczął się rozglądać. – Ładnie tu – stwierdził – Masz sporo książek i… ubrań – zaśmiał się ze mnie, a ja w pośpiechu zamknęłam szafę – Och jakie zdjęcie! – zachwycony Maciek wziął do ręki ramkę z naszym wspólnym zdjęciem z kręcenia reklamy.

- Jak Bella i Edward – stwierdziłam stając koło Maćka i patrząc na zdjęcie.

- Chyba żartujesz, Bella to najbrzydsza kobieta na ziemi! I ta wiecznie otwarta buzia, bleeh. W ogóle „Zmierzch” to okropny film i chyba przyjmę jako obrazę porównanie mnie do Edzia. – udał obrażonego.

- Edward to seks bomba, masz rację, nie macie z sobą za wiele wspólnego – zaśmiałam się, a chłopak uderzył mnie w żartach w ramię i odłożył zdjęcie na półkę. Przebiegł wzrokiem po reszcie zdjęć. Zauważyłam, że jego oczy zatrzymały się na jednym z nich. Podążyłam za jego wzrokiem i poczułam jak ściska mi się żołądek. ‘Na zawsze w moim serduszku marcheweczko’ biło po moich oczach jak jakby wypalane laserem. Mrugnęłam kilkukrotnie, bo poczułam na sobie spojrzenie Maćka. Uśmiechnęłam się do niego

- Nie widziałeś jeszcze najlepszego. Widoku z balkonu, czy twojej nowej sypialni jak wolisz. – powiedziałam starając się przybrać naturalny ton głosu. Przechodząc w stronę okna strąciłam specjalnie ramkę kierując TO zdjęcie do dołu. Nie chciałam na nie patrzeć, przez ostatnie kilkanaście dni nie wchodziłam do sypialni i kompletnie o nim zapomniałam. Maciek zauważył moje zachowanie, ale na szczęście go nie skomentował. Wyrzucam z głowy zbędne myśli i ponownie skupiam się na przyjacielu.

- Ta daaam! – mówię otwierając drzwi balkonowe. Przepuszczam Maćka przodem, następnie sama wychodzę na zewnątrz. Jest chłodno, wieje lekki wiatr. Przyjaciel podchodzi do barierki i rozgląda się zauroczony. Ciesząc się, że wreszcie udało mi się sprawić mu przyjemność podchodzę obok niego i trącam go łokciem w bok. – Robi wrażenie co? – zapytałam, a chłopak tylko skinął głową nie odrywając wzroku od widoku. Nie dziwię się mu, bo to właśnie widok z balkonu skłonił mnie do wybrania tego mieszkania, a Londyn nocą prezentował się jeszcze piękniej niż za dnia. – Mieszkanie przy Tamizie ma swoje minusy, praktycznie cały czas tutaj wieje i jest chłodniej, ale London Bridge wygląda cudownie o każdej porze roku, za dnia czy nocą. – powiedziałam również zapatrując się na cudownie oświetlony most.

- Do końca życia zapamiętam tą chwilę. Dokładnie tak wyobrażałem sobie Londyn nocą. Chociaż… jest nawet lepiej niż w mojej wyobraźni. Cieszę się, że mnie zaprosiłaś – wyznał chłopak otaczając mnie ramieniem. Nie poczułam się skrępowana, to był bardzo przyjemny gest z jego strony.

- A ja cieszę się, że przyleciałeś. Jutro wyruszymy na miasto. O! Kupimy dziś przez internet bilety na London Eye, a pojutrze pójdziemy do muzeum Madame Tussauds. Pokażę ci najlepsze sklepy w mieście, zjemy dobrego. Będzie super – zaproponowałam. Chciałam, aby Maciek zobaczył wszystkie atrakcje Londynu. W końcu przyjazd tutaj był jednym z jego największych marzeń.

- Nie musimy nigdzie chodzić, jeśli nie masz ochoty. Zrozumiem. Zresztą siedzenie z tobą w domu jest tak samo ekscytujące jak przejażdżka London Eye – przerwał na chwilę, jakby zastanawiał się jak ująć swoje myśli w słowa.

- Wal, nie obrażę się – zachęciłam go.

- Wszystko u ciebie okej Olii? Trochę mnie zmartwiłaś tym naszym… hm, powitaniem. Nie potrzebujesz… pomocy? Pomocy jakiegoś specjalisty? Trochę schudłaś i chyba nie trzymasz się najlepiej… – zauważył, a mnie ścisnął się żołądek.

- Przeprosiłabym jeszcze raz za nasze powitanie, ale zagroziłeś mi balkonem, a niewygodnie nam będzie się tutaj spało w dwójkę – zażartowałam, próbując nieco rozluźnić atmosferę.

- To nie jest odpowiedź na żadne z moich pytań – skarcił mnie chłopak. Wzięłam głęboki oddech.

- Czuję się źle. Po prostu. Jest mi przykro, smutno, źle. Jestem rozdarta. Sama nie wiem, chyba nie ma słowa które dobrze określiłoby stan w jakim się znajduję. Starałam się nie użalać nad sobą przed Viki, ani przed chłopakami, ale gdy zobaczyłam ciebie po prostu nie mogłam pohamować emocji. Tutaj powinno paść zakazane słowo na „P”, którego nie mogę wymawiać. Od kiedy przyleciałeś czuję się lżej i lepiej. Dziękuję – wyznałam, sama zdziwiłam się sobie jak łatwo przyszło mi powiedzenie prawdy Maćkowi.

- To ja dziękuję, czuję się zaszczycony. – odpowiedział wesołym głosem. – A co z jakąś pomocą?

- Ty jesteś najlepszą pomocą jaką mogłabym sobie wymarzyć. Ty i Harry działacie na mnie jak lek przeciwbólowy. Jesteście moimi tabletkami na złe dni, jakkolwiek to brzmi – wzruszyłam ramionami uśmiechając się lekko.

- Uwielbiam być twoją tabletką. Nie mogę się doczekać kiedy mnie ugryziesz i popijesz wodą – zaśmiał się Maciek.

- Chodź, lepiej ugryziemy zapiekankę i popijemy colą. – uśmiechnęłam się do Maćka. Weszliśmy do mojej sypialni i zamknęłam za nami drzwi balkonowe. – Będziesz spać tutaj, salon jest mój. – powiedziałam.

- Chyba sobie żartujesz. Nie będziesz spać na kanapie, kiedy ja będę się przewracał z boku na bok na tym ogromnym łóżku – natychmiast zaprotestował

- Od kilkunastu dni śpię na kanapie – zauważyłam

- Od razu to widać, dlatego od dzisiaj śpisz tutaj. – chłopak był głuchy na moje argumenty

- Uparty jak osioł, nic się nie zmieniasz. Jeszcze mi będzie rozkazywać gdzie mam spać! Pfii, co za tupet! – marudziłam pod nosem idąc do kuchni, chłopak szedł za mną i chichotał. Zjedliśmy kolację, następnie otworzyliśmy chipsy i rozłożyliśmy się na kanapach w salonie.

- Nie masz żadnych polskich programów? Średnio rozumiem o czym mówią – zapytał Maciek

- Mam jakieś filmy na iPodzie. Oglądamy coś? – zaproponowałam

- Cokolwiek z polskim lektorem – odpowiedział chłopak. Wstałam z łóżka i podłączyłam tablet to telewizora. Szukałam dobrego filmu na wieczór omijając wszystkie ckliwe komedie romantyczne.

- „Oszukać Przeznaczenie”! Wszystkie pięć części! – zawołałam z entuzjazmem.

- Dla mnie bomba, idę po jeszcze jeden karton soku, chipsy i poduszkę! – skinęłam tylko głową. Maciek wyszedł, a ja włączyłam film, aby napisy minęły zanim chłopak wróci do salonu. Ułożyłam się wygodnie na kanapie. Chłopak wrócił akurat na początek filmu. Zgasił światło i położył się po przeciwnej stronie kanapy. Przykryliśmy się kołdrą i przez chwilę walczyliśmy o to czyje nogi będą na górze. Oczywiście wygrałam ja. Piszcząc krzycząc i co chwila zakrywając twarz kołdrą przebrnęłam przez dwie i pół części horroru, następnie zmógł mnie sen…
__________________________
yeah, wreszcie udało mi
się coś dodać :D
Wszystko dzięki pięknej
pogodzie na dworze…
Aż chce się żyć!

buziaki wiosenne :**

Rozdział 177.

Przypominam sobie o tym jak się oddycha i głośno wciągam powietrze do płuc mrugając kilkukrotnie, aby upewnić się, że osoba stojąca przede mną nie jest jedynie tworem mojej zaspanej wyobraźni.

- Hello – odzywa się mój gość z nieśmiałym uśmiechem, a jego głos rozlewa się ciepłem i słodyczą po moim ciele. Nie wytrzymuję dłużej i rzucam się w ramiona przyjaciela ciesząc się jak mała dziewczynka. Na mojej twarzy pierwszy raz od kilkunastu dni pojawił się szczery uśmiech.

- O my God, what are you doing here?! So good to see ya! I missed you so, so much!! – wyznałam głosem pełnym emocji kurczowo czepiając się jego szyi. Nie mogłam uwierzyć, że do mnie przyleciał i stał tuż obok. Przez ten cały czas nie zdawałam sobie sprawy jak cholernie za nim tęskniłam. Byłam taka szczęśliwa!

- I missed you too Oli, ale czy możemy mówić po polsku? Trochę mnie krępuje mój poziom angielskiego – zaśmiał się Maciek

- Och, yes, of course… – emocje biorą górę nad rzeczowym myśleniem. Odsuwam się odrobinę od przyjaciela i otrzeźwiająco potrząsam głową, aby włączyć swój mózg, co wywołuje cudowny uśmiech na twarzy chłopaka. – Emm przepraszam. Jasne. Co ty tu robisz? Miałeś mi dać znać kiedy przylecisz! Skąd miałeś klucze? – zalałam go pytaniami, przyglądając się uważnie jego twarzy i jasnym włosom. Ten chłopak w ogóle się nie zmienia i nie starzeje! Wyglądał jak zwykle dobrze, jego śnieżnobiały uśmiech docierał także do jego ciemnych oczu które wpatrywały się we mnie uważnie.

- Może wpuścisz mnie do środka i wszystko ci opowiem? Czy to jakaś wasza brytyjska tradycja rozmawiać z gośćmi w przedpokoju? – zapytał ironicznie.

- Taka tradycja – przewróciłam oczami – Poza tym wchodzisz tutaj jak do siebie nie pytając mnie o zdanie, a teraz oczekujesz wyniosłych zaproszeń na salony? – powiedziałam z poważną miną i pokręciłam karcąco głową. Maciek trochę się zmieszał, zapewne myśląc, że jestem na niego zła. Uśmiechnęłam się szeroko, złapałam go za dłoń i pociągnęłam za sobą do salonu. Usiadłam na sofie odsuwając na bok swój ulubiony koc, aby zrobić miejsce przyjacielowi, który usiadł obok mnie.

- Jesteś nieprzewidywalna – zaśmiał się chłopak.

- I vice versa! Ale nie zmieniaj tematu. Opowiadaj jak się tu dostałeś? Skąd wiedziałeś gdzie mieszkam i skąd miałeś klucze? – pytałam autentycznie zaintrygowana.

- Powiem ci, jak mi obiecasz, że ona nie będzie mieć żadnych problemów. – wskazał na mnie palcem. „Ona” powiedziało mi wszystko.

- Zabije Viki gołymi rękami! – powiedziałam mrużąc groźnie oczy.

- Więc niczego ci nie powiem – Maciek zasłonił usta dłonią i wzruszył ramionami. Oparł się plecami o sofę i spoglądał w sufit. Cisza trwała tyle na ile starczyło mi cierpliwości: dziesięć sekund

- Dobra już dobra. Nic jej nie zrobię. Tylko powiedz mi jak się tu znalazłeś? Jak się skontaktowaliście? Masz zablokowane odbieranie wiadomości od nieznanych osób na facebooku, a z twittera nie korzystasz…

- Już mówię. Tylko pamiętaj co mi obiecałaś! – ostrzegł, a ja skinęłam głową – Więc Viki podkradła mój numer z twojego telefonu…

- Och, a mnie zapytała, czy może skorzystać z mojej komórki, bo chce sobie sprawdzić jeden numer i pooglądać aplikacje w Iphonie… kłamczucha! – przerwałam Maćkowi mówiąc bardziej do siebie niż do niego.

- Nie kłamała. Sprawdziła numer: mój. – uśmiechnął się szeroko – Zadzwoniła do mnie wczoraj, przedstawiła się i powiedziała, że byłoby ci miło jeśli bym cię odwiedził i że przydałoby ci się moje towarzystwo. Mówiła coś jeszcze, ale nie wszystko zrozumiałem. Ja opowiedziałem jej o bilecie który dla mnie kupiłaś. Było dość późno, ale na szczęście udało mi się zarezerwować lot na dzisiaj. Viki obiecała, że zorganizuje mi przejazd z lotniska do ciebie do mieszkania. Powiedziała, że nie mam ci mówić, że to ona za tym wszystkim stoi i że zwędziła ci klucze na wypadek gdyby nie było cię w domu. To ona mnie tutaj podwiozła, ale pojechała do domu, bo jej chłopak jutro wraca skądś tam… nie wiem, ona ma tak śmieszny akcent i mówi z taką prędkością, że ciężko mi było cokolwiek zrozumieć – wyjaśnił.

- Liam wraca do Anglii? A może wszyscy chłopcy mają przerwę w trasie? Nic mi nie mówili… – albo mówili, a ja nie słuchałam, pomyślałam. Marszczę czoło, L. będzie w tym samym mieście co ja, albo jeśli wróci do rodzinnego domu będzie nas dzielić od siebie tylko kilkadziesiąt kilometrów. Zaciskam dłoń w pięść i skupiłam ponownie uwagę na Maćku, który wpatrywał się we mnie uważnie – Jaka teoria spiskowa! Nie łatwiej było zdzwonić i powiedzieć, że chcesz wpaść? Przecież wiedziałeś, że bilet jest otwarty i możesz do mnie przylecieć w każdej wolnej chwili – przypomniałam mu i przy okazji umiejętnie zmieniając temat

- Ostatnio o tym napomknąłem, gdy rozmawialiśmy przez telefon, ale powiedziałaś, że jesteś bardzo zajęta i nie masz na nic czasu – musiałam się chwilę zastanowić nad tym co powiedział, przeważnie mówiłam mu tylko to co chłopakom, czyli, że wszystko u mnie okej. Nie przypominam sobie, żebym tak zbywała Maćka. Marszczę czoło próbując przypomnieć sobie tą rozmowę.

- Zapytałem cie kiedy przylecisz do polski, a ty powiedziałaś, że jesteś teraz bardzo zajęta i nie szybko znajdziesz czas na przyjazd – wyjaśnił mi chłopak widząc moją zaciętą minę.

- Och, tak. Rzeczywiście coś takiego było. Ale mogłeś powiedzieć, że chcesz przylecieć.

- Wtedy nie odpowiedziałabyś mi szczerze. W sumie nie wiem czy ten brak czasu był szczerą odpowiedzią… – chłopak spojrzał na pytająco, a ja nie wiedziałam co odpowiedzieć – Nie wyglądasz na bardzo zajętą skoro masz czas na sen o godzinie szesnastej w środku tygodnia – wskazał głową na poduszkę i koc. Zrobiło mi się trochę głupio, że go okłamałam i sama nie wiem dlaczego dalej ciągnęłam swoją bajeczkę

- Wiesz, trochę źle się czułam więc położyłam się na chwilę. Byłam jakaś zmęczona i chyba łapie mnie jakieś przezię…

- Oli, wiem o wszystkim. Viki mi opowiedziała. – przerwał mi w połowie zdania, a ja wbiłam wzrok w swoje dłonie. Cholera, nie dość, że okłamałam go przez telefon, to jeszcze teraz nagadałam mu bzdur w żywe oczy. Było mi tak wstyd, że nie mogłam podnieść wzroku.

- Przepraszam – wyszeptałam tylko. Zacisnęłam powieki, zbierając się na odwagę i myśląc co mogłabym jeszcze powiedzieć w tej sytuacji, gdy poczułam ciepłą dłoń Maćka na swojej.

- Hej Oli, jest okej. Nie mam ci za złe tego, że mi nie powiedziałaś. Tak bardzo mi przykro mała, nie chcę, żebyś cierpiała – w tym momencie poczułam jak moja wewnętrzna tama emocji zaczyna pękać. Najpierw pojawiły się drobne przecieki, by po chwili cała zapora pękła, wylewając na zewnątrz wszystkie emocje, które gromadziły się we mnie od rozstania z L. Poczułam ciepłe łzy kapiące z moich policzków prosto na nasze splecione dłonie.

- Olii – wyszeptał Maciek i przyciągnął mnie do siebie w mocnym uścisku – Już okej, nie martw się. Zostanę z tobą tak długo jak długo będziesz mnie potrzebować. Wszystko się ułoży – pocieszał mnie czule gładząc po plecach. Wtuliłam twarz w jego ramię, objęłam go mocno i rozpłakałam się na dobre. Czułam niewyobrażalny ból, pustkę, ale i ulgę, że wreszcie mogę przestać udawać szczęśliwą i dać upust swoim emocjom…

_________________________________

wreszcie!!!! :D yeah, rozdział
skończony, mam nadzieję, że
następny pójdzie mi łatwiej :)

zmykam na siłownie, miłego
weekendu i dzięki, że cierpliwie
(lub niecierpliwie) czekałyście!

:*