Archiwum dla Maj, 2013

Router, router i wesele.

Hello dziewczyny moje! :) Chciałam Wam powiedzieć, że żyję i mam
się chyba dobrze… :) Odkrywłam, że PRAWIE da się żyć bez internetu
w domu! Na szczęście mogę kożystać z laptopa w pracy, oczywiście
w granicach zdrowego rozsądku :) dziś miałam spokojny dzień i udało
mi się napisać pół rozdziału :) Jutro idę na wesele więc cały weekend
będę out z życia. Lecę do domu, na internecie będę dopiero we
wtorek, mam nadzieję, że uda mi się wstawić rozdział, bo już długo
niczego nie było :(( Biegnę, bo nie zdążę na 39 i pół; lecą powtórki
wszystkich odcinków na TVN7… Uwielbiam Karolaka! :D

 

buziaki :***

 

 

 

Rozdział 183.

Maciek siedział na sofie i udawał, że ogląda telewizję. Gdy tylko weszliśmy do salonu spojrzał na mnie.

- Wszystko okej – odpowiedziałam na jego nieme pytanie. Zajęliśmy swoje wcześniejsze miejsca. Hazza na fotelu, na przeciwko niego Maciek, a między nimi ja. W powietrzu niemal było czuć iskry. Chłopaki skakali wzrokiem z swoich twarzy na moją, nastała niezręczna cisza.

- Jak w szkole? – odezwał się Harry do Maćka – On mnie rozumie, co…? – zwrócił się kpiąco do mnie.

- Rozumiem, nie jestem idiotą, jak… – zmroziłam go wzrokiem zanim dokończył. – W szkole spoko. – odparł grzecznie uśmiechając się sztucznie do loczka – Jak fanki?

- Fanki spoko, a twoje? – zapytał Hazza nie odrywając wzroku od oczu Maćka.

- Moje też spoko. Lubią mnie, chociaż nie mają piórników, zeszytów, plecaków i czapek ze mną. Przynajmniej nie wyciągam od nich kasy. Nie płacą mi za spotkania ze mną, tak jak niektórym… – prowokował loczka – Sprzedawanie kubków i talerzy ze swoimi zdjęciami, aby wyciągnąć jak najwięcej kasy od rodziców swoich nieletnich fanek, jest na poziomie kariery Hanny Montana. W sumie, wasz poziom, co Haroldzie? – zakończył zadziornie.

- Maciek! – upomniałam go.

- Mnie przynajmniej stać na bilet do Londynu. Nikt nie musi mi go sponsorować. Nie wykorzystuję finansowo moich przyjaciół, tym bardziej jeśli są kobietami – Hazza od razu odbił piłeczkę na co Maciek strasznie się zmieszał i jako pierwszy spuścił wzrok z twarzy rywala. Jego uwaga nie spodobała mi się jeszcze bardziej, niż szydzenie z gadżetów z One Direction. Zrobiło mi się przykro, Harry przecież sam kupił mi bilet na samolot, gdy byłam w Nowym Yorku.

- Przynajmniej teraz wiem jak mnie postrzegasz – wtrąciłam, a Hazza spojrzał na mnie pytająco – Bilet z Nowego Yorku do Londynu jest nieporównywalnie droższy niż z Polski – powiedziałam a wzrok przyjaciela zmienił się w niemal w przerażony.

- To nie tak Olii, ja… nie o to mi chodziło. Nie chciałem tego powiedzieć. Ja i ty to zupełnie coś innego…

- Prosiłam cię o numer konta, chciałam ci oddać te pieniądze. Takie uwagi naprawdę nie są potrzebne – przerwałam jego nieskładną wypowiedź.

- Wiesz co, pójdę już – powiedział chłopak wstając z kanapy. Maciek uważnie przyglądał się nam. – Nasze dzisiejsze spotkanie doprowadzi tylko do kłótni. Chodź ze mną, odprowadź mnie proszę do drzwi – podszedł do mnie i podał mi dłoń, którą zignorowałam. Wstałam z sofy i przodem przeszłam do przedpokoju, spełniając tym prośbę Hazzy. Chłopak założył buty, wziął swoją kurtkę z wieszaka i trzymając ją w ręce stanął naprzeciw mnie. – Słuchaj mnie uważnie Olii, przepraszam cię za tą głupią uwagę. Wiem, że mogłaś się poczuć urażona, ale ona nie była skierowana do ciebie. Wymyśliłem coś na szybko, aby jak najbardziej dowalić Marleyowi…

- Maćkowi – poprawiłam.

- Whatever – odparł tradycyjnie – Tak naprawdę wcale tak nie myślę. Przyjaciele powinni sobie pomagać w każdy możliwy sposób i nie ma absolutnie nic złego w tym, że kupiłaś Marleyowi ten bilet. Ani, że ja kupiłem go tobie. Ta uwaga to był po prostu najszybszy sposób na zamknięcie gęby szczeniakowi, nie chciałem, żebyś wzięła to do siebie. Przepraszam, to było głupie zagranie z mojej strony. W stosunku do ciebie, oczywiście. Bo było też w stu procentach udane w stosunku do Marleya, jego mina była bezcenna – uśmiechnął się pod nosem, po czym natychmiast spoważniał – Przepraszam jeszcze raz. Nie gniewaj się. – zakończył wreszcie swój monolog.

- To teraz ty słuchaj mnie. Po pierwsze to nie jest szczeniak, ani Marley tylko Maciek – Hazza otwarł usta, a ja od razu przyłożyłam mu do nich otwartą dłoń – Jeśli jeszcze raz powiesz swoje „whatever” to wyszarpię cię za twoje mięciutkie loczki za drzwi, zrozumiane? – zapytałam, a przyjaciel skinął głową. Poczułam pod dłonią jego ciepły oddech, chłopak się uśmiechał, co było zupełnie odwrotne z tym co chciałam osiągnąć. Nie odrywając dłoni od jego twarzy i skupiając się na tym, abym i ja się nie uśmiechnęła mówiłam dalej. Starałam się mówić w miarę poważnie – Po drugie to było rzeczywiście głupie z twojej strony i w stosunku do mnie i do mojego przyjaciela Maćka. Jeśli jeszcze raz usłyszę, że on naśmiewa się z ciebie, albo ty z niego to wyszarpię was za włosy za drzwi. Czy to też jest zrozumiane? – zapytałam, a Harry tak jak uprzednio skinął głową, a jego uśmiech stawał się coraz szerszy. Zignorowałam to, aby powiedzieć wszystko co miałam do przekazania. – I ostatni, trzeci punkt naszej rozmowy. Masz mi od razu podać swój numer konta, rozumiesz? – Harry chciał zacząć coś mówić, a ja jeszcze mocniej przycisnęłam mu dłoń do ust – Nie chcę mieć u ciebie żadnych długów, a nie mam takiej gotówki w domu. – Chłopak znowu chciał zaprotestować, ale moja dłoń ani drgnęła – Radzę ci się nie sprzeciwiać, bo wiesz co się stanie jeśli mnie nie posłuchasz… Wyszarpię cię za loczki za drzwi - uśmiechnęłam się złowrogo – Gdybyś mi powiedział wcześniej, że przyjeżdżasz to… Harry!! – zawołałam, bo poczułam coś ciepłego i mokrego. Chłopak polizał mnie po wewnętrznej części dłoni, aby odzyskać głos. Udało się, bo od razu oderwałam rękę od jego twarzy. Błyszczała od śliny mojego przyjaciela – Fuuuuj – powiedziałam przyglądając się mokrej plamie. Chłopak złapał mnie za rękę i wytarł ją skrawkiem swojego rękawa.

- To teraz, gdy wreszcie odzyskałem głos ty posłuchaj mnie, bo powtarzam to po raz ostatni. Nie chcę, rozumiesz, nie chcę od ciebie żadnych pieniędzy. Radzę ci, pogódź się z tym, bo jeśli jeszcze raz poruszysz ten temat to… przypomnij, czym mnie straszysz?

- Że wyszarpię cię za włosy za drzwi – wymamrotałam przewracając oczami.

- Grzeczna dziewczynka. Więc ten temat mamy za sobą. Kiedy idziemy na kolację? – chłopak zaintrygował mnie sprytnie zmieniając temat.

- Jaką kolację? – zapytałam zaskoczona.

- Na tą, na którą zaprosiłem cię na korytarzu jakąś godzinę temu, a ty się zgodziłaś – przypomniał mi.

- Och, tak. Nie wiem. Jak długo będziesz w Londynie?

- Jeszcze pięć dni… To znaczy piątego dnia popołudniu wylatujemy. Chłopaki też chcieliby cię zobaczyć. Pójdziemy gdzieś wszyscy razem. Viki też będzie. Zbiorę ekipę. Pojutrze może być? – kolejne zaskoczenie

- Sama nie wiem. Może odłożymy to na wasz kolejny przyjazd do Anglii? Mam nadzieję, że chłopcy się nie obrażą, też za nimi tęsknię, ale… nie mogę zostawić Maćka samego w domu, a na kolacji z nami będzie się czuć nieswojo.

- Znowu on! – jęknął Hazza, jednak uspokoił się gdy zobaczył moje spojrzenie – Ale jak to następnym razem? Kiedy? Za dwa miesiące?? Może jeszcze powiesz, że wpadniesz na dwa dni z Berlina?? Proszę cię, przemyśl to. Przecież on nie jest dzieckiem. Nic się mu nie stanie, gdy będzie jeden wieczór sam w domu. Jeden wieczór, Olii. On będzie ich miał kilka, albo nawet kilkanaście z tobą. Ja proszę o tylko jeden – przekonywał mnie i robił to dość skutecznie.

- Dobra, nie obiecuję, ale podgadam z nim i dam ci znać wieczorem. Śpisz w Londynie, czy wracasz do domu?

- Wracam do domu. Przyjechałem do ciebie od razu z lotniska, teraz muszę odwiedzić rodzinę – zaśmiał się.

- Od razu z lotniska?! Dlaczego nic nie powiedziałeś? Nawet nie zaproponowałam ci niczego do jedzenia, a musisz być taki głodny! – było mi głupio za siebie. Kolejny raz nie popisałam się rolą wzorowej gospodyni.

- Przestań, nie jestem głodny. Jadłem w samolocie. Chociaż niee… umieram z głodu. W ramach rekompensaty zobaczymy się pojutrze na kolacji, wybierzesz coś dla mnie z karty i będziemy kwita, okej? – zapytał miło.

- Zrobię co w mojej mocy – obiecałam.

- Lecę. Przede mną kawał drogi. Trzymaj się i do zobaczenia – przytulił mnie na pożegnanie.

- Do zobaczenia. Dziękuję za kwiaty i za to, że przyjechałeś. I to od razu z lotniska! Prawdziwy z ciebie przyjaciel. Dziękuję – powiedziałam.

- Cała przyjemność po mojej stronie. Trzymaj się. – dodał wychodząc z mieszkania.

- Ty też i uważaj na drodze! – zawołałam za nim.

- Będę! Pa! – odpowiedział

- Pa, Harry! – zamknęłam za sobą drzwi i wróciłam do Maćka.

_______________________________________
nowy rozdział już jest, teraz pora na
corozdziałowe ogłoszenia parafialne:

Ogłoszenie numer 1. Proszę dziewczyny
które brały udział w „konkursie motywującym”
z Natury o sprawdzenie kilka rozdziałów temu
czy przypadkiem nie wygrały, bo brakuje mi
jednego adresu i wstrzymuje mnie on z wysłaniem
nagród do pozostałych :/

Ogłoszenie numer 2. Miałam wspomnieć o tym
już dawno, ale cały czas zapominam. Jeśli któraś
z Was prowadzi swojego bloga i chciałaby, aby
znalazł się u mnie w bocznej kolumnie
POLECANE BLOGI, to proszę o komentarz z
adresem bloga i podpisem: dodaj go do polecanych
blogów, a na pewno to zrobię :)
UWAGA: nie potrafię wstawiać tam blogów
prowadzonych na blogspocie… chamski blog.pl
blokuje konkurencję! Przepraszam :(
EDIT: MOGĘ DODWAĆ WSZYSTKIE BLOGI,
TE Z BLOGSPOTA TAKŻE! PRZECHYTRZYŁAM
PORTAL BLOG.PL - le ja: mistrz! :D

Ogłoszenie numer 3. Mój nowiusieńki router
szlag trafił! I miła pani poinformowała mnie, że
zostanie on naprawiony za 2/3 tygodnie, więc
zostałam bez internetu w domu :( Mogę korzystać
z tego w pracy, ale wiecie jak to wygląda… nie
mogę siedzieć cały dzień… ehh, do kitu!

Ogłoszenie numer 4. Kocham Was! :* Dziękuję za
wszystkie komentarze i odwiedziny Wam wszystkim
oraz mojej nowej czytelniczce ~Sumire ^.^ która
zasypuje mnie komentarzami pod każdym rozdziałem
który przeczyta, a czyta od 1 :D dzięki kochana ;*

Miałam jeszcze jedno ogłoszenie, ale zapomniałam,
jak sobie przypomnę to dopiszę :D hłe hłe hłe :D

 

buuuzzziaaaaaaczkii :*