Moim ciałem wstrząsnął przyjemny dreszcz, gdy poczułam smak ust Harrego na swoich. Smak mięty i zapach jego perfum były dla mnie mieszanką odurzającą. Już zupełnie zatraciłam zdolność myślenia i poddałam się chwili. Do tej pory nasz pocałunek mógł się wydawać niewinny i delikatny. Wszystko jednak zmieniło się, gdy wplotłam palce w włosy chłopaka przyciągając jego usta jeszcze bliżej swoich. Nasze języki spotkały się, a zapach namiętności i pragnienia roznosił się po całym samochodzie. „Piiii Piiiiiiiiii!!!!” Ciszę rozdarł dźwięk klaksonu samochodu stojącego za nami, a ja odskoczyłam od chłopaka z taką siłą, że uderzyłam głową w boczną szybę.

- O Boże. O mój Boże. Co my… – zakryłam jeszcze pulsujące od pocałunku usta dłonią nie mogąc uwierzyć w to co się stało. Drugą dłonią dotknęłam obolałej głowy. Jutro będę mieć wielkiego guza, ale ten ból to nic w porównaniu z tym jak się właśnie czuję.

- Nic ci nie jest? Mocno się uderzyłaś? – zapytał opiekuńczo Harry. Pokręciłam przecząco głową spoglądając na niego ogromnymi oczami. Co myśmy zrobili? Jak mogliśmy?? Co dziwne Harry nie wyglądał na zszokowanego daną sytuacją, a bardziej rozdrażnionego tym, że ktoś nam przerwał. Kolejny klakson samochodu – Już ruszam!!! – zawołał i nacisnął pedał gazu po czym dodał ciszej – Pieprzone światła… Czekam na zielone jest czerwone. Chcę, aby czerwone paliło się dłużej zapala się zielone – marudził pod nosem – Wszystko okej? – zwrócił się do mnie.

- CO?! Okej? Jakie okej? Nic nie jest okej Harry! Przecież my właśnie… my… nawet nie może mi to przejść przez gardło. Jak mogliśmy to zrobić? Jak ja mogłam to zrobić mojemu Louisowi?! – ukryłam twarz w dłoniach.

- Oliwia nie mów tak. Przecież nic się nie stało, nie chodzisz już z Lou. To nic złego, że dwie osoby, które…

- Przestań, nie chcę tego słuchać! Jak to nic się nie stało?! Oboje jesteśmy beznadziejni! Ja: wielce kochająca dziewczyna, a ty jego najlepszy przyjaciel. Nie dziwię się, że zaczął ćpać skoro otaczają go tacy zakłamani egoiści jak my! – wybuchnęłam pretensjami, chociaż dobrze wiedziałam, że wina leży po obu stronach.

- Nie jesteśmy żadnymi zakłamanymi egoistami. W tym nie było niczego egoistycznego ani zakłamanego. To był najszczerszy pocałunek jaki w życiu…

- Błagam cię, nic nie mów o pocałunkach. Chcę to jak najszybciej wyrzucić z głowy i z pamięci. To był głupi wyskok, chwilowa słabość – przerwałam mu znowu.

- Nie dla mnie. Muszę ci coś powiedzieć. Posłuchaj…

- Nie to ty posłuchaj. Obiecaj mi, że nikt, ale to absolutnie nikt się o tym nie dowie. Obiecaj mi to Harry! – ścisnęłam go za nadgarstek.

- Ale ja mam ci naprawdę coś ważnego do powiedzenia.

- Mam dość rewelacji na dzisiejszy wieczór. Daj mi spokój. Obiecujesz, że nikomu nic nie powiesz? – dopytywałam.

- Obiecuję. Ale…

- Dziękuję, tyle mi wystarczy. Proszę cię zawieź mnie już na tą kolację. Najlepiej w ciszy. To nie jest prośba. – powiedziałam nadal zdenerwowana, a raczej rozchwiana emocjonalnie po tym co się wydarzyło. Harry wziął głęboki oddech, ale nie odezwał się do mnie, aż do końca drogi. I dobrze, bo moje krzyczące myśli plus jego rozważania o tamtym hmm… „incydencie” kompletnie by mnie zniszczyły, a przecież muszę się jeszcze zobaczyć z chłopakami. Przez moją głowę przeleciała straszna myśl. Jak na razie nie mogę nawet spojrzeć Hazzie w oczy. Czuję się skrępowana, zakłopotana i zawstydzona tym co zrobiliśmy. Jak to wpłynie na naszą przyjaźń? Bo wpłynie na pewno skoro nie mogę na niego nawet patrzeć i jestem zdenerwowana samą jego obecnością. Czas pokaże, a teraz muszę oczyścić umysł, bo podjeżdżamy pod restaurację. Młody mężczyzna otworzył mi drzwi, Hazza wyszedł sam i rzucił mu kluczyki z samochodu.

- Proszę go zaparkować – dodał lodowatym tonem. W normalnej sytuacji zwróciłabym mu uwagę, że jest niegrzeczny, ale teraz nie zamierzałam zwracać sobie głowy wychowywaniem chłopaka. Ruszyłam w stronę wysokich schodów nie czekając na przyjaciela.

- Oczywiście panie Styles. Życzę miłego wieczoru – usłyszałam za plecami głos mężczyzny. Krok po kroku wspinałam się w górę. Nie było to proste zadanie. Przy zdenerwowaniu jakie mi towarzyszyło trzęsły mi się nogi, a wysokie obcasy nie pomagały w zachowaniu równowagi. Co rusz źle stawiałam stopę na schodzie i potykałam się co sprawiało, że byłam jeszcze bardziej sfrustrowana i wkurzona. Usłyszałam za sobą kroki, a po chwili poczułam jak Hazza bierze mnie pod rękę. Chciałam zaprotestować, nie chciałam, aby mnie dotykał. Jednak gdy nasze ciała się spotkały poczułam się błogo i przyjemnie. Zupełnie inaczej niż sądziłam nie odbierałam go jako: uciekaj, przed chwilą się z nim całowałaś! A raczej jako: przy nim nic ci nie grozi.

- Pomogę ci inaczej skręcisz kark. Jesteś kłębkiem nerwów, uspokój się inaczej nie unikniemy podejrzliwych pytań – powiedział, a z jego ostatnim słowem zniknęło całe moje zakłopotanie.

- Dziękuję – odpowiedziałam. Co dziwne nie przeszkadzała mi nawet jego bliskość, która pięć minut temu była dla mnie nie do pomyślenia, a teraz wydawała mi się prawie naturalna. Obiecuję, że od dziś będę w portfelu nosić karteczkę z prośbą, aby w razie śmierci przebadali mój mózg. Z moimi zmianami nastroju, zachowania i natłokiem myśli to niemożliwe, że wykorzystuję tak jak całe społeczeństwo tylko dziesięć procent mózgu. Mój mózg to musi być ewenement, kto wie, może kiedyś będą o mnie pisali w podręcznikach do biologi? „Oliwia Salkin, kobieta z ogromnym mózgiem i średnią inteligencją”. Głos Harrego przerwał moje przemyślenia o wielkiej sławie i chwale. Stanęliśmy u szczytów schodów przed drzwiami.

- Gotowa? – zapytał, a ja skinęłam głową. – Trzy… dwa… – odliczał cichutko. Otworzył drzwi, a zza nich dobiegły mnie wrzaski moich zachwyconych przyjaciół w których wychwyciłam swoje imię i nazwisko oraz ledwo słyszalne – …jeden – Harrego po którym chłopcy rzucili się na mnie i zgnietli przytulając na powitanie.

 

 

- Długo was nie było, już chcieliśmy dzwonić. – powiedziała Viki, gdy już siadaliśmy do stołu.

- Oliwia bała się zostawić Marleya samego w domu – odpowiedział jej Harry.

- Maćka. I nie bałam się, tylko po prostu martwiłam się o niego. – wyjaśniłam.

- Zostawiliśmy dla ciebie i Harrego dwa miejsca. Siadajcie. – Liam wskazał na dwa puste krzesła obok siebie. O nie. Nie mogę obok niego siedzieć. Nie teraz, nie po tym co się stało. Szukałam jakiegokolwiek wyjścia z tej sytuacji. Niewiele się zastanawiając podbiegłam na drugą stronę stołu gdzie siedzieli Zayn i Niall i wcisnęłam się między nimi prawie zrzucając blondasa z krzesła.

- Tak się za wami stęskniłam chłopaki moje. Mogę tu usiąść? – zapytałam obejmując ich jednocześnie za szyję.

- Jasne – odpowiedzieli niczego nieprzejrzewając. Spojrzałam na Harrego który usiadł przy pustym krześle naprzeciwko i popatrzył na mnie z byka.

- To co jemy? – zapytałam beztrosko, Harry uderzył czołem w listę dań, a ja spiorunowałam go wzrokiem.

 

 

- O rany, zaraz pęknę. Ale się najadłam, nie wiem czy to jeszcze wcisnę! – powiedziałam po trzech łyżeczkach swojego deseru: lodów z gorącymi malinami.

- Mogę to za ciebie dojeść jeśli już nie możesz… – zaproponował Niall, który już skończył swoją szarlotkę z lodami. Z uśmiechem oddałam mu swój pucharek. Viki zaczęła dalsze planowanie wieczoru.

- To co dziś robimy? – zapytała – Idziemy gdzieś potańczyć? Ponoć obok Soho Street otworzyli świetny klub z muzyką RnB i świetnymi drinkami, które podaje…

- Gadałem wczoraj z Louisem. Znowu był naćpany. Płakał, że ma dość swojego życia i wszystko go boli – wypalił Zayn, a ja załknęłam się wodą mineralną. Przed oczami stanął mi okropny obraz: L. z nieobecnymi oczami, z których ciekną łzy. Poczułam jak przeszywa mnie nieprzyjemny dreszcz.

- Zayn, nie teraz. – powiedział Liam kręcąc głową. – Jak się nazywa ten klub?- zapytał swoją dziewczynę, a ja posłałam mu spojrzenie pełne wdzięczności, które nie uszło uwadze Zayna.

- Ale dlaczego? Lou to nasz przyjaciel, chyba chcecie wiedzieć co u niego – naciskał czarnuszek nie dając szansy odezwać się Viki.

- To naprawdę nie jest najlepszy moment na tego typu rozmowy – odparł twardo Hazza.

- Tak, to jaki moment będzie dobry? Nie chcecie o nim gadać, żeby nie psuć sobie humorów? Pojedliśmy sobie, pijemy drineczki, gadamy i śmiejemy się w trakcie, gdy on zwija się z bólu w jakiejś klinice. Taka jest prawda – Zayn nie mówił tego złośliwie. Po prostu martwił się o L. i uważał, że nie powinniśmy się bawić, gdy on cierpiał.

- Myślisz, że będzie się męczyć bardziej, gdy pójdziemy do klubu? Wyluzuj Zayn. – powiedział Hazza.

- Lou zwija się z bólu, a my zamiast siedzieć przy jego łóżku idziemy potańczyć?! – chłopak podniósł głos.

- Może rzeczywiście z tym klubem to nie jest najlepszy pomysł – powiedziała Viki chcąc nieco załagodzić sytuację.

- Musieliśmy przylecieć do Londynu. Dobrze o tym wiesz. – odezwał się Liam.

- Błagam was, skończmy ten temat. – I ja zabrałam głos czując, ze rozpłaczę się jeśli jeszcze kilka sekund posłucham o cierpiącym Lou. Zayn odwrócił się w moją stronę i spojrzał na mnie tak, że zaczęłam żałować, że się odezwałam.

- Wiesz Oli, już dawno miałem ci to powiedzieć. Nie obraź się, ale niby wielce kochasz Louisa, a jednak opuściłaś go gdy potrzebował pomocy. – powiedział, a ja otworzyłam usta zaskoczona tym co usłyszałam.

- Ale on powiedział, że mnie nie kochał… – zaczęłam łamiącym się głosem.

- Bo był naćpany! Nie wiedział co mówi. To nie mówił on tylko narkotyki Oli! Jesteś taka naiwna. Gdyby ci naprawdę na nim zależało zostałabyś z nim i pomogła mu bez względu na to co mówił.

- Zayn do cholerny zamknij się! – warknął Harry.

- Kochałam Louisa… – zaczęłam cichutko. Reszta przyjaciół mi się przyglądała. – Nadal bardzo go kocham, ale po tym co mi powiedział czuję się jak zero rozumiesz?! Jak gorszy gatunek… On totalnie zmieszał mnie z błotem. Co miałam zrobić siedzieć przy jego łóżku i słuchać dalszych obelg? Zayn, ja też mam uczucia… Szczerze jego słowa porozrywały mnie na miliony kawałków, nie potrafię się pozbierać. Prawie nie sypiam, nic nie jem, co noc płaczę w poduszkę nie mogąc usnąć, bo gdy tylko zamknę powieki widzę zamglone oczy Louisa i słyszę jego wszystkie słowa. Co noc odtwarzam ten scenariusz, to mnie wykańcza! – wykrzyczałam, a do oczu napłynęły mi łzy.

- Ja to widzę inaczej. Myślę, że poszłaś na łatwiznę. Zostawiłaś go kiedy potrzebował pomocy, aby nie męczyć się z ćpunem. Dobra zgadam się, może trochę za ostro cię potraktował, ale powinnaś wziąć się w garść i mu pomóc zamiast uciekać. Wygląda na to, że masz go w dupie. I to ma być miłość na dobre i na złe. Pfff – moje usta otwarły się jeszcze szerzej. Szybkim ruchem wstałam od stołu przewracając swoje krzesło.

- Uważasz, że mam Louisa w dupie, a ja nie potrafię tutaj normalnie żyć, bo wszystko mi o nim przypomina i strasznie mnie rani! Ale możesz być spokojny, jeszcze trochę i nie będziesz musiał mnie oglądać, ani się ze mną spotykać! Przeprowadzam się Berlina. Wyjeżdżam do Niemiec, bo nie potrafię funkcjonować normalnie w tym mieście! Boję się wyjść na zewnątrz, aby gdzieś nie spotkać Lou, nie zobaczyć jego zdjęcia, albo nie usłyszeć jego głosu w radio! Każdego dnia łudzę się, że wszystko co się teraz dzieje to tylko zły sen, a ja nie mogę się doczekać świtu. Kocham go, tęsknię za nim… – przełknęłam ślinę i otarłam łzę spływającą po moim policzku – Tak strasznie się mylisz Zayn. Jest mi przykro, że masz o mnie takie zdanie. – przyjaciele patrzyli na mnie zaszokowani.

- Do Niemiec?? Oli… Ja… Nie wiedziałem, że aż tak to przeżywasz. – odpowiedział zmieszany Zayn.

- Lepiej już pójdę. – powiedziałam i wybiegłam z restauracji.

_______________________________________

o jeju wreszcie wróciłam!

Po pierwsze:
Przepraszam, że tak długo nie było
rozdziału, dziękuję za wyrozumiałość
i za bronienie mnie :* Macie rację
dziewczyny za bardzo kocham ten
blog i Was aby zostawić go
nieskończonym :) Mam nadzieję, że
wena powróci i znów będzie mi łatwiej
pisać rozdziały. Jak na razie wzięłam się
w garść i napisałam ciąg dalszy.
Dziękuję, że czekałyście! :**

Po drugie:
Po wakacjach super :D Bułgarzy mnie
nie porwali, żadne z nich super ciacha
w porównaniu do np. turków :D Niestety
część urlopu spędziłam w klinice, bo
mój LOVE grał w siatkówkę na plaży,
i biegnąc za piłką przewrócił się na
drewnianym molo z którego wystawały
gwoździe i nieszczęście gotowe… :(
Zakażenie, antybiotyki, opatrunki…
ehh, wakacje życia! Ale jakoś przeżyliśmy :)

Po trzecie:
Kto się niemoże doczekać „BEST SONG EVER”
i filmu „This is us”? :D Kurcze, troche mi
głupio iść na to do kina, boję się, że się
poryczę (a na pewno to zrobię:P ) uh,
moje emocje! :D

Po czwarte:
Ktoś mi może wyjaśnić dlaczego tak
strasznie jaram się teraz „Mirrors”
Justina Timberlake? Za każdym razem,
gdy ją słyszę mam ciary… Ahhh :D

Po piąte:
Love Ya All ! :*:*:* Have a nice weekend!