Rozdział 167.

Skończyłam brać antybiotyki i czuję się już prawie normalnie. Od czasu do czasu kaszlę i trochę bolą mnie płuca, ale to chyba normalne. Wczoraj zasnęłam w połowie czwartej części Zmierzchu i teraz nie mogę już spać. Obracam się z prawej strony na lewą, wiercę i co chwila spoglądam na zegarek. Jest dopiero przed siódmą rano, ale nie dam rady już dłużej patrzeć w sufit. Włączyłam laptopa i zalogowałam się na Facebooka i Twittera. Już tak dawno tego nie robiłam. Przeczytałam wszystkie wpisy chłopaków na Twitterze i obejrzałam wstawione przez nich zdjęcia. Zaśmiałam się widząc jaką fotkę dodał Harry. Było to zdjęcie tłumu z gali na której byliśmy razem. Wśród dziesiątek ludzi można było dostrzec naszą siódemkę, w tym moje, tak zachwalane przez Hazzę plecy. Pod zdjęciem widniał podpis „Where is waOli?” Nawiązywał on do jednego z moich ulubionych bohaterów z dzieciństwa: Walliego i kultowego już obrazka „Gdzie jest Wally?” na którym trzeba było znaleźć w tłumie ubranego w czerwono-białą czapeczkę i czarne okulary chłopaka. Od razu zorientowałam się, że Harry specjalnie przekręcił jego imię, aby wpis dotyczył mnie. Co za wariat!

@Harry_Styles I think, waOli’s with the lovley boys from The Wanted. :) really, really miss you! xX

napisałam i niemal od razu dostałam odpowiedź.

@OliSalkin sorry, but they prefer boys, so waOli have no chance, honey. Miss you too, can’t wait to see ya ;) PS. I will kick your nice ass if you ever say again that TW are lovley, wrr. Good morning for you baby and good night for me! :)

Z uśmiechem na twarzy przeczytałam wiadomość od przyjaciela, ciekawe gdzie imprezował, że nie śpi o tej porze.

Sweet dreams @HarryStyles :)

odpisałam. Przeszłam do Facebooka. Sprawdziłam wszystkie ciekawostki z ostatnich trzech tygodni. Obejrzałam zdjęcia Maćka, który dodał niedawno jedno z naszych wampirzych zdjęć z kręcenia reklamy.

Oliwia Salkin:
Już niedługo zrobimy sobie nową sesję zdjęciową ;) tym razem w innej scenerii, tylko nie przesadzaj z makijażem :P Buziaki ;*

skomentowałam fotkę przyjaciela. O, nowe powiadomienie, Douglas Booth zaprasza mnie do znajomych. Od razu przyjmuję zaproszenie.

Oliwia Salkin:
Masz normalne konto, a nie funpage?! No, co Ty?! Taka gwiazda jak Ty? Kyle, to niedopuszczalne! :D

napisałam w żartach na jego tablicy.

Douglas Booth:
A co z Tobą gwiazdo New York Timesa? Dlaczego nie jesteś w związku na Facebooku z swoim sławnym mężczyzną? :P

dostałam odpowiedz. Zdziwiłam się, że nie tylko ja jestem rannym ptaszkiem.

Oliwia Salkin:
Bo jestem skromna i nie chcę się chwalić :P

odpisałam.

Douglas Booth:
Jeśli czegoś nie ogłosisz na face, to znaczy, że to nie istnieje! ;P

skomentował natychmiast.

Oliwia Salkin:
Więc jeśli usunę Cię ze znajomych to dasz mi wreszcie spokój?? :P Okej Kyle, już się tak nie wymądrzaj. Lepiej powiedz dlaczego nie śpisz tak wcześnie?

napisałam.

Douglas Booth:
Niech żyją strefy czasowe! :( Och, przestań już! Oberwiesz za tego Kyle’a, szykuj się na krwawą masakrę w sobotę!!

zagroził mi.

Oliwia Salkin:
Nie mogę się doczekać! Do zobaczenia Kyle! :D kiss :D

odpisałam.

Douglas Booth:
Już po tobie mądralo! Do soboty! :))

Dobra, wystarczy tych internetowych newsów. Zwlekam się z łóżka i idę wykąpać. W czasie gdy gorąca woda wypełniała wannę, postanowiłam zrobić pranie. Posortowałam ciuchy kolorystycznie i wrzuciłam pierwszą partię białych ubrań do pralki. Oczywiście nie włączałam jej na razie, bo nie mam zamiaru relaksować się w wannie przy dźwiękach szumu silnika i syczącej wody. Zakręcam kurki i wchodzę do gorącej wanny, w której spędzam ponad pół godziny. Myję i odżywiam włosy i dopiero kiedy woda zaczynała się robić chłodna wychodzę z wanny. Teraz mogę włączyć pralkę. Ubieram wygodny dres i idę zrobić sobie śniadanie. Dziś rezygnuję z płatków z mlekiem na rzecz ciepłych gofrów z dżemem i bitą śmietaną. Siadam przed telewizorem z puszką śmietany i słoikiem dżemu. Przykrywam się ciepłym kocem i kreślę dżemem zmyślne wzory na słodkim śniadaniu. O tej porze nie leci nic ciekawego, więc puszczam tak często oglądany przeze mnie ostatnio kanał z telewizją śniadaniową. Śledzę od czasu do czasu tematy rozmów gości i dziennikarzy, ale bardziej skupiam się na śniadaniu. Do czasu, bo gdy dziennikarze wymienił nazwę One Direction od razu skupiłam się na programie. Chciałam zobaczyć jaką głupotę i plotkę wymyślili tym razem. Miałam tylko nadzieję, że nie zobaczę znowu Louisa z Ritą. I nie zobaczyłam, ale to co pokazali było jeszcze gorsze. Zobaczyłam karetkę podjeżdżająca pod hotel chłopców i kilku lekarzy, którzy wbiegli do środka. Moje serce zamarło. Co takiego mogło się stać? Mówili o One Direction, ale może wymienili ich dlatego, że mieszkają w tym hotelu… nie to bez sensu, coś musiało się stać któremuś z chłopaków. Czemu ta głupia dziennikarka, której normalnie nie zamyka się buzia teraz nic nie mówi? Minęło kilka sekund, a ja czuję się jakby mijały lata, niech wreszcie powiedzą co się stało! Siedzę jak na szpilkach czekając w skupieniu na to co będzie się dziać dalej. Nagle otwierają się drzwi hotelu, a serce pochodzi mi do gardła. Dwóch lekarzy prowadzi kogoś, mocno trzymając pod rękę. Dziennikarze mówią, że to któryś z chłopaków z 1D, ale nie mają dokładnych informacji który. Podbiegam do telewizora, ale nie mogę rozpoznać kto to taki. Film nie dość, że jest kręcony z daleka, to jeszcze jest niewyraźny, a chłopak ma opuszczoną głowę, którą przykrywa kaptur ciemnej bluzy, ma też szerokie dresowe spodnie więc rozpoznanie sylwetki nie wchodzi w grę. Nie mogę nawet rozpoznać jakiego jest wzrostu, bo jest mocno przechylony do przodu. Wygląda to dość groźnie, ten ktoś ledwie odrywał stopy od ziemi, wyglądał jakby ciągle tracił i odzyskiwał przytomność. W miarę jak podchodzą coraz bliżej karetki, a tym samym bliżej kamery moje serce bije coraz głośniej. Kto to może być? Czy to Hazza, a może Niall, Liam, Lou, Zayn!? Och, nie mogę rozpoznać twarzy! Co takiego mogło się stać? Dlaczego ten chłopak jest taki słaby? A może to nie jest żaden z nich? Szukam jakiejkolwiek cechy, która podpowiedziałaby mi na kogo właśnie patrzę. Niestety nic z tego, są już prawie w samochodzie, a ja dalej niczego nie wiem. Jeden z lekarzy wskakuje do karetki i pomaga wnieść do niej chorego. Chłopak prawie upada, lekarze łapią go w ostatniej chwili. Jego bluza unosi się odrobinę w górę i odkrywa kawałeczek pleców, a wtedy bez problemu i w stu procentach mogę stwierdzić na kogo patrzę. Czuję się tak jakby ktoś rzucił we mnie ogromnym kamieniem. Karetka w telewizji odjeżdża, a ja nie mogę się ruszyć. Siedzę jak sparaliżowana.

_____________________________
HElloHEllo gwiazdy :) :) :)
Życzę miłej niedzieli! :*

PS. 1: Droga ~dominika248 postanowiłam podziękować Ci za Twoją uwagę i zapewnić, że dostosuję się do Twoich rad i zmienię sposób umieszania dialogów w opowiadaniu. A to wszystko w obawie i w trosce o Twoje choroby oczy (m.in oczopląs) spowodowane stylem pisania mojego bloga:D tak serio, to chciałam to już zrobić w tamtym rozdziale, ale spieszyłam się piszcząc go i zapomniałam. A w tym rozdziale jak na złość Oli z nikim nie gada! hahah :D buziaki

DAJCIE ZNAĆ W KOMENTARZACH, JEŚLI MACIE JESZCZE JAKIEŚ ZASTRZEŻENIA CO DO STRONY STYLISTYCZNEJ BLOGA :)

PS. 2: Cześć Agatko, Kobieto pracująca! :D :*

PS. 3: Widziałyście filmiki z pierwszego koncertu chłopców z trasy TMH? Są świetne, chłopaki dali z siebie 101% – jak zwykle! A filmiki, które są wyświetlane w przerwach między piosenkami, gdy chłopcy się przebierają są boskie! :D W każdym z tych filmów najbardziej rozwala mnie Harry! Uwielbiam tego czubka! :D

Pierwszy: IMPREZKA… Up All Night!

Drugi: Ranek po imprezce!

Trzeci: Chłopcy w przebraniach na ulicy!

Szczególnie uwielbiam ten ostatni w którym Liam i Hazza są staruszkami, a Niall i Zayn ulicznymi grajkami, a nasz Loui jest mega słodziakiem i to on jest naaaajsłodszy w tym filmiku! Ach! :*

Emm… Mamo… Tato… To są.. to… eh, poznajcie moich idoli:

 

buziaki dla Was wszystkich :*

Rozdział 166.

- Coś nie tak? Jestem tym samym chłopakiem co pięć minut temu, Oli. Mam nadzieję, że nie zwariujesz teraz na moim punkcie. – powiedział, zapewne zaalarmowany moją miną. Uśmiechnęłam się słysząc te słowa – Niestety… Nie obraź się, ale… nie robi to na mnie żadnego wrażenia. Cholera, czy ja mam napisane na czole „Idealna znajoma gwiazd showbiznessu”? – chłopak patrzył na mnie zdziwiony, nie rozumiał o co mi chodzi – Chodzi mi o to, że wszyscy moi przyjaciele, z wyjątkiem Viki to jakieś znane gwiazdy – dalej marszczył brwi, a ja wypuściłam głośno powietrze z płuc – Znasz One Direction? – Ten boysband? Pewnie, moja dziewczyna ich uwielbia. Ma nawet bilet na ich koncert, bo w przyszłym tygodniu grają w Nowym Yorku – oznajmił – Dokładnie. Więc już wiesz, dlaczego mój chłopak pracuje właśnie w Nowym Yorku. Chodzę z jednym z członków 1D. Z tym w czerwonych spodniach z szelkami i bluzkami w paski. Z resztą zespołu bardzo się przyjaźnię – wyznałam, a chłopak patrzył na mnie ciężko zdziwiony. Chyba nie bardzo mi wierzył – Oli… wiesz, nie musisz niczego przede mną udawać, ani mi imponować wymyślając znanych chłopaków, czy coś… bez urazy oczywiście – Doug zaczął mieszać – Eh, popatrz – wyciągnęłam z torebki egzemplarz New York Timesa, o który prosiła mnie Viki, ale zapomniałam jej go dać. Otworzyłam gazetę na odpowiedniej stronie – Widzisz, to Viki, a to jej chłopak Liam, a to ja. Tam jest mój Lou, dalej Harry, Niall i Zayn. – pokazywałam palcami – Coś takiego… Czyli to prawda – powiedział nie odrywając oczu od gazety – Grałam też w ich klipie do What Makes You Beautiful – dodałam – Znam to! „Ooo oow, thats what makes you beautiful! – zaśpiewał śmiejąc się – Widziałem ten klip z milion razy, oczywiście razem z moją dziewczyną. Teraz już nawet kojarzę w którym momencie tam się pojawiasz. Wyglądasz trochę inaczej ze spiętymi włosami i w krótkich spodenkach, niż teraz w tych zimowych ciuchach, ale masz tą samą uśmiechniętą buźkę. Ten lokaty cię tam bajeruje, śpiewa i uśmiecha się słodziutko – Rzeczywiście to ja – przyznałam – Masz jeszcze jakiś sławnych znajomych? – zapytał – Na castingach do reklamy telefonii komórkowej zaprzyjaźniłam się z chłopakiem, który okazał się być młodą gwiazdą komediowych seriali. To jeden z moich najlepszych przyjaciół – dodałam – Ach, a na tegorocznych wakacjach zakolegowałam się z Wojtkiem Szczęsnym – Tym bramkarzem Arsenalu? – zapytał wreszcie patrząc na mnie, a nie na gazetę – Mhym – przytaknęłam pijąc kawę – Dlatego tak zareagowałam na wiadomość o twojej sławie. To chyba jakieś fatum – skomentowałam – Raczej wielkie szczęście, znalazłaś prawdziwych przyjaciół – uśmiechnął się – Fajnie tu wyglądasz – wskazał na gazetę – Dzięki – odpowiedziałam nieco się rumieniąc – Moja dziewczyna mi nie uwierzy, że znam przyjaciółkę chłopaków z 1D… A czy ten Louis przypadkiem nie chodzi z Ritą Orą? Chyba ich widziałem rano w telewizji – oznajmił zdezorientowany – Też to dzisiaj widziałam. To aż dziwne, ile osób ogląda telewizję śniadaniową – zaśmiałam się smutno – To był fake, wiesz, zwykła ustawka dla paparazzi, ale i tak się wkurzyłam, bo pajac o niczym mi nie powiedział – skrzywiłam się obracając kubek w rękach – Rzeczywiście zachował się jak pajac – przyznał, a mnie rozbawiła ta uwaga. – Dobra, nie gadajmy już o tym. Masz jeszcze jakiś zestaw pytań, drogi Kyle’u z „LOL”? – zapytałam, bo przypomniało mi się dokładnie, gdzie go widziałam – Błagam, tylko nie mów do mnie Kyle, wszystkie nastolatki to robią. – poprosił – Nie ma sprawy – odpowiedziałam – Olii, ty chyba też nie pochodzisz z Anglii? Ten twój akcent… Jest bardzo podobny do brytyjskiego, ale niekiedy dziwnie akcentujesz drugą sylabę – popatrzył na mnie badawczo, zmieniając temat – Poza tym mówiłaś w dziwnym języku z panem Levym – dodał – Punkt dla ciebie, rzeczywiście nie jestem tutejsza. Teraz szansa na kolejny punkt… skąd pochodzę? – zapytałam ciesząc się z zmiany tematu – Zaciśnijmy poszukiwania do konkretnego kontynentu. Jesteś z Europy, tak? – Zgadza się – odpowiedziałam, a chłopak lustrował mnie i marszcząc brwi zastanawiał się – Na pewno nie jesteś Niemką, twoja mowa jest płynna, nie akcentujesz twardo żadnych liter… – mówił bardziej do siebie niż do mnie – Musisz wiedzieć, że chodziłam na kurs języka angielskiego-brytyjskiego i wkuwałam całymi nocami ten głupi akcent – Nie ułatwiasz mi – zaśmiał się – Ale i tak skreślam Niemcy, znam kilka dziewcząt stamtąd i uwierz mi, że nie jesteś do nich ani trochę podobna. Poza tym ten język w którym rozmawiałaś z Levym… to nie był niemiecki. Masz słowiańską urodę, więc będę strzelać w te rejony – zmrużył oczy dalej się zastanawiając. Słowiańska uroda? Płynna mowa? Zaciśnijmy poszukiwania? Jaki młody człowiek posługuje się takim językiem? pomyślałam – Obstawiam Czechy i Rosję. Dobra, strzelam. Czechy. – Prawie, mój kraj sąsiaduje z Czechami. Jestem Polką – odpowiedziałam – Polką? – zdziwił się – Tak, a co? – zapytałam zaskoczona jego reakcją – Nie wyglądasz na Polkę. Tam panuje skrajna bieda i głód – oznajmił mi, a ja omal zakrztusiłam się kawą – Co takiego?! – zapytałam kaszląc, chłopak strasznie się zmieszał – Przepraszam, nie chciałem cię urazić. To była głupia uwaga z mojej strony, nie powinienem wierzyć stereotypom. Nie gniewaj się – na jego twarzy było widać skruchę – Więc to tak amerykanie widzą Polaków… Ale nie martw się, my uważamy was za nieumytych, spoconych grubasów z hamburgerem w jednej i colą w drugiej ręce – Naprawdę? – zdziwił się – Czy ja wyglądam na nieumytego grubasa? – A ja na biedną dziewuchę ze wsi? – odpowiedziałam pytaniem na pytanie – Dobra, to było niemądre z mojej strony. Jeszcze raz przepraszam – powiedział – Spoko – odpowiedziałam. Posiedzieliśmy w Starbucksie dłużej niż przypuszczałam, potem wróciliśmy na szkolny parking. Ku mojej uciesze śnieg dalej mocno sypał – Podwieźć cię do domu? – zaproponowałam, gdy Douglas odprowadził mnie do samochodu – Nie, też jestem autem. Swoją drogą jak wy tu możecie jeździć? Lewą stroną? Co za kretyn to wymyślił? – zaśmiał się – Witamy w Anglii – uśmiechnęłam się – Przyzwyczaisz się, mi też było ciężko, ale Londyn, o ile nie liczyć deszczu, nie jest taki zły – dodałam – Mam nadzieję. Do zobaczenia za tydzień – chłopak wyciągnął do mnie dłoń – Do zobaczenia – odpowiedziałam i uścisnęłam ją w przyjaznym geście.
We czwartkowe popołudnie relaksowałam się w łóżku oglądając „Twilight”, jedząc popcorn i śliniąc się do przystojnego Edwarda Cullena. To nie mieści mi się w głowie, widziałam go przecież kilka dni temu. To niezwykłe, czuję się jak w bajce. Mogę śmiało porównać się do Belli, obie robimy niezwykłe rzeczy, spotykamy niezwykłych ludzi i to wszystko za sprawą naszych niezwykłych facetów. Gdyby tylko Lou był we mnie tak mocno zakochany jak Edzio w Belli… ech – Jezu! – krzyczę i podskakuję nagle wystraszona, bo z moich przemyśleń wyrywa mnie dźwięk dzwonka telefonu. To Maciek. Uśmiecham się do wyświetlacza, domyślam się dlaczego dzwoni – Halo? – odzywam się do słuchawki – Cześć Oli, ty wariatko, właśnie dostałem przesyłkę z Anglii! – krzyczał podekscytowany – Nie musiałaś tego robić, nie musiałaś płacić za mój bilet, Oliwia jak ja ci się odwdzięczę? Jest mi strasznie głupio, nie wiem co mam teraz zrobić, ani co powiedzieć – zalał mnie słowotokiem – Wystarczyłoby dziękuję i cieszę się, że się zobaczymy… – Dziękuję i cieszę się, że się zobaczymy – powtórzył od razu za mną, nie ukrywając entuzjazmu, a ja uśmiechnęłam się szeroko. Wiedziałam, że się ucieszy, ale nie sądziłam, że aż tak – Też się cieszę i nie mogę doczekać – odpowiedziałam – Ja bardziej! Och, spełni się moje marzenie, wreszcie zobaczę Londyn! I to u twego boku! Będziemy cały dzień biegać po mieście, musisz mi pokazać każdy, nawet najmniejszy zakamarek tego cudownego miasta – mówił radosnym głosem – Zmienisz zdanie o tym mieście, gdy wrócimy do domu po kilku godzinach zwiedzania go w deszczu – powiedziałam – Przecież spacery w deszczu są super – zaśmialiśmy się z uwagi Maćka – Bardzo super. To kiedy wpadasz? – zapytałam – Mam nadzieję, że jak najprędzej. Kończymy drugi sezon rodzinki, więc potem już będzie luz. W październiku pewnie nie dam rady, ale przylecę w listopadzie. Ile dni mogę zostać? – zapytał – To przecież bilet otwarty. Sam ustalasz datę przylotu i odlotu – odpowiedziałam, chociaż wiedziałam, że nie o to pyta – Tak, ale chodzi mi o to ile czasu będę mógł mieszkać u ciebie -  Możesz przylecieć kiedy chcesz i wrócić do domu kiedy chcesz. Jak dla mnie, to możesz nawet u mnie zamieszkać – powiedziałam – Taa, Louis byłby wniebowzięty – zażartował – Chyba średnio by się tym zainteresował… – szepnęłam pod nosem, bardziej do siebie niż do Maćka – Nie zrozumiałem, możesz powtórzyć? – Nie, nie nic. Dobra, to czekam na ciebie, tylko daj znać wcześniej kiedy przyjedziesz, żebym zdążyła posprzątać. Inaczej nie wpuszczę cię do środka – zagroziłam – I tak wiem, że nie zrobiłabyś tego – odpowiedział – Oj, to chyba się zdziwisz – powiedziałam, chociaż to oczywiście Maciek miał rację – Oczywiście, że dam znać wcześniej, zrobię wszystko czego chcesz. – chłopak dał za wygraną – Przynajmniej tak będę ci mógł się odwdzięczyć. Dzięki za bilet i zaproszenie – dodał – Cała przyjemność po mojej stronie. Do zobaczenia przyjacielu – Do zobaczenia przyjaciółko – odpowiedział i rozłączył się, a na mojej twarzy malował się ogromny uśmiech. Uwielbiam moich gwiazdorskich przyjaciół!

RED NOSE DAY with our boys :)

Hello dziewczynki :) Jak już pewnie wiecie,
nasi KOCHANI chłopcy wspierają Brytyjską
akcję charytatywną pod nazwą „Red Nose Day”.

Cały zespół wkłada kawał serca w tą akcję, tym bardziej po wizycie Ghanie,
gdzie mogli na własne oczy zobaczyć jak duża jest liczba potrzebujących.
W filmiku, który został nagrany przez ekipę chłopców widzimy, jak bardzo
przeżywają sytuację żyjących tam ludzi, a w szczególności dzieci.

Nawet nasz Bad Boy Malik pokazał nam swoje drugie oblicze,
cierpiąc i współczując mieszkańcom Ghany…

Wszystkich chłopców jak i pewnie wszystkich widzów poruszył ten krótki filmik,
który zapewne nie pokazuje nawet 10% ciężkiego życia mieszkańców Afryki.

Dzieci umierają tam na biegunkę i zapalenie płuc, co u nas w Europie jest nie do pomyślenia!
A to wszystko dlatego, że ani szpitali ani mieszkańców nie stać na podstawowe szczepienia…


Koszt takiej szczepionki to tylko 5 funtów!
Chłopcy wydali singiel „One Way Or Another” z którego cały dochód
ze sprzedaży zostanie przekazany dla fundacji Red Nose Day!

Singiel jest również do kupienia w Polsce:


http://www.empik.com/one-way-or-another-teenage-kicks,p1065704131,ebooki-i-mp3-p

 

Koszt takiego albumu to niecałe 8zł… to połowa
kosztów szczepionki dla jednego dziecka…
Wyobrażacie to sobie? Kupując ten singiel za 8zł

zwiększamy szansę na przeżycie jakiegoś dziecka o 50%!


Dlatego apeluję i proszę każdą z Was o zakup tego singla!
To dla nas naprawdę nie duże koszty, a możemy uratować komuś życie…

 

Fundację Red Nose Day wspierają między innymi:

Olly Murs

Jaś Fasola :D

Jedward

Gordon Ramsay

Union J

Jessie J

One Direction…

A także ja: Miss Piggy ;)

 

Ja już zakupiłam wspomniany singiel :) Tym sposobem, gdy dzwoni
mój telefon słyszę głos Hazzy, który śpiewa, że w ten lub inny sposób
mnie znajdzie, a potem zdobędzie i Och!… aż szkoda mi odbierać ;P

 

Jeszcze raz namawiam serdecznie do zakupu singla i po prostu MUSZĘ
ten ostatni raz pochwalić naszych chłopców za to co robią :)
Jestem z nich baardzo dumna! Podziwiam ich za to, że pomimo tak młodego
wieku i takiego stylu życia nie pozostają obojętni na problemy innych ludzi.
Cieszę się, że tak chętnie wspierają akcje charytatywne i wykorzystują ogrom
skali swojej sławy do słusznych celów.

ChłOpaki, tO sprawia, że kOchamy Was jeszcze mOcniej!


PS. Dla tych, którzy jeszcze nie przeczytali -
pod spodem znajduje się nowy, 165 rozdział :)