Rozdział 162.

Wykład stawał się coraz bardziej nudny, ziewałyśmy jak szalone. W moim zeszycie roiło się już od bałwanów, każdy miał na sobie inne nakrycie głowy. Jeden czapkę z bąblem, drugi czapkę z daszkiem, a jeszcze inne rondelek, wiadro i patelnię Tefala. Każdy miał też inny szalik, komin, albo chustę pod szyją. Gdy już skończyły mi się pomysły, a ilość bałwanków zaczęła mnie przytłaczać zrobiłam z wskazującego i środkowego palca pistolet, który przyłożyłam sobie do skroni i udałam, że strzelam sobie w głowę. Uśmiechnęłam się do przyjaciółki, a wtedy z żartów wyrwał mnie głos pani O’Connor – Panie Booth! Halo!? Panie Douglas! – zawołała, a my śledziłyśmy wzrokiem całą klasę, aby spojrzeć, kto zareaguje – Ja? – zdziwił się nowy chłopak, wyciągając dyskretnie słuchawkę z ucha. Plus dla nas. Mamy jego imię – Tak, tak pan. To dopiero pierwszy pana dzień w nowej szkole, a już widzę, że nie jest pan zbytnio zainteresowany lekcją. Nie wiem czy w Stanach słuchanie muzyki na zajęciach to była norma, ale przypominam, że jesteśmy w Anglii, a tu jest to niedopuszczalne. – Och, już mi szkoda tego chłopaka. W pierwszy dzień podpadł temu potworowi – Wyszeptałam do ucha Viki, ale ta kobieta słyszy wszystko – A pani, pani Salkin? Ma pani jakiś komentarz do tej sytuacji? Jeśli tak niech go pani wypowie na głos – zwróciła się do mnie, a moje serce zamarło – Przepraszam pani O’Connor, ale jestem chora i muszę zażyć leki. Właśnie pytałam przyjaciółkę czy to odpowiedni moment aby poprosić panią o zgodę – wymyśliłam coś na szybko, kobieta przewróciła oczami – Ma pani niezwykle świetny humor jak na chorą osobę. Skoro ma pani tyle energii, to proszę przypomnieć o czym rozmawialiśmy – zwróciła się do mnie – O teatrze antycznym – odpowiedziałam, bo tyle pamiętałam z początku zajęć, zanim stworzyłam rodzinę bałwanów – Dobrze, więc jeśli pani tak uważa na lekcji, niech pani zada jakieś pytanie panu Booth. Sprawdzimy jego zaangażowanie w temat – odpowiedziała twardo. Popatrzyłam na chłopaka, on na mnie również swoimi wielkimi, zielonymi oczami. Był rzeczywiście bardzo przystojny i dam sobie rękę uciąć, że gdzieś go już widziałam… Postanowiłam na razie nie zwracać na to uwagi. Zaczęłam się rozglądać za jakimś rozwiązaniem. Spojrzałam na tablicę, przeczytałam co było na niej napisane i nagle mnie olśniło – Mogę? – upewniłam się – Czekamy – odpowiedziała kobieta, spojrzałam na chłopaka – Więc w którym wieku i gdzie miało miejsce powstanie teatru antycznego? – zapytałam, a chłopak delikatnie wzruszył w moją stronę ramionami dając mi tym znać, że niema zielonego pojęcia o czym mówię – Tablica – powiedziałam do niego bezgłośnie, a on zmarszczył brwi nie rozumiejąc – Słucham panie Douglas. Który to rok? – zapytała kobieta po czym odwróciła się i zaczęła iść w stronę swego biurka, zapewne, aby zapisać imię tego nieszczęśnika do swojej czarnej listy – TA BLI CA – wyszeptałam i wskazałam palcem na wspomniany przeze mnie obiekt. Chłopak spojrzał w stronę którą mu wskazywałam – Och – wyrwało mu się – Teatr antyczny narodził się około VI w.p.n.e. w Atenach – odpowiedział – Świetnie panie Booth. A na czyją cześć powstał? – zapytała pani O’Connor, chłopak ponownie dyskretnie wbił wzrok w tablicę – Na cześć boga Dionizosa, pani profesor – odpowiedział poprawnie. – Zaskoczył mnie pan. Bardzo dobra odpowiedz, ale teraz już proszę o nie przeszkadzanie mi w zajęciach. Kolejna osoba przyłapana na braku koncentracji zostanie ukarana. Pani Salkin proszę zażyć te leki – machnęła na mnie ręką i wróciła do lekcji. Upewniwszy się, że pani O’Connor nie patrzy Douglas odwrócił się w moją stronę – Dzięki – powiedział bezgłośnie, na co ja tylko się uśmiechnęłam i wyciągnęłam z torebki garść leków i wodę mineralną.

Ku naszemu wielkiemu niezadowoleniu pani O’Connor stwierdziła, że nie zrobi nam przerwy, ale za to pozwoli wyjść z zajęć godzinę prędzej. To co z początku wydawało nam się przerażające teraz, pięć minut przed końcem zajęć przyjęliśmy z ulgą. Sama myśl o tym, że mielibyśmy spędzić jeszcze jedną godzinę słuchając szorstkiego skrzeczenia tej kobiety sprawia, że gorzej się czułam. – I to już wszystko na dzisiaj, dziękuję za uwagę. Do widzenia – powiedziała kobieta takim tonem jakby co najmniej życzyła nam śmierci – Do widzenia – odpowiedzieliśmy chórkiem i od razu zaczęliśmy kierować się do wyjścia sali. Wszyscy z wyjątkiem nowego chłopaka, który przedzierał się przez falę młodzieży podążając do biurka pani O’Connor. Sądząc po jego gestykulacji i skruszonej minie pewnie ją przepraszał. Hmm, ja bym chyba nie miała odwagi. Idę przed siebie zamyślona i nagle zderzam się boleśnie z stojącą jak słup soli Viki – Ał, no co ty…? – pytam markotnie pocierając łokieć, którym walnęłam z całej siły w jej torebkę. Przyjaciółka bez słowa łapie mnie za brodę i odwraca do tyłu. Co prawda nie widziałam swojej miny, ale myślę, że była idealnie taka sama jak u Viki – Czy ona się… uśmiecha? – zapytałam chyba bardziej siebie niż przyjaciółkę nie dowierzając w to co widzę. Od trzech lat, czyli od kiedy uczęszczam do tej szkoły nie widziałam żeby pani O’Connor, wiecznie zmierzła i zgorzkniała stara panna wykonała swoimi ustami coś na grymas uśmiechu, a teraz uśmiecha się całą buzią do nowego studenta – Cwaniaczek, ma w kieszeni dyplom z wyróżnieniem – Viki parsknęła śmiechem – My też mogłybyśmy go mieć, jeśli trochę byśmy się pouczyły – odpowiedziałam łapiąc Viki za ramię i ciągnąc do wyjścia – Życie jest za piękne na naukę, wolę wieczną imprezkę z gwiazdami rocka! – przyjaciółka wyrzuciła w górę lewą dłoń ułożoną w specyficzny znak słuchaczy rocka – I kto to mówi? – zdziwiłam się nabijając z niej – Poza tym z naszych chłopaków takie gwiazdy rocka jak z nas przyjaciółki The Wanted – zażartowałam – Właśnie! Masz może jeszcze wolny egzemplarz The New York Timesa z nami? Mama wysłała wszystkie rodzince i zapomniała zostawić nam chociażby jednego. – Coś się znajdzie – odpowiedziałam, zapinając płaszcz. Byłyśmy prawie przy wyjściu, pochłonięte rozmową, gdy usłyszałyśmy krzyki – Halo, przepraszam! Dziewczyny? Panno Salkin! – odwróciłyśmy się i zobaczyłyśmy, że w naszą stronę biegnie nowy chłopak. Panno Salkin? Uśmiechnęłam się pod nosem, czuję się jak w średniowieczu – Tak? – zdziwiłam się, czego on może od nas chcieć. Udało się mu dobiec do nas – Cześć, przepraszam, że was zatrzymuję. Jestem Douglas – ciężko dysząc wyciągnął rękę w naszą stronę. Ta twarz i idealne kości policzkowe, już na pewno gdzieś go widziałam! – Viki, miło mi – wniebowzięta przyjaciółka uścisnęła jego rękę uśmiechając się pięknie – Oliwia – przedstawiłam się – Słuchaj Oliwia, dziękuję za to, że uratowałaś mi skórę dzisiaj na lekcji – wypalił prosto z mostu – Nie ma problemu. Musisz jednak wiedzieć, że pani O’Connor to największy postrach tej uczelni i na jej lekcjach trzeba uważać – zakomunikowałam mu – Dzięki zapamiętam. Mam u ciebie dług wdzięczności. Może dasz się zaprosić na kawę? – zapytał, a Viki odchrząknęła teatralnie – Oczywiście razem z swoją przyjaciółką. Viki, będzie mi miło, jeśli pójdziesz z nami – dodał od razu – To bardzo miłe, dziękuję, ale nie musisz mi się niczym odwdzięczać. Poza tym jestem chora i w ogóle nie powinno mnie tutaj być, tak więc sam rozumiesz… – Viktoria spojrzała na mnie z wyrzutem – To tylko mała kawka, zgódź się, nie zajmę wam więcej niż pół godzinki – Douglas nie dawał za wygraną – Nie gniewaj się, ale innym razem. A ty Viki… – zwróciłam się do przyjaciółki, która wlepiała rozmarzone oczy w przystojnego chłopaka. Niechętnie przeniosła swój wzrok na mnie – Spóźnimy się na rozmowę z naszymi chłopcami. Pamiętasz, mamy chłopaków, Louisa i Liama… – przypomniałam jej dobitnie, tak, aby te słowa dotarły również do Douglasa – Och, rzeczywiście. Oliwia ma rację. Nie damy rady. Ale dzięki za propozycję. Pa! – powiedziała miło – Trzymaj się – dodałam – Cześć dziewczyny – odpowiedział chłopak i nie oglądając się już za siebie wyszłyśmy na dwór, pożegnałyśmy się i szybko wskoczyłyśmy do samochodów, po pierwsze dlatego, że było zimno, a po drugie spieszyłyśmy się na twitcama chłopaków. Co prawda u nich jest dopiero ósma rano, ale chłopcy robią go tak wcześnie z myślą o Europejskich fanach, u których jest teraz godzina trzynasta.

Rozdział 161.

Obudziłam się grubo przed budzikiem. Kilka ostatnich dni spędziłam w łóżku, nie miałam siły ani ochoty się z niego ruszać. Kaszel zelżał po antybiotykach, ale to nie ta myśl cieszy mnie najbardziej. Dziś wreszcie upragniona sobota! Już nie pamiętam kiedy tak bardzo cieszyłam się na wyjście do szkoły. Przeciągając się leniwie idę zobaczyć jaką mamy pogodę. W sumie nie ma co spodziewać się czegoś nowego, skoro pada tutaj przez cały, okrągły rok. Przecieram ręką szybę która zaparowała i od razu mrużę oczy, bo razi mnie blask bieli z podwórka. Uśmiecham się jeszcze szerzej, czy to w ogóle jest możliwe w październiku? Zaciskam powieki i otwieram je ponownie, ale nic się nie zmieniło. Cały parking i drzewa za oknem pokrywa dość spora warstwa śnieżnobiałego śniegu, który witam z uśmiechem na twarzy. Od razu chwytam za iPhona, robię zdjęcie i wysyłam je Louisowi. Ostatnio niestety tylko tak się porozumiewamy. Piszemy sobie krótkie wiadomości. Chłopaki nie mają na nic czasu, ciągle są w biegu, dlatego Lou pisze do mnie w każdej wolnej chwili. Oczywiście nic mu nie wspominałam, że mam zapalenie płuc, tak samo zresztą jak Maćkowi z którym rozmawiam prawie codziennie przez telefon. Chłopak miałby wyrzuty sumienia, bo to w sumie od naszego spaceru w deszczu zaczęły się moje problemy zdrowotne. Jednak nawet one nie powstrzymają mnie przed odwiedzeniem uczelni. Zrobiłam sobie płatki z ciepłym mlekiem i włączyłam telewizję. Myślałam, że głupie tematy w telewizji śniadaniowej to tylko plaga tylko w moim rodzinnym kraju. Po dwudziestu minutach oglądania wywiadu z kobietą, która twierdzi, że jest syreną i śpiewem uwodzi facetów stwierdziłam, że mój mózg więcej nie wytrzyma. Włączyłam laptopa, który leżał na fotelu obok i stwierdziłam, że to dobry moment, aby zakupić prezent dla Maćka. Obiecałam mu, że spotkamy się wcześniej niż myśli dlatego właśnie kupuję mu bilet do Londynu. Oczywiście bilet otwarty, Maciek ma dużo pracy, obowiązków, nauki, a mało czasu. Dlatego to ja dostosuję się do jego terminu. Wystarczy, że zarezerwuje miejsce w samolocie na dwadzieścia cztery godziny przed odlotem, a potem będziemy się już cieszyć wspólnym towarzystwem. W opcjach wpisałam adres Maćka, aby przesłali go od razu do niego. Na razie nic nie wspominam Louisowi o moim pomyśle… Może i źle robię, ale nie chcę go teraz denerwować, postawię go przed faktem dokonanym, czyli poinformuję go o wszystkim, gdy Maciek będzie już u mnie. Zaczęłam przygotowania do wyjścia. Ubrałam się ładnie i umalowałam a także starannie ułożyłam włosy, chyba pierwszy raz od kiedy chodzę do tej szkoły. Pozbierałam wszystkie niezbędne przedmioty do szkoły. Założyłam czapkę i ciepłe rękawiczki, a płaszcz zapięłam pod samą szyję. Zamknęłam mieszkanie i wyszłam na zewnątrz. Mroźne powietrze od razu owiało moje policzki. Uwielbiam śnieg! Wciągnęłam głęboko powietrze, które wydaje się krystalicznie czyste. Podchodzę do samochodu i wtedy mój entuzjazm zostaje odrobinę przygaszony. Zostawiłam samochód na dworze i teraz zalega na nim gruba warstwa śniegu. Nie zniechęcam się jednak, tylko wyciągam zmiotkę z bagażnika. Po pięciu minutach samochód jest wyczyszczony. Z przykrością stwierdzam, że moje niby białe auto na tle śniegu wypada bardzo niekorzystnie i lepiej wyglądało, gdy znajdowało się pod nim. Zamiast białej perły mój samochód ma barwę brązowo-szaro-czarnego błota. Kameleon, śmieję się w myślach i wsiadam do środka. Obiecałam sobie kilka dni temu, że go umyję, ale po wizycie w szpitalu zupełnie nie miałam do tego głowy. Wolałabym jechać metrem, byłabym nieporównywalnie szybciej na miejscu niż autem, ale nie chcę ryzykować pogorszenia stanu mojego zdrowia, w samochodzie przynajmniej mnie nie przewieje. Po czterdziestu pięciu minutach parkuje samochód jak najbliżej wejścia do uczelni i biegnę do środka, bo zaczyna mocno sypać. Dziś czeka nas sześć godzin zajęć z panią O’Connor, ale nawet to nie jest w stanie zepsuć mi dobrego humoru. Brakowało mi ludzi i cieszę się, że nie muszę siedzieć sama w czterech ścianach. Wskakuję do sali i od razu siadam w ławce obok Viki – O, Oli! Cześć! Jak się czujesz? – przywitała mnie miło – Nie najgorzej. To chyba pierwszy raz kiedy cieszę się, że jestem w szkole – odpowiedziałam rozbierając się z wierzchniej odzieży – Ja też, ale poczekaj, kilkadziesiąt minut z panią O’Connor i będziemy chciały uciec gdzie pieprz rośnie – zaśmiała się przyjaciółka – Ale się dziś odstrzeliłaś. Masz dobre wyczucie czasu – dodała, a ja zmarszczyłam brwi. Czasami ciężko ją zrozumieć – Wstałam wcześnie i miałam dużo czasu więc zaszalałam. Wolałam to niż oglądać wywiad z kobietą syreną. Widziałaś to? – zapytałam śmiejąc się, ale Viki była jakaś nieobecna – Ja jej tam wierzę. To była syrena. – stwierdziła po chwili. Już chciałam coś odpowiedzieć, ale gdy tylko otworzyłam buzię przyjaciółka zwróciła się do mnie – Widziałaś? – zapytała z szerokim uśmieszkiem – Co? Kobietę syrenę? Przecież właśnie ci o tym mów… – Mamy nowego. Przeniósł się na ostatni rok do nas – przerwała mi w połowie zdania i kiwnęła głową w prawą stronę, a ja powędrowałam za jej wzrokiem. Kilka rzędów przed nami, po prawej stronie siedział chłopak z dłuższymi, prostymi włosami i szkryfał coś w zeszycie. Chociaż widziałam tylko jego profil to od razu mogłam stwierdzić, że jest całkiem, całkiem. Rzeczywiście widziałam go pierwszy raz, a znałam wszystkich uczniów tej szkoły przynajmniej z widzenia. – Fajny co? – dopytywała zadziornie. Zawsze miałyśmy z Viki ten sam gust – Może być – odpowiedziałam niby od niechcenia i zaczęłam wypakowywać książki z torby – Może być!? Oliwia on jest prze boski! Patrz na te dwie z Hounslow; Sarę i Emmę, nie mogą oderwać od niego wzroku, a Emily specjalnie usiadła obok niego udając, że to jej ławka – Viki zdała mi dokładną relację – Że też ja wcześniej na to nie wpadłam.. – dodała markotnym głosem – Hej, hej, pamiętaj, że mamy chłopaków. Obie – przypomniałam jej – Tak, tak pamiętam. Ale Liam powinien się cieszyć, że zwracam uwagę na innych mężczyzn, to znaczy, że jestem zdrowa – zaśmiała się dalej wlepiając oczy w tajemniczego chłopaka – Mówisz jak faceci. Niema co sobie nim zawracać głowę. Co u Liama? – zapytałam, ale zamyślona Viki nawet mi nie odpowiedziała tylko spoglądała w stronę ławki ‚nowego’ – Halo Viki! – szturchnęłam ją w ramię – Co, co? – zapytała patrząc na mnie z byka, po czym ponownie przeniosła wzrok na chłopaka – Pytałam co u Liama? – U kogo? – zapytała rozkojarzona – U twojego chłopaka, Viki, błagam, skup się – dziewczyna z trudem odwróciła wzrok i spojrzała na mnie – Ach u Liama. Jest trochę przepracowany, Andy daje im nieźle w kość, nawet nie mają czasu się wyspać. – skrzywiłam się słysząc te nowiny – Lou wspominał, że mają sporo pracy, ale nie mówił, że jest aż tak źle – Dziś chyba mają wolny dzień i robią tweetcama, musimy go widzieć. – oznajmiła Viki – Rzeczywiście, dobrze, że mi przypomniałaś. O której? – dopytywałam – Zaraz po zajęciach, musimy się spieszyć… och, pani O’Connor idzie… Pogadamy na przerwie – tylko skinęłam głową. Nie chciałyśmy sobie narobić problemów u pani profesor, była bezwzględna i bez wahania sprawiłaby, że powtarzałybyśmy ostatni rok. Kobieta zaczęła swój nudny wykład, który od czasu do czasu przerywałam jej swoim kaszlem. Co chwila razem z Viki niby niechcący zerkałyśmy w stronę pana X, aby zobaczyć co robi, a gdy on podniósł głowę i zauważył, że się na niego gapimy chciałyśmy schować się pod ławkę. Zaśmiałyśmy się z Viki do siebie cicho, chłopak posłał nam ciepły uśmiech, na co pokręciłam głową uśmiechając się pod nosem i zaczęłam rysować bałwany w swoim notatniku. Minuty dłużyły się i dłużyły…

Little curly Hazza’s Birthday! ♥

 

Drogi, słodki Haroldziku! Życzę Ci wszystkiego co najlepsze:
szczęścia w miłości (najlepiej z Lou), burzy nieprostujących
się loków, żeby ‚paparuchy’ dali Ci wreszcie trochę prywatności,
oraz tego, czego życzę każdemu z chłopaków:

POZOSTAŃ FOREVER YOUNG!


co za radość! :D

niestety nie mam czasu napisać tej notki tak jakbym chciała,
jest godzina 00:31 jutro wyjeżdżam, a nie mam spakowanego
dosłownie NICZEGO! a co gorsza muszę jeszcze znaleźć coś
w co się będę mogła spakować… SŁODKO ;/ Dobrej nocki!

ps, poniżej znajduje się nowy, 160 rozdział ;)