Rozdział 137.

Och, okej, keep calm, zachowaj spokój, Oli. powtarzam sobie w myślach usiłując nie wybuchnąć. Jak mogłam pomyśleć o czymś takim? Lou i dragi? Zayn i dragi? E, to niemożliwe, przecież znamy się nie od wczoraj. Uspakajam się wreszcie na tyle, aby znowu wziąć udział w rozmowie. Co prawda nie widać mnie zza stołu, ale to tylko powód do żartów, które przywracają mi dobry humor. Harry co chwila dolewa mi soku i pyta czy czegoś nie potrzebuję, w przeciwieństwie do Louisa który praktycznie nie zauważa mojej obecności. Nie, stop. Staram się o tym nie myśleć, nie chcę się wpędzać w ponury nastrój – Ej, wiecie co mi to nasze wspólne siedzenie przypomina? – wypaliłam nagle przerywając wszystkie rozmowy – Przypomina ci wspólne siedzenie w salonie…? – Zayn pokazał mi język – Prawie dobrze panie macho. Przypomina mi wspólne siedzenie w salonie… w naszym drewnianym domku w L.A, gdy kręciliśmy klip do What Makes You Beautiful! – powiedziałam z entuzjazmem, który od razu podzielili moi przyjaciele. Gadaliśmy o dziewczynach, które z nami tam grały, o castingu, o chwili, kiedy pierwszy raz chłopaki zaśpiewali nam swój singiel, zmianie scenariusza do teledysku i o tym jak chłopcy walczyli o nas. Walczyli o to abyśmy poleciały z nimi do San Francisco. I ta niezapomniana impreza i nocowanie na plaży… Jeden przez drugiego przekrzykiwaliśmy nasze wspomnienia i nie mogliśmy się zdecydować, które było najlepsze. – To nie sprawiedliwe… Znam te historie tylko z opowiadań. Dlaczego mnie tam nie było? – Viki udała obrażoną – Bo gardzisz modelkami i cały czas powtarzasz mi, że nie mam szacunku dla własnego ciała, skoro sprzedaję je przed kamerą. – Chłopcy parsknęli śmiechem, a Viki spiorunowała ich wzrokiem – Sprzedaje ciało przed kamerą uśmiechając się do Stylesa? Mówisz tak jakby co najmniej grała w pornolach. Ha, nie wytrzymam, ty to masz teorie! – Zayn skulił się ze śmiechu – Takie mam zdanie na ten temat i tyle. Ale to nie zmienia faktu, że byłam z Oliwią na spotkaniu z wami i mnie nie zauważyliście! – dziewczyna przewróciła oczami – Ja cie zauważyłem. Nie dało się ciebie nie zauważyć ,kiedy usiadłaś mi na kolanach – zaśmiał się Liam, a Viki speszona spuściła wzrok i oczywiście od razu dostała całusa od swojego chłopaka. Ach, uwielbiam tę parę, są tacy słodcy! – O Viki, jeśli chcesz mogę ci pokazać moim zdaniem najlepszy moment naszego pobytu w domku na plaży – zaproponował Niall i nawet mnie tyn zaintrygował – Idę po gitarę – oznajmił, a ja zaraz wiedziałam co ma na myśli. Chłopaki zaśpiewają nam piosenkę, która zmieniła całe moje życie – O! What Makes You Beautiful na żywo! – ucieszyłam się. Chłopak wstał z kanapy i gdy przechodził obok mnie wziął na ręce – Nialler, co robisz?! – zaśmiałam się – Nie siedź na podłodze, w tym apartamencie mieszkali kiedyś The Beatles, a wiesz, że oni lubili dobrze poimprezować. Kto wie, kto wymiotował na tą podłogę – powiedział chłopak, a ja w odpowiedzi skrzywiłam się. Już myślałam, że chłopak posadzi mnie na sofie Louisa i Zayna, dlatego moje zdziwienie nie miało kresu, kiedy wylądowałam praktycznie na kolanach Hazzy! No może nie do końca na jego kolanach. Chłopak siedział w wielkim fotelu, na którym Niall posadził mnie bokiem, tak, że nogi zwisały mi za fotel, a plecami opierałam się o jego boczne oparcie. Starałam się, aby jedyną częścią ciała która stykała się z Hazzą były moje uda, bo tyłek bez problemu zmieścił się obok tyłka Hazzy. Chłopak chyba źle zinterpretował moją zdziwioną minę, bo zaczął wstawać – Niewygodnie ci? Nie ma problemu, już stąd spadam – powiedziałam i zanim zdążyłam się ruszyć silne ręce Harrego oparły się na moich udach – Nie, myślałem, że to tobie jest niewygodnie i że nie chcesz obok mnie siedzieć, miałaś taką minę… – Zawsze mam głupią minę – powiedziałam szybko w żartach – No, w sumie masz rację – odpowiedział zadziornie – Ej, no wiesz! Miałeś zaprzeczyć! – zaczęłam go bić po ramieniu, a chłopak tylko się śmiał. Naszą bitwę przerwał Niall, który już po drodze do salonu grał melodię WMYB. – Oczywiście, że żartowałem, uwielbiam twoje miny i wcale nie uważam, że są głupie – powiedział mi cichutko, gdy Liam zaczął śpiewać swoją solówkę. Uśmiechnęłam się nieśmiało i odwróciłam wzrok, aby Harry nie widział jak bardzo zawstydziła mnie ta uwaga. Mnie, odważną Oliwie Salkin, kto by pomyślał… Rozsiadłam luźno na fotelu, nie zwracając już uwagi na to jak blisko siedzę z Hazzą. Kątem oka spojrzałam na Louisa. W głębi serca miałam nadzieję, że będzie na mnie zły i zazdrosny, w końcu praktycznie siedzę na kolanach obcemu facetowi. On jednak wydawał się nie wzruszony, nie obchodziło go gdzie, z kim i czy w ogóle siedzę… Moje myśli automatycznie odrywają się od wszystkich nieprzyjemności, bo po pokoju rozlega się najpiękniejszy głos świata, Harry zaczyna śpiewać swoją część piosenki. Słyszałam już tą piosenkę miliony razy, zarówno na płycie jak i na żywo. Jednak jest ogromna różnica pomiędzy śpiewem na koncertach, gdzie mikrofon ustawiony jest na odpowiednie parametry, a ogrom hali w której występują chłopcy sprawia, że ich głosy rozmywają się w powietrzu. Teraz jest całkiem inaczej. Siedzimy w salonie, luźna atmosfera, brak aparatów, napięcia, tremy oraz tysiąca fanów sprawia, że głos Harrego jest niezwykle naturalny, ale też głęboki i poruszający. Jednym słowem; idealny. I przywołuje tyle cudownych wspomnień! To drugi raz, kiedy słyszę What Makes You Beautiful w takim wykonaniu. Pierwszy raz był oczywiście w naszym domku przy plaży, dlatego mimowolnie uśmiecham się szeroko. Hazza widząc moją reakcję również się uśmiecha co powoduje, że jego głos staje się jeszcze cudowniejszy, wypełniony radością i autentycznym szczęściem. Refren zaśpiewaliśmy wszyscy razem, chórkiem. Nawet Viki darła się wniebogłosy. Następnie solówka Bradford Bad Boya. Chłopak zarapował ją prawie jak 50cent. Śmialiśmy się z niego tak, że Hazza zaczął tylko swoje „Everyone else in this room…” po czym zaniósł się śmiechem i musieliśmy dokończyć tę część piosenki razem z nim. Solówkę, na której zawsze przeszkadzają mu chłopcy podczas koncertów udało się mu zaśpiewać zawodowo, bez żadnego zająknięcia i jak zwykle z poważną miną na jednym wdechu. Mogłabym go słuchać bez końca! Tak samo jak Louisa… Właśnie! Podczas refrenu zauważyłam, że brakuje mi specyficznego, cienkiego głosu. Głosu mojego chłopaka, który był średnio zainteresowany naszą zabawą i surfował po internecie z swojego telefonu. Po piosence oczywiście zaczęliśmy bić sobie brawo i cieszyć się jak dzieci, a Niall zaczął grać nową melodię na gitarze. W skupieniu staraliśmy się ją odgadnąć, ale to nie była żadna z piosenek chłopaków. Blondas uśmiechnął się szeroko, po czym zaczął śpiewać „I threw a wish in the well, Don’t ask me I’ll never tell…” a my po chwili okrzyków zachwytu zaczęliśmy śpiewać z nim największy przebój tego roku; szałowe „Call me maybe”. Pokazywaliśmy sobie z Hazzą telefon, zrobiony z kciuka i małego palca wydzierając się na całego. Mniej więcej w połowie Louis nerwowo poderwał się z kanapy. – Niall! Nialler! Możecie się zamknąć?! – w pokoju nastała cisza i wszyscy wpatrywaliśmy się w Louisa. Ja i Viki z otwartymi buziami, chłopaki nieco mniej zaskoczeni – Lou, wyluzuj. Co ci się dzieje? – zapytałam zmartwiona – Nic. Nic mi się nie dzieje. Tylko… czy nie znacie innych sposobów na wieczór? Dyskoteka, tańce, drinki? Musicie się bawić jak dzieci? Ile macie lat? I kim jesteście, żeby bawić się jak dzieci?! Jesteśmy One Direction! Jesteśmy gwiazdami Stać nas na więcej klasy i droższe zabawy, nie sądzicie?! To co robicie jest… wkurwiające! – wykrzyczał – Lou! Licz się ze słowami! – zawołałam zaskoczona jego reakcją i zerwałam się na równe nogi patrząc w jego nieobecne oczy. Jeszcze nigdy nie słyszałam, żeby któryś z chłopaków tak się do nas odzywał – Nie uciszaj mnie. Chyba zapomniałaś z kim rozmawiasz, nie zapominaj, że gdyby nie ja byłabyś nikim, w sumie dalej jes… – Lou, wystarczy – przerwał mu Hazza – To ty nie zapominaj z kim rozmawiasz, przecież jestem twoją dziewczyną, Lou! – Łzy napłynęły mi do oczu. Ścisnęłam dłonie w pięści, a paznokcie boleśnie wbiły mi się w skórę. Ścisnęłam mocniej, ból sprawiał, że mgła przed moimi oczami znikała i mogłam odzyskać panowanie nad łzami – O co ci chodzi Lou? Co się z tobą dzieje? – zapytałam spokojniej – Och, dajcie mi wszyscy spokój! – powiedział chłopak, odwrócił się na pięcie i wyszedł do swojego, a raczej naszego pokoju zatrzaskując za sobą drzwi, a następnie przekręcając zamek w drzwiach. Świetnie, czyli nie dość, że mój chłopak ma nieopanowane napady agresji, to jeszcze będę musiała spać na kanapie w salonie… Cudowny scenariusz naszego romantycznego weekendu we dwoje!
_________________________________
Hello dziewczyny:D widzicie ile rozdziałów
napisałam w tym miesiącu? Od maja nie
dodałam tylu wpisów co teraz i jestem z
tego powodu zadowolona. Jesień dobrze
na mnie wpływa :P Ale jeszcze bardziej
zadowolona jestem z WAS, że dalej czytacie,
ba, że co chwila dołączają do nas nowe
czytelniczki (siemka, dziewczynki!:*) Jest też
zła wiadomość… Zaczynam mieć wyrzuty
sumienia… co druga z Was pisze, że niema
czasu się uczyć, bo czyta mojego bloga…
hahahaha jesteście zajebiste! :D DZIĘKI! :D

ale uczcie się dziewczyny, proszę Was! :D
i nie zaniedbujcie szkoły przeze mnie, bo
nakopię Wam do tyłków!

buuuuuziakiii! :***

Rozdział 136.

Śmiejąc się w najlepsze weszliśmy z Hazzą do apartamentu. W salonie siedzieli już wszyscy nasi przyjaciele – O Harry! Jakiś ty szczęśliwy – zawołał Zayn leżąc na kanapie – Nie widziałem cię w takim świetnym humorze od kiedy… nie. W sumie to nigdy cie takiego nie widziałem – śmiał się dalej czarnuszek – Bardzo śmieszne – Hazza przewrócił oczami – Świetna robota skarbie – powiedział Lou podchodząc do mnie. Objął mnie w tali i pocałował czule, po czym zwrócił się do Hazzy, który patrzył na coś na stole. Albo odwrócił wzrok, aby nas nie widzieć… nie, raczej to pierwsze – Co, oberwało ci się od niej? Potrafi zjechać człowieka – zwołał Niall – I to porządnie – odpowiedział Hazza pokazując mi język – Mam nadzieję, że to był ostatni raz. Dlaczego muszę wam wszystkim co chwila przypominać, że jesteście dobrzy? Może macie jakieś zaniki pamięci albo coś? – zażartowałam – My dobrze wiemy, że jesteśmy najlepszym boysbandem świata, po prostu lubimy jak się nami zachwycasz – zaśmiał się Hazza – Jesteście beznadziejni. – powiedziałam i w żartach przewróciłam oczami. Loui podszedł do Harrego i po bratersku przytulił go – To byś świetny występ, Hazz. Pamiętaj o tym, że jesteś zawodowym piosenkarzem – powiedział do niego – Dzięki Lou – uśmiechnął się szczerze – Zayn wstawaj! Idziemy. Idziesz z nami Harry? – zawołał nagle Louis – Gdzie? – No właśnie gdzie? – zawtórowałam pytaniu Hazzy – No, na dół… – Lou uśmiechnął się tajemniczo – Nie.. no co ty, Lou. Przestań – Hazza pokiwał głową z markotną miną – Po co na dół? Na jaki dół? I co masz przestać? – zapytałam zaintrygowana i nieco zmartwiona reakcją Harrego. Louis nie zdążył powiedzieć nawet słowa gdy przy moim boku pojawił się Zayn – Idziemy na dół, w sensie na świeże powietrze. Idę zapalić i takie tam, a nie chce iść sam – Zayn wzruszył ramionami, a Hazza ponownie pokręcił głową z dezaprobatą. – Wrócę nim się zorientujesz skarbie – nim zdążyłam się odezwać chłopak ponownie czule pocałował mnie w usta, zapewne aby nie dopuścić mnie do głosu – Chcesz coś z baru, albo restauracji? – zapytał – Sok i wodę – odpowiedziałam tylko – A wy? Chcecie coś? Z restauracji, baru, albo… z dołu? – Lou uniósł zadziornie brwi – Niall..? – Nie, nic nie chcę – odpowiedział blondas – Okej, więc za chwilę wrócimy – Chłopak jeszcze raz przelotnie musnął mnie w policzek i razem z Zaynem ruszył do wyjścia. Kątem oka spojrzałam na Hazzę i wzruszyłam ramionami wydymając dolną wargę i zaczęliśmy się śmiać. Usiadłam na sofie, na której wcześniej siedział Lou i Zayn, a Hazza usiadł obok na fotelu. Siedzieliśmy i rozmawialiśmy miedzy innymi o dzisiejszym występie. Harry otwarcie opowiadał o tym jak się po nim czuł i było mi go szkoda do tego stopnia, że miałam ochotę rzucić się mu na szyję i rozkazać, aby przenigdy nie myślał o sobie w taki sposób. Resztki zdrowego rozsądku pozwoliły mi jednak usiedzieć w miejscu, jednak, aby choć trochę okazać mu moje wsparcie wyciągnęłam ku niemu rękę, którą z lekkim wahaniem chwycił. Pogładziłam wierzch jego dłoni kciukiem i posłałam mu delikatny uśmiech który odwzajemnił. Po kilku sekundach przypomniałam sobie, że nie jesteśmy sami i czym prędzej puściłam jego dłoń, a swoje skrzyżowałam na brzuchu, aby mieć nad nimi większą kontrolę. Nikomu jednak ta sytuacja nie wydała się krępująca czy dziwna, bo płynnie kontynuowaliśmy temat. Korzystając z tego, że Louisa dalej nie było poszłam do pokoju zmyć makijaż, wziąć prysznic i przebrać się w wygodne ubrania. Napisałam też do Maćka, że za nim tęsknię i że pogadamy jak już będę w Londynie. Gdy już wszystko załatwiłam, postanowiłam, że tego wieczoru nie opuszczę mojego chłopaka nawet na krok. Ku mojemu zadowoleniu, gdy weszłam do salonu Lou siedział na sofie, obok niego Zayn. – Długo cie nie było – powiedziałam z udawanym wyrzutem, po czym usiadłam mu na kolanach – Louis… Ty paliłeś?! – zawołałam zdziwiona, gdy poczułam od chłopaka ostry zapach dymu tytoniowego – Nie, to Zayn palił i dmuchał na mnie – odpowiedział – Nie kłam! Chuchnij… śmierdzisz jak popielniczka, Lou! Zayn! Dlaczego sprowadzasz mojego chłopaka na złą drogę?! – spiorunowałam wzrokiem Zayna. Coś było z nimi nie tak. Chyba musieli wypić coś w barze, bo mieli dziwne oczy i zachowywali się podejrzanie. Wyglądali jak… naćpani? – Na jaką złą drogę? – przerwał moje obserwacje głos Malika – Ja jestem dobrze wychowany dlatego poczęstowałem przyjaciela. A że on też jest dobrze wychowany nie mógł mi od mówić. Ot i cała afera – Zayn wzruszył ramionami – Pff, afera to się dopiero zacznie. Nie mam sił do was, chłopaki… Żeby mi to było ostatni raz Lou! – zagroziłam mu, a on bez przekonania skinął głową. Jego wzrok był zagubiony, wbity jakby w daleki punkt którego nie potrafiłam odnaleźć – Piliście coś na dole? Jakoś dziwnie wyglądacie – przekrzywiłam głowę przyglądając się Louisowi badawczo – Oli, proszę, możesz się przestać czepiać? Nie piliśmy niczego, okej? – zwrócił się do mnie markotnym głosem – Okej – odpowiedziałam skołowana. Siedziałam na jego kolanach może z pięć minut, ale on cały czas się kręcił, schylał do stołu i niezbyt delikatnie dawał mi do zrozumienia, że mu nie wygodnie. Poddałam się w końcu i jak obrażone usiadłam na podłodze obok jego sofy. Oczywiście nie obyło się bez miliona komentarzy przyjaciół, szczególnie Viki i Hazzy na temat tego, gdzie mam usiąść, ale powiedziałam, że tak mi dobrze i nie mam zamiaru się stąd ruszać. Choć szczerze powiedziawszy wcale nie było mi dobrze, ani wygodnie, ani przyjemnie. Byłam wściekła, myślałam, że to będzie miły wieczór, ale Lou zepsuł wszystko i pewnie coś brał!
________________________________
zapraszam też do przeczytania serduszkowego
rozdziału ze zdjęciami chłopaków, który przed
chwilą wstawiłam:)

buziakiii!!

♥ ♥♥

Hello dziewczynki! :)

Wciągnął mnie weekend i dopiero teraz wypadłam z jego szpon :P haha:D
Ale już się rehabilituję i wstawiam kilka gifów naszych chłopców :)
Dzisiaj napiszę tylko szybką notkę serduszkową i wstawiam nowy rozdział.
Niestety nie mam czasu na notkę o Liamie, ale postaram się, aby pojawiła
się za pięć rozdziałów :)


mina Hazzy, gdy Lou mówi o sexie rozwala system xD


hahahaha co do tego nigdy nie miałam wątpliwości :P wiadomo taki
wzrost i tak duże stopy muszą o czymś świadczyć! :D jezu, co się dzieje
z moim mózgiem… zaczyna mi się robić gorzej niż w głowie Oliwii :P

dobra, pora wstawić rozdział:)
dzięki za wszystkie komentarze pod 135 rozdziałem ♥
Massive thank you ~milka♥ za link w którym Richie S.
śpiewa „Little Things” aww! :D

buziaki:*