Rozdział 121.

- Do USA? Ale jak to do USA? Przecież dopiero co przyjechałaś! Byłem pewien, że zostaniesz w Polsce dłużej niż sześć dni. Dlaczego mówisz mi o tym tak późno? – dopytywał przyjaciel. – Sama dowiedziałam się wczoraj, a sam wspominałeś, że „pomartwimy się wieczorem” dlatego milczałam przez cały dzień. – odpowiedziałam spokojnie – Eee… no tak. Ale tak właściwie po co tam lecisz? – zapytał podejrzliwie – Do chłopaków… mają pierwszy występ na żywo w Amerykańskiej telewizji. Lecę ich wesprzeć – I to mówi ta, która jeszcze kilka godzin wmawiała mi, że jestem dla niej tak samo ważny jak chłopaki z 1D. I właśnie tak mi to okazujesz? Oni mają cię praktycznie na co dzień, widujecie się w każdej wolnej chwili, a my… co dwa miesiące jeśli dobrze pójdzie. I to przez kilka dni. Teraz kiedy mamy szansę spędzić trochę czasu razem, lecisz do nich przez pół świata bo mają taką zachciankę? – Ale ja… – zaczęłam, a nie miałam szansy skończyć swojej wypowiedzi – Dobra Oliwia, jesteś dorosła. Rób co chcesz. To twoje życie i twój wybór. Sama decydujesz co, a w tym przypadku kto, jest dla ciebie ważniejszy. Nic tu po mnie. Pojadę już do domu – chłopak wstał i bez słowa ruszył w stronę schodów. A ja siedziałam jak sparaliżowana. Nie mogłam się ruszyć, ani wydobyć żadnego słowa. To takie cholernie nieprzyjemne uczucie, kiedy chce się krzyczeć, a płuca odmawiają posłuszeństwa, nogi wydają się ważyć trzy tony. Czuję się jak w jednym z tych męczących snów w którym staram się z całej siły uciekać przed czymś, ale nie mogę oderwać stóp od ziemi… Muszę coś zrobić! Mój przyjaciel właśnie urażony chce wracać do domu, podczas gdy na dworze panuje burza stulecia. Tu nie chodzi tylko o naszą przyjaźń ale i o narażanie życia przez Maćka. Poczułam się jakby wyrosły mi wielkie, śnieżnobiałe skrzydła. Chwyciłam za swojego iPhona używając jego wyświetlacza jako latarki. Od razu zerwałam się z podłogi i zbiegłam po schodach do mojego pokoju, a następnie z pokoju pobiegłam na dół, do drzwi wyjściowych, przy których już stał mój przyjaciel i ubierał buty. Podbiegłam do drzwi i oparłam się o nie plecami torując tym samym jedyną drogę wyjścia chłopakowi. Naciągając się do granic możliwości sięgnęłam prawą rękę po kurtkę chłopaka, po pierwsze dlatego, abym miała kolejny argument, aby został; lub też ewentualnie jeśli nie uda mi się go zatrzymać, abym miała pretekst, żeby go odwiedzić i przy okazji oddać kurtkę. I po drugie nie mogłam się oprzeć wizji cieplutkiej kurteczki, która wisiała obok kaloryfera. Od razu wrzuciłam ją na barki delektując się jej ciepłem. – Co ty robisz? – zapytał chłopak obojętnym tonem – Stoję sobie. To mój dom i czasem lubię sobie postać w drzwiach. Łudzę się, że jeśli postoję trochę w progu to może podrosnę. – wyjaśniłam starając się zachować pokerową twarz, ale tak naprawdę chciało mi się śmiać – Aha. A dlaczego w mojej kurtce i to właśnie akurat wtedy kiedy chcę wyjść i potrzebuję użyć tych drzwi? – zapytał patrząc na mnie zadziornie spod byka. Chyba się udało. Połknął haczyk i zaczął ze mną żartować – To najlepsza pora. W nocy kości się wydłużają i rośnie się o pięćdziesiąt procent wydajniej. A kurtkę wzięłam, bo mi zimno. Wisiała na naszym rodzinnym wieszaku, a wiesz jak jest w rodzinie. Dzielimy się wszystkim, nie zwracając uwagi do kogo dana rzecz należy. Polecam nauczyć się dzielić, panie jedynaku. Właśnie daję ci pierwszą lekcję. Prawie zupełnie za darmo. – odpowiedziałam wyczerpująco na pytanie przyjaciela – Kurtkę możesz zatrzymać, niech to będzie twoje wynagrodzenie, za lekcję dzielenia się. A teraz Oli, wypuść mnie proszę, nie jestem w nastroju na żarty. Chcę już jechać do domu – Ale Maciek, proszę cię, nie jedź – Też nie chcę żebyś leciała do Stanów, a ty masz gdzieś moje prośby. Więc dlaczego mam posłuchać ciebie? – powiedział dość ostro, a mi skończyły się argumenty. Przygryzłam dolną wargę, aby nie okazać smutku na swojej twarzy i zatrzymać w oczach łzy. Spuściłam wzrok wbijając go w podłogę i posłusznie odsunęłam się od drzwi. Zdjęłam kurtkę i bez słowa wyciągnęłam do przodu rękę w której ją trzymałam, aby chłopak mógł ją sobie zabrać. – Oli, to nie tak… – zaczął niepewnie – Nie chcę, żebyś była przeze mnie smutna. Ej, popatrz na mnie – Uniosłam wzrok i przez chwilę nasze spojrzenia się spotkały. Natychmiast wróciłam do podziwiania podłogi, aby nie patrzeć na twarz Maćka. Inaczej po moich policzkach zacząłby spływać strumień łez. Że też muszę być takim mazgajem! Nie uszło to jego uwadze – Hej, głuptasie, tylko mi nie mów, że będziesz płakać. – powiedział ciepłym głosem przytulając mnie, ja od razu objęłam go w pasie i przycisnęłam czoło do jego ramienia, aby jakoś się uspokoić i nie rozkleić – Ty, taka twarda baba, nie płaczesz kiedy gubisz bransoletkę za pół miliona, albo kiedy prawie giniesz w wypadku samochodowym, a rozklejasz się przez Musiała z rodzinki.pl? Proszę cię – uśmiechnęłam się na dźwięk tych słów, ale moje oczy zachodziła coraz gęstsza mgła, On jest takim świetnym przyjacielem – Jak możesz porównywać siebie do jakiś głupich aut czy bransoletek? W porównaniu do ciebie one są dla mnie niczym – wyszeptałam starając się opanować drżenie głosu – Przepraszam cię Oli. – wyszeptał mi do ucha – Zachowałem się jak idiota. Wybacz – dodał całując mnie w czoło. Odsunęłam się krok w tył, aby spojrzeć mu w oczy. Stwierdziłam, że to dobry moment i raczej się nie rozkleję. Poza tym to co chciałam mu powiedzieć wymagało kontaktu wzrokowego, bo miało zabrzmieć jak najbardziej szczerze – Ja ciebie też przepraszam. Jesteś najlepszym przyjacielem pod słońcem, a ja ciągle cię ranię. – E tam. Jakoś to przeżyję – powiedział machając obojętnie ręką – Najważniejsze żebyś to ty była szczęśliwa. – dodał – Jestem! Jestem najszczęśliwszą dziewczyną na świecie i mam absolutnie wszystko co jest mi potrzebne do szczęścia – oznajmiłam z entuzjazmem – Zostaniesz jeszcze na trochę…? – zapytałam niepewnie bojąc się, że rozczaruje mnie odpowiedź jaką dostanę – Jeśli mogę to jasne, że tak. – odwiesiłam jego kurtkę, chłopak zdjął buty, a później objął mnie ramieniem – Chodź już. Nie wyglądasz mi na najszczęśliwszą dziewczyn na świecie. Masz sine usta, zimne dłonie, a na swoim ramieniu dalej czuję twoje gorące czoło. – oznajmił zmartwiony – Zimne dłonie mówisz? Pozwolisz, że się trochę rozgrzeję – szybkim ruchem moja dłoń znalazła się na plecach, pod koszulą Maćka. Rzeczywiście w kontakcie z moją zimną dłonią jego plecy wydawały się parzyć – Oli! Ała! Oliwia! – chłopak zaczął się wyrywać i wyginać na różne strony, aby odsunąć od siebie nieprzyjemny chłód. W końcu wyrwał się ode mnie i  zrobił obrażoną minę – Dzięki za pomoc – powiedziałam z sarkazmem pokazując mu język – Chodź zrobimy sobie gorącej herbaty, wezmę jakieś leki na odporność, a tobie zrobię coś do jedzenia, bo pewnie nie odmówisz – Szczerze mówiąc jestem głodny. – powiedział łapiąc się za brzuch – Nie, żebym ci wypominała, ale jadłeś niecałą godzinę temu – Widzisz! Nie jadłem już od godziny, a ty jeszcze nie wierzysz, że czuję głód.? – Dobra, dobra chodźmy – powiedziałam. Poszliśmy do kuchni i zapaliliśmy sobie trzy małe świeczki, tak zwane podgrzewacze, aby dawały nam choć trochę światła. W duchu wielbiłam moją mamuśkę za to, że nie dała mi się namówić na płytę indukcyjną tylko uparła się na gazowy piecyk. Dzięki niej mogę teraz, gdy nie ma prądu wypić gorącą herbatę. Wyciągnęłam z apteczki witaminy, leki na przeziębienie i suplementy, po czym łyknęłam całą garść wybranych przez siebie środków. Oby pomogło. Poprosiłam Maćka aby sam wybrał coś sobie do jedzenia, bo nie mam najmniejszej ochoty na dotykanie zimnych produktów z lodówki. Nie trzeba go było długo namawiać, już po chwili wcinał chleb z milionem dodatków i sosów. Posiedzieliśmy jeszcze trochę w kuchni, gdy Maciek stwierdził, że jest najedzony mogliśmy wrócić na górę.
_____________________
poniżej opublikowałam notkę
o Larrym! zapraszam do czytania
i komentowania! :)) buźki:*
haVe a niCe wEekenD…
and live while we’re young…! :*

♥ ♥♥ Larry


Hello Gwiazdy moje. Dziś w serduszkowym rozdziale będzie o ‚związku’, który jedni
kochają, inni hejtują, ale nikt nie przechodzi obok niego obojętnie.
Larry Stylinson – mój osobisty, ulubiony bromance wszech czasów!
UWAGA, przyjrzyjcie się uważnie KAŻDEJ fotce! :)


Uwielbiam tych dwóch facetów razem! Są tacy naturalni w relacjach miedzy sobą. Nie
widać w tym żadnych gierek, żadnej sztuczności. Widać jak dobrze czują się w swoim
towarzystwie, aż można wyczuć tą silną więź jaka ich łączy.

Kocham ich głębokie spojrzenia w oczy, ich niby przypadkowe ocieranie się o siebie,
klepanie się na udach, tyłkach. To jak dotykają swoich dłoni, opierają o siebie głowy,
czy wreszcie czule się przytulają. Ach, kocham Larrego!


Larry na nartach. Wyglądają razem przesłodko! Pamiętacie zdjęcie Elki i Louisa na
nartach? Nie chciałam go tutaj dodawać, aby nie psuć tej notki i swojego humoru,
ale chłopaki wyglądają o niebo lepiej razem.


Te głębokie spojrzenia i słuchanie z uwagą tego, co mówi drugi… ach!


wspomniane ciągłe obmacywanie się. Widzicie minę Hazzy? Och ile bym dała, żeby tak
patrzył na mnie!


Hazza nawet nie mruga! Nie może oderwać wzroku od Louisa :)


„Hazz, skarbie. Zachowuj się. Potańczysz mi wieczorem” :P


Słodkie słówka do uszka. Zwróćcie uwagę na drugie zdjęcie. Harry wygląda jakby podgryzał
uszko Louisa, a ten jest wniebowzięty! :D


I dyskretne klepanie po nóżce:D


Scena rodem z Titanica! :D


Widzicie jak nie tylko wzrok, ale i cała głowa Hazzy podąża za ustami Louisa. I’m dead.


I kolejny look na usta Louisa.


Czy tak przytulają się wszyscy faceci? To takie czułe! Ej, to przykre. Chyba nawet
mój chłopak nie wtula się tak w moje włosy :( :P


I znów przytulasek. Całym sobą. Każdą najmniejszą częścią swojego ciała :)


„Zakochałem się w Tobie w chwili, kiedy spojrzeliśmy sobie w oczy…


… a ty się uśmiechnąłeś, ponieważ o tym wiedziałeś!”


KLIKNIJ W OBRAZEK, ABY ZOBACZYĆ.
Mam też filmik w którym Louis i Harry pierwszy raz stykają się z Larrym!
Zwróćcie uwagę na Louisa gdy Liam zaczyna śpiewać. Zauważa w tłumie
plakat „Larry Stylinson” i pokazuje go Hazzie. Jego mina-BEZCENNA! :D


I teraz bardziej przykra część notki.Tomo! Ty Kretynie i idioto! Jak mogłeś napisać, że Larry to największa bzdura ever? No jak?! Jak on mógł się wyprzeć tej głębokiej przyjaźni z Hazzą, no proszę was? Przecież widać, że oni mają się ku sobie, nie mówię o tym że od razu mają być gejami. Słowo Bromance wzięło się od połączenia dwóch słów: brothers i romance, czyli chodzi o głęboką, silniejszą niż braterska więź między dwoma facetami. Więc błagam cie Tomo nie gadaj mi że Larry to „bullshit” bo skopie ci ten jędrny tyłek. Amen

Teraz moja prywatna opinia na temat Larrego.
Od zawsze, zawsze, zawsze wydawało mi się, że to Lou ma najlepsze zadatki na bycie gejem. No tylko spójrzcie na niego! Kobieca buźka, uśmieszek i głos, obcisłe bluzeczki, spodnie 7/8, te jego zachowanie, ruchy, odzywki… GEJ! Kiedy pierwszy raz obejrzałam klip do WMYB pomyślałam, kurcze, o co chodzi temu typowi w czerwonych spodniach? Gdy zobaczyłam pierwszy raz jego zdjęcie z Elką to pomyślałam, że eee tam, to nie możliwe. Jednak nawet dziewczyna nie przeszkadzała mu w wygłupach i podrywaniu Hazzy, który wydawał się tym trochę zmieszany, momentami zawstydzony, ale NIGDY nie odpychał Louisa.

Potem pojawił się wspomniany wyżej wpis Louisa na tt. Zaczęłam się zastanawiać o co w tym wszystkim może chodzić, o co chodzi Louisowi. I przejrzałam na oczy. Moim zdaniem to nie Lou ma skłonności gejowskie tylko Haz!

Oto moja teza:
Harry może i z początku nie był świadom tego, że jest gejem. Louis niby to w żartach słodko do niego mówił, przytulał go, udawał, że całuje i Hazza się w to wciągnął. Potem Lou znalazł sobie dziewczynę, ale dalej wygłupiał się z Harrym. Nie wiem, może mi się wydaje, ale Styles tak patrzy na Louisa jak na największy skarb na świecie. Może i dla Tomlinsona Larry był żartem, ale wydaje mi się, że dla Hazzy nie. W tym przekonaniu utwierdziły mnie tatuaże Hazzy.


Napis HI na ręce Harrego jest podobno pisany pismem Louisa. Jest to też pierwsze
słowo, które Lou powiedział do Hazzy.

Tajemniczy 17BLACK. Jedni twierdzą, że szczęśliwa liczba w ruletce czy coś w tym stylu, jednak
Directioners mają na to inną tezę. Dziewczyny znalazły książkę o nazwie „17black & 29red” Jest to
opowieść o parze gejów, gdzie młodszy ma około 17 lat (black) a drugi jest po 20stce. Bardzo
możliwe, że Hazz utożsamia się z młodszym bohaterem książki.

Jakby nie było to ich życie i najważniejsze by byli szczęśliwi i nie unieszczęśliwiali siebie na wzajem.
Jest jeszcze jedna dobra rzecz w tym, że to właśnie Larry jest najsilniejszym bromacem w zespole.
SEX MALIK jest…

hahahah kocham go! (sorry za Zayna w notce o Larrym, ale nie mogłam się oprzeć!:D)

BUZIAKI, love ya!

Rozdział 120.

Moja kochana mamuśka zamiast martwić się o mnie i zastanawiać dlaczego zmokłam, śmiała się, że wyglądam ekstra w dresie Maćka i że powinnam zamieszkać na warszawskiej Pradze, bo z takim lookiem należy mi się szacunek ludzi ulicy. Puściłam jej uwagi mimo uszu przy okazji zabijając wzrokiem Maćka, który chichotał pod nosem ubrany w kremowe spodnie i idealnie wyprasowaną koszulę. Był świeżo wykąpany, pachnący, pięknie uczesany i czarował mamuśkę swoim uśmiechem. Mówiłam mu, że nie musi się tak stroić, bo będziemy tylko u mnie w domu, ale żadne argumenty nie miały racji bytu. Maciek nie chciał pokazać się mojej mamie w dresie i teraz na pewno dziękował sam sobie w duchu, że nie dał mi się na niego namówić. – Będziesz się tu cieszyć i gadać z moją mamą czy idziesz ze mną? – zapytałam poddenerwowana – O córuś, już nawet gadasz jak te bandziory spod bloków! Nie ma co z nią zaczynać Maciek. – Ma pani rację – przyznał jej chłopak – Szacun, pani Salkin – dodał i ukłonił się jej – Szacun – odpowiedziała mama, a ja obróciłam się na pięcie i szłam przed siebie. Oczywiście dobrze słyszałam kroki swojego przyjaciela za plecami, ale udawałam, że nie interesuję się tym, czy ktoś za mną idzie czy nie. Weszłam do pokoju i od razu, bez słowa skierowałam się do garderoby w poszukiwaniu normalnych ubrań. Maciek usiadł na kanapie i przyglądał się mi – Jesteś zła? – zapytał przerywając ciszę – Nie, nie jestem. Tylko trochę obrażona – odpowiedziałam obojętnym tonem dalej grzebiąc w ciuchach. W moje ręce, jak na złość, wpadały same jedwabne bluzki i obcisłe rurki… nagle ktoś złapał mnie za dłoń i wyciągnął z szafy do pokoju – Ej, przecież wiesz, że żartowałem. Wyglądasz świetnie, nie musisz się przebierać – powiedział Maciek z oszałamiającym uśmiechem, którego nie byłam w stanie nie odwzajemnić – Jak dres spod bloku – skomentowałam swój ubiór – Pamiętaj, że masz na sobie moje ciuchy! Czyli co? Teraz ja się mam obrazić? Bo rozumiem, że ubieram się jak wieśniacki bandzior – chwilę zastanowiłam się nad tym co powiedział – Tak, chyba właśnie tak nazwałabym twój styl ubierania. – pokazałam mu język – Dzięki – odpowiedział, przewrócił oczami i usiadł z powrotem na kanapie. Usiadłam obok niego – Widzisz, fajnie się tak z kogoś nabijać – Chłopak spojrzał na mnie kątem oka – Dobra, to co robimy? Oglądamy jakiś film? Gramy w coś? Szachy, Monopoly, Scrabble? – zapytałam – Może być film. Co masz ciekawego? – Ps. Kocham cie, To tylko miłość, Pamiętnik, Ostatnia piosenka, Wciąż ją ko… – Dobra już dobra, może film to nie najlepszy pomysł. Chyba, że masz coś odrobinę mniej słodziutkiego niż te romansidła – powiedział Maciek – Romansidła? Pfii, też mi coś. To są świetne produkcje, a ty po prostu nie znasz się na dobrym kinie. Ale okej… hmm… co ja tam jeszcze mam. Abduction! Uwielbiam Jacoba ze „Zmierzchu”! Będzie coś dla ciebie, bo to jakiś film akcji i dla mnie… boski Taylor! – klasnęłam w dłonie i nie czekając na reakcję przyjaciela włączyłam telewizor i wrzuciłam odpowiednią płytę do odtwarzacza. Wyłączyłam światło, aby lepiej skupić się na filmie, usiadłam obok Maćka klepiąc go zadziornie w udo – Zobaczymy czy ‚boski Taylor’ da radę. – powiedział nie odrywając wzroku od telewizora. Najwidoczniej ‚Zmierzchowy Jakob’ dał radę, bo Maciek siedział jak oczarowany nie mogąc oderwać wzroku od ekranu. Ja w tym czasie wzięłam szybki prysznic, po którym znowu założyłam ciuchy Maćka, bo było mi tak zimno, że nie dopuszałam do siebie myśli, że mogłabym założyć jakieś chłodne ciuchy z szafy. Ubrałam jeszcze bluzę, bo wcześniej miałam tylko założoną koszulkę z krótkim rękawkiem i siedziałam mniej więcej jak mumia. Ręce włożyłam do koszulki i objęłam się za brzuch, aby nawet najmniejszy kawałeczek mojego ciała nie miał kontaktu z chłodnym powietrzem. Po prysznicu poszłam do kuchni, zrobiłam kanapki dla Maćka i trzy herbaty; dwie dla siebie na rozgrzanie i jedną dla Maćka. Weszłam do pokoju – Gdzie byłaś? – zapytał przyjaciel nawet nie spoglądając w moją stronę – Zrobiłam ci kanapki – powiedziałam kładąc je na stole przed nim – Dzięki. Siadaj – nakazał mi, delikatnie sugerując, że mam być już cicho. Od razu zabrał się za kanapki, a ja za herbatę. Wypiłam prawie wrzący napój w pięć minut, ale nawet to nie pomogło mi się rozgrzać. Cichutko, na paluszkach poszłam do sypialni i wzięłam z niej najgrubszy, a zarazem najcieplejszy koc jaki miałam. Szczelnie się nim okryłam i wróciłam do przyjaciela. W tym czasie burza na zewnątrz rozkręciła się na dobre. Było praktycznie jasno od błyskawic, które strzelały w ziemię jedna za drugą, a silny wiatr kołysał drzewami jak ździebełkami trawy. Popijając drugą herbatę spoglądałam w okno i liczyłam w jakim czasie od błysku pojawi się huk. Po zliczeniu około dwudziestu błyskawic zauważyłam, że czas pomiędzy błyskiem a hukiem jest coraz krótszy co oznacza, że burza jest coraz bliżej nas. I nagle pokój rozjaśniło jaskrawe światło, po czym od razu słychać było przeraźliwy huk, jakby ktoś łamał ogromne drzewo kilka centymetrów od naszych uszu. To było tak niespodziewane, że aż zapiszczałam. W całym domu zgasły światła. Zrobiło się zupełnie cicho i ciemno – Wszystko okej? – zapytał przyjaciel chwytając mnie za dłoń. – Tak, po prostu się wystraszyłam – Nie ma czego. To tylko burza, tu jesteśmy bezpieczni, tylko do jasnej cholery niech włączą prąd! Przerwali mi film w takim momencie… – Oliwia?! – usłyszałam głos mojego taty który stojąc w progu świecił mi latarką po oczach – Tak tato? – Nic ci nie jest, słyszałem jak krzyczałaś? – Zawsze piszczę jak się wystraszę. Jestem dziewczyną tato – Ach tak, cała matka – odpowiedział tylko. Przeniósł światło latarki na twarz Maćka – Ty też okej? – zwrócił się do chłopaka – Bardzo okej panie Salkin. – odpowiedział – To super. Już myślałem, że coś wybuchło, poraziło was prądem czy coś. W sumie to mama tak myślała i kazała mi przyjść sprawdzić czy żyjecie – wytłumaczył tato śmiejąc się pod nosem – Gdybyście tak jakimś cudem przeżyli to przygotowała dla was świeczki, prosząc, żebyście nie spalili domu – postawił na stół trzy grube waniliowe świece, które pachniały intensywnie nawet niezapalone. Dał nam też zapaliczkę. – Uważajcie na ogień. Maciek, może wjedziesz samochodem do garażu? To dopiero początek nawałnicy, a wiesz, że drzewa w tej okolicy… – Tak wiem. Dziękuję za propozycję, chętnie skorzystam. – wstał z kanapy po czym zwrócił się do mnie – Mogę cię zostawić na moment? – Jasne, że możesz – odpowiedziałam zapalając świecę, a Maciek ruszył w stronę taty – Dobrze to chodź chłopcze. Otworzę ci bramę, już nie pamiętam kiedy robiłem to ręcznie, bo zawsze używam pilota. Powinieneś się zmieścić do środka, bo zostawiłem Mercedesa w garażu biurowca w Warszawie. To A3? – Tak A3, na nowej budzie z dwa tysiące jedenastego roku. – To nówka z salonu? Ile ma koni? Jaki to silnik? Zawsze powtarzam Oliwi, że Audi ma najlepsze samochody, ta niemiecka precyzja i… – zniknęli za progiem, a ja zaśmiałam się słysząc wykład taty. Zapaliłam dwie pozostałe świece. Jedną z nich zostawiłam na stole w pokoju, pozostałe dwie ostrożnie wyniosłam po schodach do sypialni. Stwierdziłam, że to bez sensu siedzieć na tej niewygodnej sofie i patrzyć się w sufit, gdy tu możemy się położyć, popatrzeć przez okno i co najważniejsze, na górze jest zawsze cieplej. Położyłam świece na malutkiej komodzie obok schodów. Usiadłam na materacu opierając się plecami o ścianę. Pomimo tego, że byłam dalej przykryta grubym kocem, zarzuciłam jeszcze na siebie kołdrę a i tak strzelałam zębami częściej niż błyskawice za oknem. – Oliwia? – zawołał półgłosem Maciek – Jestem na górze, weź świecę ze stołu i uważaj na schodach – chwilę później moim oczom ukazało się światełko, a następnie cały Maciek – Musisz przeczekać u nas tą burzę, a nie wiadomo jak długo to jeszcze potrwa. Mówiłam, załóż dres, będzie ci wygodniej – chłopak położył świecę obok dwóch pozostałych – Jest okej – odpowiedział siadając obok mnie – Zimno ci? – zapytał – Tak trochę zamarzam. Nie czuję się najlepiej. Ale chyba nie umrę – Też mam taką nadzieję, dopiero co przyjechałaś, jeszcze się tobą nie nacieszyłem – odpowiedział  z uśmiechem. A mi zrzedła mina. „Pomartwimy się wieczorem” nadeszło szybciej niż się spodziewałam. Najwyższy czas powiedzieć o wylocie do Stanów – Co się stało? Coś nie tak? – zapytał Maciek widząc moją minę – Nic się nie stało… chociaż w sumie coś jednak tak… nie, nie martw się, nie stało się nic złego, ale jednak coś się stanie – zaczęłam się mieszać zupełnie nie mogąc pozbierać myśli. – Oli możesz jaśniej? O co chodzi? Co się stanie? – dopytywał poddenerwowany chłopak – Nie wiem od czego zacząć – Najlepiej od początku i to prosto z mostu, bo zaraz oszaleję. – Chłopak złapał moją dłoń i spojrzał mi w oczy. Spuściłam wzrok nabrałam w płuca powietrze po czym głośno je wypuściłam – Pojutrze lecę do USA – powiedziałam półszeptem nie odrywając wzroku od podłogi.
_______________________
Hej, haj heloł :D dla Was
kolejny rozdział i dwa ogłoszenia
parafialne. Po pierwsze już jutro
góra po jutrze pojawi się serduszkowy
rozdział. Miało być o Niallu, ale mam
nadzieję, że jego żony nie będą mi
miały za złe jeśli przeniosę notkę o
nim za pięć rozdziałów, bo chciałabym
podzielić się z Wami moimi przemyśleniami
na temat mojego ulubionego członka 1D
Larrego Stylinsona :)

i drugie ogłoszenie mam do sprzedania
BOTKI, rozmiar 40, ale pasuje też na 39.
NÓWKI, NIE ŚMIGANE! mega wygodne,
wcale ale to wcale nie czuje się tej wysokości
i są tak samo stabilne jak buty na koturnie.
Dostałam je w prezencie, ale są na mnie
za duże :( noszę 38, 39 więc odrobinę
mi wyskakują :( szlag mnie trafi :((
Cena 99zł+koszty przesyłki ok. 15zł  :)

zainteresowanych proszę o pisanie w
komentarzach, a potem się jakoś
dogadamy. Buziaki:*