Rozdział 116.

Ciemność i wszechogarniające ciepło. Chyba się udało, udusiłam się i nie żyję! I co lepsze przyjemne ciepełko wskazuje na to, że jestem w niebie. Tylko co tutaj robi Carly Rea Japsen, która coraz głośniej wydziera mi się do ucha z swoim Call Me Maybe? To nie niebo, tylko mój telefon, stwierdzam niezadowolona po chwili. Zasnęłam, a teraz ktoś obudził mnie natarczywie do mnie dzwoniąc. Odrzucam z twarzy kołdrę i poduszkę, którymi byłam przykryta. Jest i powód ciemności i ciepełka które odczuwałam. Łapię za telefon, który ciągle dzwonił i nie patrząc nawet na wyświetlacz naciskam zieloną słuchawkę – Halo – powiedziałam niechętnie – Halo Oliwia! – odezwał się głos, który od razu przywrócił mnie do życia – Louis! Cześć skarbie! Tak się cieszę, że cię słyszę! – zawołałam zachwycona, a chłopak zaczął chichotać – Cieszysz? Wydawało mi się, że twoje ‚halo’ nie było zbyt radosne. Ale okej, nie czepiam się. Ja też się cieszę. Fajnie, że głupi telefon ode mnie sprawił ci tyle przyjemności – odpowiedział – To najmilsza rzecz jaka przytrafiła mi się w ciągu ostatnich dwóch dni – wypaliłam za późno gryząc się w język. Nie jestem jeszcze gotowa na zwierzenia o mojej zgubie. Miałam nadzieję, że Lou nie będzie mnie wypytywać o nic, jednak jak zwykle się myliłam. – Mój telefon najmilszą rzeczą od dwóch dni? – zapytał zdziwiony – Coś się stało? Coś nie tak w domu? A może to znowu przez tego małoletniego wampirka? – wypytywał zmartwiony i nieco poddenerwowany – Nie, nie. To nie przez Maćka. W domu też wszystko okej. Tylko tęsknię za tobą. Dlatego tak się ucieszyłam – wyznałam i choć nie mówiłam całej prawdy ta część akurat była szczera – Na pewno? – zapytał – Tak, na pewno – upewniłam go starając się, aby mój głos był jak najbardziej radosny, po czym sprytnie zmieniłam temat – A co u ciebie? Coś się stało, że dzwonisz? O ile się nie mylę w USA jest właśnie wpół do szóstej rano – W pół do piątej skarbie – poprawił mnie – O, jeszcze lepiej! Co się stało, że dzwonisz do mnie tak wcześnie? Dlaczego nie śpisz? – dopytywałam bardzo zaciekawiona – Czy to zawsze ty musisz wstawać w środku nocy, abyśmy pogadali? Ja też mogę się czasem poświęcić – Nie możesz Lou. A to dlatego, że ja śpię ponad dziesięć godzin dziennie, a potem cały dzień nic nie robię w trakcie, gdy ty śpisz po pięć godzin dziennie i jesteś na nogach przez następne dziewiętnaście. Tak więc wiesz… Moje argumenty są mocne, więc proszę nie dzwoń do mnie więcej w ciągu twojej nocy, moja jest zdecydowanie dłuższa – oznajmiłam głosem nieznającym sprzeciwu – Czyli co? Nie chcesz usłyszeć nowiny którą dla ciebie mam? Okej, więc trzymaj się, pa! – odpowiedział chłopak dobrze wiedząc jak działa moja babska ciekawość – Nie, nie stój! Czekaj! Jesteś tam jeszcze? Lou! – wołałam – Jestem. Coś się stało? – zapytał niby spokojnym głosem, ale od razu poznałam, że ledwie powstrzymuje wybuch śmiechu. – Skoro już i tak nie śpisz to może zdradzisz mi tą nowinę? O co chodzi? Wysprzedaliście wszystkie płyty w Stanach? Przefarbowałeś się na blond? Harry znowu odchodzi z zespołu? Zayn będzie mieć dziecko z jakąś nieletnią fanką? Nialler kupił sobie sieć restauracji Nandos? A może Liam i Viki biorą ślub? To by było super! Założyłbyś szelki w kolorze mojej sukienki. Na przykład malinowe, albo lazurowe! Wyglądalibyśmy jak para z obrazka co? – zalałam go słowotokiem próbując odgadnąć co ma mi do przekazania, on jednak zaczął się tylko śmiać – Kobieto dasz mi w końcu dojść do słowa? Chcesz wiedzieć o co chodzi? – zapytał rozbawiony – Tak, chcę, przepraszam. Zamieniam się w słuch. – odpowiedziałam – Więc zacznę od początku: nie zmieniłem koloru włosów, Harold zostaje z nami, Zayn… hmm… bardzo prawdopodobne, że kilka dzieciaków mogło się mu przytrafić, Nialler nie kupuje Nandos, bo wyżarł by wszystkie zyski, a co do Liama i Viki, to nic mi nie wiadomo, ale z tymi szelkami to bardzo dobry pomysł – umilkł na chwilę, a moja ciekawość zaczynała mnie zżerać od środka – Lou do rzeczy! Proszę! – Dobrze, już dobrze – zaśmiał się – Mam dobrą nowinę. Co ja mówię, dobrą? Doskonałą! W sobotę mamy pierwszy występ na żywo w telewizji! – Bardzo się cieszę! – powiedziałam szczerze – Ale to jeszcze nie koniec. – przerwał mi – Mamy występ na żywo w sobotę, na który bilet wysłałem ci już na skrzynkę mailową razem z biletem na lot do Stanów z Polski! Widzimy się już w piątek wieczorem! – zamarłam. Moją twarz rozpromienił ogromny uśmiech, po czym zaczęłam krzyczeć i piszczeć jak wariatka – Cieszę się, że ci się podoba – śmiał się Lou słysząc moją reakcję – Już nie mogę się doczekać, kiedy się spotkamy! – starałam się mówić normalnie, ale prawie piszczałam ze szczęścia – Ja też. Więc do piątku, trzymaj się! Idę obudzić chłopaków – Pozdrów ich ode mnie i do zobaczenia! Dziękuję ci! – Nie ma za co głuptasku. Cała przyjemność po mojej stronie. Pa – odpowiedział – Cześć Skarbie – odpowiedziałam żegnając go miło. Jestem taka szczęśliwa! Już za dwa dni zobaczę Louisa i całą resztę chłopaków. Już nie mogę się doczekać. Niby nie widzieliśmy się dopiero od niecałego tygodnia, ale każdy dzień bez nich dłuży mi się jak cały rok. Och. Mój entuzjazm opadł jeszcze szybciej niż się pojawił. Jak ja się im pokażę bez bransoletki? Bez symbolu naszej przyjaźni? No to super, czyli wychodzi na to, że mam dwie opcje; albo będę ich okłamywać, że zapomniałam bransoletki w Polsce, bo prawda nie wchodzi w grę, albo po prostu nie polecę do Stanów. Czy w tym przypadku mam wybór ‚mniejszego zła’? Nie wydaje mi się… Czegokolwiek bym nie wymyśliła i tak konsekwencją będzie zranienie chłopaków.
_____________________________________
wiecie, że gdzieś zagubiła mi się ta notka
i już myślałam, że będę musiała ją pisać na
nowo, ale na szczęście znalazłam ją… w koszu!
wszystko jednak dobrze się skończyło i…
… jest nowy rozdział :) buziaki i dzięki za
komentarze pod ostatnimi dwoma notkami,
ach… latam trzy metry nad ziemią! tak się cieszę
, że podoba Wam się blog, notka o Hazzie i
lubicie mnie! (o ile dobrze zrozumiałam:)) )
Massive thank należy się Wam, a nie mi, bo
bez Was pisanie tego bloga nie miałoby
najmniejszego sensu! Dzięki takim osobom
jak WY chce mi się ciągle pisać :))
Kocham Was wszystkie!

BUZIAKI Hazzowymi ustkami :*

aaaa i jeszcze jedna sprawa, uwaga na spamerów, którzy ostatnimi czasy coraz bardziej oblegają mojego bloga… Staram się takie komentarze usuwać na bieżąco. Więc nie otwierajcie żadnych dziwnych linków od ludzi, którzy przeważnie piszą po angielsku, coś o jakimś kasynie czy coś w tym stylu, bo w tym linku zapewne ukryty jest wirus!

♥ ♥♥ Harry


HEllo :D dziś obiecany serduszkowy rozdział, a w roli głównej wystąpi… Haroldzik ♥!
swoją drogą ten gif to mistrzostwo! Biedny Nialler :P


TaK, tak, właśnie Ty słodziaku! :D

Harry to zdecydowanie najbardziej charakterystyczny członek 1D. Ma też najwięcej fanek ze wszystkich chłopaków. Wszyscy są cudowni, ale musicie przyznać, że chłopak ma to coś :D Lokata, nietuzinkowa czupryna, którą tak przeseksownie wywija, gdy poprawia loczki, przesłodkie dołeczki, najcudowniejszy uśmiech na świecie, głębokie zielone oczy, jego rozbrajający akcent i to jak powoli mówi. Kochamy go też za jego zabójcze miny, śliczne ząbki rodem z bajki o króliku Buksie oraz za ponętne i wydaje mi się bardzo miękkie usta w które aż chciało by się wpić! :D I jeszcze to ciało! ach, uwielbiam wysokich, wysportowanych facetów, a Hazzie Bóg nie pożałował ciałka. Bardzo podobają mi się też… (uwaga, będzie dziwacznie i polecę psychofanką) niedoskonałości jego cery! :D haha a tak na poważnie, to że chłopak ma pryszcze i jakieś tam krostki sprawia, że mogę uwierzyć, że mój młody Bóg jest takim samym człowiekiem jak my wszyscy i (uwaga zaskoczenie) gdzieś chodzi sobie po świecie i oddycha tym samym powietrzem co my! Jak na razie wydaje mi się to zupełnie nierealne, a Hazza i chłopaki są dla mnie jak Edward Cullen: zabójczo przystojni, szarmanccy, piękni, zabawni, idealni i… nierealni. Są jak bohaterowie jakiejś książki. Mam nadzieję, że kiedyś trafię na ich koncert i przekonam się na własne oczy, że są z naszej, realnej bajki i naprawdę istnieją :)

Na początek trochę tak banalnego i oczywistego info, że wszyscy i tak o tym wiedzą :P

  1. Imię i nazwisko: Harry Edward Milward Styles (zaskoczone? :P już tłumaczę: Styles to nazwisko jego biologicznego ojca, a Milward ojczyma:) )
  2. Data urodzenia: 1.02.1994
  3. Znak zodiaku: Wodnik
  4. Przed 1D, Harry śpiewał w zespole „White Eskimo”
  5. Razem z ‚White Eskimo” grali na weselu w czerwcu 2010.
  6. Jest najmłodszym członkiem 1D
  7. Wymyślił nazwę zespołu „One Direction”.
  8. Umie mówić po francusku (ciekawe czy tylko mówić, czy też… whatever:P)
  9. Na przesłuchaniu do XFactora śpiewał piosenkę „Isn’t she lovely” Stevie’go Wonder’a
  10. Żonglowanie jest jednym z jego ukrytych talentów
  11. Ulubiony gatunek filmów to filmy akcji i przygodowe
  12. Lubi długie prysznice (mam ogromną kabinę, tak tylko mówię… :P)
  13. Pierwszy raz całował się, gdy miał 11 lat.
  14. Kiedy był młodszy jego włosy były proste
  15. Kiedyś pracował jako ratownik.
  16. Nie lubi majonezu (a ja uwielbiam! :D)
  17. Tak jak jego mama jest bardzo romantyczny (♥)
  18. Chciałby pójść na randkę z fanką (czekamy! :D)
  19. Harry lubi podkradać jedzenie z cudzych talerzy (czyli to nie Nialler jest tym najgorszym:P)
  20. Chłopcy mówią, że Harry jest najmądrzejszy w zespole (omg, serio?! zatem pozostali muszą być idiotami:D żarcik:P )
  21. Louis i Harry po raz pierwszy spotkali się w toaletach podczas kastingu do X-Factor (♥Larry!!♥)
  22. Kiedyś biegał po stacji kolejowej w samych bokserkach!
  23. Uwielbia kości policzkowe Zayna! (ja tam uwielbiam całego Zayna♥)
  24. Ma ofidofobię, czyli strach przed wężami (witam w klubie, brr;/)
  25. Tatuaż gwiazdka na boku ramienia Hazzy ma 5 ramion, które symbolizują każdego z chłopaków 1D (how sweet!♥)
  26. Nie rozumie dlaczego jest atrakcyjny dla dziewczyn (spójrz w lustro kochanie!:-) )
  27. Kiedy miał dziesięć lat, został zaatakowany przez kozła! (hahaha)
  28. Powiedział w wywiadzie dla OK! Magazine, że kiedyś zrobi sesję nago (nie mogę się doczekać!:D)
  29. Harry ma miękkie ręce (ach♥)
  30. Love Actually jest jednym z jego ulubionych filmów (też go uwielbiam!)
  31. Lubi Milky Way Crispy Rolls
  32. Nie lubi buraków (sam jest burakiem:P)
  33. Jego rozmiar buta to 10,5 (czyli nasze polskie 46 :O)
  34. Całuje na pierwszej randce (YES!♥)
  35. Chciałby spotykać się z dziewczyną która nie pali i nie przeklina zbyt dużo
  36. Zapłacił raz Niallowi 20 funtów, aby zrobił mu kanapkę. Niall wziął pieniądze, zrobił kanapkę, a potem zjadł ją sam! (Niall, mistrzu!♥)
  37. Woli herbatę od kawy
  38. Jest bardzo drażliwy (obrażalska dupa!)
  39. Ma prawo jazdy.
  40. Wygolił na nodze Zayna literę „H” gdy spał (i to podobno to on jest tym najmądrzejszym w zespole! xD)
  41. Potrafi robić na drutach (hahaha)
  42. Mówi we śnie (baardzo ciekawe :D)
  43. Nie lubi czytać.
  44. Cierpi na katar sienny (posmarkana chusteczka Hazzy pod choinkę! Mom, please! ;D )


„Nie mam pracy, nie mam pieniędzy, nie mam samochodu, ale jestem w zespole” :D


Zarry! ♥


cześć przesłodki uśmieszku! <3 <3 <3


uwielbiam jego miny i zawiasy! :D


Zarry part.2. Takie tam słodkie przytulaski z Zaynem :D  Boże, wtulić tak twarz w szyję Harrego..♥.!


Taki tam szczery uśmiech Zarrego (hahaha dopiero teraz zaczaiłam ile dodałam fotek Zayna w notce o Hazzie xD )


„Pikaczu, wybieram Ciebie i… Ciebie!” ;D


Wyobrażacie sobie, że otwieracie rano oczy, a przed sobą macie TAKI widok. Niebo?! ♥♥

Stylesowych snów! :*

Rozdział 115.

- Wstawaj, wstawaj, WSTAWAJ! Oliwia! Jedziemy do babci! – zawołała mi nad uchem Marcela i zbiegła schodami na dół. Chociaż ważyła maksymalnie trzydzieści kilo, każde uderzenie jej stopy o schodek wydawało mi się głośniejsze niż wybuch bomby atomowej. Ała, moja głowa! Usiałam na łóżku. Zegar wskazywał godzinę ósmą rano – I’ve got a hangover, ułooo… – zanuciłam cicho pod nosem nie był to jednak dobry pomysł. Z moich ust wybył się odór oparów wypitego wczoraj alkoholu. Gdy tylko trafił do mojego nosa od razu ścisnęło mi żołądek. Szybko podniosłam prawą dłoń zakrywając nią sobie usta i wtedy zamarłam. Odsunęłam dłoń od ust, spojrzałam na i nic. Na lewą, i znów nic. Zacisnęłam mocno powieki i otworzyłam je w nadziei, że niedowidzę z powodu kaca, a ten zabieg pomoże mi wytrzeźwieć. Jednak nic z tego. Mój prawy nadgarstek był dalej pusty. Jak mogłam zgubić swój urodzinowy prezent od moich najcudowniejszych przyjaciół? Jak mogłam zgubić swoją bransoletkę i nawet tego nie zauważyć!? Idiotka ze mnie! Jestem wściekła i mam ochotę się rozpłakać. Biorę się jednak w garść i zaczynam myśleć pozytywnie. Być może zdjęłam ją w łazience przed tym jak wzięłam prysznic? To bardzo możliwe zważając na fakt, że mój mózg przestał zapamiętywać to co działo się dokoła mnie już około dwudziestej trzeciej. Nie zwracając uwagi na tykającą w mojej głowie bombę, zbiegam po schodach na dół. Minęłam sofę i po sekundzie zrobiłam krok w tył z nadzieją patrząc na kopertówkę, która towarzyszyła mi wczoraj cały wieczór. Niestety zaglądając do niej tylko pogorszyłam sobie humor. Nie dość, że zgubiłam bransoletkę od chłopaków to jeszcze brakowało moich perfum od Valentino! Zaraz, zaraz… a gdzie mój telefon?! Nie, zaraz naprawdę się popłaczę! Jaką pijaczką trzeba być by zgubić tyle rzeczy w jeden wieczór?! Zdruzgotana opadła bezwładnie na sofę i wtedy poczułam coś pod tyłkiem. Jest! Jest mój telefon! No pewnie, że jest Sherlocku, przecież rozmawiałaś dziś w nocy z chłopakami, pomyślałam. Wstałam z sofy i przeszukałam każdy kąt łazienki, a potem całego domu i podwórka. Moich zagubionych rzeczy nie było nawet śladu. Usiadłam w piżamie na podjeździe przed domem. Mama patrzyła na mnie przez okno jak na kogoś nierozwiniętego psychicznie i pukała się w czoło. W sumie może miała rację tak o mnie myśląc. Bo kto normalny przeszukuje bez słowa cały dom i ogród, a potem siedzi po turecku o wpół do dziewiątej rano na mokrym podjeździe, w samej piżamie, gdy na dworze jest niecałe piętnaście stopni? Powiew zimnego powietrza podziałał orzeźwiająco na mój mózg. Dlaczego wcześniej na to nie wpadłam? Przecież wczoraj nie wychodziłam praktycznie nigdzie z mieszkania Maćka, więc te wszystkie rzeczy powinny być u niego. No ewentualnie zostawiłam je w taksówce, ale o tym na razie staram się nie myśleć. Wyciągnęłam z kieszeni telefon i zadzwoniłam do chłopaka. Odebrał zaspany po czterech sygnałach. Obiecał, że podczas sprzątania przeszukają z chłopakami całe mieszkanie. Zakończyłam szybko rozmowę, bo na podjazd właśnie wjeżdżał tata. Wystraszony wyskoczył z samochodu. Myślał, że coś mi się stało i dlatego siedzę przed domem. Upewniwszy się, że wszystko ze mną okej opieprzył mnie z góry na dół i kazał wrócić do domu. Dobrze, że chociaż on jeden myślał jak dorosły, inaczej zamarzłabym na śmierć podczas, gdy moja młodzieżowa mama tylko by się ze mnie nabijała i machała mi z okna kuchni.

Cały dzień spędziłam u dziadków. Droga do nich to była prawdziwa męczarnia, mój przepity żołądek pomimo, że zażyłam Aviomarin, odczuwał każdy nawet najmniejszy zakręt, każdą dziurę, każdą zmianę biegu… U dziadków było już jednak lepiej. Domowy rosół babci podziałał jak najlepsze lekarstwo na kaca. Spędziliśmy bardzo miły dzień. Maciek dzwonił, że moje perfumy leżały u niego na łóżku. Niestety po bransoletce ani śladu. To trochę zepsuło mi sielankę dzisiejszego dnia. Co teraz mam zrobić? Co mam teraz powiedzieć chłopakom? „Helloł Li, hej Zayn, siemanko Niall, hejka Lou, cześć Hazza co słychać? U mnie super, extra wręcz! Schlałam się wczoraj na imprezie u Maćka i zgubiłam bransoletkę od was, ale biba była zajebista!” I jeszcze moje perfumy w łóżku Maćka… Jestem beznadziejna…

Poranek dnia następnego. Budzę się w paskudnym humorze. Chcę umrzeć, albo odzyskać moją bransoletkę! Jedyną rzeczą która powstrzymuje mnie przed wyskoczeniem z okna jest moje dzisiejsze spotkanie z Maćkiem. Przez całą noc myślałam o tym jak powiedzieć chłopakom o mojej zgubie lub co ewentualnie mogę jeszcze zrobić. Wymyślałam różne teorie zniknięcia bransoletki które mogłam przedstawić chłopakom. Tak więc w mojej głowie rozkwitały rozmaite scenariusze napadu i kradzieży, utonięcia bransoletki w Wiśle, a nawet porwania jej przez kosmitów. Rozważałam również podrobienie bransoletki. Mam kilka zdjęć, na których zdobi ona mój nadgarstek. Plan niby świetny, ale niestety nie mam wolnych stu tysięcy funtów na bransoletkę z białego złota z zawieszkami zdobionymi grubo brylantami i diamentami. Matko, zgubiłam bransoletkę za prawie pół miliona złotych! Robię się blada na samą myśl o tym. Byłam zmieszana, że kupili mi taki drogi prezent, ale oni twardo twierdzili, że dzieląc się sumą na pięciu wcale nie odczuli tego wydatku, bo przeważnie nocują w hotelach, w których płacą więcej niż dwadzieścia pięć tysięcy funtów za jedną noc. To jednak nie daje mi żadnego pocieszenia. Zaciskam mocno poduszkę na twarz, żeby stłumić napad nadciągającego płaczu i paniki. Mam też nadzieję, że przy odrobinie szczęścia się uduszę.
_______________________________________
z okazji tego, że tak Was ostatnio zaniedbuję,
napisałam dla Was niedzielny rozdziałek :)
buziaki:*