Rozdział 67.

- Już zapomniałam, że Londyn jest taki piękny – powiedziałam przejeżdżając przez London Bridge. – Przecież ci to cały czas mówiliśmy, a ty jak zwykle nie słuchałaś, tylko ciągle ta Polska i Polska… – spojrzałam w tylne lusterko i zobaczyłam jak Hazza teatralnie przewraca oczami – I dalej jestem tego zdania, Polska jest najpiękniejsza. Gdzie jedziemy? Do Westfield Centre? – A może zjemy coś na Oxford Street, a później od razu wyskoczymy na zakupy? – zaproponował Lou – Może być i tak. Harry? – Zgadzam się na wszystko, tylko proszę szybko. Zaraz umrę z głodu! – Nie panikuj, człowiek bez jedzenia potrafi wytrzymać trzy tygodnie, nic ci nie będzie. Dobra, więc lecimy na Oxford. – Dojechaliśmy na parking, który znajdował się niedaleko wybranej przez nas ulicy. Louis zdążył tylko uchylić tylko drzwi gdy usłyszeliśmy piski i krzyki – Patrzcie, to Louis i Harry z One Direction! – zawołała jedna z dziewczyn wskazując palcem na nasz samochód – O mój Boże! To naprawdę oni! – zawołała inna, a po chwili kilkanaście dziewczyn otoczyło nasze auto – Ups, ewakuacja – powiedział cicho Lou, który ze sztucznym, ale miłym uśmiechem machał do dziewczyn – Ciekawe jak mam to zrobić?! Porozjeżdżać je? One są wszędzie! – Zaczęłam panikować, a dziewczyny które stukały o szyby wcale mi nie pomagały – Olii spokojnie. Wrzuć wsteczny bieg i pomalutku cofaj. Odsuną się, zaufaj mi – powiedział Louis, a ja posłusznie wykonałam jego polecenia. Wrzuciłam wsteczny i powoli puszczałam sprzęgło – Udało się! Odsuwają się od samochodu! – zawołałam radośnie. Wyjechaliśmy na ulicę i z piskiem opon ruszyliśmy przed siebie. Widziałam, że dziewczyny biegły za nami, ale odpuściły, bo jechałam za szybko. Po kilkunastu sekundach fanki zniknęły z naszego pola widzenia – Wow, widzę, że nasz album stał się bardzo popularny przez te dwa i pół miesiąca które nas tu nie było. Jestem w szoku – Powiedział Harry, a jego wielkie oczy nadal wpatrywały się w krajobraz za szybą – Ja też. Zanim wyjechaliśmy nie było szału w sprzedaży, a teraz każda z dziewczyn trzymała w rękach naszą płytę. Super! – powiedział szczęśliwy Louis. – Ale z was gwiazdy, chłopaki – zaśmiałam się – Może i gwiazdy, ale cholernie głodne. Co robimy? Oli wymyśl coś – powiedział prawie błagalnym głosem loczek – To może ten Westfield? Zjemy tam coś, kupimy Louisowi trochę ubrań, skoczymy do Morrisona, albo Tesco po zakupy. I to wszystko w jednym budynku. Może być? – Ja zgadzam się na wszystko – odpowiedział Hazza – Ja też, tylko zjedzmy coś wreszcie – dodał Lou.

Wjechaliśmy na parking Westfielda, który znajdował się na dachu budynku. Zjechaliśmy ruchomymi schodami na piętro handlowe i od razu skierowaliśmy się do kącika z restauracjami. Centrum było pełne ludzi, ale nikt nie zwracał na nas zbytniej uwagi. Od czasu do czasu tylko jakaś dziewczyna szturchała drugą i wskazywała na nas znacząco głową, po czym obie wlepiały w nas rozmarzone oczy i bez słowa przechodziły dalej. I to mi się podoba. Spokój i brak histerycznych reakcji na widok moich przyjaciół. Postanowiliśmy, że zjemy coś w KFC. Od rana zaczynamy od fastfoodów, ale co mi tam. Chłopcy się uparli, są już bardzo głodni, ja zresztą też więc przystałam na ich propozycję. Miła dziewczyna za ladą uśmiecha się do chłopaków i aż błaga ich wzrokiem, aby złożyli swoje zamówienie u niej i odezwali się swoimi boskimi głosami. – Dzień dobry – powiedział miło loczek – Dzień dobry! – dziewczyna prawie zapiszczała z ekscytacji, po czym zmieszała się, zakaszlała teatralnie i ponownie się odezwała – Co panom podać? – zapytała już normalnym tonem – Więc dla mnie będzie kubełek mieszany, duże frytki i napój z dolewką. Dla kolegi to samo tylko kubełek bez kurczaków kentucky. A dla naszej pięknej damy… – Harry spojrzał na mnie – Hmm… niech będzie kanapka z kurczakiem, średnia sałatka i sok pomarańczowy – powiedziałam. Dziewczyna jeszcze raz przeczytała nasze zamówienie, aby upewnić się, że wszystko się zgadza. Chłopaki zapłacili i odebrali jedzenie. Zaczęliśmy rozglądać się za wolnym stolikiem. Na daremne, lokal był wypchany po brzegi – No to pięknie – Louis rozłożył bezradnie ręce – Przepraszam – odwróciliśmy się ponownie w stronę lady, dziewczyna która przyjmowała nasze zamówienie uśmiechała się do nas – Tak? – zapytał Louis – Widzę, że macie problem z znalezieniem wolnego miejsca. Mogę wam zaproponować stolik w naszym Vip roomie. Co wy na to? – Jest pani wielka! Bardzo dziękujemy – powiedział loczek – Więc proszę za mną. I nie jestem żadna pani, tylko Megg. – Zaprowadziła nas do drzwi, które znajdowały się na samym końcu lokalu. Była na nich złota gwiazda i wielki napis ‚ONLY Vip’ – Sorry chłopaki, poczekam za drzwiami, to pomieszczenie tylko dla vipów. – zażartowałam – A myślisz, że dzięki komu dostaliśmy ten stolik? Dzięki jakiemuś Stylesowi i Tomlinsonowi? To twoja zasługo panno Pamelo Anderson! Już sobie wyobrażam co skrywasz pod tą bluzką – Ja ci dam Pamelę! – uderzyłam loczka w ramię i zaczęliśmy się śmiać. W tym czasie dziewczyna otworzyła kluczem zamek w drzwiach i szeroko je przed nami otwarła – Dzięki Megg – powiedział Lou, a dziewczyna lekko zarumieniła się na dźwięk swojego imienia – Proszę bardzo. Mogę mieć do was prośbę? – Co tylko sobie wymarzysz – czarował Hazza – Zdjęcie i autograf? zapytała nieśmiało – Z wielką przyjemnością – odpowiedzieli chłopaki. – Pomogę – powiedziałam biorąc telefon dziewczyny. Włączyłam w nim aparat, chłopcy ustawili się do zdjęcia. Przytulili Megg, która stała w środku. – Gotowi? Trzy, czte-ryy – Cziiiiiiiiss – powiedzieli chłopaki uśmiechając się pięknie. Złożyli swoje podpisy na serwetce; bo był to jedyny papier jaki dziewczyna miała pod ręką. Podziękowała ładnie i wyszła, a my rzuciliśmy się na jedzenie – Kocham swoją pracę i piękne kobiety, ale to jedzenie przebija wszystko – zażartował Harry, cały czas wpychając sobie do ust kawałki kurczaka. Swoją drogą jeden kubełek jest przeznaczony dla dwóch, trzech osób. Nie wiem, gdzie oni to mieścili. Zajadaliśmy się naszym „zdrowym i pożywnym” śniadaniem, gdy zadzwonił telefon Harrego – Halo? – powiedział przełykając kęs, który właśnie miał w buzi – A to ty! Cześć Li, co tam? … U nas też okej … nie, nie odbiera, bo rozładował mu się telefon, a nie ma ładowarki … Co takiego?! … Co ty gadasz? Dzisiaj? – zapytał zdziwiony i szczęśliwy, a my z Lou staraliśmy się dosłyszeć co takiego mówi Liam, niestety bez skutku. – Tak zauważyłem, że świetnie się sprzedaje i jesteśmy bardziej popularni… Ach więc to dlatego. Ale czad! Do wieczora, pa! – zakończył rozmowę – Co się stało? – zapytałam od razu ciekawskim głosem – A nic takiego, głupoty – odpowiedział udając znudzonego i zrobił łyk Coli – Nie drocz się ze mną, powiedz, proszę – powiedziałam słodko mrugając oczami – No dobrze. Tak jak już dziś zdążyliśmy zauważyć nasza popularność na Wyspach bardzo się zwiększyła. Fani z Brytanii czekali na nasz przyjazd do domu, zrobili akcję na facebooku, coś o naszym koncercie na przywitanie i że chcą nas usłyszeć na żywo. Zebrali trzy miliony like’ów! Wyobrażacie to sobie?! Nie możemy odmówić. Dziś na Atlas Arenie o 21:00 gramy dla nich koncert, a ci którzy nie mogą być z nami osobiście, mogą obejrzeć nasz występ on-line, na naszej stronie internetowej. Transmisja pójdzie na cały świat! Ale się cieszę! – mówił podekscytowany, Louis też bardzo się ucieszył – Dacie czadu chłopaki! – Jak zawsze – odpowiedział cwaniacko Lou – Okej, kończymy śniadanie i lecimy na zakupy. Nie mam dziś w czym wystąpić – dodał. Dokończyliśmy śniadanie i ruszyliśmy w stronę sklepów z ciuchami i butami. Poszło nam nawet szybko. Dwie godziny i dziesięć sklepów później Lou miał już trzy pary spodni w swoich podstawowych kolorach: czerwone, niebieskie i beżowe; siedem koszulek, oczywiście wszystkie w paski; dwie pary butów; jedną parę awaryjnych skarpet, bo i tak chodzi bez; kilka par bokserek oraz szelki. Kupił też sobie kilka kosmetyków: perfumy, akcesoria do golenia, jakiś krem do twarzy, gumę i lakier do włosów. Wstąpiliśmy też na szybkie zakupy do Tesco. Braliśmy z półek to co wpadło nam w ręce. Soki, bułki, warzywa, owoce, mrożonki, mięso. Zapakowaliśmy wszystko do samochodu. Louis prowadził, ja jakoś opadłam z sił i nie miałam na to ochoty. Odwieźliśmy Harrego do domu, aby mógł przygotować się do wieczornego koncertu. My również zaczęliśmy jechać w stronę mojego mieszkania.
_______________________________
udało mi się coś napisać. Wyjeżdżam
jutro na weekend więc nowy rozdział
pojawi się pewnie około poniedziałku.
Pisałyście mi, abym dodawała w notkach
przybliżoną datę w której pojawi się nowy
rozdział. Niestety ciężko mi to określić,
bo sama nie znam dnia, ani godziny :)
buziaki, miłego weekendu ♥ ♥ ♥

Rozdział 66.

Noc minęła mi bardzo niespokojnie. Budziłam się co godzinę modląc się, aby jeszcze nie było rana. Bałam się konwersacji z Louisem. Co mam mu powiedzieć? Zaciskam mocno oczy bojąc się, że gdy je otworzę zobaczę za oknem słońce. Tak też się stało, już świta. Niech to szlag. Sprawdzam godzinę na telefonie, jest 9:30. Nie najgorzej, Lou wie, że jestem śpiochem więc poudawałabym dalej, że śpię. Jest jednak problem… strasznie chce mi się siku. Cichutko otwieram drzwi pokoju i wchodzę do łazienki. Korzystam z ubikacji i biorę prysznic. Zakładam na siebie luźne ciuchy i wychodzę do przedpokoju. Rozsądek mówi mi, aby uciekać do pokoju i siedzieć w nim, aż Lou sam do mnie zapuka, ciekawość zaś karze zajrzeć do salonu i sprawdzić co robi chłopak. Ciekawość wygrywa. Cichutko, na paluszkach podchodzę do drzwi. Loui jeszcze śpi. Nie dziwi mnie to, wczorajszy dzień był dla niego naprawdę męczący. W sumie to ostatnie dwa i pół miesiąca w trasie po europie nie było wcale lepsze. Dziś pierwszy dzień w którym chłopak może wreszcie wypocząć i się wyspać. Wygląda słodko. Jest przykryty pod samą szyję i przytula małą poduszkę. Uśmiecham się pod nosem na jego widok. Skoro śpi, mogę trochę ogarnąć mieszkanie. Na stole stoją talerze i kubki po wczorajszej kolacji. Zabiorę je tylko do kuchni i wrzucę do zmywarki, a włączę ją później. Biorę więc cichutko naczynia i zabieram je do kuchni. Udało się, Lou nawet nie drgnął. Otwieram zmywarkę i delikatnie wkładam do niej naczynia. Talerze, kubki, jeszcze tylko sztućce i… widelec wypadł mi z ręki i z hukiem uderzył o kafelki w kuchni. Zamarłam. Obudzi się czy nie obudzi? W ciszy i bezruchu nasłuchuję czy Lou jakoś zareaguje – Oliwia? – Usłyszałam zaspany głos wołający z salonu. Nie udało się, po co ja sprzątałam te naczynia? Porządków mi się zachciało. Złapałam się za czoło, ścisnęłam je ręką z całej siły i zamknęłam oczy – Tak? – zapytałam niepewnym głosem – Wszystko okej? – Tak okej, śpij dalej – zawołałam i podniosłam z ziemi ten przeklęty widelec. Miałam nadzieję, że chłopak posłucha mojej rady. Nie mogłam się bardziej mylić, zdążyłam tylko odwrócić się w stronę zmywarki, gdy usłyszałam kroki i wesoły głos Louisa – Dzień dobry piękna! – odwróciłam się w stronę drzwi do kuchni. Lou stał w nich i uśmiechał się do mnie promiennie. Patrzył na mnie swoimi malutkimi, spuchniętymi od snu oczkami. Wyglądał na wypoczętego, włosy niesfornie odstawały mu na wszystkie strony. Miał na sobie swoje spodnie i moją koszulkę w której spał. – Przepraszam nie chciałam cię obudzić – odezwałam się w końcu – Nic się nie stało. Dobrze, że mnie obudziłaś. Już nie mogłem się doczekać rana, aby z tobą porozmawiać. – Pewnie o tym co będzie na śniadanie głodomorze. Niestety nie mam już niczego. Pójdziemy coś zjeść na miasto – udawałam, że nie wiem o co chodzi, starając się zmienić temat, niestety nie udało się – Dobrze wiesz, że nie o to mi chodzi. Chodzi mi o wczorajszy wieczór… – ah o to! – przerwałam mu, dalej udając, że nie wiem o czym chce rozmawiać – Nie musisz już dziękować, od tego się ma przyjaciół – Lou przewrócił oczami – Olii… nie bądź głuptasem. Jasne, dziękuję za wczoraj, ale to nie o to chodzi. Dobrze wiesz, że chodzi mi o ten wczorajszy pocałunek – Tak wiem, wiem. – Więc? – zapytał – Więc co? – No co będzie dalej z nami? Widzę, że to będzie ciężki temat. Może usiądziemy? – Okej – odpowiedziałam. Usiedliśmy przy stoliku w kuchni. Nalałam sobie soku do szklanki, wbiłam w nią tępo wzrok i nerwowo obracałam. Lou przyglądał się mi z zaciekawieniem i niecierpliwością – Dobra to może ja zacznę, bo widzę, że na ciebie się nie doczekam – Spojrzałam na niego uśmiechając się delikatnie. – Chcę, żebyś wiedziała, że traktuję ten pocałunek bardzo poważnie. Już myślałem, że to będzie początek… no wiesz nasz nowy początek, ale sądząc po twojej reakcji to raczej się myliłem. – Ja też ten pocałunek traktuję… – mój monolog przerwało głośne pukanie i dzwonienie do drzwi. Moje wybawienie – Otworzę! – zawołałam i szybko stałam od stołu – Oliwia, zostaw… – usłyszałam głos Louisa, ale nie zwracałam na niego uwagi tylko wesołym krokiem biegłam w stronę drzwi. To pewnie jakiś domokrążca, ale to nie ma znaczenia. Najważniejsze, że mam chwilę czasu, aby pomyśleć nad tym co powiedzieć Louisowi.

Z uśmiechem na ustach otwieram drzwi. Uśmiech staje się jeszcze szerszy gdy zobaczyłam kto za nimi stoi – Harry! – Cześć mała – odpowiedział loczek i mocno mnie przytulił – Tęskniłem – dodał – Ja też – Lou jest u ciebie? – Tak jest w kuchni – Mogę? – Proszę bardzo – powiedziałam odsuwając się nieco od drzwi i wskazując ręką, aby Harry wszedł do środka. Ściągnął szybko buty i pobiegł do kuchni – Cześć Lou – Cześć młody – chłopaki przytulili się na przywitanie – Przepraszam, że nie mogłem ci pomóc, tak strasznie mi przykro – mówił Harry dalej ściskając Louisa – Nic się nie stało, to nie twoja wina – Przyglądałam się im uważnie. Nie jeden mógłby im zazdrościć takiej bezgranicznej przyjaźni. Byli sobie tak bliscy, myślałam, że będę zazdrosna o Louisa, ale loczek przytulał go jak brata i właśnie taką relację można było między nimi wyczuć. Czyli jednak Harry nie jest gejem? Albo świetnie się maskuje. Nieważne, najważniejsze, że Lou ma kogoś, na kim może zawsze polegać. W trójkę usiedliśmy do stołu – Kiedy przyleciałeś? – zapytał Lou – Godzinę temu. Odwiozłem tylko walizkę do domu i od razu przyjechałem tu – Jesteś najlepszy – uśmiechnął się do loczka, na mojej twarzy też mimowolnie pojawił się uśmiech – Skoro jesteśmy już tu we trójkę to mam do was prośbę. Harremu już o tym mówiłem, tobie Oli nie zdążyłem, bo nie miałem wczoraj do tego głowy – uśmiechnął się łobuzersko – Chodzi o to, żebyście nie mówili chłopakom o tej wczorajszej akcji. Będą się tylko martwić i obwiniać, a to bez sensu. Wszyscy strasznie czekaliśmy na powrót do domu. Nie chciałem wczoraj do nich dzwonić i prosić ich o pomoc. Niall i tak był w Irlandii, Zayn bardzo cieszył się na spotkanie z rodziną, jego dziadek miał osiemdziesiąte urodziny, a chłopak jest bardzo rodzinny. Liam od pięciu ostatnich dni opowiadał tylko o tym, że spotka się z Viki – Zwrócił się do Harrego – Tylko ty wiedziałeś o co chodzi, przepraszam, nie powinienem cie martwić, tym bardziej, że wiedziałem, że wyjeżdżasz. Więc tak jak mówiłem, proszę, żebyście im o tym nie wspominali – Już ci mówiłem, że to największa głupota jaką słyszałem i powinieneś od razu zadzwonić do któregoś z chłopaków, ale okej. Szanuję twoją decyzję choć niema żadnego sensu, niech ci będzie. – Lou spojrzał na mnie pytająco – Mam te same zdanie co Harry. Większego idiotyzmu nie słyszałam, przyjaciele powinni sobie pomagać, ty też chciałbyś im pomóc gdyby byli w twojej sytuacji, ale okej, to twoja decyzja – Dziękuję bardzo – uśmiechnął się – Co teraz? Idziemy na śniadanie? – zapytałam – Jestem za! Muszę kupić sobie kilka ubrań, nie wziąłem ze sobą niczego, a jeszcze jakiś czas nie chcę wracać do domu. Znalazłem w spodniach kartę do bankomatu. Chłopaki śmiali się ze mnie, że to bezsensu mieć dziesięć kart do jednego konta bankowego. Wiedziałem, że kiedyś się przydadzą! – oznajmił zadowolony z siebie – Nie musisz kupować nowych ubrań. Ja ci dam moje. Skoro będę dzielić z tobą pokój, mogę też dzielić z tobą garderobę. I tak podwijasz nogawki wszystkich spodni do kostek, nie podpadnie, że są za długie – Jak to z tobą? – zapytałam zdziwiona – Przecież mówiłem, że przez jakiś czas nie wracam do domu. Zatrzymam się u Hazzy – oznajmił Lou – A ja? – Przecież nie mogę ci się walać po salonie. I tak już dużo dla mnie zrobiłaś, nie będę cię wykorzystywać – Ma rację – dodał Harry – Zaraz, zaraz! Ja znalazłam go pierwsza! Znajdź sobie swojego bezdomnego, ten jest mój. Lou zostaje u mnie – powiedziałam do loczka, a Lou szeroko się uśmiechnął – Ale… – zaczął Hazza – Żadnego ale, on zostaje u mnie i kropka. Chyba, że nie chcesz? – zwróciłam się do Louisa – Oczywiście, że chcę. O ile nie będę przeszkadzać – Będziesz, ale to nieważne – zażartowałam i pokazałam mu język – Jak wolisz – dodał Harry obojętnym tonem – Więc ustalone. A teraz na miasto. Umieram z głodu. Zjemy coś i zrobimy zakupy, bo moja lodówka świeci pustkami. Mam nadzieję, że pójdziesz z nami – zwróciłam się do loczka – Jeśli to nie problem – uśmiechnął się – Idę się przebrać, wracam za dziesięć minut i jedziemy – Czekamy – odpowiedzieli chłopaki. Wyszłam z kuchni do sypialni, przebrałam się, ułożyłam włosy, zrobiłam lekki make up i dołączyłam do chłopaków, którzy żywo o czymś dyskutowali. – Jestem gotowa – Super, więc lecimy. Zaczyna burczeć mi w brzuchu – powiedział Harry. Zeszliśmy na dół, wsiedliśmy do mojego samochodu i odjechaliśmy w stronę centrum.
____________________________________
wybaczcie, że tak późno, ale jakoś opornie
mi dzisiaj szło :( dobrej nocki, a już jutro
piątek, piątek weekendu początek!
cieszycie się? buziaki, dobrej nocki ♥

♥ ♥♥

buziaki :* biorę się za 66 :)) jeszcze dziś się coś pojawi ♥ ♥ ♥