Rozdział 42.

Wróciliśmy na łąkę. Tym razem mieliśmy robione zdjęcia na bilbordy. Sesja trwała trzy godziny. Tym sposobem zeszliśmy z planu przed 16:00. Było już bardzo ciepło. Makijażyści zmyli swoje dzieła, trochę mi było szkoda mojego makijażu, ale mieliśmy dostać zdjęcia z sesji. Po dwudziestu minutach po wampirach nie było już śladu. Założyliśmy swoje ubrania i ruszyliśmy w stronę Warszawy. Już miałam dzwonić po tatę, aby wyjeżdżał po mnie, ale Maciek powiedział, że mnie odwiezie. Nie chciałam się zgodzić, aby nie robić mu problemu, ale to taki uparty osiołek, że musiałam się zgodzić. Kierowca odwiózł nas pod budynek, w którym mieszkał Maciek. Było to nowoczesne, zamknięte osiedle. Wyszliśmy na parking, Maciek pobiegł po kluczyki od samochodu. Chciał, abym poszła z nim, ale nie miała już sił ruszyć się gdziekolwiek więc przekonałam go aby poszedł sam. Po niecałej minucie był już z powrotem. Podszedł do czarnego sportowego Audi s3 i otworzył mi drzwi. Wsiadłam do środka, zaraz za mną za kierownicą usiadł Maciek. – Audi… mój tata cię pokocha, nawet bez wychodzenia z samochodu – zażartowałam – Wie co dobre, Niemcy robią najlepsze auta – zaśmiał się – Błagam! Jakbym słyszała mojego tatę – Musi być mądrym człowiekiem – zaśmiał się Maciek. Całą drogę rozmawialiśmy. Jechał szybko, ale ostrożnie. Podwiózł mnie pod samą bramę mojego domu. – Wejdziesz na chwilę? – zapytałam – Bardzo chętnie, ale widzę, że jesteś zmęczona, ja zresztą też. Ale mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy. – powiedział – Też mam taką nadzieję - uśmiechnęłam się, a chłopak odwzajemnił uśmiech. Wyszliśmy z samochodu, Maciek podszedł do mnie – Świetnie się dziś bawiłem. To tylko dzięki tobie – powiedział słodko, a ja uśmiechnęłam się nieśmiało. – Musimy się gdzieś razem wybrać, już ja coś wymyślę. – Trzymam cie za słowo – odpowiedziałam. – Dobra lecę, dzięki za podwiezienie i do zobaczenia niedługo – przytuliłam go  na pożegnanie, a on przysunął się do mnie blisko, mocno obejmując mnie w tali. Sprawiło mi to wielką przyjemność. – Pa Oli – powiedział nie wypuszczając mnie z uścisku. Wreszcie się od siebie oderwaliśmy, a na twarzy Maćka malował się wielki uśmiech, na mojej zresztą też. - Do zobaczenia  - powiedział wsiadając już do samochodu – Pa – odpowiedziałam. Otworzyłam bramkę i wyszłam za płot, gdzie od razu wskoczył na mnie Max. Pobawiłam się z nim trochę, porzucałam mu piłką i poszłam do domu. Porozmawiałam chwilę z rodzicami. Pytali jak na planie i kto mnie przywiózł, ale dobrze wiem, że podglądali mnie z okna. Do salonu weszła Marcela i zaczęła wołać, że przed jej domem był Tomek Boski. Spojrzałam pytająco na rodziców, a oni tylko wzruszyli ramionami i zaczęliśmy się śmiać. Pokazałam im moje zdjęcie z Maćkiem. Poszłam na górę, wzięłam prysznic i umyłam włosy. Ledwo stałam na nogach. Położyłam się na sofie w moim pokoju i włączyłam telewizor, ale zamiast na niego patrzeć spoglądałam na sufit. Byłam rozdarta. Maciek to świetny kolega, boję się, że gdy będziemy spędzać z sobą więcej czasu to stanie się dla mnie kimś więcej. Ale co z Lou? Bardzo mi na nim zależało, uwielbiałam tego szalonego chłopaka, ale po tej ostatniej akcji, boję się mu zaufać. Nie wiem co mam zrobić i czego chcę. W mojej głowie trwa walka. To tak jakby jedna półkula mózgu cały czas mówiła mi wybierz Louisa, a druga spróbuj z Maćkiem. Zadzwonię do Lou, ciekawe co u niego. Pisał mi dziś kilka smsów, ale nie odpisałam na żaden. – Cześć Lou. – Cześć Olii! – ucieszył się. – Jak poszło? Na pewno rozniosłaś system! – Tak! I to wszystko dzięki twoim kciukom – powiedziałam wesoło, cieszyłam się słysząc jego głos. – Trzymałem je cały dzień, tylko ja miałem mikrofon na stojaku i nawet poprosiłem Harrego, aby zapiął mi spodnie aby ani na moment ich nie puszczać. - zażartował – Głuptasie, to dzięki temu tak dobrze mi poszło! W ogóle to byłam wampirem, miałam całkowicie białą twarz. Prześlę ci potem zdjęcie mmsem. Cały dzień biegaliśmy na boso z Maćkiem po łące naśladując wampiry z ‚Zmierzchu’. Było trochę zimno i mokro, ale świetnie się bawiliśmy – mówiłam jak nakręcona – Ach tak, z Maćkiem… – usłyszałam markotny głos w telefonie – No tak z Maćkiem, tym z castingu… – tak wiem który to – przewał mi Lou. – A co u ciebie? – zapytałam – Pisałem ci na bieżąco o najważniejszych rzeczach, nie chcę cie zanudzać powtarzając to wszystko. Teraz już jesteśmy w hotelu, na zewnątrz piszczą fanki. Strach podjeść do okna, coś czuję, że to będzie ciężka noc. Chyba będziemy musieli iść do nich na chwilę, żeby wreszcie sobie poszły, albo poprosimy o pokój z innej strony, bo zwariujemy od tych wrzasków. - Biedactwo, nawet nie możesz się spokojnie wyspać – powiedziałam z troską – Ciężkie życie gwiazdy rocka – odpowiedział w żartach. – Dobra idę spać, mam nadzieję, że tobie się też uda – powiedziałam – Ja też mam taką nadzieję. Dziękuję za telefon i dobranoc. Ach właśnie i czekam na zdjęcie – Zaraz wyślę. Dobranoc. – odpowiedziałam – Pa marcheweczko – pożegnał mnie słodko. Tak zdjęcie. Niby wszystko super, ale nie mogę posłać mu zdjęcia jak przytulam się z Maćkiem, więc wycięłam go, ale i tak było widać kawałek jego policzka przyklejony do mojego. Trudno, nic z tym nie poradzę, nie jestem mistrzem Photoshopa. Wysłałam. Po chwili dostałam smsa od Lou * Wyglądasz ślicznie. Chciałbym abyś zatopiła zęby w mojej szyi ;) Ale dlaczego wycięłaś drugą część zdjęcia? Prześlij mi je proszę całe, jestem ciekawy jak wygląda ten cały Maciek, bo zgaduję, że to on jest na drugiej połowie. Coś czuję, że po tej fotce będę mieć erotyczne koszmary z piękną wampirzycą w roli głównej * Zaśmiałam czytając ostatnie zdanie. Wysłałam Lou całe zdjęcie i napisałam * Bardzo mi przykro, że nie dość, że przez fanki nie możesz spać, to jeszcze przez moje zdjęcie czeka cię niespokojna noc. Przepraszam :( * dostałam odpowiedz * Więc tak wygląda ten chłopak. Trochę przypomina naszego Liama, z tym, że Li jest ładniejszy, ma lepsze włosy, ciuchy, nos, usta, oczy, zęby, uszy, brwi, brodę, ciało i rzęsy. Ale za to ty wyglądasz… brak słów. I nie przepraszaj bo dla takich snów, mógłbym się męczyć całe życie! Dobrej nocki * Co za głuptas z tego Louisa. * Dobranoc * opisałam tylko. Położyłam telefon na oparciu sofy. Tak, teraz już wiem, że to Lou jest tym jedynym. Po rozmowie z nim jestem tego prawie pewna. Cieszę się sama do siebie, gdy znów zaczyna dzwonić telefon, patrzę na wyświetlacz, to Maciek. Gorąca linia. Co chwilę ktoś dzwoni – Dobry wieczór panu – powiedział miło do telefonu – Dobry wieczór pani – usłyszałam w odpowiedzi – Mam nadzieję, że cię nie obudziłem, ale spojrzałem na moją tapetę i nie mogłem się opanować, musiałem zadzwonić i cię usłyszeć. – uśmiechnęłam się na dźwięk jego słów – Mi też miło cię słyszeć, ale już myślałam, że dzwonisz do mnie z jakąś konkretną propozycją spotkania, a nie tylko pogadać. – I nie mylisz się, mam konkretną propozycję na jutro, pasuje? – zapytał. – Nie wiem czy pasuje, bo nie powiedziałeś mi co to za propozycja. – Bo nie powiem, to będzie niespodzianka. Zaufasz mi? Zgadzasz się? – dopytywał pewny siebie – A mam inne wyjście? – zapytałam – Raczej nie, przyjadę po ciebie jutro o 15:00. – Świetnie, więc do jutra – odpowiedziałam. – Do jutra, dobranoc – usłyszałam w odpowiedzi. Super. Moje półkule mózgu wreszcie się pogodziły i wybrały Louisa, gdy nagle dzwoni Maciek i w mojej głowie znów zaczyna się wojna. Ale nie mogłam mu odmówić, ten jego głos… Czyli wracamy do punktu wyjścia. Jestem w kropce. Postanowiłam nie zastanawiać się na razie nad tym tylko żyć chwilą. Czas pokaże, który z chłopaków będzie dla mnie lepszym wyborem.

Rozdział 41.

Ze snu wybudza mnie cicha melodyjka budzika. Wyłączam go i przykrywam głowę poduszką, gdy nagle dociera do mnie, że to już dziś jest dzień kręcenia reklamy. Ta myśl szybko postawiła mnie na nagi. Umyłam się, ubrałam w czarne rurki, biały tshirt z flagą UK, a na to założyłam błękitną bluzę z adidasa, bo ranki bywały chłodne. Wzięłam do ręki sportową torebkę nike, założyłam trampki i zeszłam na dół. Zrobiłam sobie płatki z mlekiem i gdy je sobie pomału jadłam do kuchni wszedł tata. Akurat też jedzie dziś na miasto i podwiezie mnie na wyznaczone miejsce, a gdy skończymy to zadzwonię do niego i przyjedzie po mnie. Oczywiście nie obyło się bez jego ulubionego tematu czyli masz prawo jazy, trzy auta w garażu, a ja cie muszę wozić i bla bla bla. Takie tam zrzędzenie taty na dzień dobry. Jakoś to przebolałam. Tata zjadł coś i wyszedł się ubrać. Wrócił po dziesięciu minutach ubrany w garnitur z skórzaną teczką w ręce.

Wsiedliśmy do Audi, ulubionego auta mojego taty i po pół godzinie byliśmy na miejscu. Była 8:15, nikogo jeszcze nie było przed budynkiem. Tata powiedział, że zaczeka te 15 minut, żebym nie musiała marznąc na dworze, ale przekonałam go, że jestem ciepło ubrana, a taka temperatura w Londynie to już upał. Ustąpił, a ja wysiadłam z samochodu i stanęłam przed drzwiami do budynku. Postałam sama może trzy minutki, gdy zobaczyłam, że z daleka macha mi ręką uśmiechnięty blondasek. To był Maciek. – Cześć Oli, długo czekasz? – Hej, nie przed chwilą tata mnie przywiózł. – odpowiedziałam. – Podekscytowana? – zapytał uśmiechnięty – Coś ty, czym? Przecież nie w takich hitach się już grało – powiedziałam cwaniacko w żartach – Ale nie z takimi aktorami – powiedział dumny Maciek – Tego nie mogę ocenić, bo jeszcze nie widziałam cię w akcji. Masz może nagrany ten serial na DVD? W ogóle to ulubiony serial mojej mamy, nawet nie wiesz jak się ucieszyła, że zagram w reklamie z Tomkiem Boskim – oboje się zaśmialiśmy – Tak mam to nagrane, to znaczy rodzice mają, bo ja nie lubię oglądać sam siebie. Potem się denerwuję, że zagrałem coś źle i ogólnie nie lubię na siebie patrzeć. Ale super, że twoja mama mnie lubi, to znaczy nasz serial – uśmiechnął się  - Musisz mi kiedyś pożyczyć te płyty z serialem – Jeśli zasłużysz – powiedział z uśmiechem. Rozmowę przerwał nam samochód, który stanął na parkingu przed budynkiem. Wyszedł z niego nasz producent, przywitał nas i zaprosił do auta. Nie wiedzieliśmy co to będzie za reklama, dowiedzieliśmy się dopiero w drodze na plan. Mieliśmy parodiować „Zmierzch”. Przebiorą nas za wampirów, a my będziemy boso biegać po łące. Ma to być niby nawiązanie do szybkiego internetu w Orange. Zaczęliśmy się śmiać na wiadomość co mamy robić. Ale się cieszę. Dojeżdżamy na miejsce. Wjeżdżamy w jakiś las, za nim jest wielka, zielona łąka. Z daleka widać kilka kamer, podnośników i pełno ludzi. Wysiedliśmy z samochodu i od razu dali nam kostiumy. Poszliśmy się przebrać. Ja dostałam białą, mega zwiewną, cieniutką sukienkę, która falowała z każdym moim krokiem. Z tyłu ciągnęła się po ziemi, z przodu była trochę krótsza. Była na ramiączkach, z dość głębokim dekoltem. Wyszłam z prowizorycznej przebieralni i gdy zobaczyłam Maćka zrobiłam wielkie oczy, on na mój widok także. Był boso, tak jak ja zresztą. Miał ubrane jasno szare, eleganckie, dopasowane, wąskie spodnie w cienką, ledwo widoczną białą krateczkę, białą koszulę z rękawem 3/4, a na to kamizelkę w tym samym kolorze co spodnie. Pod szyją miał przypiętą ciemno szarą muszkę. Wyglądał jak wyrwany z innej epoki – Sukienka jest świetna – powiedział, a ja trzymając w jednej ręce długi tył sukni zrobiłam obrót, aby się zaprezentować z każdej strony. Sukienka cudnie zafalowała – Wow, wyjdziesz za mnie? - uśmiechnął się łobuzersko. – Tu i teraz, ale pod warunkiem, że będziesz ubrany ten kostium! - zażartowałam. Następnie dopadli nas makijażyści i przez pół godziny nakładali coś na twarz i widoczne części ciała, a w tym samym czasie fryzjer układał nam włosy. Zrobili mi makijaż oczu, a na szyi zawiesili ciężki naszyjnik. Był piękny. Wyglądała jak ‚serce oceanu’ z filmu „Titanic”, z tą różnicą, że te serce na filmie było niebieskie, a moje fioletowe. Wyszłam na łąkę. Była rosa, więc było dość ślisko i zimno w stopy. Maciek już tam był. Stał tyłem, a producent coś mu tłumaczył. Podeszłam do nich i wtedy zobaczyłam co zrobili z Maćkiem. Włosy miał idealnie ułożone na czoło, prościutkie i wylakierowane, aż sztywne, nawet jeden włosek nie miał prawa odstawać w inną stronę. Twarz miał gładziutką i białą jak płótno, a usta tego samego koloru. Jego naturalnie ciemne oczy świetnie współgrały z bladością. Wyglądał tak mrocznie, idealnie i seksownie. Lepiej Edward Cullen i Damon Salvatore razem wzięci. Nie mogłam przestać się na niego patrzeć, zawsze pociągały mnie wampiry. – Pięknie wyglądasz – powiedział, przerywając moje przemyślenia. – Dziękuje, ty też wyglądasz świetnie - uśmiechnęliśmy się do siebie patrząc sobie w oczy. – Świetnie! Już widać miłość i uczucia, tak trzymać! Ale zostawcie coś dla kamery – powiedział reżyser, a ja spuściłam wzrok. Wytłumaczył co mamy robić. Stanęliśmy z Maćkiem w wyznaczonym miejscu trzymając się za ręce. – Akcja! – zawołał reżyser, a my zaczęliśmy biec jak najbardziej wybijając się przy tym ku górze, aby wykorzystać wszystkie atuty sukienki. Biegliśmy patrząc sobie w oczy i uśmiechając się do siebie. Trochę ciężko było grać szczęśliwą, gdy było tak cholernie zimno. Biegaliśmy po tej łące przez bite dwie godziny, zmienialiśmy tylko to że raz patrzyliśmy na siebie, potem przed siebie. Raz Maciek biegł przede mną, raz ja przed nim. Zmienialiśmy też miejsca. Raz biegliśmy w stronę lasu, raz w stronę otwartej łąki. W ogóle nie wiem na co komu casting do takiej reklamy. Powinni raczej zrobić sprawdzian na kondycję, bo po tych dwóch godzinach byłam już nieźle zziajana. Jestem totalnym antytalenciem sportowym. Za to Maćka wcale to nie ruszało. Było widać, że ćwiczy regularnie. – Przerwa – zawołał reżyser – Poszliśmy w stronę dużego samochodu. Maciek podał mi buty i położył koc na barkach. Otuliłam się nim i od razu zrobiło mi się cieplej. Przyniósł mi też kubek gorącej herbaty i usiadł obok mnie składanym krzesełku – Cieplej? – zapytał z troską – Tak, dziękuję. Świetnie się bawię, ale nie sądziłam, że to będzie takie ciężkie zadanie. – To zimno daje trochę w kość. Świetnie wyglądasz w roli wampira. - uśmiechnął się – Nie widziałam się, ale i tak z pewnością mogę powiedzieć, że ty wyglądasz lepiej. – powiedziałam. – Zróbmy sobie zdjęcie, musimy to uwiecznić! – zaproponował Maciek. Wyciągnął swój telefon, przytulił się do mnie i przyłożył swój policzek do mojego robiąc nam sweet foteczkę z ręki. Powtórzył to samo tym razem moim telefonem. – Pokaż jak wyszliśmy – przysunęłam się do niego i spojrzałam na wyświetlacz. Nie chcę być nieskromna, ale wyglądałam równie dobrze co Maciek. Byłam całkowicie blada, nawet usta pomimo picia herbaty nie zmieniły koloru. Buzię miałam gładką, bez śladu jakichkolwiek krostek czy przebarwień. Miałam pięknie pomalowane oczy, długie rzęsy, a moje długie blond włosy były zakręcone w delikatne fale i tak jak u Maćka wyglądały idealnie. – Muszę przyznać, że ciacha z nas – zażartowałam – Zgadzam się. To zdjęcie to chyba najlepsze jakie mam. Nie dość, że wyglądam tu w miarę dobrze, to jeszcze siedzi obok mnie taka piękna wampirzyca. Dam sobie na tapetę – powiedział i po chwili z ekranu jego telefonu zniknął sportowy samochód, a pojawiły się nasze uśmiechnięte buźki. – Jesteś szalony, to zdjęcie będzie cie straszyć po nocach! – uśmiechnęłam się. Naszą sielankę przerwał reżyser, oznajmiając, że wracamy na plan.

♥ ♥♥

Cześć gwiazdy moje :) przekroczyłyśmy razem magiczną
barierę 20.000 odwiedzin w nie cały miesiąc! Ale się cieszę!

maSSive thank YOU! :*

a teraz trochę wyjaśnień:
pisałam wcześniej w komentarzach, ale jeszcze raz powtórzę.
Blog to http://onedirection-lovestory.blog.pl/ i jak sama
jego nazwa wskazuje dotyczy historii z One Direction, więc
będę się trzymać tematu chłopaków. Z racji tego, że uwielbiam
pana Macieja M, postanowiłam jego również wpleść do mojego
opowiadania. Kilka rozdziałów będzie się kręciło głównie
wokół niego, ale nie martwcie się, chłopcy powrócą i to w
wielkim stylu! :) cierpliwości moje drogie :)

jeszcze jedno ogłoszenie parafialne:
polecam nowego bloga panny
directioner: http://1d-diary.blog.onet.pl/
dopiero się rozkręca, a już jest o czym czytać! :D

 

BUZIAKI! LoVe You ♥ ♥ ♥