Rozdział 12.

- Oooo niee – powiedziałam gdy już staliśmy przed wyjściem na taras i zaczęłam się śmiać. – Muszę wrócić do pokoju, przecież nie mam butów! – wszyscy zaczęli się śmiać – Nie ma czasu Olii! Wskakuj! – powiedział Lou i odwrócił się do mnie plecami, a ja bez zastanowienia wskoczyłam mu na barana. Gdy tylko to zrobiłam zaraz zaczęłam tego żałować, bo chłopak wyskoczył na dwór jak poparzony i biegał w podskokach tam i z powrotem po całym tarasie. – Loui przestań! Zatrzymaj się! – krzyczałam i śmiałam się. W końcu zatrzymał się przy grupce. Zayn, Liam i Amy palili papierosy, reszta im tylko towarzyszyła. Niestety praktycznie nie widziałam nikogo siedząc z tyłu Louisa, więc powiedziałam mu, że chciałabym usiąść na barierce tarasu. Podszedł do niej, odwrócił się i zgiął odrobinę kolana abym mogła do niej dotać – Dzięki, już siedzę. – złapałam się balustrady, a on odwrócił się do mnie twarzą, przybliżył się i chwycił mnie w pasie – Jesteś tego pewna? – zapytał – Noo, tak – odpowiedziałam zmieszana, a on w tym momencie przechylił mnie do tyłu, tak że byłam praktycznie za barierką, tylko jego ramiona chroniły mnie przed upadkiem. – Looou! Ty wariacie! Podnieś mnie! Chce normalnie usiąść! – Krzyczałam i śmiałam się z całą grupą – To nie jest śmieszne! Podnieś mnie! – śmiałam się dalej. – A magiczne słowo? – zapytał Louis – Ja ci dam magiczne słowo! Jak tylko uda mi się normalnie usiąść to skopie ci tyłek moimi różowymi skarpetkami! – zagroziłam mu – Hmmm… kuszące. Ale dalej czekam na magiczne słowo, więc jak? – No dobra, prosze – powiedziałam cichutko. – Nie dosłyszałem, możesz powtórzyć? – droczył się ze mną Lou. – Powiedziałam prosze – Dalej nie słyszę. Czy możesz powiedzieć to głośniej? – Lou PROSZE! Podnieś mnie! – zawołałam. – Nie musisz mnie prosić Olii, ale skoro robisz to tak ładnie to nie mam wyjścia muszę ci pomóc. - uśmiechnął się pięknie i podniósł mnie delikatnie do góry. Złapał mnie jedną ręką w pasie, przysunął się do mnie blisko i położył głowę na moim ramieniu – popatrzyłam na niego pytająco, a on zrobił zdziwioną minę – No co? Zimno mi. Mam na sobie tylko tylko cieniutki t-shirt. Ja cie dziś w busie ogrzałem, teraz twoja kolej. – uśmiechnął się i ponownie oparł głowę na moim ramieniu, a ja pogłaskałam go po włosach i położyłam swoją głowę na jego. Staliśmy tak i gadaliśmy jakiś czas gdy nagle Harry powiedział – o mój boże, już 4:15! chyba zamykamy impreze. – No nieźle zabalowaliśmy – odpowiedziałam – Czas spać, Lou czy będziesz tak miły i odniesiesz mnie do domu? – Z największą przyjemnością – uśmiechnął się i wziął mnie na ręce. Reszta też ruszyła w stronę wejścia. Louis uparł się, że zaniesie mnie do samego pokoju, nawet nie było mowy o tym, żeby mu to wybić z głowy. Otworzył więc drzwi mojego pokoju i delikatnie położył mnie na łóżku. – Słodkich snów, do jutra – przytulił się na pożegnanie – dobranoc – wyszeptałam mu do ucha. Uśmiechnął się i wyszedł z pokoju. Położyłam się i patrzyłam w sufit uśmiechając się do siebie. Muszę się opamiętać. Dość tych marzeń! Wstałam z łóżka, zmyłam makijaż i umyłam twarz. Założyłam piżamę, którą dostałam na urodziny od Viki: krótkie czarne szorty z dwoma białymi  sznureczkami z przodu i białą szerszą koszulkę z czarnym, wielkim napisem 24, która sięgała mi trochę powyżej pępka i wyglądała jakby była krzywo obcięta i ponaciągana. Położyłam się do łóżka, wzięłam do ręki telefon i napisałam do Viki smsa: *Jest extra, właśnie położyłam się spać po imprezce, którą zorganizowali chłopaki w naszym domku. Troche popiliśmy i świetnie się razem bawiliśmy. Louis jest taki słodki. Chyba cie zabije jak sie w nim zakocham. Buziaki kochana, tęsknie!* Ok, wysłano. Nastawiłam budzik na 10 i odłożyłam telefon na stoliczek nocny. Nie zasłaniałam okna roletą, aby lepiej mi się jutro stawało. Przykryłam się kołdrą, ułożyłam wygodnie, zamknęłam oczy i myślałam o tym co się dziś wydarzyło. Już prawie zasypiałam, gdy nagle ktoś zapukał w szybę. Wystraszyłam się. Z wrażenia, aż usiadłam na łóżku. Próbuje dostrzec kim jest postać za oknem, ale jestem zaspana. Znów pukanie – Olii, tu Louis, otwórz. – Zdziwiłam się, ale wstałam i otworzyłam drzwi. – Lou ale mnie wystraszyłeś. Co się stało? – Oooo… niezłe ubranko – powiedział uśmiechając się zadziornie i spoglądając na mnie od dołu ku górze. Całkiem zapomniałam, w co byłam ubrana. – Loui walne cie zaraz. Ide spać, jutro będę wyglądać jak zombie, pa! – Zaczęłam zamykać drzwi – Ej, ej stój! Mam sprawę! – Lou przytrzymał drzwi. – I co załatwiłeś? – zobaczyłam, że przyszedł jeszcze Harry, świetnie. Ktoś jeszcze chce mnie pooglądać w rozczochranych włosach, pół nagą, bez makijażu. – Woow Olii… – loczek zmierzył mnie wzrokiem – wyglądasz… – Tak, tak wiem – przerwałam mu – wyglądam koszmarnie. – Chciałem raczej powiedzieć pociągająco. – uśmiechnął się Hazza – Dobra chłopaki nie czarujcie już, gadać o co chodzi, bo chce już iść spać. – Bo chodzi o to – zaczął Louis – że zatrzasnąłem nasz pokój i nie da się z niego wyjść, a klucze zostały w salonie. – Przecież mogliście przyjść rano i tak teraz nigdzie nie będziecie wychodzić – powiedziałam. – Ale pić nam się chce – dodał cichutko. – Dobra zmykać mi stąd. Zmarzłam już na kość. – chłopcy weszli do środka, a ja zamknęłam drzwi tarasu. – Skoro ci zimno, to możemy zostać cie ogrzać – zaproponował Harry, a Lou uśmiechnął się i uniósł w góre brwi. – Już! Nie ma was! – powiedziałam w żartach i otworzyłam im drzwi mojego pokoju, aby wyszli do salonu. – Dzięki Olii, dobranoc, paa – Pa chłopaki – uśmiechnęłam się i zamknęłam drzwi. Położyłam się do łóżka, przykryłam kołdrą i szybko zasnęłam. Byłam wykończona.
______________________________________________________
halo, halo misiaki :) czy ktoś tu w ogóle zagląda i czyta? buziaki ♥

Rozdział 11.

Kilka kwadransów i kolejek później atmosfera była już całkiem luźna. Poszłam do ubikacji, a gdy wróciłam Lou siedział obok Amy. Zrobiło mi się trochę przykro, ale szybko to olałam. Na moim miejscu siedział Harry, więc usiadłam z boku fotela obok niego. Poszarpałam go po jego kręconych włosach, a on chwycił mnie w pasie i przyciągnął do siebie tak, że spadłam prosto na jego kolana. Zaczęliśmy się śmiać. Loui spojrzał na nas, ale udawałam, że tego nie widzę. Harry podał mi 2 kieliszki i wszyscy wznieśliśmy toast. – Za ‚what makes you beautiful’! – powiedział Hazza podnosząc kieliszek – Zdrowie! – zawołała reszta. Wypiłam swoje 2 kieliszki, a Harry tylko jeden, gdyż ciężko było mu dosięgnąć do tego malutkiego stoliczka ze mną na kolanach. Chwyciłam do obu rąk 3 kieliszki – Panowie po cztery – uśmiechnęłam się do loczka, a ten jednym duszkiem wypijał jeden za drugim. – Zaraz, zaraz panowie! – zawołała nagle Katie. Ciekawe co znowu wymyśli. – Jutro gramy u was w teledysku, a jeszcze nie słyszałyśmy waszej piosenki – Masz racje! – potwierdziłam. – W tej sytuacji, skoro już nas opiłyście, zgadzamy się na wszystko – powiedział wesoły Niall – idę po gitarę. – Wrócił po chwili, poprosił o ciszę i zaczął grać. Liam zaczął śpiewać pierwszą połowę zwrotki resztę dokończył Harry, a potem wszyscy razem zaczęli refren. Piosenka była bardzo rytmiczna i wpadała w ucho. A jej wykonanie było jeszcze lepsze. Popatrzyłam na siedzącego naprzeciw Louisa, który przez całą zwrotkę patrzył na mnie i śpiewał z uśmiechem na ustach: ‚nie wiesz, jaka jesteś piękna!’ Ahh.. jego słowa przeszywały mnie jak miliony ostrzy. Cudowny głos. Solówka Zayna, następnie Harrego. Spojrzałam na niego gdy zaczął śpiewać, a on wygłupiając się, teatralnie przybliżył swoją twarz do mojej, oparł swoje czoło o moje i patrząc mi głęboko w oczy śpiewał: „Skarbie rozświetliłaś mój świat jak nikt inny. Sposób, w jaki rzucasz włosami przytłacza mnie. Lecz kiedy uśmiechasz się nieziemsko nie trudno powiedzieć: że nie wiesz, że nie wiesz, jaka jesteś piękna!” Oboje zaczęliśmy się śmiać, chłopaki z uśmiechem na ustach śpiewali dalej. Spojrzałam na Lou, obserwował nas poważnie z Harrym. Był zamyślony. Uśmiechnął się dopiero gdy spostrzegł, że też na niego patrzę. Chłopcy skończyli śpiewać, a my zaczęłyśmy bić brawo i piszczeć! – Ohh jesteście najlepsi! Kocham cie Zayn! Oddasz mi swoje zużyte skarpety? Kocham cie! – krzyczała w żartach Katie udając szaloną fankę zespołu. Czarnuszek wybuchł śmiechem i przytulił dziewczynę. – Super piosenka chłopaki – powiedziałam. – Więc wypijmy za to! – zawołał Niall. Znów podałam kieliszki Hazzie i wypiliśmy. – Wiesz bardzo mi tu miło z tobą na kolanach – powiedział nagle loczek – ale muszę iść do ubikacji – uśmiechnął się, a ja wstałam z jego kolan. Zatrząsł głową, poprawiając loczki i wyszedł. Lou wyszedł zaraz za nim. Szalone chłopaki, nawet sikają razem. Nie zdążyłam się nawet dobrze rozsiąść na fotelu, gdy wskoczył na niego Louis. Odsunęłam się trochę w bok aby robić mu miejsce, a on usiadł twarzą do mnie kładąc nogi na moich udach, tak że stopy wystawały mu poza fotel. Trochę się zdziwiłam, ale nawet mi to pasowało. – Trochę zgłodniałam i ciepło mi. Mugłbyś wstać na chwileczkę, żebym mogła ściągnąć bluzę i wziąć sobie coś ze stołu? – zapytałam Lou, a on popatrzył na mnie swoimi słodkimi oczami i powiedział – Tak dobrze mi się siedzi, jakoś sobie poradzimy. – pomógł mi ściągnąć bluzę, a potem podał orzechowe chrupki ze stołu. – Mogą być? – zapytał – Idealne – powiedziałam i zaczęłam się nimi zajadać. – Lou wziął jednego i kazał mi otworzyć buzię, po czym rzucił we mnie chrupkiem. Celnie. Ja zrobiłam to samo. Zaczęliśmy się rzucać chrupkami, które nie zawsze trafiały do naszych buzi, przez co już po chwili zrobił się mega syf, ale za to ile było przy tym zabawy. Nawet nie zauważyłam kiedy Harry wrócił z ubikacji. Usiadł naprzeciw nas i gadał z Amy – Jestem cała brudna – zaczęłam strzepywać z siebie reszte chrupek. Lou podniósł mnie na ręce i zaczął kręcić dokoła – Lou przestań! Zaraz wszystkie chrupki z mojego żołądka wylądują na podłodze a te na koszulce nadal tam zostaną! – wołałam, ale on nic sobie z tego nie robił więc przytuliłam się najbardziej jak mogłam do niego, aby aż tak bardzo nie odczuwać skutków kręcenia się. - Louisie Tomlinson! Każę ci przestać – wtedy się zatrzymał i delikatnie postawił na podłodze. – Łoo… to było ostre –  powiedziałam. – Chyba musze wyjść na chwilę na dwór się przewietrzyć. – Czekaj! – powiedział Liam. – Najpierw wypijemy jeszcze kolejkę, a potem wszyscy wyjdziemy na dwór. – Tak też zrobiliśmy. Muszę przyznać, że byłam już troche wstawiona, mój świat wirował wesoło, a razem z nim śliczne buźki chłopaków. – Więc na dwór! – zawołał Niall, a ja szybko założyłam i zapięłam bluzę.

♥ ♥♥

Dziękuje bardzo wszystkim czytającym i komentującym. Wasze komentarze są motywujące i zachęcają mnie do dalszego pisania. Więc jeśli już tu jesteś i zainteresowała Cię moja opowieść bardzo, bardzo proszę napisz o tym w komentarzu. To dla mnie ważne. Proszę też o wasze sugestie na temat bloga i opowieści. Co wam się podoba, a co byście zmienili.

Jeśli będziecie chcieli dalej czytać to ja będę się starała dodawać co najmniej 2 rozdziały co dzień.

Massive thank you! – jak to mówią chłopaki, buziaki! ♥