Rozdział 10.

Biorę prysznic. Może to zbyt dużo powiedziane, raczej stoję w kabinie i lecą na mnie strumienie ciepłej wody. Stoję i myślę. To bez sensu, nie mogę nim być taka zauroczona. W końcu znamy się od kilku dni, co ja mówię raczej od kilku godzin. Praktycznie nic o nim nie wiem. Oprócz tego, że jest czarujący, wesoły, troskliwy i ciągle uśmiechnięty… – Przestań! – powiedziałam sama do siebie i zaczęłam zmywać szampon z włosów. To i tak nie ma sensu. W końcu on jest gwiazdą, a ja zwykłą szarą myszką. Pewnie przytula tak wszystkie swoje fanki. To nic dla niego nie znaczyło. Dla mnie też nie. Muszę o tym zapomnieć. Zakręciłam wodę i z takim postanowieniem wyszłam w kabiny. Przecież nic się takiego wielkiego nie stało. Wytarłam się i założyłam ręcznik na włosy, aby szybciej wyschły. Ubrałam czarne rurki i luźną białą koszulkę, a na to czarną, rozpiętą bluzę z złotym logiem adidasa na plecach, bo dalej było mi zimno. Wysuszyłam włosy i związałam je w luźny kok. Podkreśliłam rzęsy czarnym tuszem i wyszłam do salonu. Katie, Zayn, Hazza i Liam już siedzieli na kanapach i śmiali się z jakiegoś dowcipu. Ubrani byli w luźne ciuchy, chłopaki zamienili obcisłe rurki i dopasowane koszule na dresy i proste t shirty. Niall szedł z kuchni niosąc ze sobą kilka paczek chipsów. W kominku palił się ogień. Na stoliku był stos kanapek, soki, kieliszki, szklanki i wszelkiego rodzaju alkohole. Od win przez gotowe drinki po wódki czyste i smakowe. – Woow, widze że zapowiada się gruba impreza, pamiętacie, że jutro mamy zdjęcia do teledysku? Chyba nie chcecie, żeby całe UK widziało, jak skacowani jesteśmy – zażartowałam. – Olii nic się nie martw, mamy takich makijażystów, że będziesz wyglądać jak nowo narodzona. Spójrz na przykład na Liama – mówił ciągle Zayn – ja na co dzień jestem ładny, ale jego uroda to zasługa tylko i wyłącznie kosmetyków i oświetlenia! – No wiesz zraniłeś mnie… myślałem, że jestem w twoim typie – powiedział w żartach Liam i zrobił smutną minę – oczywiście, że jesteś w moim typie, kocham takich brzydkich, niechlujnych typków jak ty! – odpowiedział Zayn, a Liam uderzył go poduszką. – Spadaj! – Oj chłopaki, chłopaki nie kłóćcie się – przerwałam im kłótnię – obaj jesteście przepiękni – dodałam puszczając im oczko. Podniosłam poduszkę z fotela i usiadłam na niego, tak, aby aby nogi nie dotykały ziemi. Miałam na sobie tylko skarpety, a podłoga była zimna. Poduszkę położyłam sobie na brzuchu i objęłam ją obiema rękami. – Gdzie Amy i Lou? – zapytał Niall – mówiłem, że mają pół godziny, inaczej zaczynamy bez nich. – Jak wychodziłem do Louis wychodził właśnie goły z łazienki, to obrzydliwe – zaśmiał się Hazza – jak ja to robię wygląda to zdecydowanie lepiej – powiedział dumnie, a my zaczęliśmy się śmiać. – A Amy? – Niall zwrócił się do Katie – Amy pewnie jeszcze się stroi… – O! O wilku mowa – Przerwał jej Harry widząc zmierzającego w naszą stronę Louisa. Miał na sobie jasne spodnie do kostek, trampki i koszulkę z zdjęciem Marylin Monroe. – Myślałem, że tu już pół towarzystwa będzie zalane, a wy dalej siedzicie przy pustych szklankach? – powiedział Lou i zaczął odkręcać butelkę z wódką. – Ooo nie… chyba nie będziemy pili czystej? – zapytałam, robiąc przy tym kwaśną minę – A masz lepszy pomysł? Zawsze pijemy czystą, bo jak raz Zayn namieszał nam drinki, bo potem całą imprezę chodziliśmy tyłem na przód. Wiec lepiej nie ryzykować – zażartował. – Ej to były bardzo dobre drinki, a wy po prostu nie macie wyczucia smaku… wieśniaki – powiedział uśmiechnięty Zayn, a Liam uderzył go w żartach w ramię. – Lou, usiądź i zostaw to profesjonalistom – powiedziałam zadziornie, wstałam z fotela i zabrałam mu butelkę wódki, a on usiadł na moim miejscu. W Polsce, gdy jeszcze chodziłam do liceum co weekend i w każde wakacje dorabiałam jako barmanka więc drinki miałam opanowane do perfekcji. – Czego sobie państwo życzą? – zapytałam. – Jak ty nic o nas nie wiesz dziewczyno. Dlaczego się na ciebie zdecydowaliśmy – droczył się ze mną Louis i złapał się za głowę – Naszym ulubionym drinkiem jest oczywiście kamikadze! – Blue curracao, czy red? – zapytałam – Blue… – odpowiedział zdziwiony Lou. – Tak się to robi w Polsce! – powiedziałam i wzięłam do ręki stojący na stoliku shake, wlałam do niego wszystkie potrzebne składniki, kilka kostek lodu, kilka razy zamierzałam, ustawiłam na stole osiem kieliszków, tak zwanych ‚pięćdziesiątek’ i jednym sprawnym ruchem wlałam do nich zawartość shakera. – Wow, nieźle – powiedział Liam – dobra to zaryzykujemy i wypijemy po kieliszku na próbę. – Liam chwycił do ręki kieliszek, zamknął oczy i jednym łykiem wypił całą jego zawartość naraz. Reszta zrobiła to samo – Mmmmm – powiedział tylko i pokiwał głową Lou – zaskoczyłaś mnie. – Zdradź mi swoją tajemnicę, a pomogę ci przygotować drinki dla reszty. Powiedziałam mu co i jak, szybko załapał i już po 10 minutach mieliśmy gotowe dwa litrowe dzbanki. Usiadłam z powrotem na swój fotel, a że był duży to Lou bez problemu usiadł na jego boku obok mnie. – Kamikadze przygotowane profesjonalnie więc i profesjonalnie je pijemy: tak jak bóg nakazał – zaśmiał się Niall i ustawił przed każdym po 4 kieliszki i nalał do nich przygotowany trunek. W tym momencie do salonu weszła Amy. Już całkiem zapomniałam, że jej niema, tak dobrze się bawiłam. Miała pełny makijaż, czerwoną szminkę, obcisłą mini sukienkę i szpilki. Wyglądała dość komicznie między nami ‚dresiarzami’ ale było widać, że ma satysfakcję z tego jak wygląda. Wnioskując po minach chłopaków byli zaskoczeni jej wyglądem tak samo jak ja. Usiadła na kanapie obok Liama. Atmosfera jakoś się popsuła, ale tylko na chwilkę. – Nie zamulamy, tylko pijemy! Cheers! – zawołał Zayn – Cheers! – zawołaliśmy i każdy wypił 4 kieliszki jeden za drugim, bez przerwy – Łuuuuh! – zawołał Lou – musze przyznać Oli masz talent, to jest świetne! – Może i tak ale jak narzucimy sobie takie tempo to za godzinę odpadnę – zażartowałam. Razem ustaliliśmy, że każdy pije ile chce, więc ja z dziewczynami piłam po dwa kieliszki, a chłopaki po cztery. Cały czas śmialiśmy się i żartowaliśmy. Było świetnie.

Rozdział 9.

Obudził mnie dźwięk otwierających się drzwi. Zaspana podniosłam głowę. To chłopaki, dopiero wrócili z KFC. – Uff, załatwione, ale jesteśmy 40 minut do tyłu z czasem – powiedział Zayn i wszyscy usiedli na swoich miejscach. – Przepraszam, że Cie obudziliśmy. – powiedział Lou wygodnie układając się na swoim miejscu – wiesz, mnie i chłopaków już nic nie jest w stanie wybudzić z drzemki… choć może zapach pizzy – dodał. – Mamy wszystkich? – zapytał kierowca – Mamy! – zawołali chłopaki i ruszyliśmy w drogę. Było zimno, a w samochodzie była jeszcze włączona klimatyzacja. Zaczęłam się trząść. – Zimno ci? – zapytał z troską Harry – no troszeczkę – odpowiedziałam. – Panie kierowco, może pan włączyć ogrzewanie, dziewczyny nam marzną, nam już też zaczyna robić się zimno. – Ależ oczywiście, że mogę włączyć ogrzewanie, będzie tak miło i cieplutko, że jak zaśniemy to obudzimy się w rowie – odpowiedział z sarkazmem – a poza tym co z was za mężczyźni, skoro nie umiecie sobie kobiet zagrzać – zażartował kierowca, zaczęliśmy się śmiać. – Tak poważnie, to muszę mieć tu chłodno inaczej zasnę za kierownicą. Ale z tyłu są koce, przykryjcie się, poprzytulajcie i za chwilę będzie wam aż za ciepło – powiedział z uśmiechem. Hazza wyciągnął koce i rozdał je. Było ich 5, a nas 8, ale koce były na tyle duże, że 2 osoby spokojnie się pod jednym mieściły. Lou rozłożył koc i przykrył siebie i mnie, Harry zrobił to samo więc w sumie byłam przykryta dwoma. – Cieplej? – zapytał Louis poprawiając koc – zdecydowanie – odpowiedziałam.

Jechaliśmy już jakieś 2 godziny, w busie było się już całkiem cicho, wszyscy spali. Przebudziłam się. Było przyjemnie ciepło. Głowę miałam opartą o ramię Louisa a jego głowa była oparta o moją. Harry skulony leżał mi na kolanach. Bardzo chciało mi się pić, więc delikatnie ściągnęłam głowę z Lou, aby go nie zbudzić, ale nie udało się. – Coś się stało? Nie wygodnie ci? – zapytał zaspanym głosem – Nie, wszystko okej, po prostu chce mi się pić. Przepraszam, nie chciałam cię obudzić – Nic się nie stało – uśmiechnął się. Miał takie małe spuchnięte od snu oczka, wyglądał słodko. Wyciągnął z boku swojego siedzenia małą butelkę niegazowanej wody mineralnej. – Może być? – zapytał – Oczywiście, że tak. Dziękuję. – Odkręcił mi ją i podał. Napiłam się i oddałam mu butelkę, on też zrobił kilka łyków, zakręcił butelkę i odłożył na miejsce. – Możemy teraz znowu iść spać? Czy potrzebujesz czegoś jeszcze? – dopytywał z troską. – Możemy iść spać – uśmiechnęłam się, a Lou odwrócił się w moją stronę, objął mnie jedną ręką w pasie i położył policzek na moim ramieniu. Ja położyłam swoją głowę na jego i zasnęliśmy.

- Olii, obudź się jesteśmy już na miejscu – mówił do mnie ktoś pięknym głosem delikatnie klepiąc mnie po ramieniu. Otworzyłam oczy. Zobaczyłam nad sobą uśmiechniętego Harrego. – Dobry wieczór, budzimy się. – mówił dalej. – Już nie śpię – odpowiedziałam ziewając i przeciągając się. – Louis stawaj jesteśmy już na miejscu – powiedziałam do przyklejonego do mnie chłopaka, otworzył oczy. – Co? – zapytał zaspany. – Jesteśmy na miejscu, wychodzimy. – Wyszłam z pod cieplutkiego koca, Harry otworzył drzwi i wyszliśmy na dwór. Zabrałam swój bagaż i udaliśmy się do hotelu. W sumie nie był to hotel, a wynajęty dla nas drewniany domek. Kierowca dał Niallowi klucze – Tylko nie napsoćcie! – powiedział – jutro jak scenarzyści rozłożą sprzęt na plaży przyjadę po was. Myślę, że to będzie około 11. Dobranoc dzieciaki! – Dobranoc! - odpowiedzieliśmy chórkiem. Niall otworzył drzwi i weszliśmy do środka. Zayn zapalił światło. Domek był bardzo przytulny i cały z jasnego drewnia. Z drzwi wejściowych przechodziło się do dużego salonu w którym był kominek, nad nim, na ścianie wisiał telewizor plazmowy. Przed kominkiem stał  niski stoliczek, a dokoła 3 duże kanapy i 2 fotele. Na ziemi przed samym kominkiem leżał biały puszysty dywan. Po lewej stronie była otwarta kuchnia, z której można było obserwować co dzieje się w salonie, bo była oddzielona od niego tylko małym barkiem. Po prawej stronie salonu były drzwi do 8 pokoi. W sześciu z nich były po 2 łózka, a w pozostałych dwóch było po jednym łózku za to 2 osobowym. Wszyscy poszliśmy wybrać nasze pokoje. Amy i Katie zamieszkały razem, tak samo jak Liam i Niall, Hazza i Lou. Ja i Zayn mieszkaliśmy sami w pokojach z podwójnymi łóżkami. Weszłam do mojego pokoiku, był niewielki, ale tak jak reszta domu bardzo przytulny. Na samym środku stało wielkie, drewniane łóżko z białą pościelą, obok komoda z 5 szufladami i szafa. Na ścianie wisiało duże lustro. Była w nim również mała łazienka z prysznicem, lustrem i umywalką. Po drugiej stronie pokoju było ogromne szklane okno i drzwi na duży wspólny taras z widokiem na morze. Było pięknie. Od razu wyszłam na niego, skrzyżowałam ręce przy piersiach, bo od morza wiał zimny wiatr i oparłam się o barierkę. Miałam ochote krzyczeć z radości, czułam się taka szczęśliwa, jakbym zdobyła szczyt świata! Uśmiechałam się i patrzyłam przed siebie. – O czym myślisz? – zapytał znienacka męski głos, odwróciłam się i zobaczyłam Louisa, który również wyszedł zobaczyć taras. Byłam tak zamyślona, że nawet nie słyszałam, że do mnie podszedł. Popatrzyłam przed siebie – A o wszystkim i o niczym. Dalej nie moge uwierzyć, że tu jestem – popatrzyłam mu w oczy i z uśmiechem powiedziałam – jeszcze raz dziękuje chłopaki za szanse. – Nie masz za co dziękować – odpowiedział Lou – to my dziękujemy, że się zgodziłaś – powiedział i przytulił mnie czule. Coś we mnie drgnęło. Muszę się od niego oderwać, ale moje ciało nie chce mnie słuchać. Dalej stoję i wtulam się w jego ramiona, on też nie ma ochoty tego przerwać. – Co się tu dzieje?! – krzyknął nagle blondasek wesołym głosem, a ja natychmiast odskoczyłam od Louisa. Byłam trochę skrępowana – Co to za przytulanki na tarasie w czasie gdy w salonie szykuje się imprezka – dodał wesoło – Jaka imprezka? – zapytałam – Jak to jaka? Nasza na przywitanie L.A! Oraz zapoznawcza z wami laski – uśmiechną się – Właśnie byłem wszystkich poinformować, tylko was nie mogłem znaleźć mordki! Szybko bierzcie prysznic, czy co tam chcecie robić, przebierajcie się i imprezujemy! Lodówki są pełne jedzenia, a barki alkoholu! Manager o nas zadbał. Idę szykować jakieś jedzenie. Do zobaczenia za pół godzinki! – Niall odszedł od nas w wesołych podskokach. – Więc do zobaczenia Olii – powiedział Lou – do zobaczenia – odpowiedziałam nieśmiało i wróciłam do swojego pokoju.

Rozdział 8.

Podróż mija mi bardzo szybko. Niall całą drogę coś wsuwa, Liam w słuchawkach na uszach słucha muzyki i od czasu do czasu podjada słodkości blondasa. Dziewczyny za mną robią sobie ‚słit foteczki’ z śpiącym jak dziecko Zaynem, a my z chłopakami rozmawiamy bez wytchnienia. Robimy przerwę w opowieściach tylko gdy pijemy wodę, bo od tego ciągłego gadania zasycha w gardle. Świetnie się z nimi rozumiem. Obgadaliśmy już chyba każdy temat: od tych poważnych do tych najbardziej błahych. Jest cudownie, gdy rozmowę przerywa nam komunikat z głośnika: jesteśmy na miejscu, lądujemy. Jestem rozczarowana… dlaczego to tak szybko minęło? Mogłabym siedzieć i gadać z nimi cały dzień, to takie fajne chłopaki.

Jest godzina 20:30. Odebraliśmy już bagaż i wsiadamy do 9 osobowego busa, którym ruszamy w dalszą trasę. Dalszą 4 godzinną trasę… ale nawet się cieszę, znowu będzie czas pogadać. Katie znów usiadła z Zaynem, dołączył do nich Niall. Amy tym razem wybrała Liama, a na samym tyle samochodu usiadłam ja i chłopcy. Usiadłam koło okna, a Harry i Lou zaczęli mi coś zmyślać, że KONIECZNIE każdy z nich musi siedzieć przy oknie. Więc przesiadłam się na środkowe siedzenie, Louis usiadł po mojej lewej stronie, Hazza po prawej. – Panie kierowco, jesteśmy już tacy głodni, nie jedliśmy od 16:00 – żalił się Niall – może się pan gdzieś po drodze zatrzymać? – Nie ma sprawy, za 15 minut będziemy przejeżdżać obok KFC. Może być? – zapytał kierowca – Jasne, super! –  jedzenie! – wołali chłopaki. W sumie to z tych wrażeń, też zapomniałam, że ostatnim posiłkiem jakim jadłam było śniadanie. – Komuś dzwoni telefon – powiedział Harry – Ohh to mój! – zaczęłam przeszukiwać torebkę. O jest, to Viki, miałam do niej zadzwonić zaraz po przylocie do L.A. – Cześć, co słychać? – zapytałam miło – CO SŁYCHAĆ?? To ja sie pytam co słychać?! Miałaś do mnie zadzwonić. Jak chłopaki, lecieli z tobą? Widziałaś ich? Gadałaś z nimi? Gdzie teraz jesteś? - dopytywała niemal krzycząc z ekscytacji – Viki spokojnie, wylądowaliśmy jakieś 45 minut temu, właśnie miałam zadzwonić. A chłopaki to nic ciekawego. Takie wielkie gwiazdki, całą drogę byli zmierzli i mieli do wszystkich pretensje. Szczerze to mam już ich dość – powiedziałam udając zniesmaczoną – Osz ty! Oddawaj ten telefon! – zawołał Lou i wyrwał mi telefon z ręki – Cześć tu Louis z One Direction, chciałem Ci tylko powiedzieć, że twoja przyjaciółka trochę źle się czuje po podróży i bredzi jak najęta, ale nie martw się my już ją wyleczymy, jest w dobrych rękach – powiedział i z uśmiechem na ustach popatrzył na mnie. Viki coś odpowiedziała – Tak ja to naprawdę ja, czekaj dam ci Harrego. Bo jakoś dziś nikt nie chce mi w nic uwierzyć. – znów spojrzał na mnie i oddał telefon loczkowi – No cześć, tu Harry i potwierdzam, że Lou to naprawdę Lou i że twoja przyjaciółka rzeczywiście bredzi. – Dobra wystarczy, dawaj ten telefon! – powiedziałam i zabrałam Hazzie mojego iphona. – Viki jesteś tam? – Jestem, o mój boże to naprawdę oni? gadałam przez telefon z Larrym Stylinsonem? – Z jakim Larrym Stylinsonem? – zdziwiłam się, a chłopaki zaczęli się śmiać i słodko na siebie patrzeć. – Gadałaś z Louisem i Harrym z 1D. Dobra kończę, zdzwonię jak będę mieć chwilę. Pa, tęsknię! – Ja też! Pa mała. – schowałam telefon do torebki. – Kim jest Larry Stylinson? – zapytałam, a chłopaki znów wybuchnęli śmiechem, po czym chwycili się za ręce i pochylili w swoją stronę słodko patrząc sobie w oczy. To było co najmniej dziwne – To nasze połączone imiona i nazwiska – oznajmił Harry dalej trzymając dłoń kolegi – Jesteśmy jak Brangelina Jolie Pitt – dodał Lou, puścił rękę Harrego i usiadł normalnie. – Niektóre fanki uważają nas za parę gejów, robią o nas filmiki na YT, ale nie przejmujemy się tym, tylko wygłupiamy i jeszcze bardziej zaostrzamy sytuację, co nie słoneczko – zwrócił się do Hazzy – oczywiście najdroższy – odpowiedział loczek i przesłał Lou buziaka, po czym wszyscy trzej zaczęliśmy się śmiać. Dojechaliśmy już do KFC. Na dworze było chłodno. Weszliśmy do restauracji w której mieliśmy zarezerwowaną własną salę, aby chłopaki mogli spokojnie zjeść, bez krzyczących fanek. Zamówiłam sobie sałatkę z kurczakiem, a chłopaki kubełki pełne skrzydełek. Usiedliśmy do 2 stolików, po 4 osoby. W jednym siedziałam ja, Lou, Kate i Zayn, w drugim Amy, Niall, Hazza i Liam. Gadaliśmy, śmialiśmy się i jedliśmy. Byłam naprawdę głodna, ale mój głód to nic w porównaniu z głodem Nialla. Nawet nie byłam w połowie mojej sałatki a on zamawiał już 2 kubełek! Gdzie on to mieści? Gdy skończyliśmy jeść posiedzieliśmy jeszcze chwilkę, aby dać odpocząć naszym pełnym żołądkom, podziękowaliśmy i wychodzimy. To znaczy chcieliśmy wyjść, bo gdy tylko Liam otworzył drzwi naszej sali od razu zaczęły migać flesze i tłum dziewczyn zaczął piszczeć. Troche żal zrobiło mi się chłopaków. Ja byłam już zmęczona tą odprawą, przelotem, jazdą; choć to trwało dopiero kilka godzin, a co dopiero oni, nawet nie mogli niczego zjeść spokojnie. Tak wyglądało ich codzienne życie. Ciągle w biegu, ciągle uśmiechnięci, nawet jak coś ich trapiło. Chłopcy zaczęli podpisywać autografy i pozować do zdjęć z fankami. Ja i Katy poszłyśmy do busa, Amy została i opowiadała fankom chłopaków, że jest ich najlepszą przyjaciółką. Troche żałosne to było, ale jak chce to niech się ośmiesza dalej. Nie moja sprawa. Weszłam do samochodu i usiadłam na moim miejscu. Skuliłam się w kłębek. Było mi bardzo zimno i byłam już zmęczona. Zasnęłam.