Rozdział 7.

Jesteśmy na lotnisku. Pożegnałyśmy Marca i dalej ruszyłyśmy same. Godzina do odlotu. Razem z dziewczynami ustawiłyśmy się do kolejki, aby potwierdzić wylot, pokazać paszporty, nadać bagaż i zrobić całe mnóstwo rzeczy związanych z przelotem. Oby ta godzina szybko minęła. Stoimy sobie spokojnie, gdy nagle zaczynają migać flesze, ludzie wyciągają telefony z kieszeni i zaczynają robić zdjęcia. Odwracam się aby zobaczyć o co chodzi, gdy zobaczyłam, że kilka metrów od nas stoją chłopaki z One Direction, a z nimi garstka fanek, które robią sobie z nimi zdjęcia i proszą o autografy. Czyli jednak się myliłam, chłopaki sami załatwiają sobie odprawę. Może nie są, aż tak zepsuci przez sławę jak myślałam. Po około 10 minutach chłopcy pożegnali się z fankami i ruszyli w naszą stronę. – O, już jesteście! Cześć dziewczyny – Powiedział Niall – Cześć! – zawołałyśmy zachwycone. Przytuliłam się z każdym z chłopaków na przywitanie i akurat przyszła nasza kolej na okazanie biletów. – Bilet i paszport proszę – powiedziała oschle pani za ladą. – Proszę bardzo – wyciągnęłam z torebki bilet i dokument. – Wszystko się zgadza, proszę przejść z bagażem dalej. – Poczekałam, aż dziewczyny zostaną sprawdzone i chciałyśmy ruszać dalej gdy usłyszałyśmy głos Louisa – No wiecie co, na castingach byłyście takie milutkie, a teraz gdy macie tę pracę to nawet na nas nie zaczekacie? Dlaczego ludzie są tacy okrutni! – powiedział, udając mega smutnego i położył głowę na ramieniu Harrego, a ten pogłaskał go po głowie. – Ależ oczywiście, że zaczekamy, chciałyśmy tylko sprawdzić, czy w ogóle zauważycie że nas niema – powiedziała Katie z uśmiechem. Pani za ladą bardzo miła do chłopaków i bardzo szybko wszystko załatwiła. Powiedziała im też jak mogą szybciej nadać bagaż do sprawdzenia nie stojąc w kolejkach, po czym poprosiła o autograf dla córki. No, tak. Uroki bycia gwiazdą. Na nas patrzyła tak miała pretensje, że w ogóle gdzieś lecimy i musi marnować swój cenny czas sprawdzając nam paszporty, a paszporty chłopaków najchętniej oglądała by 10 razy, byleby tylko stali obok niej. – Vas happening dziewczyny! – zaśmiał się Zayn – idziemy oddać bagaże i lecimy! – był równie podekscytowany jak my.

Szybko udało nam się zostawić walizki i kilka chwil później całą ósemką byliśmy już na pokładzie. W przedziale business klasy było osiem rzędów z prawej i lewej strony. Po 3 miejsca w każdym. Każdy fotel był skórzany w odcieniu jasnego brązu. Prawdziwy luksus. Amy i Katie usiadły jako pierwsze a między nimi Zayn. W sumie to chłopak nie miał wyjścia, musiał tam usiąść bo one ‚delikatnie’ mu zasugerowały, że miejsce między nimi jest wolne, a czarnuszek jako czarujący dżentelmen nie mógł im odmówić. Niall i Liam wybrali miejsca za dziewczynami. Ja usiadłam sama przy oknie. – Witam panią serdecznie, czy te 2 miejsca są wolne? – zapytał poważnym głosem Louis – bo wie pani, razem z kolegą – wskazał na Harrego, który uśmiechnął się i uniósł brwi – zależy nam, aby usiąść obok kogoś tak cudownego jak pani – czarował dalej. – Ależ proszę uprzejmie – zabrałam torebkę która leżała na fotelu obok – zapraszam. – Lou usiadł obok mnie, obok niego Harry. – Dzięki chłopaki, że wybraliście akurat mnie do waszego teledysku – zaczęłam rozmowę – Teraz mogę wam już odpuścić tego funta, którego wydałam na smsa w X factorze – zażartowałam. – Nie ma za co – uśmiechnął się Harry – Zdradzę ci pewien sekret – powiedział Louis i w żartach rozejrzał się dokoła, czy aby na pewno nikt nie podsłuchuje – wiedzieliśmy, że przechodzisz dalej, jeszcze przed tym jak weszłaś na przesłuchanie. Ale ciii… – Jak to? – zdziwiłam się – Lou przestań mnie wkręcać, bo inaczej dług na funta stanie się znowu aktualny, a nie chcesz wiedzieć ile odsetek już narosło! – wiedziałam, że chłopak jest zakręcony i lubi sobie żartować zawsze i w każdej sytuacji. Lou teatralnie przewrócił oczami i uderzył tyłem głowy o zagłówek miękkiego fotela. Popatrzył na mnie kontem oka marszcząc czoło, udawał obrażonego. – Ale on mówi prawdę Olii – powiedział Harry pokazując przy tym w uśmiechu wszystkie swoje śliczne, białe ząbki. Trochę wytrąciło mnie to z równowagi, ale szybko załapałam ponownie wątek – Harry, proszę cie – Uwierz, tak było. Manager przyniósł nam katalog zdjęć dziewczyn w interesującym nas przedziale wiekowym z Similara. Razem z chłopakami oglądaliśmy zdjęcia i wybieraliśmy finałową 20. Gdy zobaczyliśmy twoją fotkę to bardzo się ucieszyliśmy - słuchałam wypowiedzi loczka w ciężkim szoku. - Pamiętaliśmy cie ze spotkania po koncercie. Urzekłaś nas z Louisem, resztę zresztą też, swoim naturalnym zachowaniem, nie piszczałaś ani nie płakałaś na nasz widok… Zaintrygowało nas to. – powiedział. – Casting to była czysta formalność. Nawet nie musiałaś tam wchodzić, byłaś już nasza – uśmiechnął się Louis. W prawdzie się nie widziałam, ale moja mina w tym momencie musiała być bezcenna. Chłopaki patrzyli na mnie, a ja nie wiedziałam co mam powiedzieć, więc tylko się uśmiechnęłam. Nawet nie mogę opisać jak się wtedy czułam. To było jak w śnie. Ciszę przerwał miły głos w głośniku, który oznajmił, że musimy zapiąć pasy, gdyż samolot za chwilkę wystartuje. Wznieśliśmy się ku niebu. Odwróciłam głowę do w stronę szyby udając, że oglądam widoki, a tak naprawdę myślałam o tym co powiedzieli chłopaki i uśmiechałam się jak głupia sama do siebie.

Rozdział 6.

Musiałam się zebrać i pojechać do miasta, podpisać te papierki. Jestem już w Similar Models, gdzie miło wita mnie menager naszego studia: Marc – Cześć Oli, gratulacje kobieto! Bardzo się cieszę, że ci się udało. – Dziękuję, ale na pewno nie cieszysz się tak jak ja – odparłam uradowana. – Zapraszam do biura, wszystkie dokumenty już doszły do nas faksem, jest też dokładna data i bilet lotniczy. – Gdy Marc wypowiedział te słowa, kolana mi się ugięły. Dopiero teraz doszło do mnie, że to dzieje się naprawdę! Podpisałam kilka papierków i otrzymałam bilet lotniczy. I gotowe, to wszystko. Pożegnałam się z Marcem. Wyszłam z biura i usiadłam na korytarzu. Z niedowierzaniem oglądałam bilet uważnie jak dziecko prezent świąteczny. Czytałam to co było na nim napisane chyba z 10 razy. A w środku była następująca informacja: Bilet na lot do L.A. liniami British Air na dzień 23.06, na godz. 18:00; otwarty, w dwie strony… Miejsce nr 18 w business klasie. Uśmiechnęłam się do mojego bileciku, jeszcze raz uważnie przeczytałam jego treść, pocałowałam na szczęście i ostrożnie schowałam do torebki. Idę do Westfield Center, Viki już pewnie tam jest.

Nie myliłam się, moja przyjaciółka już czekała na mnie. – Cześć mała, jak poszło? – zapytała – Cześć Viki, poszło doskonale, popatrz – wyciągnęłam z torebki mój cudowny bilet. – Gratuluje Olii, będę trzymać kciuki – przytuliła mnie – co robimy? jak świętujemy? – Nie wiem, na pewno nie usiedzę na miejscu, może gdzieś się przejdziemy? – zapytałam. – To świetny pomysł, chodzmy. – Wyszłyśmy z Westfielda i ruszamy prosto przed siebie. Idziemy już tak kilka minut i gadamy gdy nagle naszym oczom ukazał się wielki szyld: Milkshake City. Niby nic dziwnego, gdyby nie to że na szybach wisiały wielkie zdjęcia chłopaków z One Direction. – To jakieś fatum, oni mnie prześladują! Boję się, że jak zajrzę do lodówki to zamiast sałaty znajdę tam blondasa grającego na gitarze – powiedziałam – nie gadaj, wchodzimy! – Viki była prze szczęśliwa. Wchodzimy do środka i nie wiemy co powiedzieć. Duże pomieszczenie w którym wszystkie ściany są w kolorze różowym, a na każdej z nich wisi przynajmniej kilka zdjęć chłopaków z shakami. Istne szaleństwo! Widzę jak oczy Viki rozświetlają się – Patrz! – wskazała na ladę – shake One Direction! Jakie słodkie kubki! Musimy spróbować. – Nie zaprzeczam – uśmiechnęłam się znacząco. Kupiłyśmy sobie po jednym usiadłyśmy do stolika i zajadamy się. – Jaki słodki – powiedziałam do przyjaciółki – tak jak chłopaki – powiedziała z uśmieszkiem – jak mogłam nie wiedzieć o istnieniu takiego miejsca, jestem w szoku. – Ej Viki wyluzuj, to nowa knajpa, zobacz na ulotkę – podałam jej karteczkę. – Uff to dobrze, inaczej nie wybaczyłabym sobie, że nie znałam tego miejsca. – Dokończyłyśmy nasze desery i poszłyśmy na przystanek, pożegnałam Viki, która pojechała wcześniejszym autobusem. Mój pojawił się po jakichś 5 minutach. Wróciłam do domu, usiadłam na kanapie, wyciągnęłam bilet lotniczy i dalej oglądam go z niedowierzaniem. Jak to możliwe?

Dzień wyjazdu. To już dzisiaj! Spakowałam do walizki tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Połowę przygotowanych ubrań musiałam zostawić, bo po spakowaniu i zważeniu okazało się, że jest ich parę kilo więcej niż powinno być. Głupie lotniskowe przepisy! No cóż pomyślałam, że lepiej zostawić kilka ubrań w domu, niż na lotnisku. Około godziny 16 ma przyjechać po mnie Marc i razem z dziewczynami zawiezie nas na lotnisko. To najgorszy punkt tej wycieczki: godzinna odprawa… będziemy tam pewnie tylko we 3, bo chłopakom menager załatwi wszystko, aby nie musieli czekać. Chociaż wszystko jest możliwe. Może akurat nie są aż takimi gwiazdami i załatwiają takie codzienne sprawy sami. Wszystko okaże się na miejscu.

Nerwowo siedzę z zegarkiem w ręku, jest godzina 15:45. Jestem już gotowa. Ubrałam się jasne jeansy, biały tshirt, jeansową króciutką kamizelkę z ćwiekami, do tego żółte szpilki, które mam już na nogach, aby nie przeciągać wyjścia z domu jak w końcu Marc z dziewczynami się pojawią. Nerwowo patrzę  w okno i czekam. Minuty dłużą się w nieskończoność. Myślę jeszcze raz, czy aby na pewno wszystko spakowałam. Moje przemyślenia przerywa dzwonek do drzwi. To Marc. Wreszcie! Otworzyłam drzwi – Cześć Oli, gotowa? – zapytał – Jak nigdy wcześniej – dodałam. – Wezmę twoją walizkę, a ty zamknij mieszkanie i zapraszam do samochodu. – Zeszłam na dół. W samochodzie siedziały już 2 dziewczyny. Do tej pory nie wiedziałam kto poza mną pojedzie do L.A., ale dziewczyny kojarzyłam z castingu. – Cześć dziewczyny, jestem Oliwia – Hej jestem Amy – przedstawiła się pierwsza – a ja Katie – odpowiedziała druga – Wskakuj na pokład i lecimy do L.A! – dodała. O super, widzę, że nie tylko ja się tutaj mega cieszę z wyjazdu. Wsiadam do samochodu i ruszamy. Coś mi mówi, że to będzie dla mnie przygoda życia!

♥ ♥♥

PROSZĘ KOMENTUJCIE. Żebym wiedziała, że nie piszę tego na marne, tylko ktoś to jednak czyta.
buziaki, miss_piggy