Rozdział 2.

Poniedziałek, dopiero co wstałam. Szukam informacji w internecie na temat One Direction, skoro już mam iść na ten koncert i spotkać się z nimi wypadało by chociaż znać ich imiona. Ok, mam: blondas to Niall, czarnuszek Zayn, ten z loczkami to Harry i dwóch z dłuższą grzywą to Louis i Liam. No super, nie dość, że takie same fryzury to jeszcze podobne imiona. Na szczęście mają dość specyficzne twarze, myślę, że zapamiętam. Muszę jeszcze zobaczyć co mają w repertuarze, bo trochę głupio będzie jak tłum fanek będzie śpiewać i szaleć, a ja nawet nie będę znała melodii. Z tego co widzę to z ich piosenkami nie będzie problemu. Nie tak dawno skończył się program i nie mają żadnych swoich piosenek, śpiewają covery, między innymi ‚Grenade’ Bruna Marsa, ‚Only Girl’ Rihanny i całą masę innych znanych mi hitów w oryginalnych wersjach jak i tych które chłopaki zaprezentowali w programie. Jest! Jestem uratowana! Łatwo poszło. Jeszcze zrobię przegląd szafy, żeby ubrać się jak człowiek, w końcu mam się spotkać z przyszłymi gwiazdami, którzy w telewizji są określani „drugimi Backstreet Boys”.

Jem mojego ulubionego kurczaka z warzywami gdy dzwoni telefon, to Viki. - Hej Oli, pamiętasz, że jutro wybieramy się na koncert? - A jak mogłabym zapomnieć? Wysłałaś mi wczoraj z milion smsów w których opisywałaś jak  bardzo się cieszysz – powiedziałam z sarkazmem. - To super! – ucieszyła się Viki – wpadnij do mnie przed koncertem o 18. Koncert zaczyna się o 19, ale dzięki biletom które załatwił mi tatuś nie musimy stać w kolejkach, a i tak będziemy blisko nich, w sektorze VIP… blisko Liama – dodała z wyższością w głosie – Aaa to ten ulizany misiek z grzywką na oczach – powiedziałam dumna z mojej wiedzy, ale Viki zaraz sprowadziła mnie na ziemię swoimi pretensjami – Nie ulizany! Tylko wystylizowany. Jak jutro tak przy nim powiesz to chyba cie uduszę!! Eeejjj Oli, – dodała po chwili – zaszokowałaś mnie, widzę, że się przygotowałaś! Cieszę się bardzo. Do jutra kochana! – Pa Viki, do jutra.

Dzień koncertu. Muszę, przyznać, że nawet się na niego cieszę. Po obiedzie umyłam włosy, wysuszyłam i wyprostowałam, aby jakoś doprowadzić się do ładu. Strój na wieczór miałam już obmyślony - skórzane spodnie, białą bokserkę, pomarańczową marynarkę i czarne botki na wysokim obcasie z platformą. Normalnie nie założyłabym szpilek na koncert, ale pomyślałam, że w końcu mamy te bilety na strefę dla vipów, więc nie będzie tam wielu osób. Czas na makijaż. Z racji tego, że koncert odbywa się na hali przy sztucznym oświetleniu pozwoliłam sobie na mocniejszy makijaż. A co mi tam, raz się żyje! Zdecydowałam, że pojadę do Viki samochodem, nie będę się tłuc po nocach autobusem, czy też metrem. Założyłam trampki, a botki rzuciłam na tylne siedzenie. W tych szpilach raczej bym daleko nie zajechała, zmienię buty u Viki. Pół godzinki i jestem na miejscu. W samochodzie zmieniłam buty i  zapukałam do domu Viktori, otworzyła jej mama. – Dzień dobry Oliwio, Viki jest na górze, jeszcze nie jest gotowa, stroi się od rana! Już nie mam sił do tej dziewczyny, cały dzień blokuje nam łazienkę – zaczęłyśmy się obie śmiać – wierzę pani na słowo, bardzo się cieszy na ten koncert musimy jej to wybaczyć. Idę na górę, zobaczyć jak postęp w przygotowaniach. Weszłam do jej pokoju, panował w nim istny chaos. Wszędzie były porozrzucane ubrania i kosmetyki a w środku tego chaosu siedziała Viki z miną zbitego psa – nie mam w co się ubrać! – Nie, nie wytrzymam, masz tyle ubrań zaraz coś znajdziemy – powiedziałam i zaczęłyśmy przeszukiwać szafę i podłogę. Po 40 minutach Viki była wreszcie ubrana, umalowana i uczesana. – Za 20 minut koncert, nie zdążymy! – zaczęła panikować. – Jestem tutaj samochodem, ale nie ma szans żebyśmy jeszcze gdzieś zaparkowały o tej godzinie – powiedziałam. Po szybkiej burzy mózgów co tu poradzić wpadłyśmy na pomysł, żeby poprosić mamę Viki, aby nas podwiozła, ta oczywiście się zgodziła. Powiedziała, że zrobi wszystko, aby w końcu odzyskać łazienkę. Szybko wsiadłyśmy do samochodu i ruszyłyśmy w drogę, a że było to tylko kilka kilometrów od domu Viki to po około 20 minutach byłyśmy prawie na miejscu. Prawie, bo naszym oczom ukazał nam się gigantyczny korek. Byłyśmy już spóźnione o 10 minut. Stwierdziłyśmy, że resztę trasy pokonamy pieszo. Zostało ok. 500 metrów. Podziękowałyśmy za podwiezienie, wyskoczyłyśmy jak poparzone z samochodu i szybkim korkiem zmierzamy do hali. Było by nam łatwiej bez tych kilkunasto centymetrowych szpilek na tej przeklętej kostce brukowej… W końcu jesteśmy! Już dawno się tak nigdzie nie spieszyłam. – 19:15, mamy niezłe spóźnienie, na pewno już zaczęli – panikowała Viki – nie martw się, bez nas nie zaczną – uśmiechnęłam się. Dałyśmy bilety wielkiemu, łysemu ochroniarzowi, który w zamian dał nam tak zwane smycze z identyfikatorem i poinformował, że one upoważniają nas do wstępu do strefy vip i spotkania z chłopakami. Powiedział, też że będzie drobny poślizg i chłopaki wystąpią o 19:30. Mina Viki była nie do opisania. Gdyby mogła bo całowałaby po butach tego ochroniarza, ale z trudem się opanowała i ruszyłyśmy w stronę sektoru dla Vipów.

Rozdział 1.

Mam na imię Oliwia i pochodzę z Polski. Moi rodzice mają mały biznes w Polsce co finansowo pozwoliło mi spełnić moje marzenia o studiach za granicą. Od jakiegoś czasu mieszkam w Wielkiej Brytanii, na obrzeżach Londynu, ponieważ uczę sie tutaj. Uczęszczam do jednego z tutejszych collegów, studiuję na akademii sztuk pięknych – zaocznie, tylko co weekend, lub w ogóle nie wychodząc z domu przez internet co daje mi bardzo dużo czasu na cieszenie się z życia w wielkim mieście. Do centrum Londynu, gdy oczywiście nie ma korków mam jakieś 20 min autobusem, a 10 min metrem. Londyn to cudowne miasto… chyba nie muszę tego nikomu mówić. Mieszkam sama, mam małe mieszkanko, które udało mi się kupić z pomocą rządu Wielkiej Brytanii, który bardzo pomaga przyjezdnym studentom. Ehh co za cudowny kraj! Moje mieszkanko znajduje się w jednym z nowo wybudowanych budynków i mam w nim kuchnię, łazienkę z prysznicem i dwa małe pokoiki, ale za to jakie przytulne. A i do tego balkonik z widokiem na piękną rzekę Tamizę i miasto. Jestem szczęściarą! W wolnych chwilach zajmuję się modelingiem. No może nie do końca jest to moja praca i jedyne źródło dochodu, ale z pewnością jest to moje hobby. Nie jestem co prawda typem dziewczyn o wymiarach 90-60-90 na długich patykowatych nogach, które przy wzroście 185 cm ważą 40 kg… oj nie to na pewno nie ja! Jestem przeciętną dziewczyną z kompleksami i wałeczkami na brzuchu. Więc jak mogę pracować w modelingu? Mam to szczęscie że jestem w miarę fotogeniczna dlatego czasem gdzieś w jakimś małym butiku wisi plakat moich nóg reklamujących buty czy kawałek ciałka z sweterkiem który jest zresztą droższy od mojego wynagrodzenia… Od czasu do czasu, gdy się uda gram jakieś drugoplanowe rólki w teledyskach, filmach, serialach, takie tam sztuczny tłum, nikt nawet nie kojaży, że gdziekolwiek się pojawiłam, ale ważne, że jakieś pieniążki i satysfakcja z tego są. Oczywiście sama nie biegam po castingach, bo takie rzeczy tylko w świecie wielkiej mody, razem z koleżankami i tysiącami innych kobiet i mężczyzn należymy do agencji Similar Models, gdzie wyższe szychy oglądają nasze zdjęcia, potem managerowie umawiają nas na casting i albo się spodobamy, albo dziękujemy, może następnym razem…

Jest sobota, więc lecę na uczelnię, nie było mnie tam już od jakichś 3 tygodni, troszkę z powodu przeziębienia, troszkę z lenistwa. Przystanek znajduje się niecałe 10 minut drogi od mojego domu, co prawda mam samochód, ale jazda po tym totalnie zakorkowanym mieście jest praktycznie niemożliwa. Poza tym szybciej zajadę autobusem, bo tutaj autobusy są traktowane jako pojazdy uprzywilejowane i mają swój własny pas ruchu. Na dworze jest ciepło, zarzucę tylko jakiś sweterek, torba i szybkim krokiem zmierzam do autobusu.

Jakimś cudem zdążyłam na wykłady, cichutko usiadłam obok mojej przyjaciółki Viki – to stu procentowe dziecko Londynu! Mieszka z rodzicami w centrum miasta, uwielbiam ją. – Witam panią w końcu w szkole, przyznaj, gdyby nie sms ode mnie znów byś nie przyszła? – zapytała Viki. – Oj wiesz, że byłam chora, poza tym nadrobiłam cały materiał online – odpowiedziałam. – Ok, masz szczęście, że nadrobiłaś bo mam dla Ciebie super nowinę, mam 2 bilety na X Factor On Tour a konkretnie na koncert „One Direction” grają po jutrze w Londynie. I jakby tego było mało, są to bilety Vip z spotkaniem z gwiazdą! – cieszyła się Viki. Trzeba przyznać była wielką fanką tego zespołu. Ja kojarzyłam chłopaków z X Factora: 5 chłopaczków, miłe buźki, ładne ubranka, ładne głosy i muszę  przyznać, że rzeczywiście mają talent. I tutaj wiedza na ten temat się kończy. – Hej, to jak, pójdziesz ze mną? – dopytywała Viki. – A co mi tam i tak nie mam żadnych planów – zgodziłam się. Pomyślałam, że może na koncercie poznamy jakichś miłych facetów… no tak, kogo ja chcę oszukać, faceci na koncercie One Direction… ale może po koncercie uda mi się wyciągnąć Viki do jakiegoś pubu.

Zajęcia ciągnęły się i ciągnęły w nieskończoność. I jest w końcu, wyczekiwany dzwonek, koniec zajęć, wolność! Żegnam się z Viki i lecę na autobus.

Trochę informacji…

Witam wszystkich! To mój pierwszy blog. Założyłam go, aby podzielić się z wami moimi przemyśleniami i opowieściami na temat ‚ONE DIRECTION‚. Mam nadzieję, że spodoba wam się.. Proszę o komentarze – wtedy będę wiedzieć, że ktoś to czyta! :)