Rozdział 170.

Nie zdążyłam nawet wstać, bo nie dłużej jak piętnaście sekund później z pokoju wybiegł Harry trzymając w rękach kurtkę i swoją brązową torbę. Rzucił to wszystko na podłogę i usiadł obok mnie, opierając się plecami o ścianę.

- Albo jesteś strasznie uparty, albo mój angielski jest średnio zrozumiały – zdobyłam się na odrobinę sarkazmu, przynajmniej przestałam płakać.

- Jestem tak samo uparty jak ty, a twój angielski jest doskonały – objął mnie ramieniem, a ja wtuliłam twarz w jego bark.

- Harry powiedz mi proszę, co się z nim stało? – poprosiłam niepewnie

- Narkotyki. Nie może sobie dać z nimi rady. Prawie się przekręcił z przedawkowania, a tu pierwszy dzień po wyjściu z szpitala już się szprycuje – odpowiedział Hazza.

- Narkotyki? – zapytałam zdziwiona, patrząc mu w oczy

- No magiczne pastylki od Andiego. Mówiłaś, że o nich wiesz – odpowiedział spokojnie, ścierając wskazującym palcem łzę z mojego policzka, jego dotyk dodawał mi otuchy, chociaż sama nie mogłam uwierzyć w to jak głupia jestem wierząc w bajeczki Louisa.

- Powiedział mi, że to mieszanka sterydów i witamin, dla lepszego samopoczucia i wyglądu… Jestem idiotką – ponownie przycisnęłam twarz do barku Harrego, było mi wstyd.

- Nie jesteś, po prostu wierzyłaś swojemu chłopakowi. Zayn też się w to wciągnął, ale udało mu się jakoś przystopować… niestety Lou był głuchy na nasze prośby. Uzależnił się – wyjaśnił smutno

- Narkotyki, piętnaście godzin pracy, przywłaszczanie waszych pieniędzy, dziwne aneksy do umów i zakazy… Harry ten człowiek was zniszczy. Powinniście powiedzieć o wszystkim Simonowi i jak najszybciej przerwać współpracę z Andym – chłopak skinął głową z zaciętą miną.

- Możesz być spokojna, dni tego grubasa są policzone. Jego metody ranią za dużo osób… Dobra, chodź, wstańmy z tej zimnej podłogi. Załatwię ci jakiś pokój, oczywiście nie w naszym hotelu. Dla siebie też wezmę jeden, obok twojego. Nie powinnaś być teraz sama – powiedział wstając i podając mi dłoń

- Dzięki Harry za wszystko, ale chcę stąd wylecieć jak najprędzej. Mam nadzieję, że złapię jakiś samolot. Możesz wracać do chłopaków – wstałam z podłogi i zmusiłam się do czegoś na kształt uśmiechu

- Okej, więc polecimy do Londynu. – wydawał się być głuchy na moje prośby.

- Harry, proszę cię. Przecież wiesz, że nie możesz wyjechać, macie teraz sporo pracy, a zespół…

- Mam gdzieś ten zespół – przerwał mi w połowie zdania

- Ale nie chłopaków. Nie możesz ich zostawić samych. Dam sobie radę, poza tym w Londynie czeka na mnie Viki, więc nie będę sama. – wyjaśniłam rzeczowo. Chyba się udało, bo Hazza zaczął się zastanawiać.

- W sumie masz rację – przyznał niechętnie – Nie wiem czy mogę zostawić chłopaków samych. Ale chociaż odwiozę cię na lotnisko.

- Dzięki – odpowiedziałam uśmiechając się delikatnie. Ten chłopak tyle dla mnie robi! Przetarłam twarz rękoma – Och, wyglądam okropnie. Wszyscy się będą na mnie gapić, a nie mam nawet kaptura w bluzie… – powiedziałam pociągając nosem

- Wyglądasz pięknie, masz tylko troszkę czerwone oczy. Czekaj… – Harry zaczął szukać czegoś w swojej torbie – O, są. Proszę – powiedział podając mi swoje czarne Ray Bany, które od razu założyłam na nos. Chłopak założył kremową kurtkę, objął mnie ramieniem i wyszliśmy na zewnątrz.

 

- Proszę na lotnisko, od strony tylnego wejścia – powiedział Harry, gdy wsiedliśmy do samochodu.

- Oczywiście, jak pan sobie życzy… Przepraszam panie Styles, podpisze mi pan to dla córki? – zapytał odrobinę nieśmiało taksówkarz podnosząc zdjęcie chłopaków – Dała mi je, na wypadek gdybym któregoś z was gdzieś spotkał – pośpieszył z wyjaśnieniem

- Jak ma na imię pana córka? – zapytał uprzejmie Harry wyciągając marker z swojej torby.

- Alison – odpowiedział taksówkarz podając Hazzie zdjęcie. Chłopak wsadził mazak do ust i otworzył go, a zatyczka została w jego zębach. „Dla cudownej Alison – Harry Styles :) xX” napisał specyficznym, koślawym pismem.

- Proszę – powiedział niewyraźnie dalej trzymając zakrętkę markera w zębach. Oddał taksówkarzowi zdjęcie zespołu – Zależy nam na czasie… jeśli by pan mógł… – dodał zatykając mazak i wrzucił go to torby.

- Oczywiście, zrobię co w mojej mocy. Bardzo dziękuję za podpis – odpowiedział taksówkarz, a autograf od Hazzy położył na siedzeniu obok siebie.

Wreszcie ruszyliśmy. Jechaliśmy przez zatłoczone miasto. Oparłam czoło o szybę, twarze przechodniów migały mi przed oczami. W każdej z nich zauważałam coś, co przypominało mi Louisa… Szeroki uśmiech jakiejś małej dziewczynki, fryzura chłopaka na deskorolce, kolor włosów pewnej kobiety z teczką i tak w kółko. Harry siedział obok mnie, poczułam, że ściska moją dłoń. Z wielkim trudem oderwałam wzrok od szyby i spojrzałam na niego siląc się na delikatny uśmiech. Wiedziałam, że muszę to zrobić, aby chociaż tak okazać mu swoją wdzięczność. Hazza również był smutny, widziałam to po jego oczach. Pewnie dlatego, że przeze mnie chciał uderzyć swojego najlepszego przyjaciela. Dziwię się mu, że w ogóle się mną interesuje i odwozi mnie na lotnisko… Przecież tak namieszałam w ich życiu, przeze mnie chłopcy będą źli na Louisa! Ta świadomość sprawiła, że zrobiło mi się niedobrze. Wróciłam do poprzedniej pozycji, aby Hazza nie zobaczył mojej miny. Czas płynął zdecydowanie zbyt wolno, wydawało mi się, że lotnisko jest od nas oddalone o setki kilometrów. Przykre słowa Louisa odbijały się w myślach po mojej głowie. Korzystając z tego, że dzięki ciemnym okularom nikt nie widział moich oczu ścisnęłam mocno powieki starając się wyrzucić z pamięci kilkadziesiąt ostatnich minut. Niestety nie udało się.

 

Wreszcie przed nami budynek lotniska, reaguję na niego prawie z ulgą, chcę opuścić ten kontynent jak najszybciej. Harry zapłacił za taksówkę… Nieważne i tak jestem mu dłużna tyle pieniędzy, że dopiszę to sobie do listy długów. Nawet nie zdążyłam otworzyć drzwi, gdy Harry zmaterializował się przy nich. Bez słowa wziął moją torbę podróżną i podał mi dłoń którą bez wahania złapałam. Pomógł mi wyjść z samochodu jeszcze raz dziękując taksówkarzowi za usługę. Poszliśmy do solidnych, metalowych drzwi. Hazza nacisnął guzik na czymś co wyglądało jak domofon, a po chwili odezwał się głos:

- Lotnisko Nowy york, w czym mogę pomóc?

- Witam, tutaj Harry Styles, zależy mi na dostaniu się na lotnisko dyskretnie i bez niepotrzebnego rozgłosu. – wytłumaczył rzeczowo w trakcie, gdy ja obserwowałam czubek moich butów. Głowę miałam tak ciężką od tłoczących się w niej myśli, że nie byłam w stanie jej unieść.

- Proszę chwileczkę poczekać, musimy zweryfikować pana tożsamość… Pan… Harry Styles. Proszę przyłożyć jakiś dokument na odległość dziesięciu centymetrów od kamery – chłopak spełnił prośbę kobiety

- Dziękuję bardzo. Ktoś jest z panem?- zapytał ponownie głos z domofonu

- Tak jest ze mną moja przyjaciółka, Oliwia Salkin. Pokazać dokument?

- Poproszę – odezwała się miła pani

- Oli, daj na chwilkę paszport – zwrócił się do mnie Hazza. Sięgnęłam to torby, którą trzymał i podałam mu dokument, który przyłożył do oka kamerki tak jak poprzednio swój

- Dziękuję bardzo. Zapraszam państwa do środa i życzę miłego dnia – powiedziała. Usłyszeliśmy charakterystyczne syczenie w drzwiach, Harry pchnął je mocno i otworzyły się przed nami.

- Chodźmy – powiedział obejmując mnie ramieniem.
___________________________________________
helo :) dziś taki spokojny rozdział, na
okiełznanie emocji po poprzednim :)

jak widzicie tym razem to nie sen i bardzo
mi przykro, że mój rozdział wywołał u
Was łzy w oczach, ale też z drugiej strony
cieszę się, że potraficie tak wczuć się w
sytuację na blogu i życie Oliwi i
przeżywacie to razem z nią :)

+ przekroczyłyśmy 500tyś wyświetleń!
yuhu, dziękuję!!!!!!

buziaki :* ♥

Rozdział 169.

Jechaliśmy przez jakieś czterdzieści pięć minut w ciągu których nie mogłam usiedzieć spokojnie. Cały czas dopytywałam biednego kierowcę czy jeszcze daleko, a uliczne korki doprowadzały mnie do szału. Wreszcie zatrzymaliśmy się na poboczu, zapłaciłam za podróż, pan taksówkarz powiedział mi na którym piętrze i w którym pokoju są chłopcy. Podziękowałam i wyskoczyłam jak poparzona z samochodu, prawie biegnąc do ogromnego wieżowca. Weszłam do windy i nacisnęłam interesujący mnie numer piętra. Jechałam nią sama, moje serce biło coraz głośniej i z ekscytacji i trochę ze strachu, bo nie wiem czego mogę się spodziewać po Lou. Jak będzie wyglądał? Czy dalej jest taki słaby? Czy Hazza uprzedził go o tym, że przyjadę? Zaraz rozwieję wszystkie wątpliwości, staję przed właściwymi drzwiami i biorę głęboki oddech. Naciskam klamkę i wchodzę.

Chłopcy znajdują się w wielkim pokoju, pewnie mają przerwę. Lou, Zayn i Niall siedzą przy ogromnym stole na podeście i podpisują autografy, Hazza leży po prawej stronie na sofie i ogląda telewizor, a Liam je coś przy małym stoliczku stojącym niedaleko sofy Hazzy.

- Louis… – powiedziałam niemal z ulgą i od razu podeszłam do stołu. Wszyscy chłopcy spojrzeli na mnie, ale nikt nic nie powiedział. Trochę mnie to zdziwiło, dlaczego nikt nie cieszy się na mój widok? To sprawia, że denerwuję się mocniej. Louis podniósł w górę głowę i popatrzył na mnie zamroczonym wzrokiem, który ścisnął mi gardło. Czyżby to leki tak na niego działały? A może znowu coś bierze…? – Lou, skarbie, jak się czujesz? Wszystko w porządku? Dlaczego nic mi nie powiedziałeś? – dopytywałam, raczej z troską niż z złością. Stałam po drugiej stronie stołu, Louis nawet nie wstał, nie przywitał się, tylko patrzył na mnie, po czym parsknął pogardliwym śmiechem, co nieco wytrąciło mnie z równowagi. Zrobiłam coś głupiego? Może reaguje tak na mój brak makijażu…? – Wszystko w porządku? – powtórzyłam niepewnie swoje pytanie

- W jak najlepszym Oliwio – odpowiedział Lou, dziwnie się uśmiechając – Dobrze, że tutaj przyleciałaś, ułatwiłaś mi tylko sprawę. Musimy porozmawiać – wzdrygnęłam się na dźwięk ostatniego zdania. To nie wróży niczego dobrego. Przełknęłam głośno ślinę. Zayn i Niall wstali, zapewne po to aby zostawić nas samych, tak samo jak Hazza i Liam – Nie, chłopaki stójcie. Nie wychodźcie. Ta sprawa tyczy się dobra całego zespołu, czyli nas wszystkich, więc lepiej zostańcie – chłopcy bez słowa zajęli swoje miejsca wrócili do swoich wcześniejszych zajęć. Co ja mam wspólnego z zespołem? pomyślałam

- Lou, o co chodzi? – zapytałam coraz bardziej zdenerwowana

- Słuchaj Oli. Jesteśmy już z sobą dość długo, bywało gorzej i lepiej, ale umówmy się, żadne z nas nie sądziło, że będziemy razem do końca życia – zrobiłam wielkie oczy. Ja właśnie tak myślałam – Andy i ja uważamy, że dziewczyna źle wpływa na mój wizerunek, wiesz fanki wolą żebym był singlem – mówił cały czas uśmiechając się pod nosem. Dobra, gdzie jest ta ukrywa kamera?

- Lou, przestań tak żartować, to nie jest śmieszne – powiedziałam, jakoś pokonując kluskę w moim gardle

- To nie są żarty. Chcę być teraz sam, skupić się na sobie i swojej karierze. A może kiedyś znajdę sobie dziewczynę. Jakąś gwiazdę filmową, albo piosenkarkę… W każdym bądź razie kogoś z mojej półki… Bo nie oszukujmy się, nie jesteś zbyt dobra dla mnie. Jesteś nikim, nie jesteś ani znana, ani zgrabna, ani nawet ładna. Sama widzisz, że zasługuję na kogoś lepszego, niż na takie mniej niż zero jak ty…

- Lou, wystarczy, chyba zrozumiała – powiedział Zayn, patrząc na mnie.

- Proszę cię, nie wtrącaj się Malik – zwrócił się do swojego przyjaciela po czym znowu popatrzył na mnie

- Ale, Lou… Przecież tyle razem przeszliśmy, tyle nas łączy… – zaczęłam nieco błagalnie, to do mnie nie podobne, aby płaszczyć się przed facetem, ale nie mogłam nie walczyć o mojego chłopaka. A raczej już nie mojego…

- Co nas łączy? Jesteś zwykłą dziewczyną, nawet nie Brytyjką, nie jesteś w żadnym stopniu specjalna. – Poczułam na policzkach coś ciepłego, łzy, które od razu pohamowałam i starłam wierzchem dłoni – Dlaczego płaczesz? Wiedziałaś, że z mojej strony to nic poważnego. Przecież nigdy nie powiedziałem ci, że cię kocham, więc po co ten płacz? – pokręcił karcąco głową, a ja przestałam oddychać. Moje serce zamarło, mam ochotę zapaść się pod ziemię. Jak mogłam być taka głupia i tego nie zauważyć? Przecież mówił, że jestem dla niego ważna, wyjątkowa, że mu na mnie zależy, ale nigdy nie powiedział, że mnie kocha. Opadły mi ramiona, dopiero teraz zaczęłam wierzyć, że to nie sen, a prawdziwe życie w którym rzeczywiście jestem zerem.

- Widzę, że nie masz żadnego komentarza do tego co powiedziałem. W sumie przy twoim ilorazie inteligencji co jeszcze możesz dodać? Ale nie martw się, pamiętam o tym, że pomogłaś mi raz, czy dwa razy, dlatego chcę abyś poznała moje dobre serce. Pozwolę ci na to, abyś sprzedała naszą cudowną historię miłosną jakieś gazecie. Możesz coś dopowiedzieć od siebie, tylko postaw mnie w dobrym świetle. Wiesz ile tysięcy funtów na tym zgarniesz? Wiem, że między nami do niczego nie doszło, ale możesz powiedzieć, że uprawialiśmy seks, wyobrażasz to sobie? Twoje foto na pierwszej stronie gazety z wielkim napisem BZYKAŁ MNIE LOUIS TOMLINSON. Wreszcie jakoś zaistniejesz – mówił to całkiem swobodnie, a ja nie mogłam uwierzyć własnym uszom. Potraktował mnie jak zabawkę, nic nie wartą zabawkę… Patrzyłam na niego wielkimi oczami, łzy spływały mi po policzkach. „Nigdy nie powiedziałem ci, że cię kocham” odbija się echem po mojej głowie. To musi być zły sen, błagam, niech mnie ktoś obudzi!

- Louis, zamknij się do cholery! – warknął na niego Harry i to przywróciło mi funkcje życiowe. Przełknęłam ślinę i wybiegłam z tego pokoju. Chciałam umrzeć, wyskoczyć przez okno, albo po prostu zniknąć.

Zatrzaskuję za sobą drzwi, tracę wszystkie siły. Uginają się pode mną nogi opieram się plecami o ścianę i opadam wzdłuż niej na podłogę. Przyciskam czoło do kolan. Czuję się poniżona, a co gorsza, wiem, że wszystko o czym mówił Lou to prawda. Jestem zerem! Co ja sobie głupia myślałam? Że jakaś tam szara dziewczyna z Polski zacznie spełniać swoje marzenia przy światowej gwieździe sceny muzycznej? Otwierają się drzwi, czyżby Lou zapomniał czegoś dodać? Podnoszę głowę i widzę smutny wzrok moich czterech przyjaciół. Twarz Hazzy z smutku zmienia się w wyraz dzikiej furii i gniewu

- Zabiję go! Zabiję tego pieprzonego egoistę! – wołał Hazza wyrywając się w stronę drzwi, a Zayn i Liam trzymali go mocno. Niall stał obok z rękami przyciśniętymi do głowy, nie wiedział co zrobić, był bliski płaczu

- Harry, pamiętaj, że jesteśmy zespołem, nie możemy…

- W dupie mam cały ten zespół! Puśćcie mnie do cholery! – wołał przerywając w połowie zdania Liamowi. Nie mogłam już dłużej na to patrzeć, to wszystko działo się z mojej winy

- Harry, proszę cię, przestań. Nie warto – odezwałam się łamiącym półgłosem, który jednak dobiegł do uszu Hazzy. Chłopak spojrzał na mnie i momentalnie się uspokoił. Wyszarpał agresywnie rękaw z uścisku Zayna i ukląkł obok mnie

- Oli.. – powiedział tylko i mnie przytulił, a ja zaniosłam się jeszcze większym płaczem ściskając go mocno. Nienawidzę tego, że gdy ktoś chce mi pomóc i mnie pocieszyć przez przytulenie sprawia, że płaczę jeszcze bardziej

- Wszystko będzie okej, nie słuchaj go, to kretyn, nie ma racji – powtarzał mi co chwila Hazza. Wzięłam głęboki oddech i niechętnie odsunęłam twarz od jego szyi. Spojrzałam na resztę chłopców, patrzyli na mnie przejęci, Niall również płakał, a Liam pocieszał go pocierając jego ramię ręką

- Chłopaki dzięki za wsparcie. Wszystko jest okej, naprawdę – mówiłam, ale nikt nie wierzył w moje słowa. Nawet ja.

- Nie obraźcie się, ale chciałabym zostać sama – dodałam, miałam dość litowania się nade mną. Chłopcy na szczęście spełnili moją prośbę

- Trzymaj się mała – powiedział Niall kucając obok mnie i przytulając długo.

- Pamiętaj, że zawsze będziesz naszą najlepszą przyjaciółką. Najlepszą na świecie – powiedział Zayn przytulając mnie na pożegnanie. Weszli do środka, a ja zostałam na korytarzu z Hazzą i Liamem.

- Na prawdę nie potrzebuję opiekunów, dam sobie sama radę – zwróciłam się do nich

- Słyszysz Li, masz iść – rozkazał Hazza wskazując drzwi

- Ta, jasne, a potem ty wbiegniesz do pokoju i rozwalisz twarz Louisa. Nie ma mowy – Liam pokręcił głową

- Szkoda mi dłoni, Liam, proszę cię. Zaraz do was dołączę – powiedział tym razem bardziej po ludzku

- Chcę być sama – powtórzyłam.

- Li, wejdź do środka – rozkazał mu Hazza, na co chłopak tylko przecząco pokręcił głową

- Liam wkurzasz mnie swoją upartością, ale dobra. Chodź – powiedział Harry. Liam nieco niepewnie popatrzył na mnie, potem na Hazzę. Loczek pociągnął go za rękaw i weszli razem do pokoju chłopaków, zostawiając mnie samą na korytarzu.

Rozdział 168.

Zza dresowych spodni chłopaka wystawał kawałek bokserek. Niby nic takiego, ale to były bokserki, które kupiłam ja sama. Ohydny, ale i specyficzny zgnito-zielony kolor w czarne groszki. Ostatnie trzy pary w rozmiarze M jakie udało mi się dostać. Kupiłam je, gdy Lou u mnie mieszkał przed rozwodem rodziców, a nie zabrał z domu niczego, z pieniędzmi i bielizną włącznie. To był Louis, coś stało się mojemu chłopakowi! Ta wiadomość mnie przytłacza i sprawia, że oddycham z coraz większą trudnością. Staram się uspokoić, to przecież telewizja śniadaniowa, plotkarze, łgarze i kłamcy. Poza tym Harry nie pisałby do mnie o głupotach, jeśli coś stałoby się jego przyjacielowi. Zaczynam myśleć racjonalnie. Biegnę po telefon i wybieram numer mojego sprawdzonego informatora. Louis, o ile może mówić i jest przytomny, na pewno uspakajał by mnie, mówiąc, że to nic takiego, za to Hazza nigdy by mnie nie oszukał.

- Halo? – powiedział zaspany

- Cześć Harry.

- Coś się stało? – zapytał ożywiony, gdy rozpoznał mój głos

- Tak stało się. Dlaczego nikt mi nie powiedział, że Loui jest w szpitalu? Co się mu stało? – dopytywałam zdenerwowana

- Oli, spokojnie. Nic mu nie jest – odpowiedział Harry

- Jak to nic mu nie jest?! Widziałam w telewizji, że tracił przytomność na stojąco! Harry naprawdę cię błagam powiedz mi co się stało, proszę – ostatnie zdanie wypowiedziałam łamiącym się półgłosem, nie mogłam pohamować emocji

- Oliwia, nie denerwuj się, już ci wszystko mówię – chłopak wypuścił powietrze z płuc i mówił prawie szeptem

- Louis zatruł się… emm… Louis… przedawkował. – wyznał

- Co takiego? Ale… To te witaminy od Andiego. – skojarzyłam – Co? Jakie znowu witaminy…? Emm, dobra, nieważne. Lou zatruł się jakimś świństwem. Wzięli go na płukanie żołądka, poleżał w szpitalu trzy dni, dziś go wypuścili wypoczywa w hotelu i wszystko jest okej – powiedział

- Okej? Hazza, nic nie jest okej. To zdarzyło się trzy dni temu i nikt mi o tym nie powiedział? Dlaczego? – zapytałam z wyrzutem

- Louis prosił nas o dyskrecję. Nie chciał cie martwić – odpowiedział lekko zakłopotany

- Świetnie mu to wyszło. – zauważyłam opryskliwie przypominając sobie o sytuacji z Ritą którą też „nie chciał mnie martwić”

- Przepraszam, ale nie miałem wyboru – powiedział chłopak

- Nieważne, słuchaj, mam do ciebie sprawę. Możesz załatwić mi wizę do stanów? – chyba zaskoczyłam go tym pytaniem, bo przez chwilę się nie odzywał

- To chyba nie jest najlepszy moment na odw…

- Harry, pytam czy mógłbyś mi pomóc w zdobyciu wizy do stanów, a nie o radę na datę odwiedzin. – zganiłam go

- Poczekaj, oddzwonię za piętnaście minut, zobaczę co da się zrobić. Chociaż na prawdę nie ma potrzeby, żebyś przylatywała – powiedział

- Dzięki za radę, zapamiętam. A tym czasem czekam na twój telefon. Trzymaj się

- Do usłyszenia – odpowiedział chłopak i rozłączyłam się.

To były najdłuższe dwadzieścia trzy minuty i siedemnaście sekund w moim życiu. Wskazówka w którą się wpatrywałam chyba robiła sobie ze mnie żarty, bo prawie cale się nie poruszała. Lewie opanowywałam się przed złapaniem za telefon i zadzwonieniem do Hazzy, ale wiedziałam, że skoro obiecał, że zadzwoni to na pewno to zrobi. Każdą sekundę nowej minuty odliczałam w innym języku, aby choć na chwilę zająć czymś innym myśli. Gdy właśnie byłam przy drei und dreißig minuten und sieben sekunden zadzwonił Hazza

- I jak? – zapytałam od razu

- Masz wylot za trzy godziny, terminal piąty. Na lotnisku będzie czekał na ciebie facet, który da ci bilet i wizę. – oznajmił rzeczowo

- Dziękuję Harry, dzięki, dzięki, dzięki! Prosiłam tylko o wizę, ale cieszę się, że pomogłeś mi też z samolotem. Oddam ci pieniądze za bilet jak będę już w stanach. – powiedziałam szczęśliwa, że udało mu się to załatwić

- Nie wygłupiaj się, to nic takiego. Nie chcę żadnych pieniędzy, przyjaciele powinni sobie pomagać – odpowiedział już odrobinę weselszym głosem

- Wiem i pamiętaj, że też możesz na mnie zawsze liczyć. – przypomniałam mu

- Dziękuję. Będę pamiętał – zapadła chwila ciszy – Oli? A tak właściwie to czemu zadzwoniłaś do mnie, a nie do Louisa? – zapytał

- Nie wiedziałam co z nim, jak się czuje i czy jest jeszcze w szpitalu. Poza tym wciskałby mi kity, że nic się nie stało, a przy tobie mam pewność, że mnie nie oszukasz – wyjaśniłam prosto z mostu

- Masz o mnie dobre zdanie – skomentował

- Bo jesteś dobrym człowiekiem. Dobra lecę się pakować, a ty śpij. Przepraszam, że cie obudziłam i że na ciebie nakrzyczałam – powiedziałam szczerze

- Do usług, miłego lotu i do zobaczenia – powiedział miło.

- Jeszcze raz dziękuję za pomoc, dobranoc.

- Dobranoc Oli.

Uff, udało się. Po rozmowie z Harrym jestem dziwnie odprężona i uspokojona. Ten chłopak ma głos który leczy, powinien mieć własny program w religia tv. Mógłby uspakajać swoim głosem i uśmiechem stare, rozhisteryzowane emerytki. Chociaż może lepsza byłaby audycja w radio, bo na widok tej ślicznej buźki i dołeczków biedne babcie mogłyby dostać zawału…

 

- Cześć Viki, słuchaj, nie martw się o mnie, nie będzie mnie jutro w szkole – zadzwoniłam do Viki już z samochodu, gdy jechałam na lotnisko

- Coś się stało? Znowu jakaś grypa? Oli, wykończysz się, wylecz się wreszcie porządnie – zaspana przyjaciółka nawet nie dała mi wytłumaczyć

- Nie, to nie to. Jestem zdrowa jak koń, ale Lou… nieźle zatruł się jakimiś świństwami, trzy dni leżał w szpitalu, teraz wypoczywa w hotelu. – powtórzyłam wszystko co wiedziałam od Harrego

- Co takiego?! Ale… jak to? Dlaczego mi nie powiedziałaś wcześniej? – zapytała z wyrzutem

- Sama nie wiedziałam. Dziś rano widziałam materiał w śniadaniówce, na którym lekarze prowadzili jednego z członków One Direction do karetki, ale chłopak był zamaskowany i nie wiadomo było który to. Wyglądało to strasznie, oni prawie go ciągli, cały czas tracił przytomność… Dopiero gdy wciągali go do karetki poznałam, że to mój Lou. Nieźle się wystraszyłam. – wyjaśniłam głosem pełnym emocji

- Liam niczego mi nie powiedział! – oburzyła się Viki, po czym dodała już spokojniej – Oli, tak mi przykro. Ale co to ma do twojej jutrzejszej nieobecności w szkole? Chyba nie będziesz leżeć i płakać w poduszkę, co? To naprawdę nie jest sposób na rozwiązanie tej sytuacji.

- Nie, nie będę płakać do poduszki – zaśmiałam się smutno – Od razu po tym jak wyemitowali ten materiał i doszłam do siebie to zadzwoniłam do Hazzy. Powiedział, że to Lou poprosił chłopaków o to, aby niczego nam nie mówili. Porozmawiałam z Harrym i zapytałam czy ma możliwość załatwienia mi wizy do Stanów. Udało się, wylatuję za godzinkę. Lou mnie teraz potrzebuje, chłopaki mają wywiady i występny, a Lou jest pewnie sam. Chcę mu jakoś pomóc, zaopiekować się nim. Może to pomoże nam trochę odświeżyć nasz związek i zbliżyć się znowu do siebie. – wyjaśniłam

- Ach, Oli, ale ci zazdroszczę! Zobaczysz chłopców -powiedziała Viki nieco smutnym głosem. Zrobiło mi się strasznie głupio, że nie poprosiłam Hazzy o dwa bilety.

- Uwierz mi, wolałabym ich nie widzieć, a mieć zdrowego Louisa. Przepraszam, że nie załatwiłam ci biletu, nie miałam do tego głowy, tak się wystraszyłam…

- Spoko, Oli, przecież nic się nie stało. Najważniejsze, że Lou jest cały – odpowiedziała Viki od razu

- Dziękuje, cieszę się, że cię mam – powiedziałam szczerze

- I vice versa – odpowiedziała

- Dobra, jestem już na lotnisku, muszę kończyć. Wieczorem dam ci znać co u naszych dzieciaków – oznajmiłam

- Udanego lotu, ucałuj ode mnie chłopców

- Oczywiście, pa Viki!

- Pa! – odpowiedziała przyjaciółka.

 

Na lotnisku w Londynie bez większych problemów znalazłam faceta z białą kartką z ogromnym napisem WaOli Salkin, na który zareagowałam śmiechem. Teraz jestem już w Nowym Jorku i pokazuję paszport niezbyt miłemu panu który świdruje mnie wzrokiem. Od razu wychodzę na zewnątrz złapać jakieś taxi. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu lot do Stanów był bardzo przyjemny. Spałam przez prawie całą podróż, nie było żadnych turbulencji i nawet się nie obejrzałam, a minęło osiem godzin. Nie brałam walizki, do torby podręcznej spakowałam tylko bieliznę na zmianę, dwie koszulki i szczoteczkę do zębów. No i mam jeszcze to co na sobie, czyli spodnie, adidasy, sportową kurtkę, czapkę, koszulkę i bluzę. Zaczynam tego żałować, bo jest słonecznie, niemal jak w lecie, ale bardzo mroźno. Brr, w Nowym Jorku jest jeszcze zimniej niż w Anglii, mam nadzieję, że szybko znajdę jakiś transport do hotelu chłopców. Podchodzę do krawędzi chodnika, a tu kolejny facet z kartką „WaOli Salkin”, tym razem taksówkarz.

- Witam, Oliwia Salkin. Pan czeka na mnie? – zdziwiłam się

- Polecenie pana Stylesa, zapraszam – powiedział otwierając mi drzwi.

W życiu nie odwdzięczę się Hazzie! Nie musiałam nawet mówić, gdzie chcę jechać, a po odtransportowaniu mnie do celu miły pan nie chciał ode mnie pieniędzy. W hotelu podeszłam do recepcji i bez żadnych problemów dostałam kartę do drzwi apartamentu chłopaków. Recepcjonistka poinformowała mnie też, że chłopcy pojechali na próbę dźwiękową i że wrócą dopiero za trzy godziny, ale bez problemu mogę zaczekać u nich. Musiałam ją trzy razy dopytywać, czy wyjechali całą piątką i czy Louis opuszczał hotel, a ta zarzekała się, że tak. Byłam nieźle skołowana, przecież Lou jest chory, wczoraj wyszedł z szpitala, a dziś jest już na próbach? To pewnie sprawka Andiego. Poprosiłam, aby recepcjonistka zamówiła mi taksówkę do miejscu pobytu chłopaków.

____________________________
Dzień Dobry Wszystkim! (oprócz Dir:P)

Dzięki za wszystkie komentarze do ostatniego
rozdziału ;) Okej, będę tłumaczyć, a raczej pisać
wszystkie internetowe wiadomości chłopców w
naszym ojczystym języku (czyli Polskim ;P)

Co do akcji i historii w rozdziałach to niestety
musi być kilka „zwyklejszych” rozdziałów po
których rozkręca się akcja :) Chcę, aby to toczyło
się mniej więcej jak w normalnym życiu i nie
zrobiło się z tego moda na sukces w której
bohaterowie nie mogą przeżyć nawet pół dnia
na spokojnie :) Akcja się rozkręci dziewczyny :)

 

Dir – ha ha ha, proszę się ze mnie nie nabijać:
lepiej zmienić się później niż wcale, uczymy się
przez całe życie! :P Wiesz, że za równy miesiąc
o tej porze będziemy już po koncercie Biebsa :D
/a ja dalej nie umiem na pamięć jego piosenek :(/

buziaki ;*